cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

Jak Szkoci emigrowali do Rzeczpospolitej

Tomasz Boruta, 04.09.2018

Szkoccy zaciężni żołnierze z XVII w.

Niezrównany Henryk Sienkiewicz na kartach „Trylogii” wyraźnie zaznaczył obecność w I Rzeczpospolitej społeczności szkockiej. Szkotem jest obrońca Kamieńca Podolskiego Hassling-Kettling. Szkoci służą też na dworze księcia Janusza Radziwiłła. Może zastanawiać skąd tak zdawałoby się odległa nacja pojawiła się na ziemiach polsko-litewskich.

Druga ojczyzna

Gdy w 1621 r. po bitwie pod Cecorą, kiedy było już wiadome, że armia turecka ruszy na Polskę Zygmunt III próbował zmontować naprędce antyturecką koalicję, to jedynie król Anglii Jakub Stuart zadeklarował swoją pomoc. Oświadczył przy tym także, że „Szkoci będą bić się za Polskę, jak za własną ojczyznę”. Wielu Szkotów miało bowiem już wtedy krewnych w Rzeczpospolitej. Ich obecność notuje się nad Wisłą od XV stulecia. Głównie osiedlali się oni wtedy w Gdańsku, gdzie zajmowali się handlem i szło im w tej braży bardzo dobrze. Król Stefan Batory w czasie wojen z Rosją powierzył przedstawicielom tej nacji zadania z zakresu intendentury. Ośmiu z nich zostało wówczas królewskimi dworzanami z prawem zaopatrywania dworu w towary i jeżdżenia z nimi po całym kraju. Szkotów obdarowywano królewskimi łaskami aż do czasów Augusta II Mocnego. To wszystko przekładało się w naturalny sposób na wysoką pozycję tej społeczności w środowisku kupieckim, ale też powodowało zazdrość innych.

Milionerzy i biedacy

Szkoci, choć w miastach byli grupą nieliczną, zazwyczaj zamykającą się w obrębie kilku rodzin, to bardzo często należeli do elity. W XVII w. czterokrotnie prezydentem Warszawy był Aleksander Chalmers z Dyce. Najbogatszym człowiekiem w Gdańsku i fundatorem miejscowego teatru był John Cabrun. Natomiast w całej Rzeczpospolitej największym majątkiem mógł się poszczycić Rober Portius – handlarz węgierskim winem. Handel był główną domeną Szkotów. W XVI w. w Gdańsku aż 10 proc. importowanych towarów pochodziło właśnie z Szkocji. Przedstawiciele tej nacji próbowali również wykorzystywać koniunkturę na polskie zboże pełniąc rolę pośredników. Niektórzy udzielali też nisko oprocentowanych pożyczek.

Gdańsk w XVI W.

Takie bogactwo stosunkowo niewielkiej społeczności biło po oczach. Mieszczanie zaczęli zbiegać o usunięcie z miast niebezpiecznych konkurentów. Już Stefan Batory pozbawił praw miejskich szkocką biedotę. Jednocześnie przypomnijmy, że ten sam władca obdarzał przywilejami bogatych Szkotów.

Najbardziej na szkockie przywileje zamachnął się jednak król Zygmunt III. Postanowił on przejąć kontrolę nad bractwami, skupiającymi przedstawicieli tej nacji. W 1603 r. monarcha mianował zwierzchnikiem wszystkich Szkotów Abrahama Younga, który jako królewski namiestnik miał mieć prawo do zbierania podatków i sprawowania sądów. Ten projekt oprotestowali nie tylko sami Szkoci, ale również szlachta, widząca w tym przejaw zamachu na umiłowaną przez nich wolność. Król wobec takiego oporu musiał ustąpić. W 1650 r. nałożono jednakże na ten społeczność podatek w wysokości 10 proc. połączony z przyrzeczeniem wierności.

Szkocki żołnierz z żoną, XVII w.

Nie wszyscy Szkoci w Rzeczpospolitej robili niebywałe kariery. W momencie gdy Polska i Litwa były potęgami, to Szkocja była biednym krajem. Wielu zatem przybyło do Rzeczpospolitej uciekając przed biedą. U nas mogli zatrudnić się u swych pobratymców lub rozpocząć własne biznesy. Najczęściej podejmowali się tego drugiego. Głównym zajęciem niebogatych Szkotów, nazywanych przez szlachtę szotami, był handel obwoźny. Niosąc na plecach kosz zwany króbką przybysze zza morza chodzili od wsi do wsi, od dworu do dworu i sprzedawali np. wstążki.

Jeszcze inną grupą Szkotów byli żołnierze. Regimenty szkockie możemy znaleźć już w bitwie pod Chocimiem w 1621 r. Rok wcześniej misję budowy polskiej floty wojennej powierzono Jamesowi Murrayowi. Siedem lat później jego okręty zwyciężyły w bitwie pod Oliwą. Osadnictwo szkockie w swoich dobrach rozwijał również książę Janusz Radziwiłł. Były to przede wszystkim rodziny wyznania kalwińskiego. Ze Szkotów książę hetman stworzył nadworne oddziały, które pozostały mu wierne w trakcie potopu. Należy jednak zaznaczyć, że najsłynniejszy Szkot, będący na służbie Radziwiłła, a potem walczący za Rzeczpospolitą i broniący Kamieńca Podolskiego w Trylogii Henryka Sienkiewicza, czyli Hassling-Kettling był w rzeczywistości Kurlandczykiem o nazwisku Hejking.

Nowe Szkocje w Polsce

Niemal wszystkie rodziny szkockie w Polsce i na Litwie ulegały z czasem polonizacji. Nawet wśród ci, którzy osiągnęli sukces woleli inwestować i fundować w kraju zamieszkania niż we własnej ojczyźnie. Mało można wskazać przykładów fundacji dokonanych przez zamożnych Szkotów z Polski na szkockiej ziemi. Wyjątek może stanowić Robert Gordon, który w Aberdeen ufundował szkołę swego imienia. Niewielu także Szkotów wracało z emigracji. Zdecydowanie częściej spolszczyli swoje nazwiska, przechodzili na katolicyzm i wiernie stawali w obronie Rzeczpospolitej.

Szkoccy żołnierze z XVIII w.

Defenitywny koniec pierwszej fali emigracji szkockiej nastąpił po potopie. Sytuacja gospodarcza państwa polsko-litewskiego była bardzo zła. Ponadto szlachta źle patrzyła na „heretyków i innowierców”. Nawet Szkoci mieszkający w Polsce zaczęli się bać, że skończy się dla nich czas tolerancji, co tylko przyśpieszyło ich integrację.

Nie był to jednak koniec szkockiego osadnictwa w Rzeczpospolitej. U schyłku XVIII w. do państwa polsko-litewskiego przedstawiciele tej nacji zaczęli przybywać w zupełnie innym charakterze. Szkotów ceniono jako wybitych specjalistów. Inżynierowie, wytwórcy tekstyliów, rolnicy czy młynarze mieli przyczynić się do unowocześnienia polskiej gospodarki. Początkowo były to pojedyncze przypadki, jednak w 1815 r. generał Ludwik Michał Pac sprowadził do swojego majątku na Suwalszczyźnie grupę ponad 500 osadników szkockich. Dzięki nim dobra Paca zaczęły przynosić krociowe zyski. Szkoci wyprowadzili tam płodozmian, upowszechnili hodowlę ziemniaka, hodowali konie i owce. Za ich sprawą powstały również gorzelnie, krochmalnie, browary, olejarnie i fabryka maszyn rolniczych.

Z czasem jednak i ta społeczność szkocka uległa stopniowej polonizacji. Szkockie korzenie najłatwiej dziś poznać po nazwiskach Czamer (Chalmers), Czochran (Cochrane), Dziaksen (Jackson), Kabron (Cockburn), Machlejd (Macleod), Szynkler (Sinclair). Po Szkotach w Polsce pozostały również miejscowości jak Nowe Szkoty, Szkocja, Nowa Szkocja – są to jedne z nielicznych śladów tej niezwykłej mniejszości w wielonarodowej Rzeczpospolitej.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA