cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami podmiotów. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji w naszej Polityce prywatności dostępnej na stronach Serwisu.

Na szkodę III Rzeszy, czyli jak Polacy pod okupacją osłabiali niemiecką gospodarkę

Łukasz Gajda, 23.01.2018

Jedna z niemieckich fabryk zbrojeniowych w czasie II wojny światowej

Okupacja niemiecka na ziemiach polskich wiązała się nie tylko z potężnymi represjami wobec ludności cywilnej, ale też nastawioną na wzmacnianie machiny wojennej III Rzeszy rabunkową eksploatacją polskiego przemysłu. Polskie podziemie nie zamierzało jednak na to biernie patrzeć.

Jak zrobić dobrą usterkę

W kwietniu 1940 r. w ramach Związku Walki Zbrojnej powołany został Związek Odwetu, którego zadania od stycznia 1943 r. przejęło Kierownictwo Dywersji Armii Krajowej – Kedyw. Do głównych zadań tych grup miało należeć przeprowadzanie operacji sabotażowo-dywersyjnych na obszarach okupowanych i w samej III Rzeszy, m.in. w celu uniemożliwienia wykorzystywania polskiego przemysłu na potrzeby niemieckiej armii i gospodarki.

Realizacja tego zadania opierała się, m.in. na utworzonych w zakładach przemysłowych kilkuosobowych komórkach złożonych zazwyczaj z pracowników danej instalacji. Oni to powodowali usterki, które doprowadzały do zatrzymania produkcji, ale nie niszczyły całego zakładu. Polskie Państwo Podziemne wychodziło bowiem z założenia, że mimo że są to zakłady zarządzane przez Niemców to jednak są polskie i po wojnie będą potrzebne w odbudowie kraju.

Warszawska Fabryka Amunicji przed II wojną światową

Najdogodniejszymi miejscami do spowodowania uszkodzenia były elektrownie. Awaria jednej powodowała już ustanie pracy we wszystkich zakładach w okolicy. Oczywiście, niemożliwe było czynienie przerw w dostawie prądu nieustanie. Dlatego innym sposobem było wykonywanie… bubli. Produkt, który wychodził z polskiej fabryki z przeznaczeniem na potrzeby armii niemieckiej, zdaniem polskiego podziemia, powinien być jak najgorszej jakości. Nie było to jednak takie proste. Niemcy mogli się bowiem szybko zorientować o sabotażu, gdyby zauważyli że to co wychodzi z zakładu już na początku nie odpowiada ich wymaganie. Przez to należało wyprowadzić usterkę taką, której skutki będą odkryte dopiero na etapie eksploatacji.

Przykładowo, w fabryce amunicji w Łęgnowie pod Bydgoszczą piaskiem napełniano piaskiem zamiast materiałem wybuchowym. Powszechne było również uszkadzanie zapalników w bombach. W  Pionkach w dwa miesiące zabrano 90 proc. gumowych i jedwabnych worków do przechowywania wytwarzanego tam prochu. Surowiec albo kradziono, albo podpalano. Kradzieże w polskich zakładach przemysłowych pod niemiecką okupacją były zresztą rzeczą powszechną. Wynoszono praktycznie wszystko, co mogło mieć wartość. Z jednej strony był to efekt trudnych warunków życia, z drugiej patriotycznie działanie na szkodę III Rzeszy. Wiele też ze skradzionych materiałów, przede wszystkim z fabryk produkujących broń i amunicję, było potem wykorzystywanych przez konspirację.

Malowanie żółwia symbolu akcji "Polaku, pracuj powoli" w czasie II wojny światowej

Polacy robili też wiele, aby eksploatacja polskiego przemysłu Niemcom się nie opłacała. Już na początku okupacji narodziła się akcja „żółw” łączona z hasłem: Polaku, pracuj powoli, wymalowywanym na murach miast. I Polacy rzeczywiście pracowali powoli. Od 1943 r. polscy pracownicy potrafili nie pracować przez 1/3 czasu pracy. W fabryce w Skarżysku jeden pocisk produkowano przez 28 minut, w Kielcach już 51 minut, podczas gdy w Niemczech tylko 22 minuty. W rafineriach wydajność spadła o 40 proc., w kopalniach o 7 proc., a potem o 8 proc. W Zakładach Maszyn Precyzyjnych „Avia”w Warszawie w produkcji elementów nagłówkowych i głowni pocisków za rok 1943 r. wykonano jedynie nieco ponad połowę normy. Takich fabryk było tysiące, a w praktyce powodowało to, że Niemcy musieli zatrudniać w zarządzanych przez siebie zakładach o wiele więcej pracowników niż czyniono to w II RP i koszty tym samym cały czas rosły.

Sabotaż prowincjonalny

Działalność dywersyjna na szkodę gospodarki i armii III Rzeszy miała też spektakularny przebieg. 7 czerwca 1943 r. żołnierze Gryfa Pomorskiego zniszczyli na lotnisku w Rumii 100 tys. litrów paliwa lotniczego i uszkodzili 15 samolotów. 14 lipca 1943 r. grupa Granat 583 z pułku AK „Baszta” spaliła trzy barki ze sprzętem w zakładach zbrojeniowych w forcie Bema w Warszawie. Z kolei 31 lipca 1943 r. oddział Kedywu pod dowództwem ppor. Stanisława Sosabowskiego „Stasinka” podpalił na ul. Gniewkowskiej w Warszawie skład paliwa.

Szczególnym celem akcji polskiego podziemia był również przemysł spożywczy, gdyż to on zapewniał rację żywnościowe dla żołnierzy wyruszających na front. Dlatego w trakcie wojny obiektem ataków stało się aż 65 proc. mleczarni w Generalnym Gubernatorstwie. Na wsiach Bataliony Chłopskie zastraszały również sołtysów, wójtów i innych urzędników odpowiedzialnych za dostarczanie Niemcom kontyngentów – plonów rolnych, które służyły do produkcji żywności. Sfałszowana dzięki temu dokumentacja powodowała dezorientacje Niemców, co do ilości dostarczanych transportów. Nierzadko napadano też na konwoje z kontyngentami.

Ściąganie przymusowych kontyngentów w okolicach Białegostoku

Na wsiach kolaborantem Niemców, z którym również starano się walczyć była… wódka. Okupanci wykorzystywali ją jako środek rozliczeniowy chcąc zwyczajnie rozpić polskie społeczeństwo. Celem ataków partyzantki stały się zatem gorzelnie, w których próbowano na jak najdłużej unieruchomić produkcje.

Podobnie rzecz się miała z tartakami. Drewno Niemcy wykorzystywali m.in. w kopalniach czy przy budowie samolotów i ciężarówek. W 1943 r. w wyniku działań AK dostawy drewna z Generalnego Gubernatorstwa spadły aż o 30-40 proc. Głośnym echem odbił się w szczególności atak grupy „Kampinos” na tartak w Piaskach Królewskich pod Warszawą w nocy z 6 na 7 września 1944 r. Z pozyskiwanego tam drewna Niemcy zamierzali zbudować trzy mosty w okolicach Wyszogrodu, które mogły umożliwić likwidację zgrupowań Armii Krajowej. Polakom jednak udało się pokrzyżować te plany. Za cenę kilku zabitych partyzanci zlikwidowali pluton SS, który ochraniał tartak, a następnie go spalili.

Działalność polskiego podziemia nie tylko szkodziła niemieckiej gospodarce, ale też była aktem jednoczącym społeczeństwo w walce z okupantem. Zaszkodzić III Rzeszy chcieli bowiem niemal wszyscy, a aby to uczynić nie potrzeba było wielkiego heroizmu. Wystarczyło swoją pracę wykonywać jak najgorzej, jak najdłużej i już można było przyczynić się do pokonania znienawidzonego wroga.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA