cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

Korsarze polskich królów

Kamil Byk, 29.08.2018

Okręt kaperski "Piotr z Gdańska" na obrazie Adolfa Bocka

Pomimo że przez większość swoich dziejów Polska miała dostęp do morza, to jakby ciągle była do tego morza zwrócona plecami. Szlachta nie garnęła się do morskiej służby i szczędzono pieniędzy na budowę floty z prawdziwego zdarzenia. Monarchowie musieli w takim wypadku ratować się czymś w rodzaju partnerstwa publiczno-prywatnego.

Królewscy kaprzy

Dostęp do morza dawał Koronie wymierne korzyści w postaci prowadzenia intratnego handlu zbożem. Zajęcie ujścia Wisły spowodowało, że Polska rosła w siłę, a ludziom żyło się lepiej. Jednak rola szlachty w tym interesie ograniczała się głównie do sprzedania zboża pośrednikom, którzy dalej handlowali nim w Gdańsku z całym światem. Szlachta handlu, jak i morza nie lubiła. Handel aż do XVIII/XIX w. nie był zawodem godnym szlachcica. Morze natomiast uważano za coś nieznanego i przez to niebezpiecznego.

Tymczasem postępująca od XVI w. rywalizacja o prymat w basenie Morza Bałtyckiego wymagała posiadania własnej floty. Tu z wiadomych względów nie było możliwe wystawienie pospolitego ruszenia. Korzystano jednak z pomysłu, który był morskim odpowiednikiem tej formacji. Wzorem ojca, Zygmunt I w 1517 r. wydał listy kaperskie. Kaper z holenderskiego znaczył tyle co korsarz. Armator, który otrzymywał taki list w formie monarszego glejtu był obowiązany do wystawienia uzbrojonego okrętu, a w zamian uzyskiwał prawo atakowania i łupienia okrętów nieprzyjaciela, w szczególności przechwytywania płynącej kontrabandy. Po ograbieniu danego statku kaper z łupami wpływał do portu, gdzie stawał przed trybunałem kaperskim, stwierdzającym, czy złupiona jednostka rzeczywiście należała do wroga. Następnie łupy sprzedawano. Około 20-25 proc. zysku wędrowało do króla, reszta do kieszeni kapra.

System ten znakomicie się sprawdził w czasie wojny trzynastoletniej. Wówczas organizację floty kaperskiej wzięły na siebie Gdańsk i Elbląg. To właśnie ich okręty rozbiły 15 września 1463 r na Zalewie Wiślanym flotę krzyżacką. Kaprzy w służbie polskiego króla byli jednak od początku tego konfliktu, a ich zadaniem był paraliż handlu Zakonu. Latem 1455 r. Kazimierz Jagiellończyk miał do dyspozycji 13 jednostek, a trzy lata później 33. W sumie Gdańsk wystawił w imieniu monarchy 126 okrętów, głównie jednak to były niewielkie, najczęściej przerobione statki handlowe.

XV-wieczne okręty kaprów gdańskich na obrazie z XIX w.

Powstała w 1517 r. kolejna flota kaperska miał za zadanie zwalczać jednostki moskiewskie, tzw. floty narewskiej. W wojnie tej kaprzy nie odegrali jednak znaczącej roli. Po rozejmie z 1522 r. flotę po prostu rozpuszczono. Renesans kaprów nastąpił w okresie wojen inflanckich. Na bazie właśnie ich okrętów Zygmunt August na serio podjął się stworzenia stałej marynarki wojennej. W 1560 r. król wystawił siedem listów kaperskich i powołał do życia straż morską. Prócz polskich okrętów banderę królewską zaciągnęły również jednostki Zakonu Kawalerów Mieczowych, który poddawał się zwierzchności Zygmunta Augusta. W sumie dawało to ok. 20 okrętów gotowych do zmagań z Rosją, Szwecją i Danią. Na czele tej floty stanął Mateusz Sznarping zwany Sierpinkiem. W 1563 r. sejm przeznaczając jedną czwartą dochodów z dóbr królewskich na wojsko, uwzględnił również marynarkę.

Ze swoich zadań kaprzy wywiązywali się znakomicie jeśli chodzi o łupienie statków handlowych. W przypadku starć z profesjonalną flotą wojenną było już różnie. W czerwcu 1568 r. pod Rewelem utracono aż siedem z dwunastu jednostek. Nie zraziło to jednak króla, a wręcz przeciwnie zmotywowało go jeszcze bardziej do tworzenia nowoczesnej marynarki wojennej. W 1567 r. przeniesiono bazę floty z skonfliktowanego z królem Gdańska do Pucka. 24 marca 1568 r. władca powołał 7-osobową Komisję Morską, na której czele stanął kasztelan gdański Jan Kostka. Organ ten odpowiadał za obronę wybrzeża, działania floty i funkcjonowanie żeglugi. W 1571 r. opracował on artykuły morskie, które były pierwszymi polskim aktem prawa morskiego. W tym samym roku w Elblągu doszło do zwodowania kadłuba galeonu typu weneckiego, „Smok”. Przeznaczony on był dla 70-osobowej załogi i 30 dział.

Próba rekonstrukcji galeonu Smok w Centralnym Muzeum Morskim w Gdańsku (foto: Mathiasrex Maciej Szczepańczyk/GFDL /CC-BY-SA-3.0/CC BY 2.5/Wikimedia Commons)

Te obiecujące początki przerwał w 1571 r. lipcowy atak eskadry duńskiej na Puck. Mały port w odróżnieniu od wielkiego Gdańska okazał się łatwym celem. 13 okrętów kaperskich – połowa ówczesnej floty – została zagarnięta przez wroga. Dwie jednostki poszły na dno. Ostateczny kres wielkich planów morskich przyniosła śmierć Zygmunta Augusta w następnym roku.

Marynarka wojenna ad hoc

Do odbudowy floty został zobowiązany Henryk Walezy. Z wiadomych względów nie spełnił on tej, jak i innych obietnic. Flotę kaperską na wojnę z Gdańskiem zaciągnął również Stefan Batory. Po zakończeniu tego konfliktu jednak ją rozwiązano. Kolejny powrót kaprów na służbę królewską nastąpił za Zygmunta III. Król próbując odzyskać bezprawnie zabrany mu tron wyprawił się do Szwecji w 1598 r. W wyprawie tej uczestniczyło 79 okrętów, z czego część stanowiły wierne mu jednostki szwedzkie.

Marynarka wojenna stała się koniecznością w momencie wybuchu kolejnej wojny w Inflantach. Znów rodzima flota przybrała charakter wielkiej improwizacji. W 1600 r. wojewoda Jerzy Farensbach, na którego barkach była cała obrona tego regionu zorganizował flotyllę małych okrętów wiosłowo-żaglowych, które broniły Rygi. Z zagarniętych okrętów szwedzkich improwizowaną flotę stworzył również hetman Jan Karol Chodkiewicz. Zwyciężyła ona nawet eskadrę szwedzką pod Salis.

Bitwa pod Oliwą pędzla Adolfa Boya

Przejmowanie w trakcie działań wojennych kolejnych okrętów szwedzkich plus kaprzy i zaimprowizowane statki handlowe pozwoliły na odtworzenie marynarki wojennej. Z ramienia króla projekt ten monitorował starosta pucki Jan Wejher. Nic dziwnego, że Szwedzi postanowili za wszelką cenę zniszczyć polską flotę. W 1606 r. admirał Jacob Godberg wpłynął dwukrotnie do Zatoki Gdańskiej. Za drugim razem, 15 października, doszło do bitwy 19 okrętów szwedzkich i 12 okrętów polskich. Szwedów ostrzelały też baterie nadbrzeżne. Goldberg musiał ustąpić. Zawarte w 1611 r. zawieszenie broni doprowadziło jednak i tak do tradycyjnego rozpuszczenia floty. Do stworzenia stałej marynarki wojennej, lecz już nie w oparciu o kaprów, a wybudowane prawdziwe okręty przystąpiono przy następnym konflikcie ze Szwedami.

Ostatni raz po flotę kaperską sięgnął August II, który wykorzystał ją w okresie wojny północnej. W 1700 r. przeciwko okrętom Karola XII występowało kilka jednostek Augusta II.

Kto wyruszał w morze?

Jak można zauważyć kaprzy byli w służbie króla jedynie od wojny do wojny. Nie oznaczało to jednak, co zdarzało się w przypadku np. angielskich korsarzy, że nasi kaprowie parali się piractwem. Kaper zawsze znajdował zatrudnienie, jak nie u polskiego monarchy, to w miastach Pomorza czy Prus. Zrzeszająca miasta północy Hanza prowadziła własne konflikty, jak ten z II. poł XV w. z Anglią i Francją. Jednym z ciekawszych epizodów tej wojny było przechwycenie przez Pawła Benecke obrazu Hansa Memlinga „Sąd Ostateczny”. Zostało on zamówiony w imieniu swoich mocodawców przez rezydenta Banku Medyceuszy w Brugii Angelo Tani. Obraz miał być wysłany z Florencji, gdzie go wykonano do Londynu. Po drodze jednak gdański korsarz złupił angielski statek i dzieło przewiózł do rodzinnego miasta oddając go kościołowi Najświętszej Marii Panny. Dziś obraz ten można podziwiać w Muzeum Narodowym w Gdańsku.

Pod względem etnicznym kaprzy najczęściej byli Niemcami, tj. ich pierwszym językiem był niemiecki, mieli korzenie w Niemczech. Jednocześnie jednak nie ulega wątpliwości, że byli wiernymi poddanymi polskich królów. W załogach floty dominowali Niemcy oraz Kaszubi. Etniczni Polacy pojawiali się rzadko. Morze jakoś wtedy u nich nie budziło ciepłych uczuć. Paradoksalnie zaczęło się to zmieniać, gdy Polska nie tylko nie miała dostępu do morza, ale w ogóle jej już nie było.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA