cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

Poniedziałek, 04.07.2022

Jak Polska władała Berlinem

Łukasz Marczyk, 02.06.2022

Rycina przedstawiająca Jaksę z Kopanicy

Gdy pod koniec lat 30. ubiegłego stulecia zaostrzyły się stosunki między Polską a Niemcami i wojnę było czuć w powietrzu wielu „ekspertów” snuło plany, jak po zwycięstwie podzielić terytorium hitlerowskiego przeciwnika. Najłatwiej swoje roszczenia było oprzeć na historycznych podstawach. „Odwieczne piastowskie ziemie” nie były zatem wymysłem komunistów. Sanacyjni specjaliści szli nawet dalej i dogrzebali się do epizodu polskiego władztwa nad Berlinem.

Jakiś Jaksa bierze tron

„Polskości” obszarów między Łabą a Odrą część propagandowych historyków doszukiwała się w ich ewidentnej słowiańskości. Słowianie połabscy władali tymi terenami wiele setek lat, lecz czy to ma jakiś związek z Polską? Poza wspólnym słowiańskim pniem raczej niewiele. Książęta polscy nie raz do spóły z cesarzem najeżdżali tamtejsze ziemie rabując, gwałcąc, mordując i przy okazji nawracając na chrześcijaństwo.

Wpływy polskie możemy na tym terenie datować dopiero od XII w. Wtedy to książę Bolesław Krzywousty wyprawiał się pod słowiańską Kopanicę, ale to dopiero po jego śmierci, w trakcie mającego złą sławę rozbicia dzielnicowego polskie wpływy najsilniej tu się zaznaczyły.

Jaksa z Miechowa

Cała sprawa wiąże się z bardzo tajemniczą postacią Jaksy z Kopanicy, Jaksy z Miechowa, Jaksy przeciwnika Albrechta Niedźwiedzia, Jaksy „Bóg jeden wie jakiego jeszcze”. Według różnych kombinacji i wariantów przyjmuje się, że każdy z powyższych Jaksów był jedną osobą lub osobnym, niezwiązanym z pozostałymi bytem. W ogóle, jak to w średniowieczu, dużo tu niedomówień i domysłów. Niemniej w połowie XII stulecia pomiędzy Łabą a Odrą pojawia się jakiś Jaksa z Polski, który twierdzi, że ma prawa do państwa plemienia Stodoran po jej zmarłym władcy Przybysławie Henryku. Według jednej z teorii, do której osobiście się skłaniam, ów Jaksa jest tożsamy z wspomnianym Jaksą z Miechowa – jednym z największych możnowładców państwa Piastów. Najprawdopodobniej pochodził z rodu Gryfitów. Pojął za żonę Agapię - córkę potężnego, pochodzącego ze Śląska palatyna Piotra Włodkowica. Nie wiadomo na jakiej podstawie wysuwał roszczenia do ziem zaodrzańskich, ale jeżeli nadal idziemy tropem Jaksy z Miechowa, to był on najprawdopodobniej synem księżniczki połabskiej. Od ok. 1140 r. władał plemieniem Sprewian, żyjącym na obszarze dolnej Sprewy... i właściwie tylko tyle wiemy o tym plemieniu: że było. Sam teren, jako obszar poddany diecezji w Lubuszy, był od czasów Krzywoustego pod polską protekcją, choć płaconą stąd daninę lenną cesarzowi Lotarowi III.

Wiadomo, że gdzieś w końcu lat 40. XII w. Jaksa, który po ślubie związał się z Dolnym Śląskiem, a zwłaszcza z Ołbinią pod Wrocławiem, zaczął nasłuchiwać wiadomości z Brennia – stolicy państwa Stodoran, skąd dochodziły informacje o chorobie jego monarchy, Przybysławie Henryku. Ku zdziwieniu polskiego możnowładcy wieść o śmierci księcia zbiegła się z wiadomością, że jego państwo zajął margrabia Albrecht von Ballenstedt zwany Niedźwiedziem. Okazało się, że wdowa Petyrsa dogadała się z władcą sąsiedniej Marchii Północnej i oddała mu dziedzictwo męża z pominięciem Jaksy. Co ciekawe, przez trzy dni ukrywała przed światem, że jej mąż jest już trupem, tylko po to, aby Albrecht mógł zdążyć przed rywalami zająć miasto. Wynaleziono przy okazji jakiś dokument, który rzekomo potwierdzał przekazanie ziem przez nieboszczyka margrabiemu. Niedźwiedź przybył do Brenna, obsadził gród i ogłosił włączenie tego państwa do swojej Marchii.

Warto dodać, że działania wdowy były motywowane troską o zachowanie chrześcijańskiego charakteru Stodoran, bo choć elity były ochrzczone, to „lud nadal ciemny”. Wystarczyło wyjechać poza stolicę i zobaczyć ośrodki pogańskiego kultu. Realnie obawiano się, że po śmierci księcia nastąpi recydywa pogańska. Zdaniem Petrysy to władca Marchii Północnej gwarantował, że „słowiańskie dzikusy” nie wrócą. Wspierał ją zresztą w tym zwierzchnik tutejszej diecezji, biskup Wigger.

Z takim obrotem spraw nie chciał pogodzić się Jaksa, który słusznie mógł czuć się oszukany. Jako że był człowiekiem możnym i wpływowym, to zorganizował, jak podają kroniki, wyprawę „in Polonia func principante”, „cum magno exercitu Polonorum” (z dużą pomocą polską) - wspartą przez księcia Bolesława Kędzierzawego. Brenna, jak na owe czasy, była potężną twierdzą – otoczona wałami, na wyspie. Wydawało się, że polskiego rycerza czeka długie oblężenie. Jednak on zamiast kruszyć oręż postanowił użyć sposobu. Albrecht musiał wybyć z Stodoran, więc Jaksa pod jego nieobecność pojawił się ze swoim wojskiem, pokazał swoją siłę, zapłacił komu trzeba i za pomocą tego cudownego połączenia strachu i pieniędzy bramy grodu zostały otwarte. W taki sposób rozpoczął swoje rządy.

Polski protektorat

Państwo Stodoran stało się polskim lennem, obejmującym znaczną część dzisiejszego landu Brandenburgia z miastami Berlin i Poczdam. Jego podporządkowanie księciu polskiemu było częścią przemyślanej polityki, co ciekawe podobnej do tej jaką Polska w późniejszych wiekach próbowała prowadzić na wschodzie. Najwygodniejszą opcją dla polskich władców było bowiem stworzenie za Odrą pasa przyjaznych lub zależnych państw buforowych, które oddzielałyby Polskę od ziem cesarzy niemieckich. W tym czasie Bolesław Kędzierzawy po wygnaniu swego brata Władysława II, który schronił się u swego szwagra niemieckiego króla Konrada III, realnie obawiał się niemieckiego najazdu. Trzeba było zminimalizować to zagrożenie nieco oddalając się od przeciwnika. Pewnie temu służył ślub siostry Kędzierzawego Judyty z Ottonem, synem Albrechta Niedźwiedzia. Awantura stodoranowska jednak niweczyła ten sojusz. Ale koniec końców lepsza zwierzchność, niż alians.

Protekcja polska nad obszarem między Odrą a Łabą rzeczywiście musiała być ścisła, gdyż Jaksa (zakładając, że to był ten nasz miechowita) miał nadal liczne dobra w Polsce i dzielił swój czas między obydwa kraje. Wbrew obawom wdowy po Przybysławie Henryku Jaksa nie tylko nie doprowadził do nawrotu pogaństwa, lecz umocnił chrześcijaństwo, niszcząc kult Trzygłowa na wzgórzach zwanych później Harlungerberg, gdzie ufundował kościół pw. Najświętszej Marii Panny. Jednocześnie książę, jak od tego czasu tytułowano Jaksę, śmiało sobie poczynał na terytorium dzisiejszych Niemiec. Najeżdżał Marchię Północną, mocno uprzykrzając życie Albrechtowi, co też łączyło się ze sprawami polskimi, gdyż w ten sposób występował przeciw cesarzowi w obronie praw piastowskich książąt-juniorów przed Władysławem Wygnańcem. Gdy jednak Niedźwiedź uporał się z zajmującym go walkami niemieckich feudałów ruszył przeciwko Jaksie.

Jaksa ucieka, przekraczając rzekę Havel. Obraz Adolfa von Menzla

W kwietniu 1157 r. margrabia rozpoczął oblężenie Brenny. Niedźwiedziowi zdobycie tego grodu nie przyszło tak łatwo jak Jaksie. Książę Stodoran dobrze przygotował się do obrony, a pod murami twierdzy zginął nawet siostrzeniec margrabiego Werner von Welrhein. Albrecht okazał się jednak cierpliwy. Żywności w Brennie zaczęło w końcu brakować i… 11 czerwca zawarto układ kapitulacyjny. Jaksa oddawał miasto, ale mógł odejść w spokoju w stronę Polski.

Księstwo Kopanickie

W ojczyźnie nikt tym razem za bardzo klęską Jaksy się nie przejmował. Wszyscy szykowali się do wojny z cesarzem. Tuż po upadku Brenny ruszyła bowiem wyprawa Fryderyka Barbarossy, która zatrzymała się aż pod Poznaniem, niemal nie niepokojona przez nikogo. Wobec przewagi przeciwnika Kędzierzawy wolał wycofać swoje wojska, a w końcu oddać się pod jego zwierzchność. 30 sierpnia 1157 r. w Krzyszkowie pod Poznaniem ubrany w pokutny wór książę Polski oddał hołd Barbarossie. Przy okazji jako zakładników zawartej umowy cesarz zabrał, m.in. dzieci polskich możnowładców, w tym syna Jaksy, który zmarł niedługo później w Pradze.

Po tym zdawałoby się osobisty i politycznym Armagedonie Jaksa jednak się nie załamał. Zawarty układ krzyszkowski oddawał mu we władanie część jego dawnego państwa. Brenny wprawdzie nie odzyskał, ale ustanowił nową siedzibę w Kopanicy (obecnej dzielnicy Berlina, Koepnick). Był to najpotężniejszy w tym rejonie gród i nieprzypadkowo został stolicą. Pobliski Barlin (dzisiejszy Berlin) nawet się do niego nie umywał.

Brakteat Jaksy z Kopanicy

Po odzyskaniu tej części państwa nastał długi okres stabilizacji. W Księstwie Kopanickim kwitł handel, władca bił własne monety, na których co jakiś czas pojawiły się motywy nawiązujące do jego wyczynów, jak palma, którą historycy łączą z wyprawą krzyżową Jaksy do Ziemi Świętej w 1162 r. Z tej pielgrzymki sprowadził też do swego państwa templariuszy, którym nadał ziemie w okolicach dzisiejszej dzielnicy Berlina - Tempelhof. W tym samym czasie Jaksa zaprosił do Miechowa bożogrobców, a do podkrakowskiego Zwierzyńca norbertanki, co mogłoby wskazywać, że nadal dzielił swoje życie między Polskę a własne księstwo. Wiadomo, że do końca życia rywalizował z Marchią Północną. Powodowało to, że utrzymywał jeszcze ściślejsze związki z książętami polskimi, przede wszystkim z Mieszkiem III, który przykładał większą wagę do tego kierunku polityki niż zwrócony bardziej na wschód Bolesław Kędzierzawy. Przeciwko temu ostatniemu Jaksa występował nawet zbrojnie, w obronie praw Kazimierza Sprawiedliwego w 1167 r. Przypuszcza się również, że książę kopanicki mógł dokonać zapisu swojego księstwa na rzecz pomorskich Gryfitów w zamian za wsparcie w walce z Albrechtem.

Jaksa z Kopanicy odszedł z tego świata 27 lutego 1176 r. pozostawiając po sobie dobrą pamięć wśród poddanych. Jego ciało złożono do klasztoru bożogrobców w Miechowie. Żona Agapia przeżyła męża i po jego odejściu dokończyła budowę kościoła pw. św. Michała w opactwie św. Wincentego na rodzinnym Ołbinie, gdzie na tympanonie fundacyjnym umieszczono wizerunek jej małżonka.

Po śmierci władcy Księstwo Kopanickie nadal pozostawało w polskich rękach. Niektórzy przypuszczają, że zajęli je książęta pomorscy lub śląscy. Domniemuje się, że to właśnie tu znajdował się „graniczny gródek”, w którym zdaniem Wincentego Kadłubka schronił się Mieszko III po utracie władzy w 1177 r. Bliższych szczegółów, co do losów grodu i tych okolic nie znamy. Prawdopodobnie na przełomie XII i XIII w. opanowali go Brandenburczycy, lecz już w 1210 r., znów prawdopodobnie, odzyskał te ziemie książę śląski Henryk Brodaty. W tym okresie bowiem zajął pobliską Lubusz i niewykluczone, że po prostu mógł ruszyć dalej. Według jednej z teorii to właśnie ten władca dopiero sprowadził pod Berlin templariuszy. Po jego śmierci zaś już żaden Polak tamtymi terenami nie władał.

Kopanica, Kolno i Barlin rozwijały się później pod panowaniem niemieckim jako Koepenick, Colln i Berlin. W 1710 r. ostatnia z tych miejscowości została stolicą Królestwa Prus. Dopiero w 1920 r. wszystkie te trzy dawne polskie grody stały się częścią stolicy Niemiec.





Udostępnij ten artykuł

,

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA