cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

Ogrodzieniec - perła na szlaku Orlich Gniazd

Paweł Lipiec, 15.10.2018

Zamek w Ogrodzieńcu (foto: Łukasz Śmigasiewicz/CC BY-SA 3.0 pl/Wikimedia Commons)

Jakiś czas temu prezes Jarosław Kaczyński rzucił hasło odbudowy zamków Kazimierza Wielkiego. Niby fajnie by było zobaczyć odtworzone średniowieczne warownie, jednak spoglądając na zamek w Ogrodzieńcu można odnieść wrażenie, że akurat w tym wypadku ruiny są nie mniej dobre.

Zamek krakowskich bankierów

Trudno bowiem znaleźć bardziej malownicze zamczysko w Polsce niż leżący na szlaku Orlich Gniazd na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej zamek w Ogrodzieńcu. Ta warownia już od wielu set lat jest ruiną. Chociaż zdarza się co niektórym wskazywać ten obiekt jako niegdyś należący do Kazimierza Wielkiego, to w rzeczywistości mamy do czynienia siedzibą rycerską, a potem...mieszczańską. Ale po kolei.

Pierwszymi właścicielami tego zamku był ród Włodków herbu Sulima. Dokładna data wzniesienia kasztelu nie jest wprawdzie znana, ale na podstawie badań archeologicznych można stwierdzić, że najstarsze murowane fundamenty pochodzą z okolic połowy XIV stulecia. Na tle późniejszych właścicieli, to Włodkowie władali tymi dobrami dosyć długo, bowiem ponad dwa wieki. Po roku 1470 majątek ten przejmowali mieszczanie krakowscy Salomonowiczowie, a także rodziny szlacheckie Rzeszowskich i Pileckich.

Ogrodzieniecki zamek (foto: Jakub Hałun/CC BY-SA 3.0/Wikimedia Commons)

Największe piętno na jego wyglądzie odbili Bonerowie. Była to również rodzina mieszczańska, przybyła do Krakowa przez Wrocław z Alzacji. Pod Wawelem zajęli się, jak to byśmy dziś określili, bankowością. I właśnie tą drogą Jan Boner stał się panem na zamku Ogrodzieniec. Jego poprzedni właściciel Mikołaj Pilecki wziął od Mikołaja Chełmskiego pożyczkę pod zastaw tej nieruchomości. Chełmski natomiast zastawił ją u Bonera. Gdy w 1527 r. było wiadome, że Pilecki nie jest w stanie spłacić długu, przekazał zamek na własność Chełmskiemu, a ten oddał go Bonerom.

W 1530 r. bratanek Jana, Seweryn Boner rozpoczął w Ogrodzieńcu wielką, trwającą 15 lat przebudowę. To właśnie wtedy warownia zyskała kształt, którego dziś pozostałości możemy podziwiać. Był to zespół zamkowy o powierzchni 3,5 ha z zamkiem górnym i podzamczem. Nad całym kompleksem górowała sześciokondygnacyjna wieża bramna i druga, obronna z strzelnicami. Rezydencja ponadto posiadała dwa dziedzińce. Mówiono, że okazałością dorównywała Wawelowi.

Duch kasztelana

Choć do dziś mówi się o Ogrodzieńcu jako zamku Bonerów, to w posiadaniu tej rodziny było on raptem 35 lat. W 1562 r. jego posiadaczem został zięć Seweryna Bonera, marszałek wielki koronny Mikołaj Firlej. Kolejnym ważnym wydarzeniem było zdobycie warowni przez wojska Maksymiliana Habsburga w 1587 r. Austriacki arcyksiążę ścigał się wówczas do tronu krakowskiego z Zygmuntem Wazą. Wkroczył na ziemie polskie ze swoimi najemnymi wojskami, zajął kilka twierdz, oblegał również Kraków, ale musiał ustąpić armii Jana Zamoyskiego.

Widok z przedzamcza na zamek w Ogrodzieńcu (foto: Jacek Juszkiewicz/CC BY-SA 4.0/Wikimedia Commons)

Najciekawszą postacią w dziejach tego obiektu jest chyba jednak Stanisław Warszycki – kasztelan krakowski, jeden z czołowych senatorów w II. poł. XVII w. Ogrodzieniec nabył w 1669 r. Już wtedy słynął ze swojego trudnego charakteru. Wprawdzie miał wybitne zasługi z czasów potopu szwedzkiego, a jak trzeba było to nawet obdarowywał jałmużną, ale jednocześnie okrutnie znęcał się nad okoliczną ludnością i nie tylko. Jak pisał podróżnik Urlich Werdun z Fryzji:

Tego pana Warszyckiego barbarzyńskie okrucieństwo tak dla swych poddanych, jak i domowników, a nawet dla własnej żony jest okrzyczane w całej Polsce.

Kasztelan rzekomo nakazał zamurować żywcem służącą oraz zamęczyć swoją trzecią żonę Jadwigę, którą posądzono o wiarołomstwo. Za te i inne tego typu przewiny wedle legendy został w 1681 r. żywcem wzięty do piekła. Od tego czasu każdego dnia przed północą ukazuje się na ogrodzienieckim zamku pod postacią ogromnego, ziejącego ogniem, czarnego psa z łańcuchem u szyi.  

Zamek w Ogrodzieńcu wg Napoleona Ordy

Trwała ruina

Najwięcej nieszczęść dla zamku przyniosły wojny ze Szwedami. Jak wiele innych warowni Ogrodzieniec ucierpiał w czasie potopu. Później nastąpiła co prawda częściowa odbudowa, ale już w 1702 r. wojska szwedzkie Karola XII spaliły zamek. Po tym ciosie zamczysko nigdy się nie podniosło. Niemałe w tym zasługi miał mąż Barbary Warszyckiej, córki kasztelana, Krzysztof Męcińskich. Lekkoduch i utracjusz nie dbał o majątek i w znacznej części go roztrwonił.

W kolejny latach Ogrodzieniec krążył już między mniej znaczącymi rodzinami Jaklińskich, Kozłowskich, a w końcu pochodzących z zaścianka Wołczyńskich. Gdy w 1945 r. zamek przeszedł na własność państwa nie nadawał się już do zamieszkania. Zadecydowano zatem, że będzie to trwała ruina udostępniona do zwiedzania dla turystów. Dziś jest to jedna z największych atrakcji regionu i perła na szlaku Orlich Gniazd.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA