cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

Józef Bem – niedoszły zbawca Polski, węgierski heros i turecki pasza

Antoni Bzowski, 10.12.2020

Generał Józef Bem

10 grudnia 1850 roku gdzieś w odległym Aleppo w Syrii, które dziś kojarzy nam się głównie z nieustannie trwającą tam wojną, umarł generał Józef Bem. Smutny był koniec wielkiego generała. W Polsce był już nielubiany, na Węgrzech niepożądany, a w Turcji niepotrzebny. Dopiero po latach, w 1929 roku wrócił do rodzinnego Tarnowa, gdzie spoczął w specjalnym mauzoleum w Parku Strzeleckim, z którego, jak mówią, generał jest bliżej nieba.

Zajdzie wysoko, chyba że…

Jest 14 marca 1794 roku. W domu adwokata Andrzeja Bema rodzi się syn. Na chrzcie otrzymuje imiona Zachariasz Józef, ale sam będzie używał tylko imienia Józef, co dziś ze względu na obciachowość tego pierwszego łatwo nam zrozumieć. Rodzina Bemów była typowo mieszczańskiej proweniencji, choć dziadek generała otrzymał tytuł szlachecki, a Andrzej zakupił pod koniec życia dobra ziemskie w kieleckim. Mimo to trzymali się głównie miasta. Do Polski przybyli z dolnośląskiej Świdnicy na początku XVIII wieku. Początkowo byli związani ze Lwowem. Dopiero Andrzej otrzymał posadę adwokata w sądzie szlacheckim we Tarnowie. Józef Bem mieszkał jednak w Tarnowie tylko przez pierwsze 7 lat swojego życia. Następnie rodzina przeniosła się do Krakowa, gdzie Józef ukończył Gimnazjum św. Anny, a potem w wieku 15 lat rozpoczął kształcenie w warszawskiej Szkole Aplikacyjnej Artylerii i Inżynierii. Spośród jednak wszystkich miast, z którymi rodzina Bemów była związana, to właśnie Tarnów najbardziej jest i był dumny ze swego wielkiego mieszkańca.

W wieku 18 lat przyszły generał, a wówczas porucznik artylerii konnej wziął udział w kampanii rosyjskiej Napoleona. Nie idzie jednak w głównej ofensywie na Moskwę, lecz walczy pod Rygą. Tam wbrew rozkazowi atakuje posterunek rosyjskich dragonów i 50 z nich bierze do niewoli. Za niesubordynację dostaje karę aresztu, a za wojskowy sukces – pochwałę. Jeden z oficerów napoleońskich miał wówczas powiedzieć:

Jeśli ten chłopiec za młodu nie złamie sobie karku, to zajdzie wysoko.

Józef Bem jako generał powstania listopadowego

W 1813 roku za zasługi w obronie Gdańska Józef otrzymał Legię Honorową. Po upadku cesarza Francuzów młody oficer nie miał trudności w kontynuowaniu kariery w wojsku Królestwa Polskiego. Tam rozpoczął doświadczenia z wykorzystaniem rakiet bojowych, zwanych wówczas racami. Jego praca zyskała uznanie dowództwa. Dobre opinie zebrała też jego publikacja na ten temat za granicą. Niewiele jednak brakowało by te doświadczenia zakończyły się tragicznie. W czasie jednej z prób eksplozja dosięgła twarzy kapitana Bema. Rana na szczęście nie okazała się poważna.

Zapowiadało się, że Józefa Bema czeka w armii Królestwa Polskiego wielka kariera, ale w 1822 roku przyszły bohater dwóch narodów został nie tylko wydalony z wojska, ale także trafił do aresztu. Powodem była przynależność do nielegalnego Wolnomularstwa Narodowego oraz pojedynkowanie się. Do tego dodano także zaniedbanie finansowe w trakcie służby w Arsenale Królewskim. Ostatecznie sąd dywizyjny skazał go jedynie za przynależność do tajnego związku na rok więzienia i degradację. Wstawiennictwo kolegów oficerów dopomogło jednak w uzyskaniu łaski wielkiego księcia Konstantego. Lecz znów 23 grudnia 1824 roku został przeniesiony do cywila. Oficjalnie za niedbalstwo, nieoficjalnie za kolejny pojedynek, w którym zabił nieznanego z imienia pojedynkowicza, a sam został raniony w udo, przez co do końca życia przyszło mu kuleć.

Po jak się wydawało definitywnie zakończonej karierze w Królestwie Polskim Józef Bem przeniósł się do Galicji. Tu wydzierżawił od swego stryja kanonika lwowskiego Jakuba Bema wieś Basiówkę. Majątek jednak nie dawał mu wystarczająco dużo pieniędzy, więc Józef zatrudnił się także jako administrator w dobrach Franciszka Salezego Potockiego. Tu wykorzystał swoje inżynierskie umiejętności. Uprzemysłowił majątek Potockich, wprowadzając w tamtejszych cukrowniach i gorzelniach maszyny parowe. W 1829 roku wydał także podręcznik „O machinach parowych”.

Powstaniec i emigrant

I gdyby nie wybuch powstania listopadowego, to zapewne Józef Bem wiódłby spokojne życie rządcy majątków ziemskich, ale od 1831 roku jego życie nabrało sporego rozpędu. 31 marca 1831 roku, a więc już całkiem długo po rozpoczęciu zrywu, major Józef Bem zameldował się u władz powstańczych. Otrzymał dowództwo 4. Baterii Lekkokonnej, liczącej 12 armat. Sporą sławę zyskał już miesiąc później, kiedy 10 kwietnia 1831 roku pod Iganiami walnie przyczynił się do polskiego zwycięstwa. Za ten wyczyn dostał awans na podpułkownika. Jednak największym wyczynem okazała się bitwa pod Ostrołęką. Szarża jego 4. Baterii uchroniła polskie wojska od zagłady i umożliwiła skuteczny odwrót. Choć generałem został dopiero podczas obrony Warszawy, to jego kandydatura pojawiała się wśród nominacji na naczelnego wodza. Przepadła być może z powodu incydentu, do którego doszło na atakowanej przez Rosjan Woli. W momencie natarcia Bem gdzieś się zawieruszył. Powszechnie mówiono, że „zapił”, ale prawda była inna. Prowadząc rozpoznanie z kościoła św. Trójcy został przypadkowo tam zamknięty i nie mógł się wydostać z światyni przez długie godziny.

Józef Bem jako dowódca wojsk siedmiogrodzkich według  
Józsefa Tyrolera

Bemowi przyjdzie jeszcze zostać Naczelnym Wodzem, ale już nie w ojczyźnie. Nią opuszcza na długie lata po upadku powstania udając się szlakiem Wielkiej Emigracji najpierw do Niemiec, a potem do Francji. Tu generał wiąże się z Hotelem Lambert księcia Adam Czartoryskiego. Współzakłada również Towarzystwo Literackie i Towarzystwo Politechniczne Polskie. Pomaga innym emigrantom urządzić się we Francji, a sam szuka możliwości reaktywacji polskiego wojska. W 1833 roku podpisuje konwencję z cesarzem Brazylii Piotrem I, który walczy o tron portugalski. U jego boku miał powstać Legion Polski. Cała sprawa zakończyła się jednak kompromitacją. Idea stworzenia Legionu spotkała się z wielkimi oporami środowisk emigracyjnych, a w końcu sam cesarz Piotr okazał się wiarołomnym sojusznikiem i po zajęciu Lizbony zerwał porozumienie i uwięził na dwa miesiące generała Bema. Ale nie wykluczone, że w całej tej aferze maczały palce rosyjskie służby.

W kolejnych latach życie Józefa Bema nie rozpieszczało. Imał się różnych prac: udzielał korepetycji, sprzedawał własne obrazy oraz rysunki, a nawet pracował w sztucznej wylęgarni kurcząt. Często też choruje. Odzywają się stare wojenne rany z wojen i pojedynków. W końcu postanowia wrócić do ojczyzny i osiąść we Lwowie. Tam spotkał go poeta Ludwik Jabłoński, który tak go zapamiętał:

Powierzchownością mało obiecywał, za to duchem więcej dotrzymywał, niż obiecał, ale i sam duch ten w dziwne ujęty był kształty. Często o pierwszym świcie, gdym spał, wlatywał do pokoju, bez ceremonii wypijał moją kawę, nie paląc tytoniu porywał cybuch z zimnej fajki, usiłując wydobyć dym, siadał na łóżku, tak dziwne wygadywał rzeczy, tak niesamowite rozwijał plany, żem milcząc, patrzał ciekawie, którędy mu zając wyskoczy z głowy.

Za wolność naszą i waszą

Bem jak widać dziwaczał i od całkowitego zdziwaczenia i stetryczenia uratowała go Wiosna Ludów. Jesienią 1848 roku generał przybył do rewolucyjnego Wiednia i niemal z dnia na dzień został naczelnym wodzem. Od 25 do 31 października dowodził obroną miasta, oczywiście zakończoną kapitulacją, ale po tych wydarzeniach życie Bema zaczęło się jakby na nowo. Generał dostał wigoru i chciał walczyć nadal, a nadarzała się do tego okazja, bowiem na nieodległych Węgrzech trwało powstanie. 13 grudnia 1848 roku Polak zostaje wodzem wojsk węgierskich w Siedmiogrodzie i Banacie. Jest na tyle sprawnym dowódcą, że szybko zyskuje ogromną popularność wśród Węgrów. Wojska Bema biją wroga pod Czuczą, Koloszwarem, Betlenem i Naszodem, a jego armia operuje na obszarze dzisiejszych Węgier, Słowacji i Rumunii. Szczególnie zapamiętano mu jednak tzw. bitwę o most pod miejscowością Piski, gdzie wypowiedział słowa dziś wyryte na jego budapesztańskim pomniku:

Odbiorę most albo zginę. Naprzód Węgrzy! Nie ma mostu, nie ma Ojczyzny.

Generał Józef Bem podczas bitwy o Sybin przedstawiony na panoramie siedmiogrodzkiej 

Spełniają się również marzenia Bema o polskim legionie. W powstaniu węgierskim powstają dwa takie zgrupowania. Z kolei w połowie sierpnia 1849 roku polski generał otrzymuje nominację na naczelnego wodza wojsk węgierskich. Jest to jednak ostatni etap zrywu. Bem walczy wtedy już nie tylko z Austriakami, lecz także z Rosjanami prowadzonymi przez znanego z powstania listopadowego Iwana Paskiewicza.

Po upadku węgierskiego powstania Bem przedostaje się do Turcji. Licząc na odtworzenie polskich oddziałów przyjmuje Islam i imię Murat Pasza. Tym gestem nie zyskuje sympatii w ojczyźnie. Poeta Teofil Lenartowicz w poemacie „Branka” tak pisał niedawnym bohaterze:

Hej, ty Bemie, polski wodzu, złota gwiazdo zbladła,

Czemu twoja polska dusza od nieba odpadła?

Nie miałeś ty polskiej wiary, nie uczciłeś wiary

I popadłeś polski wodzu, między błędne mary.

Lepiej było zginąć tobie, zagrzebać się w ziemię,

Jak turecką przyjąć wiarę!.. Oj Bemie, ty, Bemie,

Nie znałeś ty polskich ludzi silnych na niedolę,

Opuściłeś naszą wiarę, nasze złote pole,

Zbłąkało się serce twoje w godzinie rozpaczy:

Toć już Pan Bóg miłosierny pewnie ci przebaczy.

Dla Turków Bem, po zawarciu porozumienia z Rosjanami również stał się niewygodny. Wysłano go zatem do dalekiego Aleppo. Tu wkrótce wybuchło powstanie Beduinów, które z powodzeniem stłumił polski generał. Było to jednak jego ostatnie zwycięstwo. Zwycięzcę zwyciężyła malaria azjatycka. Według relacji jego adiutanta Józefa Tabczyńskiego, ostatnie słowa Józefa Bema brzmiały:

Polsko! Ja Ciebie już nie zbawię.

Turcy pochowali go z honorami na cmentarzu na skalistej górze Dżebel el Isam (z tur. ‘Góra Wielkich Ludzi), choć pogrzeb wcale nie miał takiego charakteru jak w wierszu Cypriana Kamila Norwida. Rodacy zresztą po śmierci szybko zapomnieli Bemowi „odstępstwo od świętej wiary katolickiej”. Zaraz po odzyskaniu niepodległości rozpoczęto starania, by sprowadzić szczątki generała do ojczyzny. Powtórny pogrzeb generała Bema odbył się 30 czerwca 1929 roku. Ciało złożono w specjalnym mauzoleum zaprojektowanym przez Adolfa Szyszko-Bohusza. Generał leży w sarkofagu podtrzymywanym nad ziemią na sześciu kolumnach (przez to jest bliżej nieba). W środku ciało Józefa Bema, zgodnie z muzułmańską tradycją, jest twarzą zwrócone w stronę Mekki.

Zwycięstwem Józefa Bema zza grobu jest dziś kordialna przyjaźń między Polakami i Węgrami. Oczywiście, ma ona tradycje o wiele dłuższe niż wyczyn polskiego generała w węgierskim powstaniu. Niemniej ich intensywności byłaby zapewne mniejsza, gdyby nie wspólny bohater. W ogóle pierwszy pomnik Józefa Bema powstał właśnie na Węgrzech już w 1880 roku. A najsłynniejszy monument ojczulka Bema, jak nazywają go Węgrzy, znajduje się w Budapeszcie. I to pod nim właśnie 23 października 1956 roku rozpoczęły się demonstracje, które zapoczątkowały kolejne węgierskie powstanie.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA