cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

Defenestracja narodu, czyli dlaczego Czesi nie walczą?

Antoni Bzowski, 23.05.2018

Defenestracja praska z 1618 r. na obrazie Karela Svobody

Polacy pod względem postrzegania Czechów dzielą się na dwa obozy. Dla jednych Czesi to „pepiki”, Szwejki, którzy do bitki nie są skorzy, ale do popitki (najlepiej piwnej), to już tak. Świadczyć o tym ma chociażby dwukrotne, w 1938/39 i 1968 r., poddanie tego kraju bez walki. To jest taka sympatyczniejsza wersja „tchórzliwych Francuzów”. Inni, gdy słyszą takie rzeczy oburzają się i przywołują szereg czeskich osiągnięć militarnych, jak choćby te z czasów średniowiecza. A tak naprawdę, to w tym sporze obydwie strony mają rację.

Szlachecki naród czeski

Gdy 23 maja 1618 r. z okna Zamku Królewskiego na Hradczanach w Pradze wylatywali Jaroslav Bořita z Martinic, Wilhelm Slavata oraz ich sekretarz Fabricius, Czesi w symboliczny sposób rozpoczęli nowy rozdział w swojej historii. Nie, nie chodzi wcale o wojnę trzydziestoletnią, choć ona ma też tutaj swoje znaczenie. Początek tego konfliktu doprowadził do całkowitej przemiany narodu czeskiego. Czesi sprzed 1618-1621, to zupełnie inni ludzie niż ci z lat późniejszych.

Czesi obok Węgrów i Polaków należą do jedynych w tej części Europy tzw. narodów starych. Oznacza to, że proces jego kształtowania rozpoczął się, gdzieś w dalekim średniowieczu, a nie jak u innych sąsiednich nacji w okolicach Wiosny Ludów. Jeżeli popatrzymy zresztą na wieki średnie, to Czechy w tym czasie przeżywały okres największej świetności. W 2 poł. XIII w. czescy Przemyślidzi stworzyli ze swego państwa prawdziwe mocarstwo. Praga była jedną z największych i najwspanialszych europejskich metropolii. Skarbiec pękał od pieniędzy, m.in. z dochodów z kopalni srebra. Nic dziwnego, że czescy władcy rozszerzali swoje wpływy na sąsiedzkie państwa (w tym Polskę), a także próbowali zdobyć cesarską koronę.

Zamek na Hradczanach (foto: Stefan Bauer/Wikimedia Commons - CC-BY-SA 2.5)

Niezwykle ważnym wydarzeniem w dziejach Czech były trwające od 1419 do 1436 r. wojny husyckie, które z jednej strony znów sławiły czeski oręż, ich nowatorskie jak na owe czasy metody walki oraz zaszczepiły wśród Czechów sceptycyzm wobec Kościoła i otwartość na nowe nurty religijne. To okazało się fundamentalne, gdy po śmierci Ludwika Jagiellończyka pod Mohaczem w 1526 r. tron w Pradze na mocy układu wiedeńskiego z 1515 r. przejęli austriaccy Habsburgowie. Nowi władcy konsekwentnie tłamsili reformacyjne ciągoty Czechów. Apogeum tego procesu nastąpiło właśnie w okresie kontrreformacji, na początku XVII w. Protestancka szlachta czeska, która miała już dość katolickiego dyktatu dała temu wyraz w wyrzuceniu przez okno namiestników króla Ferdynanda II. Przeszło to do historii jako defenestracja praska. Dodajmy druga, bowiem Czesi mają dziwną skłonność do wyrzucania ważnych osobistości przez okno.

Śmierć ostatniego dzielnego Czecha

Do tego momentu mamy dzieje kraju mniej więcej zbliżonego mentalnie do Polski czy Węgier. W każdym z tych miejsc decydującą rolę odgrywała bowiem szlachta. To szlachta nadawała bieg spraw w państwie i tylko ona tak naprawdę była wówczas desygnatem słowa Czesi, Polacy, Węgrzy. Tym samym wszystko co czeskie, polskie, węgierskie było równoznaczne z tym co szlacheckie w Czechach, Polsce i na Węgrzech. Jednakże o ile w tych dwóch ostatnich krajach z grubsza ta prawidłowość została zachowana, to w Czechach doszło do czegoś co moglibyśmy nazwać wymianą elit.

Bitwa pod Białą Górą. Obraz Pietera Snayersa.

W 2004 r. w czasie pierwszych tak hucznych obchodów okrągłej rocznicy powstania warszawskiego, gdy rozprawiano na temat „czy było warto?”, w trakcie jednej z audycji radiowych usłyszałem słowa pewnego polityka, że „ostatni dzielny Czech zginął w bitwie pod Białą Górą”. Oczywiście, jest to przesada, ale trafnie został wskazany przełomowy moment w historii naszych południowych sąsiadów. Klęska w batalii z 8 listopada 1620 r. doprowadziła do upadku antyhabsburskiego powstania i pacyfikacji całego kraju. Najbardziej radykalnych przywódców protestanckiego zrywu ścięto na praskim rynku. Reszta została pozbawiona majątków, które następnie zostały przekazane niemieckim rodom arystokratycznym. Kto chciał zatrzymać wpływy i pieniądze musiał nie tylko przystać do katolików, ale też się zniemczyć. Czechy straciły wówczas wszelkie przejawy odrębności oraz elity, które coraz bardziej upodabniały się do zwierzchników z Wiednia.

Od tego momentu możemy tak naprawdę mówić o końcu Czech, jakie do tej pory znaliśmy. Kraj w galopującym tempie stawał się niemiecką prowincją, wśród większości szlachty znikało myślenie kategoriami czeskimi, a pojawiło się cesarskimi czy austriackimi.

Nowi Czesi

I pewnie dziś Czechy bardziej przypominałby Bawarię niż np. Słowację, gdyby nie powiew Oświecenia, a następnie Wiosny Ludów. W 1719 r. powstała pierwsza czeska gazeta, potem w 1771 r. pojawiła się sztuka teatralna, gdzieniegdzie zaczęto nauczać języka czeskiego. Podstawą jednak odrodzenia narodowego byli chłopi, u których ten język się zachował. Dopiero zniesienie pańszczyzny w 1848 r. doprowadziło do włączenia do czeskości „nowych Czechów”. Odbywało się to przeważnie w kontrze do szlachty, którą uznano za „oderwaną gałąź”, a przez to ich postawa i dorobek był niejednokrotnie kwestionowany. Przez to nowym Czechom bliżej było do ludyczności niż do ciągle u nas popularnej szlachetczyzny. Odwoływano się do udziału ludu w wojnach husyckich, wzmacniano antyklerykalizm kojarzony z walką z austriackim okupantem, ale jednocześnie wyrażano sceptycyzm wobec szlacheckiego machania szabelką, które doprowadziło do największej tragedii.

Mapa Czech z XVII w.

Czesi owszem mieli w czasie I wojny światowej swoje legiony, swoje wielkie bitwy i momenty chwały, ale obok tego funkcjonowały równie popularne, a może popularniejsze mity „Szwejków”, całych pułków, które z orkiestrami poddawały się wrogowi, żeby tylko nie walczyć. W czasie II wojny światowej było podobnie. Czesi walczyli nad Anglią i pod Tobrukiem, dokonali jednej z najsłynniejszych akcji zbrojnych w okupowanej Europie – zamachu na Reinharda Heydricha, ale istnieje wówczas też znacząca część społeczeństwa, która nie popiera tych działań.

Kwestia poddania kraju bez walki w 1938/39 i 1968 r. to prosta konsekwencja pragmatycznego, chłopskiego podejścia i kalkulacji nowych Czechów, dla których pojęcie honoru w polityce nie istnieje. Ten zostawiają drobnej grupie wyselekcjonowanych żołnierzy i opozycjonistów, niekoniecznie zawsze popieranych. W szczególności jeśli ich działania narażają innych.

„My, Czesi nie walczymy” – mówi bohater filmu „Obsługiwałem angielskiego króla” Jiříego Menzela na podstawie powieści Bohumil Hrabala. Powtarza on stereotyp, ale akceptowany przez Czechów stereotyp. Podobnie jak u nas akceptowany jest ten, że „każdy Polak to bohater". Niewykluczone, że gdyby nie przegrane powstanie antyhabsburskie dziś Czesi bardziej przypominaliby Węgrów i Polaków. Zamiast państwa nastwionego na spokojne bogacenie się wykazywałoby ono ambicje do odgrywania znaczniejsze roli na kontynencie. W tym wypadku było to niezgodne z potencjałem, ale zgodne z pamięcią o czasach dawnej światłości, którą lubią przypominać w rodzimej wersji Węgrzy i Polacy. Wszystkie jednak te narody dokonały innych historycznie wyborów. Każdy z nich coś na tym stracił i coś zyskał. Polacy mają wiele heroicznych epizodów w dziejach, lecz zapłacili za to ogromną ofiarę. Czesi przeszli przez historię trochę bokiem i po cichu, ale za to katastrofy wojenne nie były dla nich tak dotkliwe. Co jest lepsze?





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA