cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

Nie tylko Komendant? Niepiłsudczykowskie opowieści o odzyskaniu niepodległości

Szymon Zalewski, 08.11.2018

Józef Piłsudski i Ignacy Jan Paderewski w styczniu 1919 r.

Choć ojców niepodległości było wielu, to wszyscy ciągle pozostają w cieniu jednego. Wystarczy spojrzeć na odsłaniane w tym roku pomniki czy dekoracje miast z okazji okrągłej rocznicy odzyskania niepodległości. Wszędzie pojawia się On – Józef Piłsudski. Najważniejszy patron 11 listopada. Wydawać się może, że wskrzeszenie ojczyzny, to wyłącznie zasługa Komendanta i jego legionistów. Tymczasem już przed wojną próbowali niektórzy podkreślić rolę innych w dziele powrotu Polski na mapę świata.

Endecka mitologia niepodległości

Najbardziej konkurencyjną ofertę w narracji na temat odzyskiwania niepodległości przedstawiali zawsze endecy. Głównym bohaterem tej opowieści jest Roman Dmowski, w mniejszym stopniu również Ignacy Jan Paderewski, Wojciech Korfanty oraz generałowie Józef Haller i Józef Dowbor-Muśnicki. To oni mieli wydeptywać na salonach i w gabinetach dyplomatów europejskich i światowych sprawę Polski i zapewnić jej miejsce w gronie zwycięzców I wojny światowej. Paderewski miał mieć wpływ na umieszczenie w orędziu prezydenta Wilsona punktu dotyczącego naszego kraju. Dmowski trwale i skutecznie złączył nas sojuszem z Ententą. Najpierw opowiedział się za Rosją i chciał zjednoczenia ziem Rzeczpospolitej pod berłem cara, a następnie związał się z Francją i pod jej auspicjami lobbował na rzecz wskrzeszenia ojczyzny.

Endecy mocno podkreślali prozachodni, europejski kurs. Mieścił się w tej opowieści wynegocjowany przez przywódcę Narodowej Demokracji traktat wersalski, ale również nie brakowało sukcesów militarnych. To endekom udało się zdominować narrację na temat powstania wielkopolskiego. Jej głównodowodzącym był nieprzychylny Marszałkowi gen. Józef Dowbor-Muśnicki. Choć w tym zrywie niemały udział mieli członkowie piłsudczykowskiego POW, to jednak proendeckie wpływy przeważyły. Wielkopolska przez całe dwudziestolecie była najbardziej sceptyczna wobec Komendanta.

Częściowo sukces narracja endecka (czy raczej chadecka) odniosła na Górnym Śląsku. Co ciekawe, jest to głównie sukces po latach. Wojciech Korfanty miał w swoich rodzinnych stronach za życia tylu zwolenników co przeciwników. W czasie III powstania śląskiego, którego był dyktatorem, spotkał się nawet z skierowanym przeciwko niemu buntem powstańców. W dwudziestoleciu krytykowano jego zaangażowanie w politykę krajową i rzekome pozostawienie na boku spraw Górnego Śląska. W czasach sanacji na temat walki Górnoślązaków wypowiadali się głównie nieprzychylni wobec niego peowiacy. Dopiero PRL, w kontrze do Piłsudskiego, zaczął lansować na powrót Korfantego. Dziś to on wysunął się na czoło bohaterów powstań śląskich.

Komitet Narodowy Polski w 1917 r. W środku siedzi Roman Dmowski

Endeckim odpowiednikiem I Brygady miała stać się Armia Hallera. Sam generał Haller kreowany był na większego wodza niż Piłsudski. Stąd też brały się absurdalne pomysły, by przekonać społeczeństwo, że to dowódca Armii Ochotniczej był głównym architektem zwycięstwa pod Warszawą w 1920 roku. To się nie udało. Błękitna Armia również nie stworzyła tak silnego espirit corps jak Legiony. Nie była także formacją zwartą pod względem ideologicznym. Sam Haller nie mógł również pochwalić się wybitnymi osiągnięciami militarnymi. To też, by zaszkodzić Piłsudskiemu, w sprawie bitwy warszawskiej długo Narodowa Demokracja wskazywała gen. Weyganda czy gen. Rozwadowskiego jako najważniejszego zwycięzcę.

Choć endecka opowieść na temat odzyskania niepodległości jest ciągle w cieniu tej piłsudczykowskiej, to stanowi dla niej najsilniejszą konkurencję. Wszystkie nasze sukcesy tego okresu można tu uzasadnić wysiłkami dyplomatycznymi Dmowskiego i jego ludzi, a jeśli dochodziło do zwycięstw militarnych, to pod kierunkiem proendeckich dowódców.

Socjalistyczna przystawka

Swoją mitologię wokół odzyskania niepodległości próbowali też stworzyć socjaliści. Tu główne obchody koncentrowały się wokół 7 listopada – rocznicy powołania rządu lubelskiego Ignacego Daszyńskiego. Lewicowcy odnieśli pod tym względem jeden ważny sukces. Nawet dziś można usłyszeć, że był to pierwszy rząd niepodległej Polski. Tymczasem jego powołanie było aktem czysto symbolicznym. PPS i jego zwolennicy nie mieli żadnej realnej kontroli nad żadnym skrawkiem ziem polskich.

Ignacy Daszyński i Józef Piłsudski

O sukcesie pijarowskim gabinetu Daszyńskiego zadecydowało wsparcie, jakie mu udzielił Józef Piłsudski. Po powrocie do Warszawy 10 listopada 1918 roku w pierwszym odruchu chciał nawet pojechać do Lublina i stanąć na jego czele. Później dopiero zrugał swoich partyjnych towarzyszy za wyjście przed szereg. Jednocześnie jednak powołał kolejny socjalistyczny gabinet, na którego czele stanął Jędrzej Moraczewski. Rząd Daszyńskiego natomiast został włączony jako ważny epizod kształtowania się polskiej państwowości m.in. poprzez zdecydowanie o demokratyczny charakterze państwa.

W 1924 r. Józef Piłsudski mówił:

w wystąpieniach «rządu lubelskiego» jest nuta, której gdzie indziej nie ma. Nuta, która mówi o rządzie, a nie o współrządzić i dlatego jest to próba, która poszła najdalej i najsilniej w kierunku stania się rządem polskim. «Rząd lubelski» poszedł nawet tak daleko, że przedstawiał się jako rząd jedyny i żądał od wszystkich innych prób rządu, aby mu się poddały. To znaczy zrobił on pierwszą historyczną próbę zrobienia rządu jednolitego na całym obszarze Rzeczypospolitej, próbę która jednak historycznie nie dała rezultatu.

Narracja socjalistyczna jednakże w pozostałych punktach zlewała się z piłsudczykowską. Socjaliści w kolejnych latach niepodległości mogli podkreślać jedynie większą rolę rewolucji 1905 roku, ale tradycja legionowa była również im bliska. Zresztą rozejście się dróg socjalistów i Marszałka nastąpiło dopiero w czasach sanacji i był to de facto rozłam. Tym samym można stwierdzić, że opowieść piłsudczykowska o odzyskaniu niepodległości wchłonęła tę socjalistyczną.

Marszałek najlepszy?

Inną wizję odzyskania niepodległości proponowali konserwatyści. W II RP był to nurt mocno niszowy. Konserwatyści jako ugrupowanie polityczne nie wygrywali wyborów, nie sprawowali samodzielnych rządów. Byli to zazwyczaj bogaci ziemianie, monarchiści. Największy wpływ na bieg spraw w kraju mieli u progu niepodległości. To Rada Regencyjna 7 października 1918 roku ogłosiła niepodległość Polski. Aż dziś bierze, że tego dnia nie świętuje się jako naszego Święta Niepodległości. Rada Regencyjna podobnie jak inne organy władzy powołane przez Niemców na obszarze Mitteleuropy postanowiła wybić się na niepodległość. Podobnie jak w innych przypadkach był to akt czysto symboliczny i tak naprawdę dopiero początek odzyskiwania wolności, ale co by nie mówić dużo bardziej uzasadnione jest świętowanie tego dnia niż 11 listopada, kiedy tak naprawdę w Polsce nic szczególnego się nie wydarzyło.

Józef Piłsudski na Kasztance. Obraz Wojciecha Kossaka

Konserwatyści poza monarchicznymi początkami, a raczej próbami, nie mieli swoich wielkich bohaterów i wydarzeń. Politycznie przejęli ich najpierw endecy (i chadecy), a po 1926 roku większość z nich poparła rządy sanacji.

Równie niemrawą wizję odrodzenia niepodległości przedstawiali ludowcy. Koncentrowała się ona wokół Wincentego Witosa i utworzonej w końcu października 1918 roku w Galicji Polskiej Komisji Likwidacyjnej, na której czele stanął lider ludowców. Organ ten nie miał jednak jakiś spektakularnych sukcesów. Dlatego też, choć postać Witosa - chłopskiego trybuna - była wyrazista, to znów ustępowała pola Piłsudskiemu.

Obecna opowieść o wskrzeszeniu Polski w 1918 roku raczej będzie nadal oscylować wokół podobnych tematów: Kadrówki, Legionów i Józefa Piłsudskiego. Przede wszystkim Piłsudski i jego stronnicy kierowali Polską przez większy okres dwudziestolecia i mieli największy wpływ na tworzenie obrazów zbiorowej wyobraźni. Ponadto opowieść o garstce narwańców rzucających wyzwanie zaborcom jest atrakcyjna. Legionowy szlak bojowy jest dużo bogatszy niż Armii Hallera, a peowiacy uczestniczyli praktycznie w każdym akcie wyzwalania Rzeczypospolitej. Endecy jako nacjonalistyczna prawica z antysemickim patronem Romanem Dmowskim jest nie do zaakceptowania przez wielu przedstawicieli współczesnych elit. Piłsudski i Legiony są dla wszystkich. Wśród legionistów i piłsudczyków byli i socjaliści, i konserwatyści, a nawet ludowcy i nawróceni endecy. No i na koniec data. 11 listopada nieodzownie kojarzy się właśnie z postacią Józefa Piłsudskiego – przejęciem przez niego władzy nad wojskiem. Dopóki zatem nie dojdzie do zmiany daty Święta Niepodległości, dopóty jego głównym patronem będzie Józef Piłsudski.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA