cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

„Korona królów” – serial taki, jaki miał być

Marcin Dzierżanowski, 04.01.2018

"Korona królów" jest często krytykowana za słabe odwzorowanie realiów i postaci, ale serialowy Władysław Łokietek to wyraźne nawiązanie do wyobrażenia tego władcy z pocztu Jana Matejki (fot. materiały prasowe)

Błędy wielkości Doliny Chochołowskiej w Tatrach, słabe aktorstwo, beznadziejne dialogi, fatalna scenografia i źle dobrane plenery – nad „Koroną królów” można się pastwić i pastwić, ale kierownictwo TVP i twórcy serialu powinni mieć powody do zadowolenia: swoje cele osiągnęli w 100 proc.

Ta recenzja tak naprawdę miała wyglądać inaczej. Po obejrzeniu kilka miesięcy temu zwiastuna „Korony królów” spodziewałem się produkcji tak słabej, że absolutny król knotów ostatnich lat, jakim było „Belle epoque” wypuszczony ze stajni TVN mógłby uchodzić za udaną produkcję. No i trzeba przyznać, że po obejrzeniu pierwszych odcinków trochę się rozczarowałem. Nie jest to wprawdzie dzieło wybitne, ale poziomem nie odbiega od innych rodzimych tasiemców. Natomiast dostrzec można niezaprzeczalne plusy takiej produkcji.

Plany, aby stworzyć serial historyczny o czasach Kazimierza Wielkiego pojawiły się tuż po nadejściu „dobrej zmiany”. Chodziły nawet plotki, że ostatniego Piasta na polskim tronie miałby zagrać Tomasz Kot. Ostatecznie wcielił się w tę rolę Mateusz Król, a za scenariusz zabrała się „królowa polskich seriali” Ilona Łepkowska. Wbrew raczej nieprzychylnym plotkom wzorem nie miała tu być „Gra o tron”, lecz turecka telenowela „Wspaniałe stulecie”.

I tu właśnie dochodzimy do sedna całej sprawy. „Korona królów” to jest telenowela! Ten serial w założeniach miał być tani, z nieskomplikowaną fabułą i dialogami. Owszem, można się zżymać, że w tej najnowszej produkcji TVP stroje są nie takie, język nie ten, serialowy zamek w niczym nie przypomina Wawelu, a bohaterowie odbiegają od swoich historycznych pierwowzorów. Tyle tylko, że nie ma to najmniejszego znaczenia.

Od błędów i przeinaczeń roi się przecież w kultowym „Czasie honoru”, nie wspominając już o „Czterech pancernych” czy „Stawce większej niż życie”. Janowi Matejce też możemy zarzucić, że jego obrazy to kpina z historii. Ale tu chodzi nie o rekonstrukcję historyczną, ale o zawładnięciem zbiorową wyobraźnią. I niestety, czy chcemy tego, czy nie dla pewnej grupy odbiorców telenowela historyczna pełna uproszczeń będzie jedyną okazją do zapoznania się z czasami Kazimierza Wielkiego, a być może także zachętą do poszukania w wyszukiwarkach internetowych takich haseł, jak: Niemierza z Gołczy czy Bolko II Świdnicki.

 

Z całym szacunkiem dla fanów „Wspaniałego stulecia”, ale to też nie była wysublimowana produkcja szczególnie wierna realiom epoki (co swoją drogą krytykował sam prezydent Turcji Recep Erdogan), a od występujących tam „efektów komputerowych” zdecydowanie już wolę powyższy bieda-turniej rycerski z naszej „Korony królów”. Zresztą pod względem fabularnym polska telenowela wręcz kopiuje turecki odpowiednik. Niby niemożliwe, bo gdzie Sulejman, a gdzie Kazimierz, a jednak! W „Koronie królów” Rusinkę Roksolanę-Hurrem zastępuje równie zadziorna Litwinka Aldona-Anna, która także walczy z teściową i zabiega o względy swego męża. Do tego dochodzą wątki historyczne i te zmyślone. Wszystko po to, aby trafić do odpowiedniej widowni. Głównie tych, którzy chwilę wcześniej oglądali „Klan” albo zmieniają kanały w czasie przerwy reklamowej w konkurencyjnej „Pierwszej miłości”.

Jak widać po wynikach oglądalności cel został osiągnięty. Natomiast od podobnych słabości co „Korona królów" nie jest wolna większości polskich tasiemców, co nie zmienia faktu dużej popularności tych produkcji. Jednocześnie szczerze wątpię, czy akurat widownię polskich telenoweli zaciekawiłby rodzimy odpowiednich zachodnich megaseriali historycznych.

TVP za cenę zwykłej telenoweli stworzyła historyczną. Być może nie wybitną, a może nawet nie dobrą, ale na tyle przeciętną, aby zatrzymać przy niej pewną grupę widzów, która prawdopodobnie zagłębiając się w kolejne wątki będzie przy okazji na własną rękę szukać informacji o historycznych postaciach. I widzę w tym naprawdę duży plus. Sądzę nawet, że inne kraje (np. Litwa) będą zainteresowane emisją tej produkcji u siebie.

Prezes Kurski zapowiada, że „Korona królów” opowiadająca o czasach Kazimierza Wielkiego to dopiero początek. Po niej przyjdzie czas na kolejnych władców, potem zabory, II RP, II wojną światową i tak do współczesności. Zapowiada się zatem historyczna wersja „Klanu” czy może nawet „Mody na sukces”. Krytykom serialu radzę zatem, w myśl pewnego starego hasła reklamowego, uspokoić się i przyzwyczaić – tak już (chyba) zostanie.

Nasza ocena: 5/10





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA