cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

Piątek, 19.08.2022

Święty Gierek i Gargamel Jaruzelski

Jakub Wojas, 25.01.2022

Michał Koterski jako tytułowy bohater filmu "Gierek" (foto: mat. pras.)

Widząc w obsadzie filmu „Gierek” Michała Koterskiego jako Edwarda Gierka czy rapera Vienia jako ambasadora „Sawieckiego Sojuza” byłem przekonany, że zapowiada się niezła komedia z obrazu, który ma być w założeniach poważnym filmem biograficznym. Tymczasem nie wyszło ani to, ani to, choć wyraźnie nawiązano do pewnych „dzieł” polskiej kinematografii.

Jak łatwo zgadnąć film „Gierek”przybliża okres tzw. dekady gierkowskiej z perspektywy tytułowego I sekretarza PZPR. Historia ta jednak znacząco się różni od tego, co słyszeliśmy dotychczas na temat tych czasów, czyli na początku było dobrze, a potem oparta na kredytach gospodarka padła. Już nie chodzi o to, że poza Gierkiem, jego rodziną i Breżniewem, to pozmieniano imiona i nazwiska historycznych postaci, jak np. Piotra Jaroszewicza, który jest tutaj Filipem (Rafał Zawierucha), ale o to, co się wtedy tak naprawdę wydarzyło.

Zacznijmy może od dobrych rzeczy. Pójdzie szybko, bo tego jest niewiele. Całkiem nieźle w filmie Michała Węgrzyna odwzorowano czasy PRLu, o co ostatnio w naszych produkcjach coraz trudniej. Całość też nie ogląda się jakoś tragicznie. To nie jest zlepek przypadkowych scen, tylko zachowano podstawowy ciąg przyczynowo-skutkowy. No i co także nie jest normą w polskim kinie: dźwięk w „Gierku” jest porządny. Na pochwałę zasługuje także jedna ze scen, gdy w czasie pijackiej libacji z towarzyszami radzieckimi Leonid Breżniew grany przez Cezarego Żaka otrzymuje Virtuti Militari, a następnie słychać Międzynarodówkę śpiewaną po rosyjsku przez zespół ludowy. Taki symboliczny tragizm ówczesnej Polski.

 

A teraz, jako rzecze pewna gwiazda TVP INFO: jedziemy! Toż to, drodzy państwo, jest produkcyjniak! Dla niezorientowanych, w czasach stalinowskich filmy tego typu w prosty, łopatologiczny sposób wyjaśniały ludziom racje nowego ustroju. W produkcyjniakach komuniści byli istnymi aniołami, a ich przeciwnicy chodzącym złem. Przez widza nie mogła przejść choćby jedna niedobra myśl na temat tych, którzy wyznają właściwe poglądy. I podobnie mamy tutaj. Tytułowy I sekretarz PZPR Edward Gierek to człowiek bez skazy. Na początku jawi się jako starożytny Cyncynat, który bierze władzę, tylko dlatego że chce uchronić ojczyznę przed zagrożeniem. Potem myśli cały czas jak uczynić Polskę mocną i dostatnią, by żyło się lepiej – wszystkim. Musi ulegać Sowietom, bo nie ma innego wyboru, ale ciągle pragnie uniezależnić się od Moskwy. „Pomożemy!” krzyczy do niego w Stoczni Gdańskiej bohaterka stylizowana na Annę Walentynowicz. Cieszy się wielkim i odwzajemnionym szacunkiem kardynała Stefana Wyszyńskiego (Jan Frycz). Ponadto jest światowy, otwarty na Zachód, zna francuski, jest transparentny: jak sam mówi, nie ma nic do ukrycia i nie boi się ludzi.

Ale oto, tuż obok naszego dobrego przywódcy czyha zły generał (Antoni Pawlicki). Generał, choć ani razu nie pada to nazwisko, to oczywiście Wojciech Jaruzelski. W „Gierku” jest wcieleniem wszelkiego zła. Ba, nawet fizycznie przypomina tu Gargamela ze „Smerfów” i brakowało tylko, żeby krzyczał: „Jak ja nie nienawidzę tego Gierka!” Generał oczywiście nie działa sam, bo są jeszcze jego mocodawcy z KGB, którzy chcą obalić naszego I sekretarza, bo ten zamierza stworzyć „silną Polskę”. Wszystkie zatem kryzysy i tragiczne wydarzenia dekady Gierka: wzrost cen, kolejki, protesty w Radomiu, a następnie na Wybrzeżu – są wynikiem intryg generała wspomaganego przez szefa bezpieki Maślaka (Sebastian Stankiewicz).

Nie brak także nawiązań do współczesności. Nasz towarzysz Edward walczy z patodeweloperką; musi uważać na złych banksterów z Zachodu; inwestuje w rodzimy przemysł, który stanowi „największy nasz kapitał”; odrzuca „terapię szokową”, bo nie chce pokonywać inflacji kosztem większego bezrobocia. Oczywiście, Gierek, jako ten dobry, musi „otworzyć się na Boga” i współpracować z Kościołem, by wyjść z kłopotów. Ta pomocna dłoń Kościoła wobec komunistycznego przywódcy sprowadza na kler gniew generała, który zapowiada, że po wykończeniu znienawidzonego I sekretarza zajmie się księżmi. Zaiste, oryginalne przedstawienie relacji państwo-Kościół w czasach PRL.

W tym filmie jak w klasycznym produkcyjniaku nie ma miejsca na niedomówienia. Wszystko jest rysowane tak grubą kreską, by nie było wątpliwości, co w danej chwili widz ma na ten temat myśleć. Pomagać w tym ma tak nachalnie narzucająca się muzyka, że brakowało już tylko napisów z informacją, jaka powinna być pożądana reakcja widowni albo lepiej, lektora z paradokumentów, który tłumaczy oczywistości. Przy tym, nie ma co mówić o aktorstwie, bo jakby nawet zmartwychwstał Zbigniew Cybulski, to z tych płasko napisanych postaci nic by nie wycisnął.

Jak nietrudno się domyślić „Gierek” nie jest wybitnym filmem, ale jednocześnie nie jest to wybitnie zły film. Istnieją niższe kręgi piekła, a tu przynajmniej jest jakaś logiczna oś fabularna. A to, że wygląda to miejscami groteskowo, to już inna sprawa. Dlatego biorąc też pod uwagę sporą kampanię promocyjną, twórcy mogą osiągnąć swój cel i tak topornym materiałem zaszczepić/utrwalić w społeczeństwie hagiograficzny obraz towarzysza Edwarda i przy okazji również pozytywny pewnego modelu polityki gospodarczej. Tymczasem Gierek nie była ani taki święty, Jaruzelski taki diaboliczny, a gierkowska gospodarka tak świetnie prowadzona.

Nasza ocena: 4,5/10





Udostępnij ten artykuł

,

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA