cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

Jak Polska atakowała Niemcy w 1939

Jakub Wojas, 03.09.2018

Pluton szwadronu liniowego 7 Pułku Ułanów Lubelskich w marszu na przełaj. 1939 r.

W przeddzień wybuchu II wojny światowej w Wojsku Polskim panowały wręcz euforyczne nastroje. Zdawano sobie sprawę, że pierwsze dni konfliktu mogą być ciężkie, ale liczono, że niedługo później przyjdzie oczekiwane wsparcie brytyjsko-francuskie. A potem nasza armia przeszłaby do ofensywy na Berlin i Królewiec. Rzeczywistość niestety brutalnie zweryfikowała te marzenia. Mimo to niektórym polskim żołnierzom dane było we wrześniu 1939 r. zaatakować terytorium III Rzeszy.

Co się kryje w Puszczy Piskiej?

Latem 1939 r. generał Ludwik Kmicic-Skrzyński miał nie lada zagwozdkę. Jego Podlaska Brygada Kawalerii miała osłaniać Łomżę, gdzie znajdował się sztab Grupy Operacyjnej „Narew”. Najkrótsza droga z granicy polsko-niemieckiej do miasta biegła przez Puszczę Piską. Z polskiej strony obsadziła ten rejon jedynie 18. Dywizja Piechoty i kompania kolarzy - w wypadku zmasowanego ataku niemieckiego siły niewystarczające do zatrzymania wroga, a to mogło grozić oskrzydleniem kawalerzystów z Podlaskiej Brygady. Nie było jednak pewności, ilu żołnierzy wroga kryje się w lasach za kordonem. Puszcza stanowiła doskonałe miejsce, by zamaskować główny kierunek natarcia.

Gen. Ludwik Kmicic-Skrzyński

Generał Kmicic-Skrzyński jeszcze przed 1 września prosił Naczelne Dowództwo o wydanie zgody na przeprowadzenie działań rozpoznawczych na obszarze Prus Wschodnich. Po rozpoczęciu wojny sprawa ta zyskała jeszcze bardziej na znaczeniu, gdyż Podlaska Brygada Kawalerii miała jedynie niewielki kontakt bojowy z oddziałami niemieckimi i była w stanie przenieść ciężar walk na terytorium wroga. Marszałek Edward Rydz-Śmigły jednak oponował przed takim pomysłem. Obawiał się, że jakiekolwiek działanie ofensywne na obszarze III Rzeszy może zniechęcić sojuszników do udzielenia Polsce pomocy. Wciąż żywe były nawoływania niemieckiej propagandy, że to Warszawa sprowokowała konflikt.

Obawa ta zdezaktualizowała się 3 września, kiedy Francja i Wielka Brytania wypowiedziały wojnę Niemcom. Do sztabu Naczelnego Wodza ponownie dostarczono prośbę o wykorzystanie całej Podlaskiej Brygady Kawalerii w działaniach na terytorium nieprzyjaciela. Tym razem z Warszawy przyszła odpowiedź pozytywna.

Polski atak na Prusy Wschodnie

Jednakże generał Kmicic-Skrzyński nie czekając na zgodę ze stolicy już w nocy z 2 na 3 września dał rozkaz pierwszym swoim oddziałom do przeprowadzenia rozpoznania w Prusach Wschodnich. O świcie 3 września granicę przekroczył 3. Szwadron 5. Pułku Ułanów Zasławskich, 1. i 2. Szwadron 10. Pułku Ułanów Litewskich oraz 2. Szwadron 9. Pułku Strzelców Konnych. Za nimi miała ruszyć reszta Podlaskiej Brygady Kawalerii.

Ułani zasławscy na ćwiczeniach w 1933 r.

Pierwsze działania polskich ułanów i strzelców konnych na terytorium wroga przebiegły dość spokojnie. Okazało się, że spodziewane miejsce koncentracji dużych sił niemieckich jest wyludnione. Generał postanowił zatem iść za ciosem. W nocy z 3 na 4 września Podlaska Brygada Kawalerii zajęła pozycję do natarcia na Białą Piską i Pisz. Dowódca jednostki tak opisywał zadania dla swoich żołnierzy:

Ogólnym moim zamiarem było działanie gros swoim po lewej osi, tj. Glinki – Biała, osłaniając się 9 psk na prawym skrzydle i osiągnięcie jako maksimum m. Biała. Liczyłem się z tym w swoich rozważaniach, że nieprzyjaciel będzie przeciwdziałał, a tym samym ujawni swoje siły i w tym przypadku brygada spełni swoje zadanie.

Już o godzinie 4.15 idący na przodzie natarcia, 5. Pułk Ułanów Zasławskich zajął wieś Sokoły (Sokollen). Szwadron kolarzy wsparty przez pluton ckm został jednak otoczony przez Wehrmacht. Rozpoczyna się całodzienna bitwa. Ułani zdobywają jeszcze Kowalewo i Klarheim. W tym samym czasie 9. Pułku Strzelców Konnych starł się z Niemcami w rejonie wsi Brzóski Wielkie i Brzóski Małe. Główne walki całej brygady skoncentrowały się w pobliżu Kowalewa. Niemcy przeprowadzili tam kilka kontrataków, które choć odparte uniemożliwiły dalsze działania ofensywne.

Wobec takiej sytuacji i jednoczesnego wypełnienia zakładanych celów rozpoznawczych gen. Kmicic-Skrzyński nakazał odwrót na granicę. Polscy żołnierze zabrali z Prus Wschodnich ze sobą 30 jeńców, w tym dwóch oficerów; 15 ciężkich karabinów maszynowych, 2 samochody osobowe i ok. 200 rowerów.

Ułani zasławscy w 1932 r.

Natarcie Podlaskiej Brygady Kawalerii nie było jedyną akcją zbrojną polskich żołnierzy na terytorium III Rzeszy. Na obszar Prus Wschodnich zapuszczali się również kawalerzyści z Suwalskiej Brygady Kawalerii. Były to niewielkie oddziały 2. Pułku Ułanów Grochowskich oraz dwóch szwadronów 3. Pułku Szwoleżerów. W pierwszym przypadku był to wypad rozpoznawczy, który odbył się bez kontaktu z siłami nieprzyjaciela. Natomiast szwoleżerowie, również w nocy z 3 na 4 września, dokonali ataku w rejonie Olecka. Walczyli tam z oddziałami Wehrmachtu i Gerenzschutzu.

Ostrzał Fraustadt

O wiele poważniejsze działania miały miejsce na zupełnie inny odcinku frontu. 2 września gen. Roman Abraham – dowódca Wielkopolskiej Brygady Kawalerii – nakazał siłami podległego mu 55. Pułku Piechoty przeprowadzenie ataku na miasteczko Fraustadt (obecnie Wschowa). Akcja ta nie tylko jak powyższe miała charakter rozpoznawczy, ale była również formą odwetu za niedawny ostrzał artyleryjski polskiego Leszna.

Jeszcze tego samego dnia ok. 17.30, 2. Kompania 55. Pułku Piechoty przeprowadziła atak na strażnicę Gerenzschutzu w pod wsią Geyersdorf (obecnie Dębowa Łęka). Niemcy byli kompletnie zaskoczeni. Po krótkiej wymianie ognia, pierzchli pod naporem Polaków. Piechurów w zdobyciu wsi wspomogły czołgi, oddział cyklistów i motocyklistów. Następnie do Geyersdorf podciągnięto polską artylerię i już po 18. zaczęto bombardować niemieckie miasto. Starty być może nie były zbyt wielkie, ale efekt psychologiczny miażdżący. W Fraustadt wybuchła prawdziwa panika. Nikt się nie spodziewał, że może tu dojść do polskiego natarcia. Lokalne władze rozważały przeprowadzenie natychmiastowej ewakuacji ludności cywilnej, a co niektórzy już sami z siebie zaczęli uchodzić z miasta.

Tankietki polskie podczas manewrów na Wołyniu, 1938 r.

W drodze powrotnej pluton ułanów pod dowództwem ppor. Tadeusza Stryja przeżył ciekawą przygodę. Już po polskiej stronie granicy w miejscowości Święcichowa żołnierze zostali entuzjastycznie powitani jako…armia niemiecka. Grupa miejscowych Niemców sądząc, że jedyne wojsko z zachodu jakie może teraz przybyć to wojsko niemieckie przygotowało dla nich powitanie z nazistowskimi flagami i transparentami. Polscy kawalerzyści szybko ich jednak wyprowadzili z błędu.

Można było więcej?

Te kilka ataków na terytorium III Rzeszy było jednak jedynie marnym pocieszeniem dla żołnierzy, którym marzyło się pojenie polskich koni w Łabie. Te sukcesy to również paradoksalnie kolejna w polskiej historii stracona szansa. Jeszcze przed wybuchem wojny polscy dowódcy rozważali przeprowadzenie ataków siłami trzech Brygad Kawalerii: Mazowieckiej, Podlaskiej i Suwalskiej na obszar Prus Wschodnich. Taki atak z trzech stron miał skutecznie sparaliżować działania wojsk niemieckich w tym rejonie. Do tego też namawiał już po rozpoczęciu konfliktu dowódca Samodzielnej Grupy Operacyjnej Narew gen. Mieczysław Młot-Fijałkowski. Niestety, Naczelny Wódz postanowił czekać na decyzję Francji i Wielkiej Brytanii, choć już 1 września nie było wątpliwości, że to III Rzesza jest tu agresorem.

Dziwić może także pasywność Naczelnego Dowództwa w działaniach powietrznych. Nawet w czasie powstania wielkopolskiego Polacy byli zdolni do lotniczego bombardowania Frankfurtu nad Odrą. Nic nie stało na przeszkodzie, by powtórzyć to w pierwszych dniach września 1939 r. oraz rozszerzyć całą akcję na takie miasta jak Wrocław, Opole czy Olsztyn.

Działania rozpoznawcze na terytorium wroga, a przede wszystkim zwycięskie tam starcia z nieprzyjacielem niewątpliwie podbudowały morale polskich żołnierzy. Wojskom gen. Abraham wchodzącym w skład Armii „Poznań” przyjdzie jeszcze poczuć smak zwycięstwa kilka dni później w pierwszych starciach bitwy nad Bzurą.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA