cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

Operacja Pika, czyli jak alianci chcieli zaatakować ZSRR

Maciej Łuski, 17.09.2020

Brytyjski Korpus Ekspedycyjny we Francji, 1940 r.

Sowiecka agresja na Polskę z 17 września 1939 roku nie zobowiązała Francję i Wielką Brytanię do wypowiedzenia wojny ZSRR. Gwarancje sojuszników Polski obejmowały jedynie konflikt z Niemcami, jednak nie wykluczano, że Stalin będzie wrogiem w równym stopniu co Hitler. Pytanie brzmiało tylko: czy niemiecko-sowiecki sojusz to jednorazowa akcja przy podziale Polski, czy dłuższa współpraca?

Dwóch wrogów, a nie tylko jeden

Wątpliwości zniknęły późną jesienią 1939 roku wraz z kolejny sowieckim atakiem, tym razem na Finlandię. Momentalnie retoryka polskich sojuszników się zmieniła i jeśli dotąd unikano konfrontacyjnego języka w odniesieniu do Kraju Rad, to teraz można było pozwolić sobie na więcej. Było to także widoczne w postawie polskiego rządu na uchodźstwie. Od momentu pierwszych starć między polską a sowiecką armią było wiadomo, że Polska i ZSRR są w stanie wojny, jednak nie zbyt wyraźnie akcentowano tę kwestię. Tymczasem w przemówieniu noworocznym 1940 roku premier gen. Władysław Sikorski przyznał:

[17 września] Rosja [sowiecka] zdradziła, idąc zbrojnie na pomoc Niemcom, i uderzając nas w umówionym z nimi momencie nożem w plecy. Odtąd jesteśmy w stanie wojny z Sowietami, na równi z Niemcami.

Polska piechota w marszu, 1939 r.

Wyraźnie zmieniła się atmosfera, co do wojny z Sowietami. Do tej pory Francja i Wielka Brytania jednoznacznie odrzucała tę opcję, jako coś niezwiązanego z konfliktem z Niemcami. Teraz zamierzano, jeśli nie przerwać niemiecko-sowiecką współpracę, to przynajmniej zadać jej potężny cios. Tym ciosem miała być m.in. Operacja Pika.

Atak od południa i północy

Projekt zakładał przeprowadzenie zmasowanych bombardowań kaukaskich pól naftowych i linii kolejowych. Bomby miały spaść m.in. na Grozny, Baku czy Batumi. W ten sposób chciano upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Z Kaukazu wysyłano surowce wspierające wojenny przemysł III Rzeszy. Nie było to znaczące wsparcie, ale atak na Sowietów stanowił równoczesne osłabienie ZSRR i III Rzeszy. Gdy z kolei Związek Sowiecki zacznie przegrywać, to być może Stalin stanie się bardziej skłonny do ustępstw lub zmiany sojuszu.

Bombardowania były jednak jedynie częścią większej gry, w której poczesną rolę odrywała Polska. Alianci planowali wykonać manewr będący powtórzeniem wojny krymskiej. W połowie XIX wieku Anglia i Francja wspierana przez Turcję i Królestwo Sardynii pokonały Rosję, bijąc się na obrzeżach Imperium i bez konieczności prowadzenia marszu na Moskwę czy Petersburg. Tym razem miało być podobnie. Brytyjczycy i Francuzi rozpoczęli negocjację z Ankarą na temat możliwości przepuszczenia przez Bosfor okrętów, które przeprowadziłyby atak na sowieckie porty. Nie wykluczano również desantu na południowej Ukrainie lub Zakaukaziu czy z pomocą ludów kaukaskich wzniecenia tam antysowieckiego powstania. W grę wchodziła także ofensywa lądowa na ZSRR z obszaru Iranu. I tutaj trzecią siłą obok Brytyjczyków i Francuzów mieli być Polacy. Z myślą o walce z Sowietami, a nie Niemcami formowano przy francuskiej Armii Lewantu Samodzielną Brygadę Strzelców Karpackich.

Planowano też otwarcie drugiej linii frontu – na północy. Tu sytuacja była prostsza, ponieważ trwała wojna sowiecko-fińska. Już w grudniu 1939 roku alianci rozpoczęli wysyłkę do walczącej Finlandii broni. To miał być jednak dopiero początek. Kolejnym etapem byłoby przerzucenie 100-tysięcznego Korpusu Ekspedycyjnego, w którym znów poczesną rolę przyznano Polakom. Formowana we Francji Samodzielna Brygada Strzelców Podhalańskich była tworzona właśnie z myślą o walce w Finlandii. Fiński marszałek Carl Gustaw Mannerheim szedł jednak dalej i opowiadał się za przerzucaniem do jego kraju całej armii polskiej na Zachodzie i formowanie kolejnych polskich jednostek z internowanych żołnierzy w krajach bałtyckich. Wówczas nie było to takie nierealne jak się dziś może wydawać. Finlandia była jedynym miejscem, gdzie Polacy mogli się bić z jednym ze swoich wrogów, a jak podkreślał generał Sikorski, żołnierze byli „pełni entuzjazmu” i „rwali się do walki”.

Fińscy strzelcy na pozycjach obronych podczas wojny zimowej

Generał Sikorski przewidywał, że prócz podhalańczyków do boju w wojnie zimowej zostanie wysłany polski dywizjon myśliwski (zwany dywizjonem fińskim) oraz okręty „Burza”, „Błyskawica”, „Grom” oraz okręty podwodne „Orzeł” i „Wilk”. Korpus planowano przerzucić od północy przez port Petsamo lub przez Norwegię. Norwegowie jednak oponowali przed wykorzystaniem ich terytorium do pomocy Finom. Woleli zachować neutralności, czym narazili się na ostrą krytykę Brytyjczyków i oskarżeniem o współpracę z obydwoma agresorami.

Przerzucenie do Finlandii polsko-francusko-brytyjskiego Korpusu Ekspedycyjnego uniemożliwił jednak nie opór Oslo, lecz zakończenie konfliktu. 13 marca 1940 roku Finowie podjęli rokowania pokojowe. Finlandia straciła część terytorium, ale zachowała niepodległość. Nie zmieniło to jednakże nastawienia aliantów do wojny z Sowietami. Paryż i Londyn oceniał, zwłaszcza po kompromitującej dla ZSRR wojnie zimowej, że Związek Sowiecki jest słaby i wystarczy atak od południa, by podyktować Moskwie korzystne warunki pokoju.

Wojna nerwów

Od początku 1940 roku przystąpiono pełną parą do przygotowań do ataku na Zakaukazie. Brytyjskie samoloty szpiegowskie wykonywały zdjęcia w rejonach planowych bombardowań. Na poligonach testowano bomby zapalające, szykowano pasy startowe i przerzucano na Bliski Wschód bombowce. Stalin jednak szybko zorientował się w sytuacji i rozpoczął koncentrację swoich jednostek na południu. Odpowiedzią na alianckie bombardowania miały być sowieckie bombardowania brytyjskich pozycji w Iraku, Turcji, Afganistanie, Iranie, Syrii, Palestynie i Egipicie. Paryż i Londyn wprawdzie liczyli się z sowiecką reakcją, ale sądzili, że ograniczy się ona do słabego ataku na Afganistan, Iranu lub Irak. Rosyjski historyk Mark Słonin twierdził natomiast, że Stalin nie wykluczał nawet uderzenia na Indie.

Szykowało się wielkie starcie na Bliskim Wschodzie. Pytanie brzmiało: kiedy? Z raportów NKWD z marca 1940 roku wynika, że aliancki atak przewidywano na wiosnę 1940 roku. Według niektórych badaczy, stąd też brała się decyzja o zgładzeniu polskich jeńców w ramach zbrodni katyńskiej. Przywódca ZSRR obawiał się, że mogą oni się stać podstawą antysowieckiego legionu. Sowieci przygotowywali się na wojnę i musieli usunąć wszelkie zagrożenie dywersji.

Alianci jednak aż tak bardzo się nie spieszyli do ataku. Termin realizacji Operacji Pika przesuwano kilkukrotnie. Początkowo miał być to kwiecień 1940 roku, ale niemieckie uderzenie na Danię i Norwegię zmusiło do zmiany tego terminu. Ostatecznie stanęło na październiku 1940 roku. Po zdobyciu Danii i Norwegii uważano, że Hitler będzie potrzebował czasu na odpoczynek i skonsumowanie nowych zdobyczy, co wykluczało kolejne podboje. Wydawało się, że jest to dobry czas, by pozbawić go głównego sojusznika we Europie Wschodniej.

Rafineria w Baku
(foto: Bundesarchiv, Bild 183-R00738 / CC-BY-SA 3.0/Wikimedia Commons)

Tymczasem w maju 1940 roku to Niemcy zaatakowały Francję. Blitzkrieg sprawił, że Paryż został wyeliminowany z gry. Brtyjczycy zostali sami na placu boju i wkrótce potem Hitler na nich skoncentrował swą uwagę. W takich warunkach nie było już szans na powrót do Operacji Pika. Definitywnie temat ten stracił rację bytu wraz z atakiem Niemiec na ZSRR. Stalin z wroga stał się potencjalnym sojusznikiem, a gorącym orędownikiem nowego aliansu stał się największy dotychczasowy zwolennik bombardowania Zakaukazia – Winston Churchill.

W konsekwencji, Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie nie miały okazji wziąć udziału w walkach z Sowietami. Brygada Strzelców Karpackich przerzucona do Libii wsławiła się w obronie Tobruku. Brygada Strzelców Podhalańskich walczyła pod Narwikiem. Pozostałe nasze siły, które miały ścierać się z Armią Czerwoną – broniły Francji, brytyjskiego nieba czy alianckich konwojów na Atlantyku.

Co byłoby najlepsze?

Dziś trudno jednoznacznie orzec, jakie skutki mogłaby przynieść realizacja Operacji Pika. Wątpliwości budzi m.in. skuteczność alianckich nalotów. Nie wiadomo zatem, czy bombardowania przyniosłyby jakieś wymierne efekty. Niemniej plan próbowano jeszcze reaktywować na wypadek przechwycenia przez Niemców w 1942 roku kaukaskich pól naftowych.

Z polskiej perspektywy wojna aliantów przeciwko zarówno Niemcom, jak i ZSRR dawała nam największą gwarancję na odbudowę niepodległej Polski i to nie tylko w przedwojennych granicach, ale również powiększonej. Problem w tym, że połączone siły niemiecko-sowieckie byłyby trudne do pokonania. Gdyby do bombardowań Zakaukazia doszło przed atakiem Niemiec na Francję, to potem trudno byłoby oczekiwać, by osamotniona Wielka Brytania nie szukałaby jakiejś formy porozumienia z jednym lub drugim przeciwnikiem. Zbawiennym byłoby w takiej sytuacji jedynie przystąpienie Stanów Zjednoczonych do wojny, które mogłyby przechylić szalę zwycięstwa na stronę aliantów. Ale jak wiadomo wciągnięcie Amerykanów do tego konfilktu nie było takie proste.

Inaczej sytuacja by wyglądała, gdyby udało się wcześniej przerzucić Korpusu Ekspedycyjny do Finlandii. 100 tysięcy dobrze wyszkolonych żołnierzy, biorąc pod uwagę niewielkie „postępy” Armii Czerwonej na tym froncie mogło przyczynić się do jednoznacznego zwycięstwa Finów. Tylko, że to wcale nie musiało oznaczać, że Stalin zrezygnowałby ze wszystkich swoich zdobyczy wynikających z Paktu Ribbentrop-Mołotow.

Dla Polski najlepiej by było zatem, gdyby nigdy nie doszło do zerwania sowiecko-niemieckiego sojuszu, a Wielka Brytania i USA biły się do ostatecznego zwycięstwa z tymi dwoma wrogami. Jednakże zarówno jedno, jak i drugie byłoby bardzo trudne do osiągnięcia.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA