cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

III powstanie śląskie – śląska wojna domowa czy polsko-niemiecka wojna hybrydowa?

Andrzej Jaworski, 02.05.2021

Powstańcy śląscy na froncie, 1921 r.

Spośród trzech powstań śląskich, to „trzecie” chyba najmniej przypominało powstanie. Owszem, było to zbrojne wystąpienie miejscowej ludności, ale całą akcję w znacznym stopniu przygotowywano i sterowano z zewnątrz, czyli z Polski.

Operacja Wojska Polskiego

2 maja 1921 roku, na chwilę przed wybuchem zrywu, Wojciech Korfanty skontaktował się z premierem Wincentym Witosem, by omówić ostatnie szczegóły szykowanej operacji. Był to właściwie już finał całych przygotowań. Od kilku miesięcy na Górny Śląsk przerzucano z Polski – broń, amunicję, pieniądze i ludzi. W obozie wojskowym w Częstochowie szkolono przyszłych powstańców, czyli członków Dowództwa Obrony Plebiscytu, którzy w dodatku otrzymywali żołd zbliżony do pensji górnika. Prócz Ślązaków w powstańczej armii znaleźli się również urlopowani żołnierze Wojska Polskiego. W sumie było to 800 oficerów i 7 tys. podoficerów i szeregowych. Do tego należałoby dodać jeszcze kilkudziesięciu Ukraińców z armii atamana Petlury.

W ten sposób strona powstańcza od początku zmagań dysponowało 30 tys. żołnierzy. Kolejnych 20 tys. dołączyło po rozpoczęciu walk, spontanicznie chwytając za broń. I akurat w tym zrywie, jak rzadko w polskich powstaniach, broni było pod dostatkiem. Pochodziła ona z umiejscowionych przy granicy magazynów Wojska Polskiego. Potem uzupełniono ją jeszcze egzemplarzami zdobytami na Niemcach. Powstańcy mogli się zatem pochwalić nie tylko karabinami czy bronią maszynową, ale także własną artylerią oraz pociągami pancernymi. Problemy przyszyły później, gdyż z czasem zaczęło brakować amunicji do różnych rodzajów karabinów. W efekcie, w trakcie frontowych zmagań Polacy musieli niekiedy uciekać się do walki wręcz.

Powstańcy śląscy przed pociągiem pancernym Piast, maj 1921 r.

III powstanie śląskie jako operacja koordynowana przez Sztab Generalny Wojska Polskiego rozpoczęło się od akcji dywersyjnej polskiego wywiadu. W nocy 2 na 3 maja 1921 roku grupa kpt. Tadeusza Puszczyńskiego ps. „Wawelberg" wysadziła mosty na Odrze, co uniemożliwiło Niemcom szybkie kontrnatarcie. Później drużyna „Wawelberga”, w której znaleźli się nie tylko oficerowie Wojska Polskiego, ale również śląscy górnicy stała się oddziałem szturmowym, wzmocnionym dwunastoma kadetami ze szkół wojskowych we Lwowie i w Modlinie, którzy z własnej inicjatywy ruszyli do walki o polski Śląsk.

Zobacz także:

Jak wyglądało II powstanie śląskie

Wojna hybrydowa ad 1921

Przy takich przygotowaniach i organizacji trudno było zachować pozory wyłącznie śląskiego charakteru zrywu. Doskonale zdawali sobie z tego sprawę stacjonujący na Górnym Śląsku alianci. Francuzi wspierali Polaków i przymykali oko na przerzucanie przez granice ludzi i sprzętu. Natomiast Wielka Brytania chciała w ten sposób dać Niemcom pretekst do zbrojnego odebrania zajętego przez powstańców terytorium. Premier David Lloyd George obciążył Polskę (a nie Ślązaków) odpowiedzialnością za rozpoczęcie walk. Stwierdził także, że Niemcy mają pełne prawo, by odpowiedzieć zbrojnie.

Republika Weimarska jednak nie chciała ryzykować i zastosowała podobną do Polaków taktykę. Górny Śląsk był od ponad roku pozbawiony regularnych jednostek niemieckich. Powstańcy zatem mieli ułatwione zadanie. Miasta, w który stacjonowały oddziały Ententy zablokowano, a pozostały obszar plebiscytu do rzeki Odry został zajęty. Niemcy byli zaskoczeni takim rozwojem wypadków, ale nie zamierzali tak łatwo odpuszczać. W drugiej połowie maja ruszyła kontrofensywa. Lecz Berlin zamiast regularnego wojska wysłał do pacyfikacji powstania przygotowane przez armię oddziały Samoobrony Górnego Śląska (Selbstschutz Oberschlesien). Wspomogły je Freikorps Oberland z Bawarii. Po obydwu stronach frontu stanęły zatem jednostki ochotnicze, których działania koordynowały sztaby regularnych wojsk.

Oddział powstańców śląskich w Królewskiej Hucie, maj 1921 r.

Taki rozwój wypadków był naturalną konsekwencją sytuacji międzynarodowej. Żadna ze stron nie mogła sobie pozwolić na otwarty konflikt. Niemcy jako państwo przegrane w Wielkiej Wojnie musiało się liczyć z zagrożeniem wznowienia działań zbrojnych przez Ententę w wypadku wzniecenia nowego konfliktu na Wschodzie. Podobnie Polska nie mogła sobie pozwolić na zbrojne przejęcie regionu, gdyż to mogło pozbawić ją wsparcia Francuzów i dać Niemcom pretekst do adekwatnej odpowiedzi, a przy otwartym starciu z Niemcami Rzeczpospolita nie miałaby większych szans.

Zobacz także:

Jakie Polska miała szanse w plebiscycie na Górnym Śląsku

III powstanie śląskie było zatem, jak to określił prof. Ryszard Kaczmarek, zapomnianą wojną polsko-niemiecką. W dodatku jakby przyjrzeć się stosowanym wówczas metodom, to powstanie śląskie z 1921 roku przypomina tzw. wojną hybrydową na Donbasie z 2014 roku. W obydwu przypadkach zryw miejscowej ludności i działania lokalnych ochotniczych oddziałów były koordynowane przez wojska sąsiada. Ale takie porównanie, wbrew pozorom, nie jest żadną ujmą. W 1921 roku obowiązywały zupełnie inne normy prawa międzynarodowego w tym względzie niż teraz. Wojna wtedy nie była nielegalnym instrumentem prowadzenia polityki międzynarodowej. Poza tym, celem III powstania śląskiego nie było natychmiastowe przyłączenie tego regionu do Polski, co dokonanie demonstracji zbrojnej, która skłoni Ententę do zmiany decyzji o niekorzystnym dla Polski podziale Górnego Śląska. I to się udało.

Śląska wojna domowa?

Czasem III powstanie śląskie określane jest również jako „śląska wojna domowa”. Nie jest tajemnicą, że po obydwu stronach tego konfliktu znaleźli się Ślązacy. To Niemcy przecież w marcu 1921 roku wygrali z 10 proc. przewagą plebiscyt na Górnym Śląsku. Najwięcej głosów za pozostaniem w granicach Republiki Weimarskiej padło w zachodniej części regionu i w dużych miastach. Kiedy wybuchło powstanie, które notabene było niczym innym jak planem „B” Warszawy na wypadek przegranego głosowania, to wielu śląskich junkrów samoczynnie formowało w swoich dobrach oddziały, które potem walczyły o niemiecki Śląsk. Z tej perspektywy określenie „śląska wojna domowa” nie jest błędne, bowiem był to konflikt, który dzielił niejednokrotnie w ramach jednej rodziny. Tylko, że to nic niezwykłego. W czasie powstania styczniowego po jednej stronie byli Polacy w powstańczych szeregach, a po drugiej w carskiej armii. Z kolei w początkowej fazie powstania listopadowego część żołnierzy pozostała wierna królowi Mikołajowi, a część się zbuntowała. W podobnym, co powstania śląskie czasie, w trakcie wojny polsko-ukraińskiej czy wojny polsko-litewskiej po obydwu stronach również nierzadko znaleźli się członkowie jedynych rodzin.  

Nazwa „Śląska wojna domowa”, choć podkreśla pewną tragedię i podział mieszkańców tych ziem, to nie oddaje charakteru tego konfliktu. Ale biorąc pod uwagę stopień zaangażowania rządu polskiego w przygotowanie i przeprowadzenie tego zrywu, to również określenie go „powstaniem” jest nieprecyzyjne. Było to nic innego jak hybrydowa wojną polsko-niemiecką, w której autentyczny zryw Górnoślązaków i chęć walki o polski Śląsk stanowiła jeden z elementów.  

Zobacz także:

 





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA