cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

Jaki jest problem z Romanem Dmowskim?

Jakub Wojas, 11.02.2020

Roman Dmowski

Roman Dmowski doczekał się już ronda, pomnika, a za niedługo, na spółkę z Ignacym Janem Paderewskim, będzie patronował Instytutowi Myśli Narodowej. Mimo coraz bardziej widocznych form kultu, przywódca Narodowej Demokracji wciąż wzbudza kontrowersje. Co zatem tak oburza w tej postaci?

Ojciec założyciel

Roman Dmowski jest zasłużenie nazywany jednym z ojców założycieli II RP. Jeżeli mówi się, że Józef Piłsudski miał swój najlepszy czas w latach 1918-1921, to u Dmowskiego były to okres 1917-1919. Przywódca endecji, stojąc na czele Komitetu Narodowego Polskiego zdobył poparcie państw Ententy dla sprawy polskiej oraz walnie przyczynił się do powstania Błękitnej Armii, która doskonale wyposażona i wyszkolona stanowiła niezwykle cenne wsparcie w walce o obronę niepodległości i granice Rzeczpospolitej. Ukoronowaniem wysiłków na rzecz ojczyzny było przewodnictwo Dmowskiego delegacji polskiej podczas konferencji paryskiej w 1919 roku. To właściwie temu politykowi zawdzięczamy kształt granic II RP. Dmowski nie tylko wynegocjował dla nas warunki układu wersalskiego, ale też endecy mieli przemożny wpływ na traktat ryski i kształt wschodniej granicy.

Cięgi Dmowski dostaje przede wszystkim za swój antysemityzm. Zapomina się jednak przy tym, że nie wynikał on z pogardy dla narodu żydowskiego, ale wręcz przeciwnie – podziwu wobec niego. Autor Myśli nowoczesnego Polaka uważał, że Żydzi są zdolniejsi, sprytniejsi, inteligentniejsi od Polaków, dlatego by Polacy we własnym państwie czuli się gospodarzami trzeba ich uprzywilejować kosztem właśnie Żydów. Dmowski też nigdy nie namawiał do fizycznej eliminacji ludności żydowskiej. Zdecydowanie bliższe były mu idee przymusowej emigracji, ale tego to nawet syjoniści nie odrzucali.

Roman Dmowski podczas wręczenia sztandaru Błękitnej Armii

Ale Dmowski jako czołowy polski antysemita stał się współcześnie częścią rzekomego łańcucha przyczynowo-skutkowego, który doprowadził do Holokaustu. W myśl tego poglądu, przedwojenne przejawy dyskryminacji Żydów był jednym z etapów procesu, którego finałem była Zagłada. Można przeciw tej tezie wysunąć jednak kontrargumenty. Pomysł i realizacja Holokaustu to dzieło Niemców, a w środowisku polskich nacjonalistów takie projekty nigdy nie znalazły się w głównym nurcie. Zatem nie taki diabeł straszny jak go malują?

Rzeczpospolita po nowemu

Diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach. Roman Dmowski, choć sam się uważał za politycznego realistę i pragmatyka, to przeszczepił i rozpropagował w Polsce idee, które były dla niej samobójcze. Do końca XIX wieku nie wyobrażano sobie odrodzonej Rzeczpospolitej inaczej niż w kształcie z 1772 roku. O taką Polskę i Litwę walczyli powstańcy z 1830 i 1863 roku. Dmowski postanowił podważyć ten paradygmat. Za myślicielami zachodnioeuropejskimi zaczął głosić wyższość państwa narodowego nad wielonarodowymi tworami. O ile jednak nacjonalizm może się sprawdzić w jednolitej Francji, to w wielonarodowej Rzeczpospolitej wymaga niezwykłej inżynierii społecznej. I na taką Dmowski się zdecydował. Granice odrodzonego państwa miały przebiegać tam, gdzie sięgałyby jego możliwości asymilacyjne.

Dmowski i endecja dopuszczali „polskość różnego pochodzenia”. W założeniach można było być Polakiem, nawet jeśli obydwoje rodzice nimi nie byli. Najważniejsze było przyjęcie języka, kultury, etnosu polskiego. Oznaczało to, że istniał pewien model Polaka, wręcz tożsamy z pojęciem „Polaka-katolika”, do którego należało dążyć. Przy okazji nacjonaliści dawne pojęcie Polaka – obywatela Rzeczpospolitej zlali z Polakiem etnicznym. A zatem nie można było być jednocześnie np. Polakiem i Litwinem, gdyż litewskość, zdaniem narodowców, była jedynie odmianą polskości.

Praca edukacyjna i propagandowa, jaką wykonali endecy była imponująca. Poprzez wpływy w Kościele udało się przyciągnąć do polskości szerokie masy chłopskie. Co więcej, poprzez np. popularność Trylogii również sympatyzującego z Narodową Demokracją Henryka Sienkiewicza wzbudzono we włościanach identyfikację i dumę ze szlacheckiej Rzeczpospolitej. Szybko jednak pojawiły się również skutki uboczne. Im dalej na wschód, tym model Polaka zaproponowany przez Dmowskiego i jego zwolenników okazywał się dla wielu za ciasny i doprowadzał antagonizmów, co zresztą było wykorzystywane przez analogiczne stronnictwa nacjonalistyczne na Rusi i Litwie. Następowało typowe sprzężenie zwrotne. Im więcej było polskich nacjonalistów, tym więcej było nacjonalistów litewskich czy ukraińskich.

Linia Dmowskiego zapropanowana podczas konferencji w Paryżu w 1919 r.
(mapa: derivative: Mix321/CC BY-SA/Wikimedia Commons)

Wymowna jest przy tym anegdota, jak w 1917 roku Roman Dmowski podczas odczytu Waszyngtonie przekonywał, że coś takiego jak Litwin nie istnieje i są to tak naprawdę wyłącznie Polacy. Czujący jeszcze wtedy podwójną tożsamość poeta Oskar Miłosz stwierdził, że wobec tego on czuje się od tego momentu wyłącznie Litwinem i dwa lata później został dyplomatą Republiki Litewskiej.

W czasie negocjacji traktatu wersalskiego Dmowski zaproponował własną wersję polskich roszczeń terytorialnych. Ta propozycja przebiegu granic, mniej więcej odpowiadała postulatom Piłsudskiego, z tą różnicą, że dla Naczelnika Państwa miał być to punkt wyjścia do wynegocjowania dużo bardziej ambitnego, obejmującego całość terytorium Rzeczpospolitej z 1772 roku, programu federacyjnego. Z kolei dla przywódcy Narodowej Demokracji był to też punkt wyjścia, ale do targu ziemiami wschodnimi na rzecz tych zachodnich.W porównaniu z rokiem 1772 roku Rzeczpospolita miała być według niego mniejsza o co najmniej 256 tys. km2. Przewodniczący polskiej delegacji w Paryżu obawiał się, że Polska po prostu może nie sprostać polonizacji terenów, gdzie Polacy stanowią mniejszość, a federalizacja tych ziem spowodowałaby, że Polacy nie mieliby tam nic do gadania. Realizm nakazywał zatem Dmowskiemu pozbycie się wielu wschodnich ziem dawnej Rzeczpospolitej i stworzenie Polski mniejszej, ale jednolitej narodowo, a przez to silniejszej.

Konferencję paryską postrzega się dziś jako triumf Dmowskiego. Z perspektywy pięciogodzinnego przemówienia wygłoszonego przez przywódcę Narodowej Demokracji płynną angielszczyzną i francuszczyzną, to rzeczywiście może to tak wyglądać. Postulaty polskiego delegata po tym właśnie wydarzeniu zyskały bardzo szerokie poparcie. Zapomina się jednak o finale tych wysiłków. Tam gdzie Dmowski chciał przyłączenia skończyło się na plebiscytach, a Gdańsk, choć już był nam obiecany, został Wolnym Miastem. Powodem były kompromitujące antysemickie wypowiedzi przywódcy narodowców, które w połączeniu z doniesieniami o pogromach Żydów dokonywanych przez Polaków spowodowały utratę znacznej części zdobytej wcześniej sympatii.

Zobacz także:

Czy traktat wersalski był klęską polskiej dyplomacji

Program Narodowej Demokracji odnośnie do granicy wschodniej ziścił się w traktacie ryskim. Endek Stanisław Grabski doprowadził do rezygnacji przez Polskę z olbrzymiego obszaru terytorium dawnej Rzeczypospolitej. Polacy, którzy nadal tam mieszkali zostali w większości wymordowani w czasie Operacji Polskiej w 1937 roku. W efekcie, powstało państwo i tak ze znaczącym odsetkiem mniejszości narodowych, co przy dalszej realizacji programu Dmowskiego wróżyło tylko kolejne kłopoty. Jednocześnie było ono zbyt małe, by sprostać zachodnim i wschodnim potęgom. Notabene polityka, jaką prowadzili narodowcy spowodowała, że Sowieci postrzegali ich w swoich raportach dyplomatycznych jako sojuszników. Dość przypomnieć reakcję ZSRR na zamach majowy. 17 maja 1926 roku komisarz ludowy spraw zagranicznych Gieorgij Cziczerin zalecał wstrzymanie się z uznaniem gabinetu Kazimierza Bartla, gdyż w przeciwnym razie „endecy nigdy nam tego nie wybaczą, jeśli wyjdziemy przed szereg i jako pierwsi uznamy nowy rząd”.

Grzechy pana Romana

Sam Roman Dmowski jako człowiek, był rzekomo bardzo czarującym, dystyngowanym dżentelmenem. Wpadka z antysemickimi wypowiedziami przy negocjacjach traktatu wersalskiego nie jest jednak jedyną skazą na jego życiorysie. Ten piewca realizmu politycznego w praktyce nie stosował się (nie potrafił?) do postulowanych przez siebie zasad. W 1914 roku przeciwstawiał się idei niepodległości Polski, ponieważ uznawał ją za nierealną, co jeszcze można było zrozumieć, gorzej, że jego zdaniem najlepszą opcją dla Polski było złączenie wszystkich prowincji polskich pod berłem rosyjskim - najbardziej zamordystycznego z zaborców. Nie istniały jednak żadne konkretne propozycje ze strony władz carskich dotyczące poprawy sytuacji Polaków. Gdyby zatem ziścił się plan Dmowskiego, to los jego rodaków w Krakowie czy Lwowie zapewne znacząco by się pogorszył, a w Poznaniu raczej nie polepszył. Nie było przecież żadnej pewności, że zjednoczone pod carem ziemie polskie odzyskają autonomię. Wręcz przeciwnie. Spójrzymy bowiem na to z rosyjskiej perspektywy. Już kilka razy zaufano Polakom i jak to się skończyło? Oczekiwane efekty, czyli właśnie postawy ugodowe vide Dmowski, zyskiwały popularność po okresie przykręcania śruby. A to oznacza, że Polaków trzeba należało dalej rozmiękczać, nie ufać, aż do pełnej rusyfikacji.

Zobacz także:

Co proponowali polscy ugodowcy w zaborze rosyjskim

Dmowski był jednak na tyle przekonany do swoich racji, że nie wahał się wysyłać bojówek endecki do zabijania socjalistów z PPS. Dziś się o tym zapomina, ale w okresie rewolucji 1905 roku, to właśnie pomagający tłumić zryw endecy zabili więcej Polaków niż Rosjanie. Przywódca Narodowej Demokracji niczym margrabia Wielopolski opowiadał się też za przymusowym poborem Polaków do rosyjskiej armii. Wszystko po aby zdusić powstańcze zapędy. Tylko że Rosjanie nic nie dawali w zamian.

Częściowo te winy rekompensują wysiłki Dmowskiego na rzecz uznania Polski jako członka zwycięskiej Ententy. Niestety, szkodliwość działań tego nowoczesnego Polaka ujawiniła się na innym polu. W czasie konferencji paryskiej osobiście odpowiadał za storpedowanie kompromisowego podziału Galicji Wschodniej między Polską a Zachodnioukraińską Republiką Ludową (ze Lwowem po stronie polskiej), na który Ukraińcy się zgodzili. Koniec końców cały region został przyłączony do Polski, ale brak własnego państwa uruchomił wśród Ukraińców groźną irredentę. Przywódca endecji torpedował też próby polsko-ukraińskiego sojuszu i w ogóle uznania Ukraińskiej Republiki Ludowej. Kontrowersje wzbudza również decyzja Dmowskiego podjęta w kluczowych dniach bitwy warszawskiej o ustąpieniu z zasiadania w Radzie Obrony Państwa i wyjeździe do Poznania. Prawdopodonnie nie wierzył wtedy już zwycięstwo i postawnowił zmontować alternatywne władze w sprzyjącej mu Wielkopolsce.

Roman Dmowski w Paryżu, 1919 r.

Wiele decyzji Romana Dmowskiego można tłumaczyć jego przekonaniem o wszechwładnych żydowskich spiskach. Jego wypowiedzi na ten temat często ocierały się o kuriozum i kompromitowały nie tylko jego, ale też Polskę, gdyż nie omieszkał dzielić się nimi na salonach. Stać za tym mogły osobiste urazy. W wyborach do Dumy w 1912 roku mandat sprzątnął mu z przed nosa kandydat PPS-Lewicy, Eugeniusz Jagiełło - Żyd, w dodatku wybrany żydowskimi głosami, gdyż otwarcie środowiska żydowiskie przyznawały, że głosują nie tyle na Jagiełłę, co przeciw Dmowskiemu. Sprawę tę endecja wypominała nawet w dwudziestoleciu międzywojennym, jako przykład tego jak poważne jest zagrożenie żydowskiego dyktatu. 

Wedle Dmowskiego samo bycie Żydem, nawet spolonizowanym (czyli wbrew temu co sam oficjalnie twierdził) wykluczało człowieka z grona ludzi godnych zaufania. Gdy na konferencję w Paryżu Józef Piłsudski zaproponował do delegacji wybitnego historyka prof. Szymona Askenazego, przywódca endeków mocno zaoponował, argumentując, że przecież to Żyd. Podobnie domagał się od gen. Hallera wykluczenia z Błękitnej Armii wszystkich żołnierzy pochodzenia żydowskiego, by zadbać o spoistość narodowościową formacji. Sprawę zakończyła ostra interwencja USA, której wielu obywateli wstąpiło do polskiego wojska we Francji.

W 1918 roku prezes Narodowej Demokracji wezwał do bojkotu ludności żydowskiej. Nie chodziło tu tylko o nie kupowanie w sklepach żydowskich, lecz także ignorowanie jakichkolwiek inicjatyw, w których udział biorą Żydzi. Zdaniem przywódcy narodowców nie powinno się np. uczęszczać do teatrów, w których występował Żyd, kupować gazet, w których pracują Żydzi, obsługiwać Żydów w sklepach, kawiarniach, restauracjach itd. Akcja odbiła się głośnym echem za granicą. Był to pierwszy na taką skalę bojkot tej społeczności na świecie. Przebili go dopiero naziści.

Po owcach ich poznacie

Z czasem niechęć do Żydów u Dmowskiego tylko narastała, a to przekładało się na zapatrywania jego zwolenników, którzy w walce politycznej potrafili przekraczać wszelkie granice. W prasie endeckiej od początku niepodległości wrogiem nr 1 był Józef Piłsudski, który rzekomo miał być najpierw niemieckim, a potem sowieckim agentem. W grudniu 1922 roku endecka nagonka przeniosła się na wybranego m.in. głosami mniejszości narodowych prezydenta Gabriela Narutowicza, co w rezultacie doprowadziło do jego zabicia.

Roman Dmowski podczas wizyty w USA, 1917 r.

Takie działania naturalnie wzbudzały wzajemną nienawiść i rozsadzały państwo od środka. Wedle narodowców mniejszości nie miały prawa czuć się w Polsce u siebie, chyba że po polonizacji. W przeciwnym razie czekały je szykany administracyjne, np. uniemożliwienie zajmowania stanowisk urzędniczych, ograniczenie miejsc na studiach, oraz społeczne: pobicie przez endeckie bojówki czy bojkot sklepów i firm. I choć Narodowa Demokracja i formacje podobne w dwudziestoleciu międzywojennym nie przechwyciły na dłuższy czas władzy, to niewątpliwie dzierżyły rządu dusz w znacznej części społeczeństwa i to do tego stopnia, że pod wpływem opinii publicznej sanacja pod koniec lat 30. zaczęła wdrażać niektóre pomysły Dmowskiego i jego następców, jak burzenie cerkwi na Lubelszczyźnie czy przymusowe chrzczenie wsi ukraińskich. Endecy byli jednak przy tym radykalniejsi i uciekali się do przemocy wobec zwykłych ludzi. Jak podaje Richard J. Evans, od grudnia 1935 do marca 1939 roku w 150 polskich miastach i miasteczkach z ich rąk zginęło 350 Żydów, a 500 zostało rannych. 

Nacjonalistyczne pojmowanie polskości – oparte na jednym kodzie kulturowym, a nie obywatelskości jak było to w I RP, doprowadziło do wewnętrznego rozchwiania II RP. Dyskryminowane, a przez to wrogo nastawione do Polski społeczności były wykorzystywane przez obce służby, co zbierało plony w obliczu zbliżającej się wojny. Po jej rozpoczęciu ujawniło się więcej negatywów narodowej polityki. O ile  bowiem nie można polskiemu antysemityzmowi przypisać przyczyny stworzenia Holokaustu, to warto sobie zadać pytanie, czy antysemicka endecka nagonka trwająca całe dwudziestolecie, nie spowodowała, że gdy Niemcy umożliwili, a nawet zachęcali do mordowania Żydów, to zbyt wielu Polaków wzięło w tym udział? Albo z drugiej strony: czy przymusowa polonizacja, realizowana w myśl koncepcji Dmowskiego w końcówce II RP, nie zraziła do Polski wielu Ukraińców, którzy w czasie wojny przyłączyli się do Ukraińskiej Powstańczej Armii?

Ale jest też trzecie pytanie: a może nie było innego wyboru? Choć nacjonalizm miał swoje negatywne skutki, to była to jedyna realna możliwość przyciągnięcia do polskości chłopów i zapewnienia stabilności państwa? To akurat jest nieprawda. Kościół miał wybitne zasługi w dziele polonizacji niższych warstw, ale wcale nie musiało się to odbywać na modłę nacjonalistyczną. Fakt, że nieświadomi narodowo chłopi modlą się po polsku wykorzystywali do zaszczepiania polskości również socjaliści i konserwatyści. Pamiętajmy też, że proces budzenia polskości nie zakończył się w 1918 roku i II RP jako państwo zrobiła w tej materii znacznie więcej niż inteligentcy aktywiści doby zaborów.

Prawdą jest natomiast, że zbyt wielkie terytorium z olbrzymim odsetkiem innych nacji mogło rozsadzić Rzeczpospolitą, ale tylko przy założeniu, że byłoby to państwo unitarne. W wypadku federacji sytuacja byłaby zupełnie inna. Kluczowe byłoby oparcie społeczeństwa o kryterium obywatelstwa, a nie narodowości, czyli za Polaka mógłby się uważać nie tylko ten, który żyje i przyjmuje jeden wywodzący się z etniczności i przywiązania do katolicyzmu model polskości, ale również członek innego etnosu. To proponowali m.in. popierający Józefa Piłsudskiego litewscy krajowcy. Czy zatem Litwin, Żyd czy Ukrainiec przywiązany do swojej kultury i tradycji, którego rodzina żyje tu od wieków może być jednocześnie Polakiem? Zdaniem Piłsudskiego - tak, według Dmowskiego – nie.

I pomimo że Roman Dmowski uważał się za realistę, to jego program narodowy w polskich warunkach był szkodliwą mrzonką. Niestety, nacjonalistycznej modzie ulegli nie tylko Polacy, lecz także inne narody dawnej Rzeczpospolitej. Doskonale skutki polskiego i ukraińskiego nacjonalizmu podsumował na początku XX wieku ukraiński historyk Wacław Lipiński:

Nacjonalizm bywa dwojaki: państwowotwórczy i państwowo-rujnujący, czyli taki, który sprzyja państwowemu życiu narodu i taki, który to życie pustoszy. Przykładem pierwszego może być nacjonalizm angielski; drugiego – nacjonalizm polski, ukraiński. Pierwszy jest nacjonalizmem terytorialnym, drugi – nacjonalizmem eksterytorialnym i wyznaniowym. Pierwszy nazywa się patriotyzmem, drugi – szowinizmem.

Spójrzmy, jakie były owoce programu narodowego? W imię idei Dmowskiego Rzeczpospolita wyrzekła się sporej części swego terytorium i przez to oddała na pastwę wroga wielu Polaków. Inne nacje odepchnęła od siebie, stając się dla nich nie matką, a macochą. Paradoksalnie dążąc do wielkości endecy pchali Polskę do małości i wewnętrznego rozchwiania, co tylko mogli i wykorzystywali nasi przeciwnicy. Projekt Polski dla Polaków był z perspektywy tradycji imperium Rzeczpospolitej chorą aberracją, za którą niestety płacimy do dziś. Zasług pana Romana dla ojczyzny nikt mu nie odbierze, ale czy w pełni rehabilitują go za to co złego tej ojczyźnie wyrządził?





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA