cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

Jak wyglądał staropolski harem?

Waldemar Bednaruk, 17.07.2019

Harem - obraz Gustave'a Boulangera

Rozmawiam z drem hab. prof. nadzw. Waldemarem Bednarukiem, współautorem i konsultantem powieści historycznej „Harem”, która ukaże się 17 lipca nakładem Wydawnictwa Harde. Splatające się na kartach książki losy spadkobiercy fortuny Zamoyskich i wnuka pierwszego ordynata – Jana zwanego Sobiepanem, i głównej bohaterki, wiejskiej dziewuszki sprzedanej do magnackiego haremu, są pretekstem do pokazania historycznych faktów i barwnej obyczajowości XVII-wiecznej Rzeczypospolitej, czasów królowania Jana II Kazimierza Wazy, potopu szwedzkiego i zmagań z turecką potęgą, a także rozkwitu renesansowego miasta idealnego – Zamościa. Jest tu namiętna miłość, odważna erotyka i opowieść z zaskakującym zakończeniem. Pasjonująca lektura dla miłośników historii, a także fanów romansów.

Zacznijmy od tytułu - Harem. Instytucję haremu kojarzymy z kulturą muzułmańską, choć istniała ona na Bliskim Wschodzie już w czasach starożytnych. W popularnym wyobrażeniu była to kraina cudowności, w której piękne kobiety tylko czekały, by zaspokoić seksualne potrzeby swego Pana. Jak było naprawdę?

Zapewne w niektórych przypadkach szczęściarze mogli liczyć na to, iż rzeczywistość dorówna wyobrażeniom, ale generalnie, jak to zwykle bywa, fakty znacznie odbiegały od mitów. Haremem w kulturze Bliskiego Wschodu nazywano prywatną część posiadłości pana domu, do której tylko on z dorosłych mężczyzn miał wstęp. Harem to miejsce zakazane dla innych i jednocześnie święte w tradycji muzułmańskiej. Przebywały tam w zamknięciu wszystkie kobiety i małe dzieci. Właśnie dlatego, iż nie można tam było wchodzić wydawało się tak tajemnicze, szczególnie dla osób obcych kulturowo.

Czy Europejczycy podróżujący po Oriencie, np. polscy posłowie czy kupcy udający się do Turcji, odwiedzali muzułmańskie haremy?

Dorosły mężczyzna, aby wejść do cudzego haremu musiałby zostać pozbawiony atrybutów męskości, więc nie było zbyt wielu chętnych, aby dać się wykastrować. Tak więc odpowiedź brzmi - nie. Nie odwiedzali tej części domu.

A więc mogli jedynie snuć erotyczne fantazje o raju. Niektórzy jednak wprowadzili je w czyn. Czy odpowiedniki haremów powstawały w chrześcijańskim świecie tylko w ówczesnej Rzeczypospolitej?

Wiek XVII to w Europie okres fascynacji kulturą Bliskiego Wschodu. Naśladowano tamtejsze wzornictwo, stroje. Wpływy widoczne były w malarstwie, rzeźbie, architekturze i w obyczajowości, postrzeganej nie według faktów, ale według wyobrażeń. I to te marzenia o miejscach rozkoszy dla mężczyzn próbowano realizować w różnych zakątkach Europy.

Scena w haremie - obraz Blasa Ollerasa y Quintana

Czyli harem Sobiepana Jana Zamoyskiego, opisywany w książce, nie był wyjątkiem. Czym różnił się od pierwowzoru?

Harem Sobiepana nie był wyjątkiem, gdyż znamy też inne, jednak różnił się od pozostałych rozmachem, organizacją, systemem naboru kandydatek. O ile inni tworzyli swoje haremy z branek zdobytych podczas wypraw wojennych, albo z porywanych siłą córek chłopskich i mieszczańskich, ewentualnie z kobiet zajmujących się zawodowo prostytucją, Zamoyski postawił na bardziej pokojowe i nowatorskie metody naboru. Płacił kobietom przebywającym w haremie w zamian za ich usługi i przyjmował tylko wyselekcjonowane kandydatki. Od pierwowzoru różnił się praktycznie wszystkim, gdyż nie miał on być kopią istniejących haremów, lecz realizacją pewnej wizji raju tu na ziemi, jaka powstała w umysłach mężczyzn tego okresu.

Musiał być drogim przedsięwzięciem, w końcu dziewczyny potrzebowały pachnideł, bielizny, sukien...

Zdecydowanie tak! To nie była rozrywka dla ubogich. Tylko magnaci mogli sobie pozwolić na utrzymywanie haremów.

Był tajemnicą poliszynela? Innymi słowy, co na to żony obrońców kultury i religii chrześcijańskiej?

Haremy były oznaką statusu ich posiadacza. Tak jak dzisiaj rezydencje i jachty, ale również kobiety współczesnych bogaczy. Dlatego chwalono się nimi bez umiaru, ale głównie w męskim gronie. Kobiety były zdecydowanymi przeciwniczkami takich przybytków i zwalczały je przy każdej okazji, gdyż naruszały ich monopol w dziedzinie zaspokajania potrzeb ich mężczyzn. Jednak plotki, często po wielokroć wyolbrzymione, krążyły również i w kobiecym towarzystwie, więc i panie wiedziały kto utrzymuje taki harem.

Opowieść o haremie Jan Sobiepana Zamoyskiego można znaleźć 
w książce Harem

No tak. Nawet niejaki Andrzej Morsztyn napisał z tej okazji nieprzystojny wierszyk o Zoście z Zamościa, Baśce z Turobina, Jewce ze Zwierzyńca, z Krzeszowa Marynie....

Tak. Wyraził on w ten prześmiewczy sposób podziw dla magnata, ale w tle pobrzmiewa również zazdrość autora.

W książce poznajemy m.in. dzieciństwo Zamoyskiego naznaczone śmiercią rodziców, a potem edukacyjną - w założeniu - podróż do Włoch i Francji. Jak wykorzystał ją młody magnat?

Jan ,,Sobiepan" Zamoyski posiadał o wiele bardziej skomplikowaną osobowość, niż ją nam zaprezentował Sienkiewicz. Staramy się to ukazać w powieści. Nie był tylko ograniczonym hedonistą, goniącym wyłącznie za rozrywką. Został gruntownie wykształcony i przygotowany do roli ordynata. Z drugiej strony jednak był synem swojej epoki, w której nauka nie stanowiła już najważniejszego celu młodzieńców wyruszających w zagraniczną podróż. Więcej więc tam rozrywki niż nauki.

Kiedy pojawił się na polskiej scenie politycznej i jaką rolę odegrał? XVII wiek, w którym rozgrywa się akcja powieści, to przecież czasy zmagań z imperium osmańskim i potopu, a Zamość, jako jedna z trzech twierdz w Polsce, oparł się najazdowi wojsk szwedzkich...

Sobiepan Zamoyski odegrał pozytywną rolę szczególnie w okresie potopu szwedzkiego, kiedy niemal wszyscy porzucili prawowitego króla Rzeczypospolitej Jana Kazimierza, on mimo nacisków, pokus i gróźb pozostał wierny monarsze. Stanowił wzór magnata - patrioty, który był gotowy swoim zdrowiem i majątkiem służyć ojczyźnie.

Bardziej niż z wojennych dokonań był znany ze związku z Marią Kazimierą de la Grange d'Arquien, późniejszą Marysieńką Sobieską?

To już późniejsza legenda, która narodziła się po śmierci Sobiepana. Za życia znany był i podziwiany, szczególnie przez męską część populacji, z hulaszczego trybu życia, szastania bez żadnego umiaru pieniędzmi, no i właśnie z zamiłowania do pięknych kobiet.

Skąd pomysł na fabułę książki…  Zainteresowanie epoką, fascynacja postacią Sobiepana, polemika z Sienkiewiczem czy przekonanie, że harem i wiążące się z nim skojarzenia to dobry sposób, by przyciągnąć uwagę czytelników?

Epoka staropolska jest niewątpliwie okresem najbardziej fascynującym w dziejach naszej państwowości. To czas ogromnego rozkwitu kultury, sukcesów politycznych i militarnych, ale również oryginalnej obyczajowości, które warto podkreślać i uświadamiać kolejnym pokoleniom. Dotychczas z powodzeniem czynili to nasi poprzednicy – wielcy ludzie pióra, jak chociażby wspomniany Henryk Sienkiewicz. Teraz jednak to, czym zaczytywaliśmy się, czym się fascynowaliśmy od młodych lat obecnym pokoleniom wydaje się zbyt patetyczne, niezrozumiałe i wręcz nudne! Możemy się oburzać na czytelnika, krytykować go, albo pomóc mu w zrozumieniu i poznaniu tamtych czasów w sposób łatwiejszy dla niego. I to głównie stało u podstaw takiego lżejszego, mniej podniosłego ukazania historii naszego państwa.

Zajmuje się Pan pracą naukową i wykłada w Katedrze Historii Ustroju i Prawa KUL. Zaangażował się Pan w pisanie „Haremu” dla relaksu czy też chciał Pan wyrwać czytelników ze stereotypowego myślenia o Rzeczypospolitej XVII stulecia?

Obydwie te intencje przyświecają mi od lat, kiedy zajmuję się dramatami historycznymi, a ostatnio powieściopisarstwem. Metoda uczenia poprzez zabawę jest jedną z najskuteczniejszych sposobów na przekazywanie wiedzy. Jednocześnie zaś dla mnie stanowi pewną rozrywkę, miłą odskocznię od pracy uczelnianej i pisania poważnych traktatów naukowych.

Jan Sobiepan Zamoyski

Czy uważa Pan, że beletryzowanie historii jest dobrym sposobem na jej popularyzację?

Zdecydowanie tak! Spotykam się z opiniami czytelników, iż pod wpływem lektury moich książek sięgają do podręczników, uzupełniają swoją wiedzę, a i one same zawierają dużą dawkę ciekawych informacji o opisywanej epoce.

Może tak należałoby jej nauczać w szkołach?

Tak daleko jednak bym się nie posuwał. Dzisiaj już zbyt często zastępuje się rzetelną naukę pokazywaniem ciekawostek i pogonią za sensacją. Beletrystyka powinna uzupełniać naukę. Stanowić sposób na zainteresowanie czytelnika, by włożył więcej wysiłku w poznawanie faktów, ale zastępować jej nie może i nie powinna.

Serial ,,Wspaniałe stulecie" bił rekordy oglądalności. Czy sądzi Pan, że książka "Harem" to dobry materiał na film?

Tak, myślę że polski widz potrzebuje filmów historycznych i to nie tylko takich podniosłych, budujących ducha i pamięć narodu jakie obecnie są nagrywane. Jest też miejsce na lżejsze produkcje, które dotrą do tak szerokich rzesz, jak wspomniany przez Panią serial. Jednocześnie z walorami rozrywkowymi tego typu kino uczy i rozwija szczególnie dorosłych widzów.

Czy ma Pan w zanadrzu jakieś inne zaskakujące pomysły na książkę? A może pracuje już Pan nad kolejną powieścią?

Pomysłów nigdy mi nie brakuje. Moje plany wydawnicze wybiegają do przodu na wiele lat! Obecnie pracujemy z Alex nad drugą częścią Haremu. W samej powieści jest pewien wątek – zamorskiej podróży Sobiepana, który celowo został skrócony w zamierzeniu, by sięgnąć do niego w drugiej odsłonie powieści. W znacznym stopniu zaawansowania znajduje się również powieść o Janie III Sobieskim – wątek o odsieczy wiedeńskiej, próbach zamachu na jego osobę i współpracy z Persją wymierzonej w Turcję. Jest tam miłość, intryga i czyhający na życie króla Asasyni.

 

Książka „Harem”

Mała Józia, córka ubogich włościan z Brzezin, by ratować rodzinę przed śmiercią głodową, zostaje sprzedana do pańskiego haremu, złożonego z takich jak ona pokrzywdzonych przez los dziewczyn. Zamienia wiejską chałupę na magnacki pałac. Dziewczyna bez wykształcenia i jakiejkolwiek wiedzy o świecie zdobywa pod okiem Egipcjanki Sahiji, niegdyś odaliski w haremie perskiego księcia, ogładę i orientalne umiejętności  w zakresie ars amandi. W obcym dla siebie środowisku zdobywa przyjaźń, miłość i majątek, który być może pozwoli jej się wyrwać z niewoli pana. Pełna barwnych przygód opowieść toczy się w zawrotnym tempie, nie pozwalając się oderwać od lektury. By jednak poznać dalsze losy Józi z Brzezin, trzeba przeczytać spisaną przez pewną młodą doktorantkę - na podstawie nieznanych dotąd zapisków - historię.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA