cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

Czy zdrajcy, mordercy i gwałciciele mogą być polskimi bohaterami?

Andrzej Walicki, 04.05.2018

Melancholia - obraz Jacka Malczewskiego

Czy zdrajcom ojczyzny można stawiać pomniki? Czy gwałciciel może być patronem szkół? Czy nazwiskiem mordercy kobiet i dzieci można nazywać ulice i place? Odruchową odpowiedzią na te wszystkie pytania jest oczywiście: nie. Ale jeżeli przeglądniemy życiorysy naszych bohaterów, to właśnie takie postacie możemy wśród nich znaleźć.

Nie tylko „Wyklęci”

Niedawno znów w Krakowie został oblany czerwoną farbą pomnik majora Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”. Ten legendarny partyzant, który ma na swoim koncie zwycięskie walki zarówno z Niemcami, jak i Sowietami wzbudza u niektórych spore kontrowersje. Przede wszystkim chodzi tu o mord w Dubinkach z 23 czerwca 1944 r., w którym zginęło kilkudziesięciu cywilów, głównie kobiet i dzieci. Dokonali go żołnierze „Łupaszki” i to najprawdopodobniej z jego rozkazu. Poza Dubinkami było zresztą również kilka innych litewskich miejscowości, które zostały zaatakowane w ramach akcji odwetowej za zbrodnię, jaką dokonali na polskiej ludności litewscy policjanci w Glinciszkach.

Major Zygmunt Szendzielarz (w środku) wraz z  oficerami 5. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej

„Łupaszka” nie jest jednak jedynym, który w gronie „Wyklętych” wzbudza kontrowersje. Nie tak dawno z krytykom spotkało się złożenie przez premiera Morawieckiego kwiatów pod pomnikiem Brygady Świętokrzyskiej w Monachium. Jednostce tej zarzuca się kolaborację z Niemcami, a także walkę o ustrój totalitarny. Spory opór budzą także jakiekolwiek oznaki czczenia Romualda Rajsa „Burego” oskarżanego o mordy na Białorusinach, noszących znamiona ludobójstwa.

Hetman Stefan Czarniecki

Spór o to, czy „Wyklętym” należy się miejsce na pomnikach obecnie wzbudza największe emocje, jednak im dalej w przeszłość tym tolerancja dla zdawałoby się haniebnych czynów jest większa. Stefan Czarniecki i jego żołnierze łupili, grabili i mordowali niemiłosiernie w trakcie wypraw na Pomorze Zachodnie i interwencji w Danii. Podobne metody, a może nawet jeszcze gorsze stosował książę Jeremi Wiśniowiecki podczas tłumienia powstania Chmielnickiego. Zresztą spośród naszych najwybitniejszych wodzów XVII w. to chyba jedynie Stanisław Żółkiewski zachowywał się w miarę humanitarnie wobec cywilów i pojmanych żołnierzy przeciwnika.

Lecz XVII w. to jeszcze nic w porównaniu z średniowieczem. Pomimo że Bolesław Chrobry wytrwale krzewił w Polsce chrześcijaństwo, to osobiście wzorem chrześcijanina nie był. W czasie swoich licznych wojen osobiście dokonywał gwałtów w podbitych miastach (że o rzeziach nie wspomnę). Zresztą zdarzało się nie znać litości wszystkim piastowskim władcom.

Cały ten panteon naszych bohaterów, których główne zasługi objawiały się na niwie wojskowej, ma na sumieniu życie niewinnych. Nie przeszkadza to jednak patronowaniu przez nich szkołom, placom czy ulicom. I akurat „Wyklęci” w tym zestawieniu wypadają najlepiej. Na usprawiedliwienie można jednakże dodać, że niegdyś trudno było znaleźć wodzów, którzy wobec wrogów i jego ludności okazywali miłosierdzie.

Za obce pieniądze i u obcych władców

Idźmy dalej. Oprócz zbrodni wojennych wielu naszych bohaterów obciąża współpraca z obcymi państwami, tak tak, na szkodę Polski. Do etatowych zdrajców w Polsce należą Janusz i Bogusław Radziwiłłowie (zasługa Sienkiewicza) oraz targowiczanie. W czasie jednak szwedzkiego potopu nie tylko birżańscy Radziwiłłowie, ale znaczna część szlachty poparła najeźdźców, wśród nich był m.in. Jan Sobieski i on akurat stał wiernie przy Karolu Gustawie dosyć długo. Nie był to także jedyny grzech przyszłego króla. Pobierał on np. stale pieniądze z francuskiej ambasady, na swoją antykrólewską działalność.

Hugo Kołłątaj

Ten grzech był jednak dość powszechny, szczególnie w XVIII w. i dotyczył nie tylko osławionych targowiczan. Pensję z rosyjskiej ambasady otrzymywał m.in. Hugo Kołłątaj – twórca Konstytucji 3 maja. Ponadto on, jak i wielu innych orędowników ustawy zasadniczej ostatecznie zgłosiło swój akces do konfederacji targowickiej. Upadek Rzeczpospolitej spowodowało zresztą spore zagubienie członków obozu patriotycznego. Jan Potocki, autor „Rękopisu znalezionego w Saragossie” zaoferował swoje usługi carowi. Ignacy Krasicki zalecał Polakom lojalność wobec nowych panów i królów.

Do dziś kontrowersje wzbudza postawa bohaterów epoki napoleońskiej w czasach Królestwa Polskiego. Józef Zajączek, który walczył u boku cesarza od Egiptu po Rosję, po 1815 r. okazał się gorliwym wykonawcą poleceń z Petersburga, nawet jeśli miałyby one negatywne konsekwencje dla Polaków. Wincenty Krasiński dowódca słynnego 1. Pułku Szwoleżerów Gwardii (tego od Somosierry) nie poparł powstania listopadowego i po jego stłumieniu służył wiernie w carskiej administracji, która siała wówczas terror w Kongresówce. Kolejnym, którym nie poparł powstania listopadowego i nawet zginął z rąk podchorążych w Noc Listopadową był Maurycy Hauke, powstaniec kościuszkowski i legionista Dąbrowskiego. Jemu i jemu podobnym, zamordowanym w nocy z 29 na 30 listopada 1830 r. polskim generałom, władze carskie po powstaniu postawiły pomnik, nazywany przez warszawiaków „pomnikiem hańby".

Kto zasługuje na miano bohatera?

Takich bohaterów, którzy mają w swoich życiorysach tego typu zakręty jest całkiem sporo, a jakby poszperać jeszcze w życiu prywatnym to wyszłoby ich znacznie więcej. Gdzie jest zatem granica, przy której osoba zasłużona ojczyźnie nie może być uznana za bohatera? Zbrodnia wojenna? Zdrada? Jak widać niekoniecznie.

Działanie na rzecz ciemiężenia własnego narodu lub państwa wydają się dyskwalifikujące. Jednak nie należy tego mylić z kolaboracją z wrogiem, której przyczyny mogą być różne, jak np. ochrona rodaków przed represjami albo nakłonienie przeciwnika do zmiany polityki. Trochę w myśl zasady, że działającemu na rzecz ojczyzny nie dzieje się krzywda. Nikt przecież nie wypomina Władysławowi Łokietkowi, że w walce o tron sprowadził na ziemie polskie węgierskie hufce, które walczyły z polskim rycerstwem. Owszem, korona była jego osobistym pragnieniem, ale chyba lepiej byłoby dla Polski, aby królem był Piast, a nie czeski Przemyślida. Interes prywatny nie musi bowiem stać w sprzeczności z interesem publicznym.

Władysław Łokietek na wygnaniu. Obraz Wojciecha Gersona

Jeśli chodzi o zbrodnie na ludności cywilnej to wydaje się, że daną postać przekreśla jedynie ludobójstwo, czyli celowe wyniszczanie jakiejś grupy dokonane jedynie ze względu na jej pochodzenie etniczne, rasowe czy religijne. Sama w sobie śmierć cywilów (nawet jeżeli były to kobiety i dzieci) czy jeńców, choć może to wzbudzać oburzenie, może ujść płazem. Zresztą dzieje się tak nie tylko w Polsce. Thomas E. Lawrence, zwany Lawrence z Arabii mordował pojmanych tureckich żołnierzy, nie zniweczyło to jednak jego legendy. Dla ruchów lewicowych podobnie jest z Che Guevarą, który ma podobne zbrodnie na sumieniu. Takie przestępstwa znajdują łatwiejsze usprawiedliwienie, gdy druga strona postępuje podobnie, wojna ma charakter okrutny i nikt nie zna tu pardonu. Zdecydowanie łagodniej podchodzimy przecież do żołnierzy podziemia, którzy dokonywali tzw. akcji odwetowych na Wołyniu po mordach na polskiej ludności na tym terenie, chociaż z perspektywy prawa międzynarodowego obydwie strony dokonywały zbrodni wojennych.

Biorąc to pod uwagę swoistym paradoksem jest pozytywne postrzeganie przez stronę ukraińską postaci kapitana Mariana Gołębiowskiego, odpowiedzialnego za akcje przeciwko ludności ukraińskiej na Lubelszczyźnie. Jednak to on po 1945 r. doprowadził do porozumienia z UPA na tym obszarze, a dla Ukraińców chyba to wydaje się ważniejsze.

I tu dochodzimy do sedna całej sprawy. Nie ma bohaterów bez skazy i za każdym razem trzeba wyważać między zasługami a grzechami danej postaci. Jeżeli w tym bilansie zasługi okażą się ważniejsze lub jest ich więcej niż grzechów, to miejsce w narodowym panteonie powinno zostać przyznane. Ciągle bowiem istnieje odkupienie win i możliwość rehabilitacji. Potępiać należy za każdym razem czyny haniebne, ale błędy, a nawet zbrodnie nie powinny przekreślać całego życiowego dorobku, który przyniósł ogółowi sporo dobrego.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA