cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

Jak w czasach II RP wychowywano dzieci polskich arystokratów. Przypadek Eustachego Sapiehy

Joanna Puchalska, 14.04.2021

Przedstawiciele rodzin Lubomirskich, Sapiehów i Sierakowskich. Eustachy Sapieha czwarty od lewej. Przeworsk, ok. 1929 r.

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości swoje miejsce w ścisłej elicie państwa zachowało kilka najważniejszych rodów I RP. Pomimo jednak wielowiekowego uprzywilejowania dzieci w takich rodzinach starano się wychowywać całkiem zwyczajnie, choć zwracano im też uwagę, że ze względu na swoje urodzenie ciążą na nich określone obowiązki. Dla przykładu przyjrzyjmy się dzieciństwu i młodości księcia Eustachego Sapiehy – porucznika kawalerii, weterana kampanii 1939 roku i historyka rodu Sapiehów.

Eustachy Sapieha urodził się w Spuszy w 1916 roku. Był czwartym dzieckiem Eustachego i Teresy z Lubomirskich, przyszedł na świat po Janie, Eleonorze i Lwie, a po nim urodziła się jeszcze Elżbieta, zwana Izią lub Kukulą. Nie było tu typowego dworu z kolumnowym portykiem, lecz dom w stylu zakopiańskim. Stał na wzniesieniu, gazon od frontu opadał w dół do rzeczki Spuszanki, a otaczający park rósł na terenie starego lasu, założony przez ogrodnika ze Lwowa, który posadził przeszło sto egzotycznych drzew i krzewów. Służby było dużo. W samym pałacu z obejściem zatrudniano trzydzieści dziewięć osób. Majątek liczył osiem tysięcy hektarów, był w trzech czwartych leśny, a ziemia uprawna podzielona została na pięć folwarków. Uprawiano głównie żyto, kartofle, buraki pastewne i owies. Siało się koniczynę i łubin. Były sady, stawy rybne, stadnina zaopatrująca wojsko, gorzelnia, do 1929 roku działał tartak. Produkowano własne wędliny, kasze, kiszoną kapustę, ogórki kiszone, miód. (...)

W Spuszy mały Eustachy spędził szczęśliwe dzieciństwo. On i jego rodzeństwo jeździli konno na leszczynowych kijach, biegali boso po błocie, bawili się w chowanego w parku. Psocili, jak to dzieci, zdarzało się, że w sposób nieprzewidywalny i niebezpieczny. Kiedyś Lew postawił Eustachego pod drzewem, położył mu na głowie jabłko i przy pomocy łuku własnej roboty zabawił się w Wilhelma Tella. Eustachemu pozostała do końca życia blizna na wardze, a mogło się skończyć dużo gorzej.

Więcej informacji na temat życia polskich rodzin ziemiańskim
można znaleźć w książce Z polskiego domu

Parafia była w Dziembrowie i książęca rodzina miała kolatorską ławkę. Dzieci musiały „siedzieć bardzo grzecznie, nie rozmawiać, nie ziewać, nie kręcić się, nie dłubać w nosach”, jako że patrzył na nie uważnie cały kościółek. Jak pisze dalej Eustachy: „Była to nasza pierwsza nauka odpowiedzialności za przywilej odrębności społecznej i jakby wstęp do zasady noblesse oblige”.

Dzieciom bardzo imponował lokaj Hieronim i to, że potrafił z zastawioną tacą w ręku kucnąć na jednej nodze. Podziw budził też zatrudniony w majątku prawdziwy Kozak nazwiskiem Procenko, ułan z oddziału ojca, który w pełnym galopie podnosił z ziemi czapkę.

Od piątego roku życia wszyscy po kolei zaczynali naukę jazdy konnej. Procenko jedną ręką prowadził kuca za uzdę, a drugą trzymał jeźdźca za nogę. Gdy uznał, że delikwent będzie w stanie utrzymać się na grzbiecie bez pomocy, jechał obok na koniu, trzymając kuca na postronku. Uczniowie pomału się usamodzielniali, zaczynały się jazdy po parku bez asysty, a potem wycieczki poza park. Gdy już pozwolono im dosiąść poważniejszych koni, jeździli razem z rodzicami, którzy codziennie o siódmej rano udawali się na przejażdżkę. Eustachy dostał srokatego konika z dużymi orzechowymi łatami, który nazywał się Lampamponi. Miał też ukochanego oswojonego koziołka.

W dworach, zwłaszcza położonych blisko leśnych ostępów, myślistwo stanowiło nieodłączny element codziennego życia i dzieci od małego uczyły się poruszać w lesie i uczestniczyły w łowieckich przygodach. Eustachy w polowaniu pierwszy raz brał udział, gdy miał dziesięć lat, na razie jako widz. Od piętnastego roku życia polował już na poważnie. Razem z braćmi jeździł na kaczki, na toki cietrzewi, na ciągi słonek, na kuropatwy, a zimą na zające.

Książęcych dzieci nie rozpieszczano frykasami, na kolację była mamałyga albo inna kasza z mlekiem i kompot lub mus z jabłek. Wychowanie nie obyło się bez użycia pasa (nie dotyczyło to dziewczynek). Były też inne kary, jak zamknięcie w pokoju, zakaz przejażdżki konnej czy pozbawienie deseru. Izia za to, że była niegrzeczna dla służącego Michała, musiała przy mamie pocałować go w rękę. Lewka ukarano za niegrzeczne odezwanie się do Procenki. Eustachy wziął w skórę nie za to, że podarł ubranie, ale za to, że skłamał, że to nie on. A drugi raz za brak szacunku wobec starszej osoby, po tym, jak powiedział pani Giedroyciowej w Grodnie:

Do widzenia, szczęśliwej podróży, nosem do pierwszej kałuży.

Zaś ostatnie lanie dostał, będąc już w szkole. Zaczęło się tak, że gdy przyjechał w wakacje do domu, wymyślił zabawę w bandytów. Przebrany w czarną pelerynę, czarny kapelusz i czarną balową maskę matki zasadził się przy drodze i gdy nadjechał wóz, zatrzymał go i grożąc wiatrówką, zażądał od podróżnych pieniędzy. Pech chciał, że jechał akurat urzędnik ze Szczuczyna, człowiek niezbyt odważny, który tak mocno się wystraszył, że narobił w portki. Złożono skargę, że młody kniaź ze Spuszy napada ludzi na drogach, i wkrótce w majątku zjawiła się policja.

Ojciec musiał zapłacić urzędnikowi za straty moralne i zniszczone spodnie. Ale Eustachy zdążył już wyjechać do szkoły, więc matka napisała do opiekującego się chłopcami profesora Wacława Iwanowskiego, prosząc o wymierzenie kary. Ten, idąc po linii najmniejszego oporu, wlepił kniaziowi-rozbójnikowi lanie na goły tyłek.

Uczniowie gimnazjum w Pszczynie.Oparty po lewej to 
Eustachy Sapieha

Jako pierwszy opuścił rodzinny dom Jasiek, wysłany do Anglii (wracając stamtąd na wakacje, w pociągu dwornie użyczy swego ramienia śpiącej obok Maryś Zdziechowskiej, swojej przyszłej żonie). Dla Lwa i Eustachego wybrano klasyczne gimnazjum w Pszczynie, gdzie większość uczniów stanowili synowie górników, urzędników i wolnych zawodów. Uznano, że chłopcom dobrze zrobi demokratyczne zapoznanie się z życiem pozapałacowym.

W Pszczynie Eustachy zdał maturę i jako siedemnastolatek wstąpił do Szkoły Podchorążych Kawalerii w Grudziądzu. Pierwsze dwa tygodnie były, jak pisze, piekłem musztry i drylu, co w trybie przyspieszonym z paniczyków zrobiło kawalerzystów. Jemu było o tyle łatwiej, że z końmi miał do czynienia niemal od kołyski.

We wrześniu 1934 roku był w Warszawie na ślubie najstarszego brata z Marią Zdziechowską, córką byłego ministra finansów i uczestnika zamachu Januszajtisa. Zanotował we wspomnieniach, że pod kościołem św. Aleksandra jeden z żebraków zawołał do wychodzących gości:

Grosik, proszę o grosik, żeby wróciły dawne dobre hrabiowskie czasy.

Na studia zdecydował się w Wyższej Szkole Handlowej w Antwerpii. Rodzice wyznaczyli pensję wynoszącą trzysta złotych miesięcznie, z czego musiał opłacić naukę, bilety kolejowe, mieszkanie, wyżywienie i ubranie. Mieszkał w internacie, prowadził bujne życie towarzyskie. Pierwsze Boże Narodzenie spędził u Raczyńskich w Anglii, bo na podróż do Polski nie było go stać. Edward Raczyński był wtedy ambasadorem.

Artykuł jest fragmentem książki Joanny Puchalskiej Z polskiego domu. Wybitni potomkowie ziemiańskich rodzin. Wstęp stworzony przez redakcję.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA