cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

Konstytucja 3 Maja – próba ratunku, która doprowadziła do upadku

Michał Krysiński, 03.05.2021

Okładka egzemplarza Konstytucji 3 Maja

Twórcom Konstytucji 3 Maja bez wątpienia przyświecał cel naprawy państwa. Ale jak to zwykle bywa, dobrymi intencjami jest piekło wybrukowane. I tym razem lekarstwo okazało się gorsze od choroby.

Armia, głupcze!

Wprawdzie zdarzają się gdzieniegdzie krytycy postanowień Konstytucji 3 Maja, jednak trudno odmówić temu aktowi, że był to co najmniej krok w dobrą stronę, który w innych okolicznościach służyłby naprawie państwa. Właśnie, w innych okolicznościach. To wszystko, co się bowiem działo wokół Rzeczypospolitej było w tej historii kluczowe. Jeszcze do niedawna państwo polsko-litewskie było faktycznie rosyjskim protektoratem. Doprowadzenie do takich zmian jak w Konstytucja 3 Maja byłoby niemożliwe bez zgody Petersburga. Szczęściem (a może jak się później okazało nieszczęściem) Polski było, że w 1787 roku zaczęła się przed Rzeczpospolitą otwierać polityczna koniunktura. Rosja wdała się w wojny z Imperium Osmańskim oraz Szwecją i do sprawy polskiej po prostu nie miała zwyczajnie głowy. W szczególności, że w Polsce spora część społeczeństwa nawoływała do reform. Katarzyna uznała, że jak Stanisław August kilka swoich pomysłów przeprowadzi, to krzywda nikomu się nie stanie. Reformatorska gorączka opadnie, a interesy rosyjskie pozostaną nienaruszone.

Oddział kawalerii narodowej na obrazie Stanisława Haykowskiego

Reformatorzy poczuli wiatr w żagle. Uznali, że pogrążona w wojnach Rosja jest słaba, zatem należy to wykorzystać i zrzucić pęta zależności. Chcąc jednak to zrobić trzeba było najpierw zdać sobie sprawę, że Rosja prędzej czy później zareaguje. Drogi były zatem dwie: albo ograniczamy swoje ambicje do umiarkowanej reformy państwa (tak jak to było ustalone z carycą) albo zmieniamy państwo i jego ustrój bardzo głęboko. Jak wiadomo zdecydowano się na to drugie. Przytomnie przy tym dosyć wcześnie, bowiem już w październiku 1788 roku postanowiono powiększyć liczebność wojsk do 100 tys. żołnierzy. Problem w tym, że realizacja tego postanowienia, z różnych przyczyn, szła bardzo opornie. Kiedy po ponad trzech latach, w 1792 roku wybuchła wojna w obronie Konstytucji to wciąż nie osiągniętego postulowanego stanu, a jedynie… 56 tys. I to był grzech pierworodny. Nie mając siły militarnej, która obroniłaby kraj przed groźnym sąsiadem przystąpiono do reform.

Zobacz także:

Co z Konstytucji 3 Maja mogłoby dziś obowiązywać

Brak sojuszników

Ale przy świadomości swojej słabości militarnej były dostępne jeszcze dwie opcje: silny sojusznik lub dogadanie się z potencjalnym wrogiem. Zdecydowano się na to pierwsze. 29 marca 1790 roku zawarto przymierze z Prusami. Sojusznik okazał się jednak wysoce niefortunny. Prusy i Rzeczpospolitą pozornie łączyła wspólnota interesów. Akurat w tym momencie Berlin był skonfliktowany i z Petersburgiem, i z Wiedniem. W planach był nawet udział polskiego korpusu w wojnie prusko-austriackiej, po której Polska miała odzyskać Galicję, a Prusy w zamian miały otrzymać Toruń i Gdańsk. Wojna jednak zakończyła się bez udziału Rzeczypospolitej, a Prusacy po dogadaniu się z Austrią stracili zainteresowanie projektem i skierowali swoją atencję w kierunku rewolucyjnej Francji. W takiej sytuacji Berlinowi również bardziej opłacało się pogodzić się z Rosją, bowiem na sporze z nią nic nie można było zyskać, a w sojuszu… kolejny raz rozebrać Rzeczpospolitą.

Niestety, reformatorzy czasu Sejmu Wielkiego tych geopolitycznych niuansów najwidoczniej nie rozumieli i wierzyli w trwałość sojuszu z Prusami. W dodatku popełniono kolejny błąd, czyli przyjęto Konstytucję 3 Maja, czyli akt, w którym dostrzegano rewolucyjne powiewy z nad Sekwany. I to był gwóźdź do trumny.

Uchwalenie Konstytucji 3 Maja na obrazie Jana Matejki

Im dalej od Rzeczpospolitej, tym Konstytucję postrzegano lepiej. W Portugalii i Holandii wybijano na pamiątek jej uchwalenia specjalne medale. W Wielkiej Brytanii chwalono jej nawiązania do ustroju Zjednoczonego Królestwa, a w Londynie uroczyście świętowano rocznicę jej uchwalenia. Wydawało się, że sąsiedzi również przyjęli informację o przyjęciu Ustawy Rządowej nie tylko ze spokojem, ale wręcz entuzjazmem. Król Prus Fryderyk Wilhelm II wysłał do Warszawy taką oto notę:

Szczere gratulacje zarówno królowi, jak i marszałkom sejmu, i wszystkim, którzy przyczynili się do tego wielkiego dzieła.

Była to jednak zasłona dymna. Już 4 maja 1791 roku pruscy dyplomaci zaczęli sygnalizować Rosjanom gotowość swojego wsparcia w przywróceniu w Rzeczypospolitej poprzedniego ustroju. Zupełnie inaczej podeszła do tego Austria. Dwór wiedeński również pogratulował Polakom Konstytucji, a pod koniec miesiąca kanclerz Wenzel Kaunitz w wysłanej do Petersburga nocie przekonywał, że stabilna Rzeczypospolita leży w obopólnym interesie zarówno Austrii, jak i Rosji. Caryca była jednak innego zdania. Konstytucja 3 Maja pozbawiała Rosję protekcji nad państwem polsko-litewskim, a to było nie do przełknięcia. Co znamienne, Rosja wstrzymywała się z reakcją, gdy w Polsce podnoszono liczebność wojska, gdy zażądano wycofania rosyjskich  żołnierzy, ale to było już zbyt wiele. Zwłaszcza, że ujawniły się negatywne skutki Ustawy Rządowej po stronie rosyjskiej. Wzrosło mianowicie zbiegostwo chłopów do Rzeczypospolitej. Postrzegano też Polskę i Litwę jako rozsadnika idei, który może skruszeć gmachy sąsiednich monarchii absolutnych. Odmiennego zdania był jedynie cesarz Austrii Leopold II, który widział w Rzeczypospolitej potencjalnego sojusznika i stabilizatora regionu, co wcale nie oznacza, że Wiedeń chciałby się bić za Warszawę, a zwłaszcza, gdy w 1792 roku po śmierci Leopolda doszło do zmiany na cesarskim tronie.

Rzeczypospolita nie miała zatem żadnego sojusznika, z nikim nie łączyła ją wspólnota interesów. Zostaliśmy sam na sam z Rosją. Czy można było tego uniknąć? Ależ oczywiście, że tak. Wystarczyło w porę zdać sobie sprawę, w jakiej sytuacji jesteśmy. Trzeba było się nie wychylać, dopóki nie będzie się mieć porządnej siły zbrojnej. Przy braku sojusznika z prawdziwego zdarzenia i własnej, silnej armii Konstytucja 3 Maja była za daleko idącym ruchem. To było już proszenie się o wojnę. W konsekwencji uchwalenie Ustawy Rządowej było jak rozpoczęcie budowy domu od dachu. Stworzyliśmy piękny, solidny dach, ale cóż z tego, skoro nie zadbaliśmy o porządne fundamenty i mury?

Zobacz także:

Co by było, gdyby Konstytucja 3 Maja dłużej obowiązywała





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA