cookies

Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Czy zakup „Damy z gronostajem” był „ustawką”? Czyli gdzie jest nasze pół miliarda złotych?

Piotr Antoniewski, 06.04.2018

Muzeum Książąt Czartoryskich w Krakowie (Wikimedia Commons)

W ostatnich czasie okazało się Fundacja Książąt Czartoryskich, która pod koniec 2016 r. sprzedała Skarbowi Państwa swoje zbiory, w tym słynną „Damę z gronostajem” Leonarda da Vinci, za sumę 100 mln euro (blisko 500 mln złotych), wytransferowała te pieniądze do Lichtensteinu, a w Polsce zgłosiła wniosek do sądu o likwidację. Problem w tym, że pieniądze ze sprzedaży miały nadal służyć Polsce. Budzą się w ten sposób nowe pytania i wątpliwości wokół transakcji zakupu tej cennej kolekcji.

Dam z gronostajem. Obraz Leonarda da Vinci

Pojawiały się one zresztą już przy samym zawieraniu tej umowy. Jej przeciwnicy powoływali się na fakt, że skarby narodowe, będące w posiadaniu Fundacji Książąt Czartoryskich i tak nie mogą być wywożone ani sprzedane bez zgody władz RP. Druga strona wskazywała z kolei na często pojawiające się problemy przy współpracy z Fundacją, m.in. przeciągający się remont Muzeum Książąt Czartoryskich w Krakowie czy spór na temat możliwości tymczasowego eksponowania zbiorów poza granicami Polski. Ponadto państwo jako właściciel mogłoby zapewnić tym dziełom lepszą ochronę. W dodatku suma 100 mln euro za takie precjoza wydawała się śmiesznie mała. Choć inni pytali, czy konieczne trzeba było ją płacić?

Teraz w całej sprawie wychodzą na jaw nowe fakty. Fundacja Książąt Czartoryskich przelała całą kwotę ze sprzedaży dzieł na nowopowstałą Fundację Le Jour Viendra z siedzibą w Lichtensteinie. Powód? Polskie przestarzałe prawo rzekomo utrudnia prowadzenie takiej działalności, a Lichtenstein pod tym względem jest dużo bardziej elastyczniejszy. Zastanawiać może jednak, że do tej pory władzom krakowskiej Fundacji polskie prawo nie przeszkadzało. Problem pojawił się dopiero po uzyskaniu pieniędzy. A może właśnie o to chodzi?

Według polskiego prawa pieniądze Fundacji mogą być przeznaczone jedynie na cele statutowe, dlatego uszczyknięcie do swojej prywatnej kieszeni jakiejś większej cząstki z tych 100 milionów byłoby trudne. Co innego jeżeli Fundacja przekaże pieniądze w darowiźnie innej Fundacji, mającej podobne cele, ale działąjacej w kraju, gdzie „elastyczniej” podchodzi się do kwestii dysponowania fundacyjnymi pieniędzmi.

Jeżeli takie były intencje władz Fundacji Książąt Czartoryskich, to na nowo poddaje to w wątpliwość sens całej umowy z 2016 r. i każe się zastanowić, czy pieniądze podatnika nie poszły w błoto. Przypomnij, kolekcja książąt Czartoryskich powstała nie ze względu na fanaberię grupy polskich magnatów, lecz „ku chwale Ojczyzny”. Przez wiele lat, gdy Polski nie było na mapach, Czartoryscy gromadzili te cenne dla polskiej historii i kultury dzieła, by przetrwały dla potomności. Dlatego też powstało Muzeum Książąt Czartoryskich, gdzie je eksponowano, a w 1991 r. powołano Fundację, która sprawowała nad nimi pieczę. Tym samym w 2016 r. Ministerstwo Kultury zawarło umowę kupna kolekcji nie z prywatną osobą, księciem Adamem Karolem Czartoryskim, a Fundacją, finansującą realizację zadań statutowych. Dlatego można było się spodziewać, że pieniądze, które ona wzięła będą nadal działać na rzecz Polski i polskiej kultury.

Muzeum Książąt Czartoryskich w Krakowie od strony ulicy Pijarskiej (Wikimedia Commons)

Wówczas wydawał mi się to ważki argument na rzecz dokonania tej transakcji, gdyż państwo polskie właściwie nic na tym nie traciło, a nawet sporo zyskało. Kolekcja otrzymałaby lepszą ochronę, skończyłby się spory z Fundacją, a i ona mogłaby za otrzymane pół miliarda znaleźć swoje nowe miejsce w działaniu na rzecz polskiej kultury. Natomiast jeżeli teraz te pieniądze, które de facto miały dalej służyć narodowi wypłynęły za granicę i być może pójdą do prywatnych kieszeni władz Fundacji, to jest to absolutny skandal.

Tym samym zasadne stają się pytania z końca 2016 r., czy umowa zakupu kolekcji Czartoryskich, to przypadkiem nie „ustawka” - jedynie pretekst, by sfinansować pewną grupkę arystokratów. Jak na razie sąd odrzucił wniosek o likwidację Fundacji Książąt Czartoryskich, a jej władze zapowiadają, że ich nowy podmiot z Lichtensteinu będzie prowadził też działalność w Polsce. Łaskawcy! Jakoś mnie to nie uspokaja ani nie pociesza.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA