cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

Fantazja czy głupota? Ostatnia akcja Zygmunta Padlewskiego

Jakub Wojas, 15.05.2018

Zygmunt Padlewski

15 maja 1863 r. na terenie carskich koszar w Płocku rozstrzelano Zygmunta Padlewskiego. Jak na skazańca śmierć miał całkiem piękną. Gdy prowadzono go z więzienia na miejsce egzekucji mieszkanki Płocka rzucały z okien pod jego stopy bukiety róż i fiołków. Kwiatowa droga na stracenie wzbudziła podziw nawet rosyjskich żołdaków. Nie wiem tylko, czy na tę drogę sprowadziła go nadmierna fantazja czy już zwykła głupota?

Powstańcza legenda

Powiedzieć, że Padlewski był powstańcem, to nic nie powiedzieć. On był legendą, okrytym niemal europejską sławą bojownikiem o wolność, pięknym dwudziestosiedmioletnim powstańczym generałem, do którego wzdychały wszystkie panienki z mazowieckich i ukraińskich dworów. Ukraińskich bowiem Padlewski pochodził spod Berdyczowa, a konkretnie z Czerniawic Małych. Był absolwentem Korpusu Kadetów w Brześciu Litewskim oraz Akademii Artyleryjskiej w Petersburgu, po której służył w carskiej artylerii konnej. Czekać go miała kariera rosyjskiego oficera polskiego pochodzenia, co oznaczało, że najprawdopodobniej zakończy się ona gdzieś najwyżej na pułkowniku. Lecz Padlewski ani myślał wyrzekać się polskości. Służbę w zaborczej armii traktował bardziej jako przygotowanie do kierowania walką o niepodległość ojczyzny. W wojsku współtworzył tajną organizację „Koło Oficerów Polaków w Petersburgu”, która zrzeszała przyszłe powstańcze kadry.

Zygmunt Padlewski w 1861 r.

W ramach politycznych rozgrywek w Królestwie Polskim Padlewski znalazł się w stronnictwie czerwonych i to w dodatku jej najbardziej radykalnej części. Należał do tych osób, które chciały wywołać powstanie jak najszybciej. Wierzył, że polski zryw może znaleźć się w jednym łańcuch europejskich rewolucji wolnościowych. Jeszcze w 1861 r. nasz bohater był we Francji, gdzie prezesował Towarzystwu Młodzieży Polskiej, a potem wykładał w powstałych dzięki poparciu włoskiego rządu Polskich Szkołach Wojskowych w Genui i Cuneo. Tam też nawiązał kontakty z twórcami zjednoczonych Włoch. Utrzymywał również znajomości z spiskowcami rosyjskimi.

Gdy wrócił z zagranicznych wojaży był prawdziwą gwiazdą wśród przedpowstaniowych konspiratorów. Mimo młodego wieku miał dość spore doświadczenie wojskowe, obycie w świecie i sporo cennych kontaktów. Zapewniło mu to miejsce w Komitecie Centralnym Narodowym, a po wybuch zrywu dostał nominację na naczelnika miasta Warszawy, a także całej guberni płockiej. Oczywiście, zarówno Warszawy, jak i Płocka powstańcy nie opanowali.

Jego powstańcza partia nie zanotował też większych sukcesów, wręcz przeciwnie – pasmo porażek. Bił się najpierw w Puszczy Kampinowskiej. 28 stycznia jego oddział „dostał baty” pod Słoninem i Unieckiem. Potem 9 marca pod Myszyńcem zwyciężył, lecz trzy dni później znów przegrał pod Drążdżewem. 20 marca Padlewski dostał nominację na generała i jako taki 21 marca stoczył swoją ostatnią, również przegraną bitwę - pod Radzanowem. Na usprawiedliwienie należy dodać, że były to starcia młodziaków uzbrojonych w dwururki z liczniejszym regularnym wojskiem i trudno osiągnąć zwycięstwo w takich warunkach.

Scena z Powtania Styczniowego. Obraz Tadeusza Ajdukiewicza

Niemniej ostatnia klęska pogrążyła Padlewskiego. Zadecydowano, że jego oddział, a właściwie jego resztki, zostaną rozwiązane. Generał miał natomiast podjąć pracę konspiracyjną w Warszawie. Ten stan nie trwał jednak długo. Już w kwietniu przyszła decyzja, że nasz bohater obejmie w płockim dowództwo nad nową grupą, przybyłą z obszaru zaboru pruskiego.

W drodze na defiladę

Pozornie przejęcie dowództwa nie jest aż tak trudnym zadaniem. Padlewski postanowił jednakże utrudnić je sobie całkowicie lekceważąc reguły konspiracji. Mianowicie zamierzał na obszarze kontrolowanym przez Rosjan odebrać w pełnej gali defiladę swojego wojska. W tym celu generał wynajął dorożkę, schował w niej mundur, konfederatkę, szablę i garść orderów do rozdania wyróżnionym powstańcom.

Epizod z powstania 1863. Obraz Józefa Chełmońskiego

22 kwietnia 1863 r. między miejscowościami Bożymin i Studzianka generalski wóz zatrzymał patrol kozacki. Nic strasznego. Rutynowa kontrola, sprawdzająca na tej trasie praktycznie każdego i oczekująca „drobnej opłaty” za możliwość dalszego kontynuowania podróży. I gdyby nasz bohater zrobiłby to co wszyscy, to problemu by nie było - odjechałby bez specjalnego sprawdzania. Padlewski jednak uznał, że drobna opłata w postaci kilku rubli, którą uiszcza tutaj każdy jest dla człowieka tej rangi co on po prostu uwłaczająca. Pańskim gestem wręczył zatem Kozakowi aż 100 rubli. Ten oniemiał jak zobaczył (być może pierwszy raz w życiu) taką kwotę. Od razu wydało mu się to podejrzane i natychmiastowo nakazał swoim kompanom przeszukać dorożkę. Szybko odnaleziono i mundur, i konfederatkę, i szablę, i garść orderów dla powstańców... A wystarczyło zapłacić tyle co wszyscy...

Ostatnie chwile

W trakcie śledztwa i procesu Padlewski zachował się godnie. Rosjanie zaproponowali mu ułaskawienie w zamian za współpracę i oficjalne potępienie powstania. Młody generał tę propozycję stanowczo odrzucił. Prosił jedynie, aby wolność odzyskał jego woźnica, 15-letni chłopak nazwiskiem Szczurkowski.

Wyrok, jego zatwierdzenie i wyznaczenie terminu egzekucji przeprowadzono w ekspresowym tempie. Gdy powstaniec był już pewny swojego losu w ostatnim liście do matki napisał:

Bądźcie zdrowi i szczęśliwi, oto Boga modlić będę, jeśli Go zobaczę. Matko moja szukaj pomocy w Bogu. Ja biedny nie mogłem Ci życia umilić, a teraz jeszcze go zatruwam. On Cię pożałuje. Zygmunt.

W czasie egzekucji nie chciał, aby zasłonięto mu oczy. Żołdacy wskazali mu miejsce przed wykopaną na placu mogiłą, gdzie miały spocząć jego zwłoki. Potem Zygmunt Padlewski stanął przed 12-osobowym plutonem egzekucyjnym. Padła salwa – niecelna. Skazaniec przeżył. Choć ranny, stał nadal. Wówczas jeden z podoficerów podszedł do niego, wyciągnął pistolet, skierował go w kierunku jego głowy i oddał śmiertelny strzał...





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA