cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami podmiotów. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji w naszej Polityce prywatności dostępnej na stronach Serwisu.

Janusz Kusociński, czyli o najszybszym charcie II Rzeczpospolitej

Łukasz Szymura, 31.01.2018

Janusz Kusociński podczas zawodów w 1938 r.

„Kusociński - niski, krzywy nos, niepozorny. Ten potwornie silny charakter był niewidoczny w jego małym ciele" - tak o urodzonym w 1907 roku złotym medaliście z Los Angeles mówił Bohdan Tomaszewski. Właśnie charakterowi popularny „Kusy" zawdzięczał swoje wielkie osiągnięcia. Zarówno te sportowe, jak i przede wszystkim moralne.

Dzieciństwo Kusociński spędza w podwarszawskim Ołtarzewie. Jako młody chłopak wraz z kolegami zakłada klub sportowy Pretoria. Dosyć szybko zostaje wypatrzony i ściągnięty do klubu Sarmata, a następnie trafia do Warszawianki, której barwy reprezentuje do śmierci.    

Zdjęcie Janusza Kusocińskiego w Ilustrowanym Kurierze
Codziennym po zdobyciu olimpijskiego złota w 1932 r.

W 1928 roku Kusy po raz pierwszy zostaje mistrzem Polski w biegu na 5 000 metrów. Później, na różnych dystansach, ta sztuka udaje mu się jeszcze dziewięciokrotnie. Bardzo szybko przebija się do światowej czołówki długodystansowców. Konkurencje te były ówcześnie zdominowane przez biegaczy fińskich. Kusociński przerywa ich hegemonię w roku 1932. Podczas Igrzysk Olimpijskich w Los Angeles ten filigranowy Polak wygrywa bieg na 10 000 m, ustanawiając jednocześnie wyśrubowany rekord olimpijski. Znakomitym skandynawskim rywalom pozostaje wpatrywanie się w numer startowy, umieszczony na plecach Kusocińskiego Zwyciestwo należy docenić tym bardziej, że większość dystansu Polak pokonał z mocno krwawiącą stopą.

Amerykański sukces przekłada się na rozpoznawalność Kusego w kraju. Ten skromny chłopak, z miejsca staje się bywalcem salonów. O jego przyjaźń zabiegają największe tuzy ówczesnej Warszawy. Mimo braku aparycji amanta przykuwa uwagę wszystkich dziewczyn w stolicy. W nagrodę za osiągnięcia, prezydent Mościcki przyznaje mu mieszkanie w Łazienkach Królewskich.

Sportowa kariera zostaje przerwana przez pechową kontuzję kolana, która wyklucza go z występu na Igrzyskach w Berlinie. W czasie rehabilitacji Kusociński mocno zaprzyjaźnia się z grupą tenisistów warszawskiej Legii, której gwiazdami byli Ignacy Tłoczyński i Jadwiga Jędrzejowska (finalistka Wimbledonu).

Janusz Kusociński biegnie na 1. miejscu na zawodach w Warszawie w 1939 r. Za nim: Józef Nojim, Wacław Soldan i Kazimierz Herman.

Po wybuchu II wojny światowej Kusociński zgłasza się na ochotnika do wojska. Podczas obrony Warszawy zostaje dwukrotnie ranny. Za swoją postawę gen. Rómmel odznacza go Krzyżem Walecznych. Okupacja, bez względu na wcześniejszy status społeczny, dotknęła wszystkich Polaków jednakowo. Kusy, z przyczyn ekonomicznych, podejmuje się pracy kelnera w barze pod Kogutem. To mniej więcej tak jakbyście, któregoś dnia poszli do pubu i piwo przyniósłby wam Stoch albo Błaszczykowski. Kusociński swoje miejsce pracy wykorzystuje, jednak przede wszystkim do działalności konspiracyjnej, w którą się mocno zaangażował. Pod pseudonim Prawdzic kieruje komórką wywiadu wojskowej organizacji Wilki.

Janusz Kusociński podczas służby wojskowej

W marcu 1940 roku zostaje aresztowany przez gestapo. Przez 3 miesiące poddawany jest brutalnemu śledztwu. Potworne tortury spowodowały, że do Palmir, gdzie został został rozstrzelany musiano dostarczyć go na noszach. Poniósł śmierć w zbiorowej egzekucji, która był elementem wyniszczania polskiej elity. Razem z nim zabito m.in. byłego marszałka Sejmu Macieja Rataja.

Uwięzienie Kusocińskiego zrodziło popłoch wśród bliskich znajomych. Po raz kolejny przytoczę słowa Tomaszewskiego - ówczesnego juniora Legii i członka podziemia:

Kusy siedzi, jest katowany. Jesteśmy w napięciu. On o naszej konspiracyjnej grupie tenisowej wie wszystko. Wtedy Tłoczyński – szef naszej komórki - patrzy na nas i mówi „Co jesteście tacy spięci chłopcy? Kusy nikogo nie wyda. Mogą go katować, a on nie puści pary“. I nie puścił pary. 

Historycy przypuszczają, że Kusy mógł uniknąć śmierci, gdyby zgodził się zostać trenerem lekkoatletów niemieckich. Takie propozycje były składane m.in. Bronisławowi Czechowi, który odmowę przypłacił wywózką do Oświęcimia. Fakt, że Kusociński nie dał się złamać gestapo świadczy, że jego odwaga była najwyższej próby. Czym innym jest przecież walka z własnymi słabościami na stadionie przy wiwatującym tłumie, a czym innym wytrzymanie tortur nazistowskich zwyrodnialców w ciemnym pokoju.  

Niezwykle cieszy, że postać Janusza Kusocińskiego wielkiego sportowca, ale jeszcze większego patrioty, nie została przykryta kurzem historii. Jego osoba patronuje kilkunastu szkołom na terenie całego kraju. Ponadto, co roku odbywa się memoriał oraz przyznawana jest nagroda jego imienia.

Na koniec przytoczę jeden najciekawszych wpisów z księgi pamiątkowej złotego medalisty:

Twierdzę, że proroctwem Mickiewicza było nazwanie w Panu Tadeuszu najszybszego z chartów – Kusym.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Paweł lexnonomnismoriar@gmail.com
Dodano: Środa, 31.01.2018 22:43

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA