cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

Krótkie są momenty, czyli nieświęci nobliści

Jakub Wojas, 20.11.2019

Czesław Miłosz, 1999 r. (foto: Artur Pawłowski/CC BY-SA 4.0/Wikimedia Commons)

Tegoroczne rozdanie nagród Szwedzkiej Akademii bez wątpienia będzie długo w naszym kraju wspominane. Po ponad dwudziestu latach polska autorka dostała literackiego Nobla, co w tej dziedzinie plasuje nas w światowej czołówce.

Zanim jednak zapadła decyzja o przyznaniu nagrody Oldze Tokarczuk, na rynku wydawniczym pojawiła się książka Sławomira Kopera „Nobliści skandaliści”. Biorąc pod uwagę kontrowersje, które pojawiają wokół naszej tegorocznej laureatki (a tak naprawdę zeszłorocznej, gdyż formalnie jest to Nobel za 2018 rok),to bez wątpienia autorka „Ksiąg jakubowych” nie odbiega pod tym względem od „normy”. Nie wszystkie jednak aspekty działalności noblistów interesują autora w równym stopniu.

Więcej opowieści o polskich noblistach można znaleźć w książce
Nobliści skandaliści

Książkę pana Kopera, jak zwykle, świetnie się czyta. Mamy tu obszerne sylwetki sześciu polskich noblistów. Autor nie opisuje żyjącego Lecha Wałęsy, ale dołącza do tego grona (za co mu chwała) często pomijanego w zestawieniach polskich laureatów Józefa Rotblata – uhonorowanego pokojowym Noblem w 1995 roku. Przy okazji pojawia się w książce krótka dygresja na temat tego, kogo można uznać za polskiego noblistę. Obywatelstwa polskiego nie posiadali przecież Maria Curie-Skłodowska czy Henryk Sienkiewicz. Miał je z kolei Leonid Hurwicz czy Isaac Singer. Sławomir Koper decyduje się rozszerzyć utartą listę naszych noblistów tylko o Józefa Rotblata stosując proste kryterium – przyznawanie się do polskości.

Rozdział o Rotblacie na tle innych jest najmniej „skandaliczny”. Wśród pozostałych laureatów skandali już nie brakuje, choć niekoniecznie są to te skandale, które najbardziej by mnie interesowały. Jest to oczywiście subiektywne odczucie, gdyż nietrudno zgadnąć, że nie brakuje osób, dla których rozterki sercowo-łóżkowe (z naciskiem na to drugie) są ważne, ale ja wolałby może inaczej położone akcenty. Bo o ile rzeczywiście ciekawe jest jak Czesław Miłosz traktował kobiety (porzucenie w młodości dziewczyny w ciąży „w imię wolności poety”, liczne zdrady żony, do których usilnie go namawiał kolega Konstanty Jeleński) i rzeczywiście chętnie o tym by poczytał, ale na zasadzie ciekawostki. To co wydaje mi się ważniejsze w tym przypadku autor jedynie wspomina na marginesie. Dlaczego pogrzeb Miłosza na Skałce spotkał się z takim wzburzeniem? Na czym polegał jego spór z Herbertem? Jak oceniać postawę noblisty w czasie II wojny światowej, komunizmu i III RP? Oczywiście, pan Koper musiałby tu niejednokrotnie dywagować i stawać własne, niejednokrotnie odważne hipotezy, ale nie boi się tego w przypadku innych aspektów życiorysu Miłosza, np. jego rzekomego homoseksualnego romansu z Jarosławem Iwaszkiewiczem w zamian za możliwość literackiej kariery.

Podobnie jest w przypadku innych noblistów. Przykładowo, w książce pojawia się informacja, że Henryk Sienkiewicz przyjął w Oblęgorku delegację legionowych ułanów na czele z Bolesławem Wieniawą-Długoszowskim, ale już nie ma, że noblista ich zrugał. Są dość dokładnie rozszyfrowane inspiracje, które przyczyniły się do stworzenia postaci z „Rodziny Połanieckich”, ale brak opisu żarliwej dyskusji, jaką ta książka wywołała w środowisku polskiej inteligencji i powstania, zapomnianego już nieco, acz wówczas istotnego i oskarżycielskiego pojęcia „połaniecczyzny”, które można przyrównywać do dzisiejszej „lemingozy”. Jest za to znów sporo o rozterkach miłosnych i seksualnych autora Trylogii, włącznie z historią o problemie, jaki pojawił się w czasie kontroli celnej w związku z jego nadmierną erekcją.

Wisława Szymborska, jesień 2009 r.
(foto: Mariusz Kubik/[CC BY 3.0/Wikimedia Commons)

To co jednak można zapisać na plus, to dosyć szczegółowe opisanie historii uwikłania Wisławy Szymborskiej w wsparcie reżimu komunistycznego, które miało miejscami bardziej paskudny charakter niż li tylko pisanie wierszy sławiących towarzysza Stalina.

Wśród pozostałych noblistów dominują grzechy, jak nietrudno zgadnąć, przeciwko szóstemu i dziewiątemu przykazaniu. Na tym tle ciekawie prezentuje się Władysław Reymont, który, jak przyznaje sam autor, miał najdłuższą drogę do sławy, ale za to już w wieku 33 lat zapewnił sobie niezależność finansową i to nie bynajmniej dzięki swoim dziełom literackim, a za sprawą odszkodowania, sięgającego w przeliczeniu na dzisiejsze pieniądze blisko 1,5 mln zł, które wyłudził jako odszkodowanie za niby poważny wypadek na kolei. W książce zresztą dużo miejsca poświęca się sferze materialnej (poniekąd w myśl triady: seks-władza-pieniądze). Największym krezusem okazuje się Henryk Sienkiewicz, który za każde wydanie swoich książek inkasował po kilkaset tysięcy złotych. Jeszcze przed uzyskaniem Nobla, w 1898 roku miał na swoim koncie równowartość około 2 mln euro. Ale taki sukces miał swoją cenę. Zajadła krytyka i zawiść ludzka, z którą zmagał się do końca życia była niczym w porównaniu z problemami rodzinnymi: śmiercią pierwszej żony i porzuceniu przez drugą tuż po ślubie (rzekomo z powodu impotencji męża, co też było powodem niemałego skandalu).

Co symptomatyczne, każdy z polskich noblistów przeżył okres biedy, upokorzenia i wyśmiania. I choć jest to truizmem, to należy stwierdzić, że Nobel nie spowodował, że nie dźwigali oni własnego krzyża. Wręcz przeciwnie. Dla co niektórych sama ta Nagroda właśnie nim była. Wiązały się z nią bowiem rozbudzone oczekiwania społeczeństwa wobec kolejnych dzieł laureata czy uciążliwa popularność, a miejscami nawet zwykłe ludzkie wścibstwo.

Z tego płynie chyba najważniejszy przekaz tej książki. Wszystkie życiorysy przedstawione w najnowszej publikacji Sławomira Kopera pokazują nie tylko, że opromienione noblowskim laurem pomnikowe dziś postacie wcale takie pomnikowe nie były, ale również że ich życie nie było pasmem sukcesów, lecz sukcesów i porażek, a może przede wszystkim porażek, pomiędzy którym zdarzały się, jak śpiewa Daria Zawiałow, krótkie momenty, dzięki którym stali się historią.

Artykuł inspirowany książką Sławomira Kopera Nobliści skandaliści





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA