cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

II RP według sowieckiej propagandy

Łukasz Gajda, 16.08.2018

Sowiecki plakat propagandowy z 1939 r.

Sowiecki krytyk sztuki Władymir Połonskij mówił, że „karykatura jest najbardziej sprawnym rodzajem broni. Karykatura zabija śmiechem. A przed śmiechem nic nie jest w stanie obronić – ani milionowa armia, ani kamienne mury. Z tego powodu sztuka karykatury – to potężna sztuka”. Bolszewicy bardzo sprawnie i wytrwale stosowali tę broń przeciwko Polakom. W sowieckiej propagandzie w dwudziestoleciu międzywojennym odrodzona Rzeczpospolita była jednym z głównych wrogów.

Polacy z plakatu

Choć trudno to sobie wyobrazić, to pierwszym fabularnym dźwiękowym filmem, na którym pojawiła się postać Józefa Piłsudskiego był sowiecki obraz „Pierwsza konna”, opowiadający o bojach 1. Armii Konnej Siemiona Budionnego. Naczelnik jest tutaj ukazany jako choleryk, co chwila besztający swego podwładnego, przyszłego marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego. Film pochodzi z roku 1941, a zatem powstał już po inwazji na Polskę, lecz nawet przed nią obraz II RP i jej przywódców był równie zły.

 

Największe zainteresowanie Polską w sowieckiej propagandzie zaistniało oczywiście w czasie wojny polsko-bolszewickiej. Rzeczpospolita w tej optyce była państwem szlachty, „polskich panów”, „psów ententy” czy „białych Polaków”. Polak z sowieckich plakatów to zazwyczaj otyły szlachcic w żupanie i konfederatce. Czasami do tego obrazka dodawano ciemiężonego chłopa i robotnika, co miało podkreślać, że nie wszyscy Polacy są źli. Oficjalnie wojna miał być wojną ideologii.

Polska propaganda nie pozostawał wtedy dłużna. Można powiedzieć, że szła nawet dalej. Sowieci przedstawieni są nie jako ludzie, lecz diabły wcielone, które nic tylko mordują i grabią. O ile w bolszewickiej propagandzie polskiego pana ubija sowiecki chłoporobotnik, to tu bolszewika piękny, polski żołnierz.

Walka z polskim imperium

Jaśnie wielmożna Polska jako świnia na ramionach Francji na sowieckim
plakacie propagandowym

Gdy jednak wojska polskie pognały Armię Czerwoną z powrotem na wschód sowiecki aparat propagandowy na kierunku polskim umilkł. Jego przebudzenie wiąże się z czasem po zamachu majowym. Początkowo sowieccy przywódcy, w tym np. Feliks Dzierżyński, pozytywnie wypowiadali się o przewrocie dokonanym w Polsce. Nieprzypadkowo Komunistyczna Partia Polski poparła Piłsudskiego. Jednak już po kilku tygodniach, gdy okazało się, że szanse na lewacką rewolucję w wykonaniu Marszałka są płonne, II RP zaczęto określać mianem faszystowskiej dyktatury, państwa neoimperialnego, rewizjonistycznego, które dąży do nowej wojny z Rosją Sowiecką.

Równocześnie propaganda ukazywała Polskę, za słowami Mołotowa, „pokracznym bękartem traktatu wersalskiego”, który w rzeczywistości jest niczym innym jak marionetką w rękach zachodnich imperialistów. Polska mimo wszystko pozostawała celem pośrednim. Główne ataki szły na Francję lub Wielką Brytanię, a od 1933 r. przede wszystkim na Niemcy. II RP była jedynie tłem i pochodną działań na innych kierunkach, choć stosowano wobec niej wszystkie znane chwyty.

Prócz zatem zohydzania własnym obywatelom przywódców sąsiedzkiego kraju należało im również przekzać odpowiednio wymodelowaną historię. W przypadku Niemiec koronnym tego przykładem jest, znakomity skądinąd, film „Aleksander Newski” z 1938 r. w reżyserii Siergieja Eisensteina i Dmitrija Wasiliewa. W dziele tym aż roi się od nawiązań, jacy to Niemcy źli, że trzeba ich bić itp. Na odcinku (anty)polskim produkcją podobnego typu była ekranizacja sztuki Ołeksandra Kornijczuka „Bohdan Chmielnicki” z 1941 r. w reżyserii Igora Sawczenki. Mamy tu takie sceny, jak rozdzieranie czy deptanie polskich sztandarów. Dzielni kozacy są torturowani przez krwiożerczych i zbrodniczych Polaków, ale o to ratunkiem dla bohaterskiej Ukrainy przed wrogą Rzeczpospolitą okazuję się bratnia pomoc ze wschodu. Ugoda perejasławska łączy obydwa narody ze sobą, co jak przekonuje wprost widzów sam hetman Chmielnicki, tworzy niepokonaną potęgę.

 

Aluzji w tym obrazie do obecnej sytuacji politycznej było aż nadto. Armia Czerwona, która po 17 września 1939 r. zajmowała wschodnie ziemie II RP szła z hasłami wyzwolenia Białorusinów i Ukraińców. Film bił natomiast rekordy popularności. Głównie ze względu na liczne, epickie sceny batalistyczne. Trudno orzec, czy to miało wpływ na obraz Polaków w społeczeństwie sowieckim. Na pewno utrwalał stereotypowe myślenie na temat „polskich panów”. Na to mógł się nakładać porewolucyjny antypolonizm związany z udziałem niektórych Polaków w zwycięstwo bolszewików. Po Rosji krążyła plotka, że Czeka to tak naprawdę polska szajka, co przypatrzywszy się jego kierownictwu miało pewne uzasadnienie.

Polska była również tłem Wielkiej Czystki. Wówczas aresztowanych z rozkazu Stalina wyższych dowódców oskarżano o szpiegostwo na rzecz Polski. Zbiegło się to z ludobójcza „operacją polską”. Obydwa te działania nie doprowadziły jednak do jakiegoś znaczącego pogorszenia dwustronnych stosunków.

Przypływ ciepłych uczuć

Były także momenty, gdy Sowieci odnosili się ciepło do Polski. Pierwszym to podpisanie układu o nieagresji w 1929 r. Relacje między Warszawą a Moskwą pozostały wówczas poprawne, daleko jednak było do rozprężenia dokonana między Polską a Niemcami w 1934 r. Kolejnym epizodem, gdy sowieckie organa medialne pozytywnie wypowiedziały się o Polsce była śmierć Józefa Piłsudskiego. Pogromca bolszewików, wróg nr 1 antypolskiej propagandy i „faszystowski bohater” po śmierci został uznany za „organizatorem niepodległego państwa polskiego, „gorącego polskiego patriotę” i „wodza państwa polskiego”, „twórcę jej granic”. Autorem tych słów był Karol Radek, który przygotował dla Izwiestij okolicznościowy artykuł.

Na kolejne ocieplenie trzeba było czekać do 1941 r. i podpisania układu Sikorski-Majski. Po odkryciu grobów katyńskich wprawdzie zerwano stosunki dyplomatyczne między Sowietami a rządem londyńskim, ale antypolska retoryka nie powróciła. Stalin rozpoczął realizacje planu stworzenia własnej Polski z prokomunistyczną armią. W związku z tym Sowieci wręcz podkreślali sojusz z Polakami. Rolę oskarżycielską przejęła polsko-komunistyczna propaganda. Szybko wpadła ona koleiny swojej mentorki. Za głównego wroga uznano bowiem sanację, czyli „faszystowską dyktaturę Piłsudskiego”.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA