cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

Czwartek, 22.02.2024

Krzysztof Arciszewski – polski awanturnik w Ameryce Południowej

Maciej Brzeziński, 11.06.2018

Krzysztof Arciszewski na stalorycie Antoniego Oleszczyńskiego

Wiek XVII był wymarzonym stuleciem dla wszelkiej maści awanturników, dzielnych wojaków, poszukiwaczy przygód i odkrywców. Na starym kontynencie nie było nawet jednego dnia pokoju. Wojny trwały bezustannie. Trwała, rozpoczęta jeszcze pod koniec XV wieku, epoka wielkich odkryć geograficznych i podbojów kolonialnych, z tym, że do starych mocarstw kolonialnych, jak Hiszpania i Portugalia, dołączyły: Anglia, Francja i Holandia. Ludzie żądni przygód i sławy nie mogli więc narzekać na nudę. Jednym z nich był pewien Polak z podpoznańskiego Rogalina, nazwiskiem Krzysztof Arciszewski. Niewielu Polaków mogło w tym czasie poszczycić się podobną sławą. Odcisnął on swoją osobą piętno głownie w dziejach Holandii i Brazylii.

Arianin żołnierzem

Krzysztof Arciszewski urodził się 9 grudnia 1592 roku w Rogalinie, w ariańskiej rodzinie Eliasza Arciszewskiego herbu Prawdzic i Heleny z Zakrzewskich. Rodzice Krzysztofa byli gorliwymi wyznawcami arianizmu, do tego stopnia, że ojciec naszego bohatera prawie w ogóle nie interesował się majątkiem rodzinnym, zajmując się dysputami religijnymi i łożąc spore sumy na rzecz swoich współwyznawców, doprowadzając tym samym rodzinę do ruiny. Arciszewscy z czasem sprzedali Rogalin i przenieśli się do wsi Nietążkowo koło Śmigla. Krzysztof został wysłany do ariańskiej szkoły w Śmiglu, której rektorem został jego ojciec. Majątek rodzinny jednak stale się kurczył, a pożyczek Arciszewskim chętnie udzielał sąsiad, prawnik Kacper Jaruzel Brzeźnicki, biorąc ziemie w zastaw za długi. Warto zapamiętać to nazwisko, gdyż człowiek ten zaważy nad życiem Krzysztofa.

Krzysztof Arciszewski

Póki co jednak, nasz bohater wykazywał się chęcią i zdolnościami do nauki, do tego stopnia, że rodzice wysłali go do słynnej akademii ariańskiej w Rakowie, w której studiował prawdopodobnie w latach 1609-14. Odebrał tam staranne wykształcenie, studiując teologię, języki: francuski, niemiecki, włoski i łaciński, etykę politykę, ekonomię, historię, filozofię, nauki przyrodnicze i matematykę. Po ukończeniu Rakowa, wyjechał na uniwersytet do Frankfurtu nad Odrą. W rodzinne strony wrócił ok. 1617 roku jako człowiek wszechstronnie wykształcony. Coraz bardziej jednak pociągała go wojaczka.

W 1619 roku wstąpił na służbę do księcia Krzysztofa Radziwiłła i wyjechał do Birż. Szybko stał się jednym z najbardziej zaufanych dworzan litewskiego magnata.

Wyjeżdżał często w misjach specjalnych do Warszawy, obserwując sytuację na dworze królewskim, jako że Radziwiłł był skłócony z królem Zygmuntem III Wazą. W 1621 roku spełniły się jego marzenia. Wziął nareszcie szablę w dłoń i ruszył do walki ze Szwedami w Inflantach pod wodzą swojego protektora, odznaczając się w bitwie pod Mitawą. W 1623 roku Krzysztof wrócił w rodzinne strony, zastając rodzinę w ubóstwie. Okazało się bowiem, że wspomniany już Brzeźnicki skupując długi Arciszewskich, przejął ich majątek. Krzysztof wraz z braćmi napadli na dwór Brzeźnickiego, chcąc zmusił go do oddania ziemi. W efekcie wywiązała się walka, w której Brzeźnicki zginął. Krzysztof wraz z bratem Eliaszem zostali skazani na banicję. Krzysztof uciekł do Birż, gdzie schronił się u Radziwiłła, ten z kolei wysłał go do Holandii, gdzie miał uczyć się inżynierii wojskowej, donosząc księciu o nowinkach z tej właśnie dziedziny.

Zagraniczna sława

Holandia, która niedawno wyzwoliła się spod władzy Hiszpanii, zmuszona była dalej z nią walczyć. Arciszewski zamieszkał w Hadze, gdzie zapoznawał, się z najnowszymi osiągnięciami w dziedzinie fortyfikacji, uzbrojenia i taktyki. W 1624 roku zaciągnął się do armii księcia Maurycego Orańskiego i wraz z nim walczył przeciw Hiszpanom, biorąc udział w walkach o Bredę.

Nazwisko „Arciszewski” stawało się sławne i pewnie trudne do wymówienia przez Holendrów. W 1626 roku Krzysztof wyjechał z polecenia Radziwiłła do Francji pod pretekstem przyjrzenia się działalności szkoły kalwińskiej w Sedanie, do której miał uczęszczać bratanek księcia. W rzeczywistości, miał podjąć tajne rokowania z bratem króla Ludwika XIII, księciem Gastonem Orleańskim w sprawie objęcia przezeń tronu polskiego po detronizacji Zygmunta III. W tym czasie wybuchły we Francji walki pomiędzy katolikami, a hugenotami (francuskimi kalwinami) i w 1627 roku doszło do epizodu znanego wszystkim miłośnikom Trzech muszkieterów A. Dumasa-ojca, mianowicie oblężenia hugenockiej twierdzy La Rochelle. Doszło wówczas do ciekawej sytuacji, katolicka Francja była bowiem sojusznikiem kalwińskiej Holandii i Holendrzy wsparli francuskich katolików w walce z francuskimi kalwinami. Arciszewski jako oficer holenderski wziął udział w tym 14-miesięcznym oblężeniu, zyskując międzynarodową sławę. Po zdobyciu twierdzy powrócił do Holandii.

Siedziba Kompanii Zachodnioindyjskiej w Amsterdamie, 1655 r.

Sława wojenna Krzysztofa wyprzedziła go. W Amsterdamie czekało już na niego kilka propozycji. Książę Holsztynu proponował mu dowództwo jednego ze swoich oddziałów, generał Altinger chciał, aby objął w dowodzenie w wyprawie do Włoch, książęta niemieccy oferowali mu godność generała artylerii i dowództwo armii w walkach z królem szwedzkim Gustawem II Adolfem (w 1618 roku wybuchała wojna trzydziestoletnia), ale Arciszewski pozostał w armii holenderskiej, walcząc dalej z Hiszpanami. W 1629 roku przyjął jednak propozycję holenderskiej Kompanii Zachodnioindyjskiej, która właśnie przygotowała wyprawę do Brazylii, aby bronić tam swoich interesów handlowych. Arciszewski podpisał z nią trzyletni kontrakt. Celem wyprawy było podbicie Pernambuco, głównego producenta cukru na świecie, którego nabywcami byli w większości kupcy holenderscy. Brazylia była co prawda kolonią portugalską, ale w latach 1580 – 1640 kraj ten był połączony unią personalną w Hiszpanią, zaciekłym wrogiem Holandii. Hiszpanie zagrażali holenderskim interesom w Brazylii.

Brazylijska przygoda

Wyprawa ruszyła 16 listopada 1629 roku. Składała się z 7 tys. żołnierzy i 70 okrętów. Naczelnym dowódcą wyprawy był płk Diederik van Waerdenburgh, a admirałem floty – Hendrick Loncq. Pamiętajmy jednak, że wyprawę zorganizowała Kompania Zachodnioindyjska, a nie Holandia. Arciszewski w tej wyprawie był w istocie oficerem Kompanii, a nie armii holenderskiej. Celem ekspedycji było w pierwszej kolejności odbicie z rąk portugalsko-hiszpańskich stolicy Pernambuco – Olindy i ważnego portu – Racife. Miasto Olindę i port Racife broniły dwie twierdze: São Jorge i São Francisco. Autorem planu zdobycia Olindy był nie kto inny, jak tylko nasz Arciszewski. Dowództwo zaakceptowało jego pomysły i wkrótce opanowano miasto, port i dwie twierdze.

Nie był to jednak koniec walk. Zdobyto dopiero wybrzeże, a należało umocnić pozycje Kompanii także w głębi lądu. Dalszy bieg wojny był jednak dla Holendrów korzystny. Wiele było w tym zasług samego Arciszewskiego. Odzyskano utracone tereny, odbudowano plantacje trzciny cukrowej i młyny do produkcji cukru. W 1633 roku Krzysztofowi skończył się trzyletni kontrakt i wrócił do Amsterdamu.    

Mapa z XVII w. części Brazylii z apologią Krzysztofa Arciszewskiego i jego herbem Prawdzic

W 1634 roku podpisał kolejną umowę z Kompanią Zachodnioindyjską, otrzymał stopień pułkownika i wrócił do Brazylii. W rok później stanął na czele wyprawy, która zdobyła główne punkty oporu Portugalczyków i Hiszpanów: Porto Calvo, Nazare i Arrial. Arciszewski bezwzględnie pustoszył posiadłości portugalskie, niszcząc nawet wioski indiańskie i ośrodki misyjne. Dzięki niemu Kompania wzbogaciła się o najlepsze uprawy trzciny cukrowej w Brazylii. Jednocześnie nasz bohater zwracał uwagę na fatalny system zarządzania plantacjami. W odpowiedzi Kompania wysłała tam nowego głównodowodzącego i administratora kolonii, hrabiego Maurycego Nassau. Arciszewski poczuł się zawiedziony, liczył bowiem, że sam zajmie to stanowisko... Postanowił po raz kolejny opuścić Brazylię. W Amsterdamie powitano go jak bohatera. Obsypano go nagrodami, a jego nazwisko stało się sławne na całą Europę.

Tymczasem w Brazylii hrabia Nassau nie radził sobie z obowiązkami. Kompania wysłała tam więc po raz trzeci Krzysztofa. Było to w 1638 roku. Arciszewski wyruszył jako generał artylerii, pułkownik wojsko lądowych i admirał sił morskich w Brazylii. Skupił w swych rękach całą władzę w koloniach. Hrabia Nassau nie uznał jednak jego władzy i nie dopuścił do żadnych działań. Wskutek zatargu z nim, Arciszewski wrócił do Holandii i w 1640 roku ostatecznie zwolnił się ze służby na rzecz Kompanii. Pozostał jeszcze kilka lat w Amsterdamie, oddając się twórczości literackiej, pisząc m. in.: Apologię, dzieło, w którym opisał swoje zasługi i krzywdy, jakie go spotkały. Prócz tego, spod jego pióra wyszło kilka wierszy i traktat medyczny o podagrze.

Z powrotem w ojczyźnie

Sława Arciszewskiego dotarła do Rzeczpospolitej. Zapomniano już o ciążącej na nim banicji i król Władysław IV wezwał go w 1646 roku do kraju, mianując „starszym nad armatą”, czyli dowódcą artylerii. Zajął się fortyfikowaniem nowych twierdz i odbudową starych, budową arsenałów i zaopatrzeniem w amunicję. Brał udział w walkach z kozakami Chmielnickiego, walcząc pod Zbarażem i Zborowem oraz broniąc Lwowa. Wskutek zatargu z kanclerzem wielkim koronnym, Jerzym Ossolińskim, złożył w 1650 roku swój urząd i osiadł we wsi Buszkowy niedaleko Gdańska, gdzie zmarł w kwietniu 1656 roku. Jego ciało na życzenie zmarłego, przewieziono do zboru ariańskiego w Lesznie, gdzie miało być pochowane. Jednak krótko przed pogrzebem, w czasie walk ze Szwedami, zbór spłonął, a wraz z nim doczesne szczątki Krzysztofa Arciszewskiego.

Z Rzeczpospolitą zbyt wiele go nie łączyło. Warto jednak pamiętać o tym znakomitym żołnierzy, taktyku i specjaliście do spraw fortyfikacji i artylerii. Ciekaw jestem, czy pamiętają o nim w Holandii.

 

Artykuł ukazał się wcześniej na blogu Poznańskie Historie.





Udostępnij ten artykuł

,

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA