cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

Łódź – miasto-moloch czy ziemia obiecana?

Szymon Zalewski, 09.12.2018

Widok na kominy łódzkich fabryk, przełom XIX/XX w.

Niektórzy mówią, że Łódź ma za każdym razem nieszczęście w szczęściu. W XIX wieku był to wielki ośrodek przemysłu włókienniczego, imponująca metropolia, której jednak elity w większości nie były polskie, a przez to miasto znalazło się na uboczu życia publicznego po odzyskaniu niepodległości. W czasie II wojny światowej prawie w ogóle nie ucierpiało. Złośliwcy twierdzą, że szkoda, gdyż niegdyś piękne kamienice w rezultacie nie były remontowane od czasów Reymonta. Choć wielu nazywa Łódź po prostu brzydkim miastem, to mimo wszystko nie można powiedzieć, że nie tkwi tu wielki potencjał.

Miasto imigrantów

Ten potencjał tego miejsca dostrzegał już minister Ksawery Drucki-Lubecki, który w 1820 roku wyznaczył dawne biskupie rolnicze miasteczko Łódź na ośrodek rozwoju przemysłu tkackiego. Jego podstawą mieli być przybywający głównie z Niemiec tkacze. Na zarzuty, że masowy napływ imigrantów będzie miał niekorzystny wpływ dla sprawy polskiej książę odpowiadał, że przyczyni się to raczej do zapewnienia pomyślności rodzimej gospodarki. Poza tym był pewien, że przybysze szybko się spolonizują.

W rezultacie rację miał zarówno minister, jak i jego oponenci. W latach 20. XIX wieku Łódź weszła na ścieżkę gwałtownego rozwoju. Wzdłuż traktu Piotrków – Łęczyca zaczęło tworzyć się miasto. W 1825 roku pojawił się pierwszy murowany budynek fabryczny, dwa lata później tabliczki „ul. Piotrkowska”, a po trzech latach eksportowano do Rosji i Chin tkaniny lniane i bawełniane. Ksawery Drucki-Lubecki nie przewidział jednak tego, że Łódź będzie obcą wyspą w Królestwie Polskim. Przegrane powstanie listopadowe było dla tego miasta wręcz błogosławieństwem. Znikły cła z Rosją i podbój rynków wschodnich stanął otworem.

Pierwszym królem łódzkiej bawełny, jak nazywano największych potentatów w tej branży, był pochodzący z Saksonii Ludwik Geyer. W 1837 roku w swojej fabryce zamontował mechaniczne krosna i 50-konną maszynę parową. Po trzynastu latach osiągał obroty w wysokości pół miliona rubli rocznie. Jego klasycystyczna Biała Fabryka stanowi dziś jeden z najstarszych zabytków architektury przemysłowej w Polsce.

Biała Fabryka w Łodzi (fot. Wikimedia Commons)

Dalsze losy Geyera były jednak pierwszym przykładem tego jak źle może się skończyć łódzka kariera. W przypadku pierwszego króla jej kres przypadł na okres powstania styczniowego, a może raczej wojny secesyjnej, gdyż to ona pozbawiła przemysłowca importowanej zza Oceanu bawełny. Mściły się też niespłacone długi w Banku Polskim. By ratować sytuację fabrykant utyskiwał u władz zaborczych na polskich urzędników bankowych, którzy rzekomo chcą go doprowadzić do bankructwa, by wciągnąć robotników do powstania. Zapewniał przy tym carat o swojej lojalności. Na niewiele to się zadało. Geyer w 1866 roku zbankrutował. Za długi trafił do więzienia. Potem zajmował się ogrodnictwem. Zmarł w biedzie.

Geyer czuł się Niemcem, podobnie jak inni królowie Łodzi, Karol Scheibler i Ludwik Grohmann. Łódź II połowy XIX wieku była zdecydowanie bardziej niemiecka niż polska. Niekoniecznie przekładało się to na proporcje w ogólnej liczbie mieszkańców. Niemniej Niemcy dominowali w elitach. Pierwsza łódzką gazetą były wydane w 1863 roku „Łódzkie ogłoszenia – Lodzer Anzeiger”. W 1881 roku powstał teatr niemiecki. Polski, dopiero siedem lat później. Jeszcze inne oblicze miasta kształtowali Żydzi. Wśród nich najważniejszy był Izrael Poznański. Jego bogactwo odzwierciedla najlepiej pałac przy ul. Ogrodowej nazywany „łódzkim Luwrem”. Po mieście krążyły nawet legendy, że podłogi są tam wykonane z rubli ułożonych na sztorc – w taki sposób, aby nie stąpać ani po carze, ani po dwugłowym rosyjskim orle.

Lodzermensche i biedota

Przykładów oryginalnej architektury secesyjnej jest w Łodzi więcej i to niekoniecznie tej pałacowej. Do dziś imponują gmachy wielkich fabryk. Nowoczesne jak na owe czasy było osiedle Księży Młyn. Jednak obok tych dość przyzwoitych robotniczych domów i pięknych rezydencji i obiektów należących do fabrykantów istniały też obszary skrajnej biedy, rozlatujących się bud zatopionych w błocie. Gdy w 1869 roku wylewano na Piotrkowskiej pierwszy asfalt, a centrum miasta kipiało nowoczesnością, to na obrzeżach rosły prawdziwe slumsy. Co prawda, pierwszy asfalt na Piotrkowskiej wytrzymał tylko do najbliższych upałów, ale mimo wszystko był to jeden z wielu przejawów lepszego świata, którego nie doświadczali mieszkańcy biednych dzielnic jak np. Bałut. W żadnym innym mieście nie sposób było dostrzec takich skrajności.

Łódź była molochem pochłaniający bez ładu i składu sąsiednie wsie. Rozrastała się w sposób całkowicie niezorganizowany. Pochłaniała przy tym również ludzi. Chłopi z okolicznych wsi stanowili siłę roboczą w tutejszych fabrykach. Marzyli o lepszym życiu, ale często spotykali się z wyzyskiem. Był to jeden z kosztów imponującego tempa rozwoju. W 1864 roku mieszkało tu 38 tys. ludzi, a w 1900 roku było już 280 tys.

Ulica Piotrkowska w Łodzi, przełom XIX/XX w.

Polacy wielkich karier tutaj nie robili. Utyskiwał nad tym Roman Dmowski. Uważał, że to błąd, że w Łodzi nie ma znaczącego polskiego kapitału. Najznaczniejsi polscy łodzianie co najwyżej wykonywali zlecenia wielkich przemysłowców. Projektowali dla nich pałace, zarządzali fabrykami, posiadali też drobne biznesy jak pierwsza wytwórnia rowerów „Wicher” Władysława Sierpińskiego. Przywódca Narodowej Demokracji pragnął jednak polskiego króla Łodzi. Dlatego zamówił u Władysława Reymonta powieść „Ziemia obiecana”. Ostatecznie Dmowski zawiódł się na przyszłym nobliście. Pisarz obnażył grupę Lodzermenschów – podążających jedynie za pieniędzmi, bezlitosnych fabrykantów, z których najgorszy okazał się Polak, pozbawiający się w imię kariery wartości wyniesionych z rodzinnego domu. Krytyczny obraz miasta był skutkiem pobytu Reymonta w Łodzi w 1896 roku. W swojej powieści pisarz sportretował m.in. Karola Scheiblera czy Izraela Poznańskiego. Pokazał również ogromne rozwarstwienie materialne wśród łodzian.

Czerwona Łódź

Skandaliczne warunki pracy w tutejszych fabrykach kilkukrotnie doprowadziły do buntów. W 1892 roku wybuchł tu pierwszy na ziemiach polskich strajk powszechny. Był to początek „czerwonej Łodzi”. To tu szczególnie były aktywne partie socjalistyczne, co dało swoje skutki w trakcie rewolucji 1905 roku. Lewicowy nurt niepodległościowy oraz komuniści łatwo zbierali w tym mieście poparcie wśród szerokich mas robotników. Tutejsze elity, dla dobra własnych interesów wolały trzymać z władzą. W sumie Polska nie była im do niczego potrzebna. Niemiec czy Żyd mógł w Łodzi zachować swoją tożsamość, a połączenie z rynkiem rosyjskim dawało pieniądze.

Lecz Scheibler czy Poznański nie byli do końca aż takimi potworami. Ten pierwszy, choć słynął z wyzysku robotników i robotnic w swoich zakładach, mówiono nawet że zawarł pakt z diabłem, to jednocześnie łożył wiele na działalność charytatywną. Budował osiedla, kościoły oraz szpitale. Z kolei Izrael Poznański pod koniec życia przeszedł przemianę i zaczął wspierać m.in. robotniczą młodzież.

Pałac Izraela Poznańskiego (fot. Jakub Zasina/GFDL/CC BY-SA 4.0/Wikimedia Commons

Powstanie II RP całkowicie zmieniło oblicze Łodzi. Przede wszystkim załamał się eksport na wschód. Nagle Łódź przestała być miejscem, gdzie robi się wielkie pieniądze. Z drugiej strony rodziny tutejszych przemysłowców zaczęły się polonizować. W czasie II wojny światowej włączono Łódź jako Liztmannstadt do Rzeszy. Przy okazji w getcie zamknięto ludność żydowską, a następnie ją eksterminowano. Miasto nie zniszczono w trakcie działań wojennych. Po 1945 roku rozpatrywano nawet, czy nie przenieść tu stolicy Polski. Była to już jednakże zupełnia inna Łódź, pozbawiona wielu setek tysięcy swoich dawnych mieszkańców.

Hołd dla Łodzi wielkich pieniędzy i wielkiego przemysłu oddał filmową ekranizacją „Ziemi obiecanej” Andrzej Wajda. Losy Polaka Karola Borowieckiego, Żyda Moryca Welta i Niemca Maksa Bauma w wersji filmowej są dzisiaj kanonem kina. Film był kręcony w oryginalnych wnętrzach fabryk i pałaców. Dziś część z tych budynków odzyskała dawny blask. Wiele czeka jednak jeszcze na swoją kolej.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA