cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

Dlaczego świat nie znienawidził Stalina?

Krystian Skąpski, 05.03.2018

Iosif Wissarionowicz Dżugaszwili, czyli Józef Stalin

5 marca 1953 r. stanęło na zawsze serce Józefa Wissarionowicza Stalina. Pół uciemiężonej przez niego Europy odetchnęło z ulgą. Niby później, przez chwilę nadal było tak samo, ale powoli stawało się jasne, że ciemna stalinowska noc się kończy. W tym samym czasie informacja ta zwykłych mieszkańców świata zachodniego mało obchodziła.

Nieczęsto się zdarza, że śmierć jakiegoś człowieka może przynieść ogromną, ale skrywaną radość. Tak było niewątpliwie ze śmiercią Józefa Stalina. W tym kontekście zawsze przypomina mi się scena z filmu „Rewers”, w którym główne bohaterki po usłyszeniu tej wiadomości, gdzieś w bramie, by nikt nie widział, wpadają w euforię. Stróż, który to przypadkiem spostrzega daje im porozumiewawcze znaki, że podziela ich zdanie.

Nie wierzę, by w Polsce, poza szczerymi komunistami, znaleźli się tacy, którzy nie poczuli tego dnia ulgi. Nawet, gdy słyszę miejscami załamujący się głos Andrzeja Łapickiego z Kroniki Filmowej, który mówi jakie zasługi ma wódz bratniego Związku Radzieckiego i jak Polska go żegna, to wydaję mi się, że lektor tak naprawdę ledwo powstrzymuje śmiech.

 

Józef Stalin ma w Polsce swoje niechlubne miejsce w historii, jednak świat wydaje się podchodzić do tej postaci i w ogóle do całego komunizmu dużo bardziej pobłażliwie. Zaczęło się od tego, że jeszcze w trakcie II wojny światowej, po ataku Niemiec na ZSRR, propaganda aliancka zaczęła pokazywać Stalina jako dobrotliwego „wujka Joe”. Nawet Hollywood przedstawiał go jako wybitnego męża stanu. Po pokonaniu Hitlera sytuacja oczywiście się zmieniła – Stalin stał się przywódcą konkurencyjnego i wrogiego bloku wschodniego, ale nadal nie znalazł się na równi z przywódcami III Rzeszy.

Stalin czy Sowieci nie są też czarnymi charakterami amerykańskich produkcji filmowych. Nie z powodu jakiejś skrytej sympatii filmowców do nich, ale po prostu nie są dla nich pasjonującymi postaciami. Przeciwnikami amerykańskich bohaterów są zazwyczaj naziści. Nawet jeżeli już mamy do czynienia z filmem o zimnej wojnie, to zazwyczaj opowiada on jakąś historię z kapitalistycznego obozu. O tym, co się działo gdzieś tam w Europie Wschodniej czy na syberyjskich bezkresach nikt kręci filmów, no może poza twórcami z krajów, które doświadczyły dobrotliwości wujka Joe.

Józef Stalin podczas konferencji Wielkiej Trójki w Teheranie
w 1943 r.

Zasadniczą przyczyną takiego stanu rzeczy jest właśnie różnica doświadczeń. Zachód nie doświadczył tego, czym jest komunizm. To, że Armia Czerwona w 1945 r. dotarła jedynie do Łaby było dla niego błogosławieństwem. Lokalni „pożyteczni idioci” mogli nadal zachwalać Związek Sowiecki i stać się niekiedy wpływową częścią sceny politycznej wielu kapitalistycznych państw. Pełny obraz życia za żelazną kurtyną tak naprawdę poznano dopiero po 1989 r., a i tak w sposób niepełny, bowiem dla mieszkańców Zachodu tragiczne historie ze stalinizmu są na równi z tragicznymi historiami z reżimów azjatyckich czy afrykańskich, zatem nie zawsze są interesujące i zrozumiałe.

Inaczej jest z III Rzeszą. W opowieściach o złych nazistach może przejrzeć się już zdecydowana większość mieszkańców świata zachodniego. Wszyscy mieli tego samego wroga albo doświadczyli niemieckiej okupacji. Dlatego łatwiej takiemu widzowi utożsamić się z bohaterami filmu o antynazistowskim ruchu oporu niż antysowieckim.

Osobną kategorią jest Rosja, gdzie Józef Stalin ciągle, gdzieniegdzie przewija się w rankingach najwybitniejszych postaci w historii. Tu działa wielowiekowy mechanizm „dobry car i źli bojarzy”. Wielu mieszkańców dawnego ZSRR sądzi, że Stalin był w gruncie rzeczy w porządku: obronił ojczyznę przed Niemcami, uczynił ze Związku Sowieckiego potężne mocarstwo. Natomiast wszystko, co złe jest utożsamiane z jego współpracownikami, którzy wymyślili i zawiadywali zbrodniczym systemem, bo „gdyby Józef Wissarionowicz wiedział, to by ich pogonił”.

Nie liczmy zatem, że świat kiedyś tak naprawdę zrówna Hitlera ze Stalinem.  





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA