cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

Koliszczyzna, czyli kolejne mordowanie Ukrainy

Jakub Wojas, 06.07.2018

Kozak Mamaj - bohater z ukraińskiego folkloru - podczas Koliszczyzny

Trudno opisać to, co się stało latem 1768 r. na Ukrainie. Kolejna rewolta, kolejna rzeź, kolejna wojna domowa. Wszystko to w podobnych okolicznościach co 120 lat wcześniej i 175 później. Historia lubi się powtarzać, ale taka historia powtórzona trzykrotnie musi świadczyć, o czymś więcej niż tylko o dziejowym pechu.

Coś się zbiera na Ukrainie

Słowa Henryka Sienkiewicza kończące „Ogniem i mieczem” o „opustoszałej Ukrainie” doskonale odzwierciedlają stan tych ziem po zakończeniu kozackich wojen z II poł. XVII w. Ukraina dosłownie była wtedy opustoszała. Za Sobieskiego można było przejechać setki kilometrów i nie spotkać żywej duszy, i to tam gdzie jeszcze kilka dekad wcześniej tętniło życie. Rany zaczęły się jednak zabliźniać i po obustronnym wypaleniu: powstaniu Chmielnickiego, odpowiedzi Wiśniowieckiego, Beresteczku, Batohu, unii hadziackiej i ugody perejasławskiej nastąpił najpierw okres stabilizacji, a następnie odbudowy i w końcu rozwoju. Ukraina weszła na podobną ścieżkę szybkiego wzrostu co w XVII w. w często niedocenianych czasach saskich. Znów pojawił się popyt na polskie/ukraińskie zboże, znów na stepach zaczęły powstawiać wsie i rozbudowywano miasta i miasteczka. Nie było to jednak do końca to samo co za czasów kniazia Jeremy. Przesiąknięta krwią ziemia ukraińska, szeptane opowieści o dawnych starszych i zarazem dla niektórych chwalebnych czasach powodowały, że na tych obszarach, by rzec znów za Sienkiewiczem, rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA