cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

Giedroyciowie – książęta tylko z nazwy?

Jakub Wojas, 26.07.2019

Rezydencja Giedroyciów w Bobcinie około 1873 roku na drzeworycie Franciszka Szymańskiego

Kiedy w czasie II wojny światowej Jerzy Giedoryc i jego brat Henryk wstąpili do Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich, to tak się złożyło, że obydwu przydzielono do kompanii transportowej, która co by nie mówić odznaczał się lekką służbą. Gdy niejaki sierżant Zatoń czytał przed zgromadzonymi w obozie Latrun rekrutami listę przyjętych, zauważył, że w rzeczonej kompanii prócz dwóch Giedoryciów jest kilka żydowoskobrzmących nazwisk. Jego komentarz do tego był krótki i dosadny: „Żyd, kurwa i książę zawsze mają szczęście”.

Starożytny rodowód i średniowieczna potęga

Choć tytuł książęcy wspominano czy wypominano twórcy paryskiej „Kultury” dosyć często, to poza starożytnym rodowodem rodzina Redaktora w niczym nie przypominała żadnej arystokracji. Jerzy urodził się jako syn Ignacego, farmaceuty, zwykłego pracownika apteki i Franciszki ze Starzyńskich, córki mińskiego krawca. Nie mieszkali w pałacu czy nawet w dworze, a w zwykłej czynszowej kamienicy. Ostatni majątek ziemski, przynajmniej w tej linii Giedroyciów, miał dziadek Redaktora, Bronisław Lucjan. Był to „folwarczek pod Śmiłowiczami”.

Jerzy Giedroyc jako żołnierz Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich

Szukając czasów swiętności Giedroyciów należałoby się cofnąć daleko, bardzo daleko, bo aż do średniowiecza. Tedy dobra tej kniaziowskiej rodziny rozciągały się na północ od Wilna aż do granicy inflanckiej. Twórcą tego „państwa", odpowiadającego jednej trzeciej dziejszego terytorium Litwy był Giedrus, pieczętujący się herbem Hippocentaurus. Jego przodkiem był z kolei wielki książę Żywibund, a wcześniej Dowszprung, który przybył tu w I lub V wieku w orszaku niejakiego Palemona, który w zależności od przekazu  był Rzymianinem, uciekającym przed prześladowaniami Nerona, lub Hunem z drużyny Attyli.

Giedrus, co w języku żmudzkim znaczy słońce, stolicą swego państwa uczynił Giedroycie. Trzon dóbr rodowych stanowiły natomiast ziemie o powierzchni 2 tys. kilometrów kwadratowych. W tym okresie Giedroyciowie (piszący się także Giedrojć lub Giedroyć) byli niezwykle aktywni i wpływowi. W 1362 roku bronił Kowna przed Krzyżakami pochodzący z tego rodu Hurda, który odmówił poddania miasta i zamku, co przypłacił życiem. Jego syn, Dowmont odznaczył się w bitwie pod Kaulis. To jednak nie pomogło w walce o prymat na Litwie, który przejęli Giedyminowicze. Kniaź Witold zdominował pozostałe książęce rody na tyle, że zasiadający jeszcze w XV wieku w radzie wielkoksiążęcej coraz rzadziej afiszowali się swoim tytułem. Dowmont miał jeszcze szanse, a może cień szansy, na walkę o wielkoksiążęcy tron. Witold jednakże okazał się lepszy. Wiele mówi to, że ten praGiedroyc zmarł „z frasunku”, jak pisali kronikarze.

Ponadto, poza wpływami, stopniowo spadła też pozycja finansowa rodu. Ziemie ulegały rozdrobnieniu. Co ciekawe, równocześnie rozszerzały się prawa do nazwiska Giedroyć. Z czasem nosili je nie tylko książęta - potomkowie Giedrusa, ale też ich bojarzy, czyli potomkowie pierwszych poddanych. Z drugiej strony, część rodzin pochodzących od Giedrusa prybierało nazwiska nawiązujące do rodowych siedzib. I tak od Giedroyciów wyłonili się Paszkiewicze, Zdanowicze czy Mackowicze.

Po tych przemianach na przełomie XV i XVI wieku powstały dwie linie wychodzące od Bartłomieja - wnuka Dowmonta, rycerza spod Kaulis - i Aleksandra, który władał główną siedzibą w Giedroyciach. Była to już jednak siedziba, której stan najdobitniej oddawał postępujący upadek pozycji rodu.

Popieramy swoich księży

Kiedy Rzeczpospolita przeżywała swój złoty wiek Giedroyciom bardziej przypadały role statatystów niż pierwszoplanowych postaci. W 1551 Michał, syn Barłomieja posłowa do Iwana Groźnego. Zasłynął wówczas otrzymaniem od rosyjskiego władcy listu adresowanego do Zygmunta Augusta, w którym polskiego króla tytułowano tylko „wielkim księciem”, co miało być rewanżem za nieuznawanie Iwana carem. Giedroyć po wyjeździe z Moskwy rzekomo „zgubił” ten list.

Biskup Melchior Giedroyć

Podpisy kniaziów Giedroyciów widniały także na traktacie Unii Lubelskiej. Jeden z Giedroyciów walczył pod Kircholmem, ale już wtedy najwięcej przedstawicieli tego rodu znajdziemy w seminariach i zakonach. W 1485 rooku odszedł z tego świata w opinii świętości Michał Giedroyć – zakonnik w kościele św. Marka w Krakowie. Charyzmatyczną postacią, ale już nieco pod innym względem był Melchior – biskup żmudzki, który wydawał katechizm w języku litewskim. Namawiał zresztą księży by wygłaszać kazania w tym języku. Wszystko po to, aby wiernych odciągnąć od protestantyzmu i ciągle żywych praktyk pogańskich. Biskupowi zdarzało się nawet osobiście ścinać tzw. święte dęby.

Karierę duchowną robił także m.in. Jan Stefan władający diecezją inflanką, a następnie żmudzką.Biskup ten był znany jako modniś, oportunista, skąpiec, który lubi otaczać się rodziną. Nepotyzm był wówczas jedną z zasad kierowania diecezjami. Jak pisał Tadeusz Doboszewicz, Giedroyciami „zapełnił prawie całą kapitułę”. Jego następcą został zresztą krewniak, Józef Arnolf Giedroyc, który przetłumaczył na żmudzki Nowy Testament i budował sieć szkółek parafialnych. W zależności od sytuacji wspierał i Napoleona, i Aleksandra. W tym samym czasie w diecezji żmudzkiej karierę robił Szymon Michał Giedroyć. Giedroyciów nie brakowało też na niższych stanowiskach w kuriach na całej Litwie. 

Teraz nie masz nic, co by było wielkiego y świetnego w tym domu

Romuald Giedroyć

Kariery duchowne nie zahamowały jednak procesu degradacji rodu Giedroyciów. Biskup Jan Stefan miał wprawdzie ambicje przywrócić rodzinie dawną świetność, ale już kilkadziesiąt lat wcześniej Józef Aleksander Jablonowski w „Traktacie o familiach" pisał o Giedroyciach:

O tych się pisać nie może, tylko to, co o kolosie jednym wywyróconym napisano. Stał się magni nominis umbra, teraz nie masz nic, co by było wielkiego y świetego w tym domu.

Swoistym paradoksem stało się, że w obliczu upadku Rzeczpospolitej do grona jednych z ważniejszych postaci tych czasów urósł przedstawiciel tego rodu, Romulad - uczestnik konfederaci barskiej, wojny 1792 roku, powstania kościuszkowskiego, generał w wojnach napoleońskich, a ponadto bon vivant i kochanek Józefiny, pierwszej żony cesarza Napoleona. Była małżonka Bonapartego uratowała swego dawnego ukochanego z zesłania do Archangielska. Te starania jednak przypłaciła życiem. Rozmowy z carem Aleksandrem I prowadziła na ten temat w ogrodzie w Malmaison, w którym nabawiła się zapaleniem płuc. Po kilku tygodniach Józefina zmarła.

Tymczasem Romuald wrócił do Warszawy, gdzie prowadził salonowe życie. W młodości głosił hasła lewicowe, bliskie jakobinom. Zrzekł się wtedy tytułu księcia i postulował równą i powszechną walkę wszystkich stanów. Na starość z kolei stał się wygodnym i często gościł u siebie arystrokatyczną elitę Królestwa Polskiego, na czele z wielkim księciem Konstantym.

Zupełnie inne drogi dla siebie wybrali synowie Romualda: Józef Stefan i Aleksander Konstanty. Pierwszy weteran wojen napoleońskich za przygotowania do powstania został zesłany za Ural. Jego brat natomiast był szambelanem cara. Po trzech latach wystarał się o ułaskawienie dla Józefa, następnie zbieg z rodziną do Francji. W ten sposób powstała francuska gałąź Giedroyciów, której ślady można znaleźć na paryskim cmentarzu w Montmorency i Montmarte. Na tym ostatnim spoczął również Jerzy Giedoryc – najsłynniejszy przedstawiciel tej rodziny w XX wieku.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA