cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

Niedziela, 14.07.2024

Lotaryńskie panowanie króla Stanisława Leszczyńskiego

Jakub Wojas, 23.02.2023

Stanisław Leszczyński na obrazie z 1725 r.

W 1736 roku w życiu Stanisława Leszczyńskiego po raz kolejny coś nie wyszło. W odróżnieniu od swojego pierwszego podejścia do korony polskiej z czasu wojny północnej, tym razem miał nie tylko poparcie obcego protektora, ale również mas szlacheckich, łaknących króla Piasta. A mimo to się nie udało. Tron zagarnął syn Augusta II. Leszczyński nie został jednak z pustymi rękami.

Szczęście sołtysa

Kiedy klęska pod Połtawą brutalnie kończyła dość symboliczny czas pierwszego panowania króla Stanisława I, to polskiego monarchę czekać miał okres niepewności. Pozbawiony tronu w Polsce trafił do niemieckiego Księstwa Dwóch Mostów. Korzystał tam z gościny swego dobrodzieja, szwedzkiego monarchy Karola XII. Śmierć protektora w 1718 roku doprowadziła jednak już do kompletnej ruiny Leszczyńskiego. Jako uchodźca polityczny znalazł się we Francji. Tu klepał biedę aż do momentu, gdy… monarcha najpotężniejszego mocarstwa ówczesnego świata poprosił o rękę jego córki.

Mariaż Ludwika XV i Marii Leszczyńskiej nie wynikał z żadnej romantycznej miłości, lecz czystej polityki. Leszczyński był zerem, ale zarazem królem bez państwa – idealną marionetką do zamieszania w stosownym momencie w Europie Wschodniej. Ten moment nastąpił w 1733 roku po śmierci Augusta II. Leszczyński – teść francuskiego króla na tyle imponował szlachcie, że ta wybrała go swoim władcą. To wywołało reakcję Saksonii i złącznej z nią sojuszem Rosji oraz Austrii. Rozpoczęła się tzw. wojna o sukcesję polska, która wbrew pozorom toczyła się w większym stopniu poza granicami Polski niż w samej Polsce. Jej wynik okazał się zadowalający wszystkich. Tron Rzeczpospolitej przypadł Wettinowi, a Francja poszerzyła swoje wpływy o Lotaryngię, którą darowano Leszczyńskiemu. Wilk syty i owca cała.

Stanisław Leszczyński na obrazie Jeana Giradeta

Zamiana dużego państwa na stosunkowo małe księstwo wyszła paradoksalnie eks-królowi na zdrowie. Władza Polaka była tutaj czystą iluzją, a decydujący głos mieli francuscy urzędnicy. Stanisław jednakże otrzymywał z Paryża sowite fundusze, z którymi mógł robić co chciał. I trzeba przyznać, że robił z nimi bardzo wiele dobrego. Całe zresztą jego panowanie, bo przecież nie rządzenie, sprowadzało się do definicji sołtysowania z komedii „Kochaj albo rzuć”: czuć się wysoko, najedzony i za nic nie odpowiadać.

Król-dobroczyńca

Sanislas, jak mówili o swoim władcy Lotaryńczycy, zapisał się w historii tego regionu złotymi zgłoskami. Choć początkowo nie było mu łatwo. Polak wchodził na miejsce rodzimej dynastii lotaryńskiej i nie był tu mile widziany. Jednakże 1,5 miliona liwrów pensji, jaką rocznie przyznawał Paryż Leszczyńskiemu dawało mu sporo możliwości do przekonywania opornych. Król zaczął fundować przytułki dla ubogich i sierot, zakłady dla chorych czy niwelował skutki nieurodzajów. Niczym Nikodem Dyzma Leszczyński wymyślił „magazyny obfitości” – państwo gromadziło tam skupowane od rolników w okresie „klęski urodzaju” zboże, które następnie sprzedawano, gdy zaglądał głód. Ponadto w Lotaryngii powstało coś na kształt opieki społecznej - biura jałmużny, które były rozsiane po całym księstwie, dotowane przez dwór wspomagały najuboższych.

Poza tą dobroczynnością polski król potrafił również oszołomić lotaryńskich poddanych przepychem swoich rezydencji. Jego główna siedziba – pałac w Nancy – znajdowała się przy wielkim placu, na środku którego umieszczono posąg królewskiego zięcia – Ludwika XV. Stojący obok olbrzymi gmach nie był jedynie mieszkaniem Leszczyńskiego, lecz także siedzibą sądu, intedentury, kawiarni, teatru i ksiegarni. Obok znajdowały się przepiękne ogrody, w których umieszczono figury ludzi i zwierząt naturalnej wielkości poruszających się w tle śpiewu ptaków. Monteskiusz twierdził, że jest to najpiękniejszy ogród świata. Wyrafinowany gust polskiego monarchy doceniano oglądając również kompleksy płacowo-zamkowe w Luneville i Commercy. Gdy zobaczył to wszystko Ludwik XV, to miał bez fałszywego zdziwienia zapytać swoich współpracowników:

Jak on potrafił wybudować te wszystkie gmach?

Francuski król nie czekając na reakcję swoich doradców po chwili namysłu sam sobie odpowiedział:

Posiada chyba kamień filozoficzny.

Król-filozof

Stanisław Leszczyński kamienia filozoficznego być może nie miał, ale sam próbował uosabiać ideał oświeceniowego króla-filozofa. Gościł u siebie najznakomitsze ówczesne umysły. Nawet nieprzychylni Polsce Wolter i Monteskiusz wypowiadali się o nim w samych superlatywach. Leszczyński nie pozostawał dłużny w wdzięczności dla ludzi nauki. W 1751 roku powołał Królewskie Towarzystwo Nauki i Literatury Pięknej, późniejszą Akademię Nauk. Ponadto w Nancy powstała biblioteka publiczna, a sam król parał się pisaniem filozoficznych rozpraw. Najbardziej znaną jest „Głos wolny wolność ubezpieczający…”. W rzeczywistości nic tam ponad ówczesną publicystkę szlachecką były monarcha nie wnosił. Całość tego dzieła można skwitować hasłem „by żyło się lepiej – wszystkim”.

Stanisław Leszczyński na obrazie Antoine'a Pense'a

Warto się jednak pochylić nad innym dziełem Leszczyńskiego. Król bowiem w pismach „List pewnego Szwajcara do jego korespondenta w Holandii" z 1743 roku i „Memoriał o ustanowieniu pokoju powszechnego" z 1748 roku postulował stworzenie paneuropejskiej organizacji - Ligi Narodów. Podobnie jak ta międzywojenna miała to być organizacja stojąca na straży pokoju i bezpieczeństwa na kontynencie. Ligia zrzeszałaby państwa europejskie pod przywództwem Francji, co już czyniło ten pomysł trudnym do wykonania. Formalnie wszyscy mieli być równi, ale to monarcha francuski miał sprawować nad wszystkimi opiekę. Król dostrzegał wprawdzie dodatkowo różnice religijne, obyczajowe czy językowe w Europie, które umożliwiają powołanie wspólnego państwa, niemniej liczył na korzystne dla wszystkich porozumienie suwerennych krajów. Podstawą tego porozumienia miałby być ustrój republikański. Król Stanislas chciał powołać Sejm Europejski z przedstawicielami Francji, Polski, Anglii, Holandii, Szwecji, Wenecji, Genui i kantonów szwajcarskich. Liga miała dysponować własną siłą zbrojną, którą wspomagałaby ofiary agresji. Oczywiście, pomysły te nie zostały nawet poważnie podjęte w debacie, ale Stanisław przynajmniej podjął temat integracji europejskiej, kiedy mało kto o tym myślał.

Polska jest najważniejsza?

Pomimo ogromnej popularności, jaką zyskał sobie Stanisław Leszczyński podczas panowania w Lotaryngii, która obdarzyła go zasłużonymi przydomkami króla-filozofa i króla-dobroczyńcy, to monarsze nadal ciepło się robiło na serduszku na myśl o ojczyźnie. Dość powiedzieć, że swoje rozprawy polityczne rozprowadzał po Rzeczpospolitej. Tam zresztą były one w głównej mierze kierowane. Dwór lotaryński z kolei był w tym okresie w znaczącym stopniu spolonizowany. Jego wielkim marszałkiem był Franciszek Ossoliński, a wielkim jałmużnikiem - fundator poznańskiej biblioteki Józef Andrzej Załuski. Za sprawą Leszczyńskiego osiadło we Francji wiele polskich rodzin, m.in. Łazowscy herbu Krzywda. Z nich pochodził Klaudiusz Franciszek - rewolucjonista z 1789 roku, lider sankiulotów; oraz Józef – generał napoleoński.

Jedną z pierwszych decyzji króla po przybyciu do Lotaryngii stało się utworzenie w Luneville Akademii Rycerskiej. Na 48 etatów połowa przypadała tutaj Polakom. Leszczyński fundował również stypendia dla polskiej młodzieży. Szkoła jednak ta różniła się od innych. Główną wagę przykładano do właściwego kształtowania charakteru kadeta, a niekoniecznie wszechstronnego wykształcenia. Wszystko w myśl powiedzenia częstego gościa polskiego króla Jana Jakuba Rousseau „za dużo mamy ludzi wykształconych, a za mało zacnych”.

Plac Stanislas w Nancy około 1760 r.

Szczęśliwe aż 30-letnie panowanie polskiego króla w Lotaryngii zakończyło się w dosyć dramatycznych okolicznościach. Pewnego zimowego wieczoru, gdy Leszczyński siedział zaczytany przy kominku iskra spowodowała zaprószenie ognia na jego ubraniu. Monarcha ciężko poparzony umierał jeszcze przez kilkanaście dni. Zmarł 23 lutego 1766 roku. Niedługo potem Francja oficjalnie anektowała Lotaryngię.

Panowanie Leszczyńskiego w Lotaryngii postrzega się różnie. Jedni uważają, że podobnie jak tym księstwem Stanisław mógł rządzić Rzeczpospolitą. Nie jest to chyba trafna ocena. Obydwaj Wettinowie również byli co najmniej niezłymi władcami Saksonii, a w Polsce i na Litwie działo się już różnie. Wystarczyło, by cała ta trójka miała możność rządzenia czy panowania krajem dostatnim i bezpiecznym, by poddani wypowiadali się o nich w samych superlatywach. W Rzeczpospolitej były jednak warunki zupełnie już inne – wręcz hardcore, o czym boleśnie przekonał się również pasujący do roli władcy dostatniego i bezpiecznego państwa Stanisław August Poniatowski. Patrząc na losy jego imiennika-poprzednika należy się chyba, mimo wszystko cieszyć, że miał przynajmniej okazję odcisnąć pozytywne piętno na kulturze europejskiej, wygodnie urządzając księstwo Lotaryngii, gdzie po dziś dzień imię Stanislas i wspomnienie o polskim królu przywołuje jednoznacznie pozytywne skojarzenia. A to też już coś.





Udostępnij ten artykuł

,

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA