cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

Jak Polska straciła Mińsk

Jakub Wojas, 19.06.2021

Widok Mińska na pocztówce z pocz. XX w.

Mińsk przez stulecia znajdował się w granicach Rzeczpospolitej. W tamtym okresie było to ważne miasto Wielkiego Księstwa Litewskiego. Po rozbiorach również utrzymywało ono swoje związki z polskością. Z kolei po odzyskaniu przez Polskę niepodległości była nawet realna szansa, że ten ośrodek „powróci do macierzy”. Niestety, Mińsk straciliśmy na własne życzenie.

Dawny gród Rzeczpospolitej

W XIX i na początku XX wieku Mińsk, podobnie jak dzisiaj, nie miał opinii szczególnie urokliwego miasta. Mimo sięgającej XI stulecia historii, zabytków ostało się tu bardzo niewiele. Co gorsza, liczne katolickie świątynie Rosjanie konsekwentnie przerabiali na cerkwie lub koszary. Polacy już na przełomie XIX i XX wieku byli tu mniejszością, niemniej należeli do elity. Mińsk był stolicą guberni, w której mieszkało sporo szlacheckich rodzin. Dobra tu swoje mieli Tyszkiewiczowie czy Radziwiłłowie, a także drobna szlachta, z której wywodziło się wielu mińskich inteligentów. W samym mieście tuż przed wybuchem I wojny światowej Polacy stanowili około 20 proc. mieszkańców. Dominowali Żydzi (ponad 50 proc.) i Rosjanie (ok. 30 proc.). Jednakże w niektórych dzielnicach słyszało się przede wszystkim język polski. Jak wspomniał Michał K. Pawlikowski:

W zażydzonym i zmoskwiczonym śródmieściu rozbrzmiewała mowa rosyjska, lecz wystarczyło pospacerować po przedmieściach, Lachówce Dolnej i Górnej (zapewne od Lacha, a więc nomen omen), Uborkach, Komarówce lub Trojeckiej Górze, gdzie mieszkała ludność najuboższa i najliczniejsza, aby nasycić uszy mową polską – mową o brzemieniu regionalnym, lecz wcale nie gorszą na przykład od gwary wileńskiej.

Więcej o losach Polaków żyjących na wschodnich rubieżach
ziem dawnej Rzeczpospolitej można przeczytać w książce
Najdalsze Kresy. Ostatnie polskie lata

W latach 1890-1901 prezydentem Mińska był potomek polskich ziemian Karol Hutten-Czapski. To dzięki niemu w mieście pojawiły się tramwaje konne, wybudowano elektrownię, centralę telefoniczną, rozbudowano sieć wodociągów, ukończono teatr miejski, rzeźnię, szpital położniczy, schronisko i kuchnię dla bezdomnych. Był także założycielem Towarzystwa Miłośników Sportu, Towarzystwa Ochrony Kobiet Miasta Mińska i Mińskiego Towarzystwa Wzajemnych Ubezpieczeń Rolniczych. Jego niezwykle udane urzędowanie przerwała choroba. W 1901 roku zrezygnował ze stanowiska, a kilka lat później zmarł. Prezydentura mocno nadszarpnęła nie tylko jego zdrowie, ale także domowy budżet. Czapski bowiem, co dziś wydaje się absolutną fantastyką, często finansował miejskie przedsięwzięcia z prywatnych pieniędzy.

Paradoksalnie wybuch I wojny światowej jedynie ożywił życie polskie w Mińsku. Jeszcze przed jej wybuchem władze przyzwoliły na powstanie kilku polskich zrzeszeń, z kolei po 1914 roku do miasta przybyła liczna grupa polskich uchodźców z Kongresówki. W 1917 roku był to jeden z ośrodków wsparcia i formowania I Korpusu gen. Józefa Dowbora-Muśnickiego. Rosjanie jednak dostrzegli rosnące wpływy Polaków. W tym samym roku po raz pierwszy od 27 lat prezydentem Mińska został nie Polak, lecz Rosjanin. Stanisława Chrząstowskiego zastąpił Piotr Kaszczenko. Poważnie też zredukowano liczbę Polaków w radzie miasta. Sytuacja pogorszyła się, gdy po rewolucji październikowej władzę przejęła Rada Delegatów Żołnierskich i Robotniczych. Zaczęły narastać napięcia między bolszewikami a żołnierzami I Korpusu, którzy ostatecznie zostali zmuszeni wycofać się z Mińska.

Powrót „polskich czasów”

Bolszewików pozbyli się polscy konspiratorzy w lutym 1918 roku. Działo się to na chwilę przed wkroczeniem do miasta sił niemieckich. Polacy obawiali się, że Sowieci na odchodne mogą się krwawo z nimi rozprawiać. Mimo przewagi liczebnej przeciwnika polskim bojowcom udało się opanować skład broni i zmusić stacjonujące na dworcu jednostki bolszewickie do szybkiego odwrotu. To ostatnie było możliwe dzięki fortelowi. Spiskowcy przybyli do bolszewików w… mundurach niemieckich i oświadczyli, że jeżeli Sowieci natychmiast się nie wycofają, to zostaną ostrzelani przez artylerię. Groźba pomogła. Czerwoni opuścili Mińsk, a 21 lutego wkroczyli tu Niemcy. Nie zamierzali oni jednak tolerować ani oddziałów polskich, ani wspierających ich jednostek białoruskich. Polscy żołnierze oddali miasto, a Białorusini zostali rozbrojeni.

Bolszewicy jednakże nie powiedzieli ostatniego słowa. W grudniu 1918 roku Armia Czerwona ponownie opanowało gród nad Świsłoczą. W Mińsku zapanował terror. Rozpoczęto aresztowania Polaków. W więzieniach znaleźli się m.in. wszyscy księża. Zamknięto również szkoły i organizacje polskie, a w lipcu 1919 roku dokonywano już rozstrzeliwań polskich mieszkańców. Represje przerwało dopiero wkroczenie oddziałów Wojska Polskiego, 8 sierpnia 1919 roku. Polskich żołnierzy powitali wiwatujący mieszkańcy. Radość z wyzwolenia wyrażali nie tylko Polacy, ale też Rosjanie i Żydzi. 19 września w równie euforycznej atmosferze przyjmowano w Mińsku Józefa Piłsudskiego, który spotkał się z przedstawicielami wszystkich najważniejszych nacji. Zapewniał, że mieszkańcy tych ziem rozstrzygną sami o swym losie, a polscy żołnierze są tu sprzymierzeńcami, a nie okupantami. Była to oczywista promocja koncepcji federacyjnej, w której dla Białorusi przewidziano rolę autonomicznej części odrodzonej dawnej państwowości przedrozbiorowej Litwy. Podczas tej wizyty Naczelnikowi przyszło zresztą wypić toast na cześć Wielkiego Księstwa Litewskiego. Przewodniczący Komitetu Polskiego Henryk Grzybowski podał Komendantowi srebrny puchar. Naczelny Wódz po jego wychyleniu zobaczył na dnie znamienną inskrypcję:

Tadeuszowi Rejtanowi – od posłów ziemi nowogrodzkiej.

Polscy żołnierze na ulicach Mińska, sierpień 1919 r.

Niespełna rok powtórnej polskiej obecności w Mińsku przywrócił mu charakter znany z czasów I Rzeczpospolitej. Jak pisał jeden z najbardziej zasłużonych mieszkańców tego miasta, Edward Woyniłłowicz:

Mińsk się dziwnie szybko spolszczył: nazwy ulic polskie, szyldy wprawdzie chananejska polszczyzną pisane, ale polskie, (…) Żydzi (…) aczkolwiek niezupełnie pewni, czy obecne „status quo” będzie długotrwałe.

Niestety, nie okazało się długotrwałe. W lipcu 1920 roku bolszewicy kolejny raz zajęli Mińsk. Niedługo później to tu zaczęły się negocjacje układu rozejmowego. Wtedy to jeszcze strona polska była tą przegraną, stąd Sowieci nie żałowali wobec polskich delegatów stawiania twardych warunków i oskarżeń o szpiegostwo. Szczęśliwie wkrótce sytuacja się odwróciła. Polacy zaczęli wypierać Armię Czerwoną ze swego terytorium i rokowania przeniesiono do neutralnej Rygi. Mińsk mógł z kolei liczyć na rychłe wyzwolenie spod czerwonego jarzma.

To marzenie się spełniło 15 października 1920 roku. Na ulice grodu nad Świsłoczą znów wybiegły tłumy wiwatujących mieszkańców. Lecz i tym razem polska obecność okazała się tu tylko chwilowa. Polacy musieli się stąd wycofać, a Mińsk, Mińszczyzna i wszyscy mieszkańcy tych ziem zostali oddani na pastwę bolszewików.

Wygrana wojna, przegrany pokój

Stało się tak wskutek decyzji podjętych w Rydze. Polscy delegaci nie wyrazili zainteresowania przyłączeniem do Polski Mińszczyzny. Dominujący wśród delegatów przeciwnicy Józefa Piłsudskiego obawiali się, że Białoruś w granicach Rzeczpospolitej może umożliwić realizację programu federacyjnego. Gorący przeciwnikiem tego pomysłu był zwłaszcza endecki polityk Stanisław Grabski. Jego zdaniem „białoruskiego wrzodu” należało się pozbyć, czyli dokonać podziału Białorusi między Polskę i Sowietów.

Grabski obawiał się, że przyłączenie Ziemi Mińskiej spowodowałoby, że to rzekomo wrogo nastawieni do Polski Białorusini dominowaliby na wschód od Grodna. Przeciwnego zdania był piłsudczyk Leon Wasilewski, który uważał, że Mińsk pod kontrolą Sowietów stanie się centrum antypolskiej irredenty białoruskiej. I niestety w tym przypadku to on miał rację, co pokazały kolejne lata dwudziestolecia.

Mapa Rzeczpospolitej sporządzona w 1920 r. przez Henryka Arctowskiego

Uczestnicy negocjacji oceniali, że Mińsk, a może i cała Białoruś była jak najbardziej do wywalczenia przy stole negocjacyjnym. Gdy wątek ten pojawiał się w rozmowach z głównym sowieckim negocjatorem Adolfem Joffe, to ten nie stawiał wyraźnego sprzeciwu, a wcześniej godził się na wszelkie polskie postulaty terytorialne. To jednak polska delegacja okazała się nie być zainteresowana inkorporacją Ziemi Mińskiej. W konsekwencji, niedługo później na Polaków i narodowo uświadomionych Białorusinów spadła kolejna fala represji.

Kubki i inne gadżety nawiązujące do tradycji I Rzeczpospolitej
można znaleźć w Sklepie Wokulskiego

Dzielił je ze swoimi wiernymi wtedy, podobnie jak wcześniej biskup diecezji mińskiej Zygmunt Łoziński. Kiedy trwały ryskie negocjacje Sowieci więzili go w Moskwie. Jeszcze w czasie bolszewickiej okupacji Mińska nie bał się modlić o zwycięstwo wojsk polskich. W trakcie wizyty Józefa Piłsudskiego przekonywał go do powrotu Rzeczpospolitej do granic sprzed 1772 roku. Jednocześnie bronił ludności miasta, niezależnie od wyznania, przed rabunkami, dokonywanymi przez niektórych żołnierzy z pułków poznańskich. Traktat ryski, który pozostawił 75 proc. jego diecezji po stronie sowieckiej uznał za wielką hańbę. Po zawarciu pokoju i naciskach z Warszawy bolszewicy go wypuścili, ale nie zgodzili się, by sprawował funkcję metropolity w Mińsku. Biskup Łoziński musiał zatem przenieść się do Warszawy. W liście pasterskim na rocznicę zawarcia haniebnego traktatu tak go skomentował:

Zgodnie z naszą historyczną tradycją odniósłszy zwycięstwo na polach bitew, zostaliśmy sromotnie pobici przy zielonym stole i nie oręż nasz, ale rozum pana Joffe rozstrzygnął o stosunkach między Polską a ziemią rad ludowych.

Artykuł powstał w oparciu m.in. o książkę Sławomira Kopera i Tomasza Stańczyka Najdalsze Kresy. Ostatnie polskie lata





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA