cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

Krzysztof Arciszewski – polski awanturnik w Ameryce Południowej

Maciej Brzeziński, 11.06.2018

Krzysztof Arciszewski na stalorycie Antoniego Oleszczyńskiego

Wiek XVII był wymarzonym stuleciem dla wszelkiej maści awanturników, dzielnych wojaków, poszukiwaczy przygód i odkrywców. Na starym kontynencie nie było nawet jednego dnia pokoju. Wojny trwały bezustannie. Trwała, rozpoczęta jeszcze pod koniec XV wieku, epoka wielkich odkryć geograficznych i podbojów kolonialnych, z tym, że do starych mocarstw kolonialnych, jak Hiszpania i Portugalia, dołączyły: Anglia, Francja i Holandia. Ludzie żądni przygód i sławy nie mogli więc narzekać na nudę. Jednym z nich był pewien Polak z podpoznańskiego Rogalina, nazwiskiem Krzysztof Arciszewski. Niewielu Polaków mogło w tym czasie poszczycić się podobną sławą. Odcisnął on swoją osobą piętno głownie w dziejach Holandii i Brazylii.

Arianin żołnierzem

Krzysztof Arciszewski urodził się 6 grudnia 1592 roku w Rogalinie, w ariańskiej rodzinie Eliasza Arciszewskiego herbu Prawdzic i Heleny z Zakrzewskich. Rodzice Krzysztofa byli gorliwymi wyznawcami arianizmu, do tego stopnia, że ojciec naszego bohatera prawie w ogóle nie interesował się majątkiem rodzinnym, zajmując się dysputami religijnymi i łożąc spore sumy na rzecz swoich współwyznawców, doprowadzając tym samym rodzinę do ruiny. Arciszewscy z czasem sprzedali Rogalin i przenieśli się do wsi Nietążkowo koło Śmigla. Krzysztof został wysłany do ariańskiej szkoły w Śmiglu, której rektorem został jego ojciec. Majątek rodzinny jednak stale się kurczył, a pożyczek Arciszewskim chętnie udzielał sąsiad, prawnik Kacper Jaruzel Brzeźnicki, biorąc ziemie w zastaw za długi. Warto zapamiętać to nazwisko, gdyż człowiek ten zaważy nad życiem Krzysztofa.

Krzysztof Arciszewski

Póki co jednak, nasz bohater wykazywał się chęcią i zdolnościami do nauki, do tego stopnia, że rodzice wysłali go do słynnej akademii ariańskiej w Rakowie, w której studiował prawdopodobnie w latach 1609-14. Odebrał tam staranne wykształcenie, studiując teologię, języki: francuski, niemiecki, włoski i łaciński, etykę politykę, ekonomię, historię, filozofię, nauki przyrodnicze i matematykę. Po ukończeniu Rakowa, wyjechał na uniwersytet do Frankfurtu nad Odrą. W rodzinne strony wrócił ok. 1617 roku jako człowiek wszechstronnie wykształcony. Coraz bardziej jednak pociągała go wojaczka.

W 1619 roku wstąpił na służbę do księcia Krzysztofa Radziwiłła i wyjechał do Birż. Szybko stał się jednym z najbardziej zaufanych dworzan litewskiego magnata.

Wyjeżdżał często w misjach specjalnych do Warszawy, obserwując sytuację na dworze królewskim, jako że Radziwiłł był skłócony z królem Zygmuntem III Wazą. W 1621 roku spełniły się jego marzenia. Wziął nareszcie szablę w dłoń i ruszył do walki ze Szwedami w Inflantach pod wodzą swojego protektora, odznaczając się w bitwie pod Mitawą. W 1623 roku Krzysztof wrócił w rodzinne strony, zastając rodzinę w ubóstwie. Okazało się bowiem, że wspomniany już Brzeźnicki skupując długi Arciszewskich, przejął ich majątek. Krzysztof wraz z braćmi napadli na dwór Brzeźnickiego, chcąc zmusił go do oddania ziemi. W efekcie wywiązała się walka, w której Brzeźnicki zginął. Krzysztof wraz z bratem Eliaszem zostali skazani na banicję. Krzysztof uciekł do Birż, gdzie schronił się u Radziwiłła, ten z kolei wysłał go do Holandii, gdzie miał uczyć się inżynierii wojskowej, donosząc księciu o nowinkach z tej właśnie dziedziny.

Zagraniczna sława

Holandia, która niedawno wyzwoliła się spod władzy Hiszpanii, zmuszona była dalej z nią walczyć. Arciszewski zamieszkał w Hadze, gdzie zapoznawał, się z najnowszymi osiągnięciami w dziedzinie fortyfikacji, uzbrojenia i taktyki. W 1624 roku zaciągnął się do armii księcia Maurycego Orańskiego i wraz z nim walczył przeciw Hiszpanom, biorąc udział w walkach o Bredę.

Nazwisko „Arciszewski” stawało się sławne i pewnie trudne do wymówienia przez Holendrów. W 1626 roku Krzysztof wyjechał z polecenia Radziwiłła do Francji pod pretekstem przyjrzenia się działalności szkoły kalwińskiej w Sedanie, do której miał uczęszczać bratanek księcia. W rzeczywistości, miał podjąć tajne rokowania z bratem króla Ludwika XIII, księciem Gastonem Orleańskim w sprawie objęcia przezeń tronu polskiego po detronizacji Zygmunta III. W tym czasie wybuchły we Francji walki pomiędzy katolikami, a hugenotami (francuskimi kalwinami) i w 1627 roku doszło do epizodu znanego wszystkim miłośnikom Trzech muszkieterów A. Dumasa-ojca, mianowicie oblężenia hugenockiej twierdzy La Rochelle. Doszło wówczas do ciekawej sytuacji, katolicka Francja była bowiem sojusznikiem kalwińskiej Holandii i Holendrzy wsparli francuskich katolików w walce z francuskimi kalwinami. Arciszewski jako oficer holenderski wziął udział w tym 14-miesięcznym oblężeniu, zyskując międzynarodową sławę. Po zdobyciu twierdzy powrócił do Holandii.

Siedziba Kompanii Zachodnioindyjskiej w Amsterdamie, 1655 r.

Sława wojenna Krzysztofa wyprzedziła go. W Amsterdamie czekało już na niego kilka propozycji. Książę Holsztynu proponował mu dowództwo jednego ze swoich oddziałów, generał Altinger chciał, aby objął w dowodzenie w wyprawie do Włoch, książęta niemieccy oferowali mu godność generała artylerii i dowództwo armii w walkach z królem szwedzkim Gustawem II Adolfem (w 1618 roku wybuchała wojna trzydziestoletnia), ale Arciszewski pozostał w armii holenderskiej, walcząc dalej z Hiszpanami. W 1629 roku przyjął jednak propozycję holenderskiej Kompanii Zachodnioindyjskiej, która właśnie przygotowała wyprawę do Brazylii, aby bronić tam swoich interesów handlowych. Arciszewski podpisał z nią trzyletni kontrakt. Celem wyprawy było podbicie Pernambuco, głównego producenta cukru na świecie, którego nabywcami byli w większości kupcy holenderscy. Brazylia była co prawda kolonią portugalską, ale w latach 1580 – 1640 kraj ten był połączony unią personalną w Hiszpanią, zaciekłym wrogiem Holandii. Hiszpanie zagrażali holenderskim interesom w Brazylii.

Brazylijska przygoda

Wyprawa ruszyła 16 listopada 1629 roku. Składała się z 7 tys. żołnierzy i 70 okrętów. Naczelnym dowódcą wyprawy był płk Diederik van Waerdenburgh, a admirałem floty – Hendrick Loncq. Pamiętajmy jednak, że wyprawę zorganizowała Kompania Zachodnioindyjska, a nie Holandia. Arciszewski w tej wyprawie był w istocie oficerem Kompanii, a nie armii holenderskiej. Celem ekspedycji było w pierwszej kolejności odbicie z rąk portugalsko-hiszpańskich stolicy Pernambuco – Olindy i ważnego portu – Racife. Miasto Olindę i port Racife broniły dwie twierdze: São Jorge i São Francisco. Autorem planu zdobycia Olindy był nie kto inny, jak tylko nasz Arciszewski. Dowództwo zaakceptowało jego pomysły i wkrótce opanowano miasto, port i dwie twierdze.

Nie był to jednak koniec walk. Zdobyto dopiero wybrzeże, a należało umocnić pozycje Kompanii także w głębi lądu. Dalszy bieg wojny był jednak dla Holendrów korzystny. Wiele było w tym zasług samego Arciszewskiego. Odzyskano utracone tereny, odbudowano plantacje trzciny cukrowej i młyny do produkcji cukru. W 1633 roku Krzysztofowi skończył się trzyletni kontrakt i wrócił do Amsterdamu.    

Mapa z XVII w. części Brazylii z apologią Krzysztofa Arciszewskiego i jego herbem Prawdzic

W 1634 roku podpisał kolejną umowę z Kompanią Zachodnioindyjską, otrzymał stopień pułkownika i wrócił do Brazylii. W rok później stanął na czele wyprawy, która zdobyła główne punkty oporu Portugalczyków i Hiszpanów: Porto Calvo, Nazare i Arrial. Arciszewski bezwzględnie pustoszył posiadłości portugalskie, niszcząc nawet wioski indiańskie i ośrodki misyjne. Dzięki niemu Kompania wzbogaciła się o najlepsze uprawy trzciny cukrowej w Brazylii. Jednocześnie nasz bohater zwracał uwagę na fatalny system zarządzania plantacjami. W odpowiedzi Kompania wysłała tam nowego głównodowodzącego i administratora kolonii, hrabiego Maurycego Nassau. Arciszewski poczuł się zawiedziony, liczył bowiem, że sam zajmie to stanowisko... Postanowił po raz kolejny opuścić Brazylię. W Amsterdamie powitano go jak bohatera. Obsypano go nagrodami, a jego nazwisko stało się sławne na całą Europę.

Tymczasem w Brazylii hrabia Nassau nie radził sobie z obowiązkami. Kompania wysłała tam więc po raz trzeci Krzysztofa. Było to w 1638 roku. Arciszewski wyruszył jako generał artylerii, pułkownik wojsko lądowych i admirał sił morskich w Brazylii. Skupił w swych rękach całą władzę w koloniach. Hrabia Nassau nie uznał jednak jego władzy i nie dopuścił do żadnych działań. Wskutek zatargu z nim, Arciszewski wrócił do Holandii i w 1640 roku ostatecznie zwolnił się ze służby na rzecz Kompanii. Pozostał jeszcze kilka lat w Amsterdamie, oddając się twórczości literackiej, pisząc m. in.: Apologię, dzieło, w którym opisał swoje zasługi i krzywdy, jakie go spotkały. Prócz tego, spod jego pióra wyszło kilka wierszy i traktat medyczny o podagrze.

Z powrotem w ojczyźnie

Sława Arciszewskiego dotarła do Rzeczpospolitej. Zapomniano już o ciążącej na nim banicji i król Władysław IV wezwał go w 1646 roku do kraju, mianując „starszym nad armatą”, czyli dowódcą artylerii. Zajął się fortyfikowaniem nowych twierdz i odbudową starych, budową arsenałów i zaopatrzeniem w amunicję. Brał udział w walkach z kozakami Chmielnickiego, walcząc pod Zbarażem i Zborowem oraz broniąc Lwowa. Wskutek zatargu z kanclerzem wielkim koronnym, Jerzym Ossolińskim, złożył w 1650 roku swój urząd i osiadł we wsi Buszkowy niedaleko Gdańska, gdzie zmarł w kwietniu 1656 roku. Jego ciało na życzenie zmarłego, przewieziono do zboru ariańskiego w Lesznie, gdzie miało być pochowane. Jednak krótko przed pogrzebem, w czasie walk ze Szwedami, zbór spłonął, a wraz z nim doczesne szczątki Krzysztofa Arciszewskiego.

Z Rzeczpospolitą zbyt wiele go nie łączyło. Warto jednak pamiętać o tym znakomitym żołnierzy, taktyku i specjaliście do spraw fortyfikacji i artylerii. Ciekaw jestem, czy pamiętają o nim w Holandii.

 

Artykuł ukazał się wcześniej na blogu Poznańskie Historie.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA