cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies.Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia.

Czy żarty Stańczyka naprawdę były śmieszne?

Paweł Lipiec, 25.01.2018

Stańczyk według Jana Matejki (fragment obrazu Stańczyk w czasie balu na dworze królowej Bony wobec straconego Smoleńska)

Postać błazna w polskiej historii ma znaczenie szczególne. Widzimy w nim nie tylko wesołego trefnisia, ale też filozofa i królewskiego doradcę zatroskanego o los kraju. Taką wizję utrwalił nam przede wszystkim Jan Matejko, który umieszczał na swoich obrazach błazna ostatnich Jagiellonów, Stańczyka. Ale czy ten najsłynniejszy polski trefniś jako zabawiacz dobrze wywiązywał się ze swej roli? Warto ocenić samemu.

Rycerz-błazen

Na temat najsłynniejszego polskiego błazna tak naprawdę wiemy stosunkowo niewiele. Wiadomym jest, że urodził się ok. 1480 r. w podkrakowskich Proszowicach w rodzinie szlacheckiej. Nie jest jednak pewne, jakie nosił nazwisko. „Stańczyk” mógł być po prostu zdrobnieniem od Stanisława. Wśród wysuwanych hipotez pojawia się nazwisko Gąska, choć najczęściej wskazuje się, że przynależało ono do innego błazna Jagiellonów.

Problemy z identyfikacją rodziny Stańczyka wynikają głównie z powodu małego prestiżu, jakim cieszył się zawód błazna. Kronikarze zapewne nie chcieli, by ród tego trefnisia doznawała wieloletniej ujmy ze względu na to, że jej przedstawiciel parał się takim fachem. Nikt się nie spodziewał, że królewski błazen może odegrać taką rolę w historii.

Stańczyk prawdopodobnie był rotmistrzem królewskim za czasów Jana Olbrachta i Aleksandra Jagiellończyka. Być może brał też udział w walkach z Moskwą za Zygmunta Starego, jednak to za jego czasów przeistoczył się z rycerza w błazna i pełnił tę funkcję również za panowania ostatniego Jagiellona. Z tym, że Zygmunt Stary bardziej od swego syna cenił cięty dowcip Stańczyka. Z kolei Zygmunt August wyraźnie nie lubił trefnisia. Dał tego wyraz, m.in. gdy swego czasu wręczał z okazji Nowego Roku upominki swoim dworzanom. Błazen był wówczas jedynym, którego król nie obdarował prezentem.

Mistrz ciętej riposty

Stańczyk słynął przede wszystkim jako mistrz ciętej riposty, nierzadko dotyczącej politycznych zdarzeń. Gdy pewnego razu został napadnięty przez krakowskich żaków i okradziony ze swoich oryginalnych szat, postanowił iść na skargę do Zygmunta Starego. Ten nazwał go głupim, skoro pozwolił, aby szaty z niego zdarto. Odpowiedź Stańczyka była natychmiastowa:

Ciebie królu gorzej drą: wydarto ci Smoleńsk, a milczysz.

Trefniś nawiązywał do zdobycia Smoleńska przez Moskwę 31 lipca 1514 r. To właśnie wydarzenie jest również przywoływane w tytule obrazu Jana Matejki: Stańczyk w czasie balu na dworze królowej Bony wobec straconego Smoleńska. Widzimy na nim błazna o twarzy samego artysty, który rozmyśla o losach ojczyzny, podczas gdy inni dworzanie nie widząc zagrożeń dla kraju beztrosko się bawią. Malarz popełni jednak błąd, bowiem w 1514 r. królową nie była jeszcze Bona, a Barbara Zápolya.

Obraz Jana Matejki, Stańczyk w czasie balu na dworze królowej Bony wobec straconego Smoleńska

Natomiast za czasów królowej Bony Stańczyk był światkiem innego wydarzenia. 20 września 1527 r. cały dwór wraz z będącą w zaawansowanej ciąży królową wyprawił się na łowy do Puszczy Niepołomickiej. W pewnym momencie dla urozmaicenia tej rozrywki wypuszczono z klatki niedźwiedzia. Ten jednak zamiast spłoszyć się przed psami myśliwskimi ruszył na orszak królewski. Nastała panika. Królowa spadła z konia, a niedługo potem urodziła przedwcześnie syna, Olbrachta, który przeżył jedynie kilka godzin.

W czasie tego incydentu w obawie przed niedźwiedziem ucieczką salwował się Stańczyk. Zygmunt Stary zwrócił mu uwagę, że zachował nie jak rycerz, ale właśnie jak błazen. Na to trefniś odpowiedział:

Większe głupstwo tego, co mając niedźwiedzia w skrzyni puszcza go na swoją szkodę.  

Stańczyk na obrazie Hołd pruski Jana Matejki

Niektórzy dopatrywali się w tym także komentarza do panującej sytuacji politycznej. Raptem dwa lata wcześniej miał miejsce hołd pruski. Stańczyk rzekomo przestrzegał przed pozostawieniem odrębnego państwa pruskiego, które może w przyszłości stanowić zagrożenie dla Polski. Rozmyślającego błazna podczas hołdu pruskiego nie omieszkał również uwiecznić Jan Matejko.

Z polowaniami związany jest również inny dowcip trefnisia ostatnich Jagiellonów. Gdy w czasie łowów psy, nakarmione wcześniej, nie chciały ruszyć w pościg za zwierzyną, błazen powiedział do monarchy:

Każ no, królu, spuścić na niego swoich pisarzów. Oni, żeby najlepiej się obżarli, zawsze dobrze biorą.

Prześmiewcza krytyka dworzan była zresztą częsta w wykonaniu Stańczyka. Pewnego razu Zygmunt Stary zachorował i przyszło do leczenia pijawkami, błazen widząc to rzekł do władcy:

Jest to obraz przyjaciół i dworzan królewskich.

O tym, że Stańczyk dobrze zna się na ludziach boleśnie przekonał się Zygmunt August. Gdy swego czasu monarcha spytał złośliwie błazna, czy zna większego głupca od siebie, to trefniś odparł, że wielu, a jednym z nich jest sam król, gdyż wysłał swojego sługę z wielkimi pieniędzmi za granicę. Odnosiło się to do misji zakupu rzadkich i cennych ksiąg w innych krajach, jaką powierzył władca franciszkaninowi Lismaninowi, spowiednikowi królowej Bony. Zygmunt August przekonany o jego uczuciowości zapewnił Stańczyka, że jest pewien powrotu zakonnika z księgami i polecił nie dopisywać go do „listy głupców”. Z kolei błazen na to:

Jak powróci, to ciebie zmażę, a jego zapiszę.

Stańczyk udaje ból zęba. Obraz Jana Matejki

Okazało się, że to Stańczyk miał rację. Franciszkanin do Polski już nie wrócił, a za królewskie pieniądze wygodnie urządził się w Szwajcarii.

Błazen ostatnich Jagiellonów przewidział z kolei rychły powrót do Krakowa Izabeli Jagiellonki po ślubie z królem Węgier Janem Zapolyą, który zmarł półtora roku później. W czasie jej wyjazdu z Polski radził Zygmuntowi Staremu, aby zakupił dla córki kamienicę w mieście, by miała gdzie zamieszkać po powrocie.

Stańczyk lubił się też zakładać. Razu pewnego założył się o 100 złotych z pewnym dworzaninem, że najpopularniejszym zawodem na świecie jest lekarz i oświadczył, że w trzy dni w samym tylko Krakowie wskaże 100 takich. Gdy przyszło do rozstrzygnięcia błazen wymienił jako pierwszego szlachcica, z którym się właśnie założył. Ten zdziwiony nie wiedział w czym rzecz. kazało się, że Stańczyk przez ostatnie dni chodził po Krakowie z niby obolałym zębem i niemal każdy, włącznie z samym dworzaninem, radzili mu co jest najlepsze na tę dolegliwość.

Inny dworzanin poprosił go o pożyczenie płaszcza. Stańczyk spytał go wówczas jak jest pogoda na zewnątrz, a ten odpowiedział, że dobra. Wówczas błazen odparł:

To waszmości opończa niepotrzebna.

Na to zainteresowany przytomnie zapytał:

A jak będzie padać?

Na co Stańczyk bez wahania:

To sam ją włożę.

Sapiens

Stańczyk zmarł ok. 1560 r. To jednak, że jego uwagi i oceny były często wspominane przez renesansowych pisarzy, jak Łukasz Górnicki, Jan Kochanowski, Marcin Kromer czy Mikołaj Rej zapewniło mu wielowiekową sławę. Jemu współcześni obdarzali go przydomkiem sapiens ,czyli mądry. Tę legendę błazna-myśliciela zatroskanego o los ojczyzny podkreślano w szczególności w czasach zaborów. Błazen ostatnich Jagiellonów stał się patronem stronnictwa politycznego konserwatystów galicyjskich dążących do porozumienia z Austrią. Wprowadził go też do swego dramatu „Wesele” Stanisław Wyspiański, a jego powszechne wyobrażenie wykreował wspomniany już Jan Matejko. Również Jan Kaczmarski poświęcił mu jedną ze swoich piosenek. Natomiast chyba jedyną jak dotąd filmowo-telewizyjną próbą zmierzenia się z tą postacią była rola Piotra Fronczewskiego w serialu „Królowa Bona” Janusza Majewskiego z 1980 r.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA