cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

Nie będę przepraszać za Jedwabne, bo dlaczego ja miałbym to robić?

Jakub Wojas, 13.02.2018

Fragment pomnika upamiętniającego pomordowanych Żydów z Jedwabnego (Wikimedia Commons)

Tak, w miasteczku Jewabne, podobnie jak w wielu innych miejscach okupowanej przez Niemców Polski doszło do okrutnej rzezi ludność żydowskiej. Dokonali jej miejscowi, etniczni Polacy i to oni ponoszą odpowiedzialność za tę odrażającą zbrodnię. Tylko co ja mam z tym wszystkim wspólnego?

Nie pochodzę z Podlasia, Mazowsza czy innego regionu, gdzie historycy odnotowali pogromy czy obławy ukrywających się Żydów dokonywane przez Polaków. Mieszkam na Dolnym Śląsku, ale większość rodziny wywodzi się, jak się u nas mówi, ze Wschodu, czyli obszaru obecnej Ukrainy. W Jedwabnem nigdy nie byłem. Nic mi także nie wiadomo o tym, aby ktoś z mojej rodziny stamtąd pochodził. W domu nigdy nie słyszałem antysemickich wypowiedzi. Nie miałem dziadka, babci, stryjka, wujka cioci itd., którzy chwalili Hitlera za cokolwiek (było raczej wręcz przeciwnie). Za co mam zatem przepraszać?

Holokaust i Żydzi w wspomnieniach rodzinnych praktycznie nie występują. Babcia czasem mówi, że Żydzi mają dryg do handlu. Kiedyś opowiadała o przedwojennym sąsiedzie, który okradł żydowskich sklep i z tych łupów żył jeszcze po wojnie, ale raczej nie solidarozowała się ze złodziejem. W wojennych wspomnieniach przewija się jedynie, że „banderowcy mordowali nas razem z Żydami”. I tyle. Dlatego słuchając czy czytając o polowaniach, pogromach ludoności żydowskiej przeprowadzanych przez Polaków czuję się jakbym zapoznawawał się ze zjawiskiem przyrodniczym, które w Polsce nie występuje. Nie twierdzę, że do tych tragicznych wydarzeń nie doszło, ale jaki ja mam z nimi związek?

Synagoga w Jedwabnem, przed 1913 r.

Czuję się częścią wspólnoty o nazywie „Polacy”, ale uznaję tylko jedną jej definicję, tą z Konstytucji RP – „wszysycy obywatele Rzeczpospolitej”. Nie wiem, czy jestem „etnicznym Polakiem”, bo czy człowiek, którego przodkowie stanowią miks polsko-rusko-litewsko-węgierski i nie wiadomo jeszcze jaki może tak o sobie powiedzieć? Dlatego czuję wewnętrzny sprzeciw wobec hasła „Polska dla Polaków”, jako coś poniekąd mnie wykluczającego. Zdaję sobie sprawę, że część światłych narodowców „Polaków” rozumie jako tych, którzy przyjmują kulturę i język polski, a nie jako gentycznie wyselekcjonowaną grupę. Biorąc jednak to pod uwagę, to więcej związków dostrzegam z ofiarami pogromów. Zapewne większość z nich czuła się Polakami. Byli w znacznej części też lepiej sytuowani od sprawców. Podobne relacje zachodziły u nas, na Wschodzie, gdzie Polak był pan, a Ukrainiec cham. Na mojego pradziadka, ukrywającego broń w swoim dworze doniósł do Niemców znajomy Ukrainiec. Po aresztowaniu (z którego pradziadek już nie wrócił) rodzinny majątek rozgrabili miejscowi chłopi. Natomiast dziadek po kądzieli ledwo uszedł z życiem uciekając przed banderowskimi siepaczami (to się nie udało jego siostrze i siostrzenicy). Ukrywał się później u Ukrainki, której syn był w ścigającej go bandzie nacjonalistów.

Dla mnie to co się działo m.in. w Jedwabnem to zbrodnia dokonana przez jednych Polaków na drugich Polakach. Z kolei w ochoczym deklarowaniu „przepraszania za Jedwabne” dostrzegam przejaw, pewnie nieświadomego, antysemityzmu. Przepraszając za Jedwabne uznajemy bowiem, że są „Polacy” i „Polacy”. Jedni, bez żydowskich przodków i drudzy, z korzeniami sięgającymi Ziemi Świętej. Czy nikt naprawdę nie widzi, że jest to nazistowski podział?! Czy mój kolega, którego pradziadkowie doświadczyli Holokaustu jest gorszym Polakiem od mnie? On i jego przodkowie deklarowali, że są polskimi Żydami czy Polakami żydowskiego pochodzenia. Dla Niemców, którzy tu w wkroczyli w 1939 r. nie miało to większego znaczenia. Liczyło się kryterium rasowe, które wykluczało ze społeczeństwa polskiego obywateli z żydowskim rodowodem. Przepraszając za Jedwabne to jakbym splunął mu w twarz, to jakbym powiedział: „Biorąc pod uwagę nazistowskie krytetria rasowe, to ja jestem Polak, a ty Żyd i ja Ciebie przepraszam, że część grupy rasowo wyselekcjonowanych Polaków mordowała was, rasowo wyselekcjonowanych Żydów”. Czyż to nie absurd? Czyż to nie właśnie antysemityzm?

Ekspozycja poświęcona pogromowi w Jedwabnem w Muzeum Żydów Polskich w Warszawie (Wikimedia Commons)

Owszem, nie wszyscy Żydzi jeszcze przed wojną czuli się Polakami, ale czy ci, którzy wydawali i mordowali w czasie wojny obywateli polskich żydowskiego pochodzenia nimi byli? A nawet jeśli większość z nich deklarowała polskość, to cóż z tego? Z perspektywy polskiego prawa byli to kryminaliści. Czy zatem mam teraz przepraszać za każdego mordercę, który jest Polakiem? Nikt tej grupie zbrodniarzy z Jedwabnego i innych miejscowości nie dał glejtu na reprezentowanie Polski czy narodu polskiego. Istniał przecież rząd na uchodźstwie, Polskie Państwo Podziemnego – gdyby to ich struktury wydawały rozkazy do mordowania Żydów, to poczuwałbym się do odpowiedzialności za te zbrodnie. Gdyby nawet ONR stworzył kolaboracyjny rząd, a polskie społeczeństwo poparłoby go niczym Francuzi państwo Vichy, to również uważałbym, że jako Polak – mieszkaniec kraju z taką, a nie inną historią jestem współodpowiedzialny za jego grzechy. Tylko że nic takiego nie miało miejsca. Tych, którzy mordowali Żydów lub byli w jakiś sposób zaangażowani w ten haniebny proceder było raptem kilka procent i osobiście nie mam z nimi nic wspólnego.

Zobacz także:

Ilu Polaków pomagało Żydom w czasie Holokaustu, a ilu ich mordowało

Przeprosiłbym też ofiary i ich potomków, gdyby to któryś z moich przodków przyczynił się do ich tragedii. Czułbym wówczas, że grzechy mojego poprzednika ciążą też na mnie. Mogłem przecież bezwolnie korzystać na tym, że jakiś dziadek zachował się haniebnie wobec kogoś innego. Nic mi jednak o takiej okoliczności nie wiadomo. A nawet jeśli coś takiego zaszło, to byłaby to tylko moja odpowiedzialność, którą nie rozciągałbym na ludzi, którzy nie mają takich ciemnych kart w historii swojej rodziny.

Jako potomek ofiar analogicznie nie oczekuje od Ukraińców jakiejkolwiek formy przeprosin za zbrodnie ich nacjonalistów. Banderowcom też nikt nie dawał prawa do reprezentowania całego narodu. Natomiast ci Ukraińcy, którzy żyją w centrum czy na wschodzie kraju najczęściej nic nie mają wspólnego z mordami UPA dokonywanymi w Galicji i na Wołyniu. Jedynie czego mógłbym oczekiwać, to odcięcia się obecnego państwa ukraińskiego od konkretnych zbrodniarzy. Jeżeli bowiem czyni się z kogoś bohatera, to trzeba brać też odpowiedzialność za całokształt jego dokonań. W Polsce jednak nikt przy zdrowych zmysłach z morderców z Jedwabnego nie robi „obrońców ojczyzny”.

Wśród chrześcijan bardzo długo krążyła błędna, będąca przyczyną wielu antysemickich wystąpień, interpretacja zawołania ludu podczas skazania Jezusa na śmierć, zapisana przez św. Mateusza: „Krew Jego na nas i na dzieci nasze”. Wielu niestety, czyniąc przy tym sporo zła, rozciągało tę frazę nie tylko na grupę, która stała przed pałacem prokuratora Judei, ale na cały naród żydowski. Teraz inni chcą, aby krew pomordowanych na ziemiach polskich Żydów spłynęła na Polaków. W przypadku jakieś części Polaków jest to uzasadnione - tych, którzy współuczestniczyli w Zagładzie Żydów - ale na pewno nie całego narodu.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA