cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

Czy wybitni rodzice mają wybitne dzieci?

Antoni Bzowski, 24.04.2019

Obraz Jacka Malczewskiego przedstawiający jego syna Rafała

„Niedaleko pada jabłko od jabłoni” – powiada stare porzekadło. Nie mam jednak pewności, czy ma ono jakikolwiek związek z rzeczywistością. Patrząc na biografie niektórych historycznych postaci można niekiedy zadać sobie pytanie, jak to możliwe, że to „jabłko” upadło tak daleko?

Nie zawsze wybitne

Inspiracją do powstania tego artykułu była najnowsza książka Marka Boruckiego Wybitne dzieci sławnych Polaków. Autor przedstawia tutaj sylwetki naprawdę wielu wybitnych postaci, głównie ze świata nauki i kultury, oraz ich utalentowanych dzieci i przez to próbuje udowodnić, że wspominiane stare polskie powiedzenie dosyć często się sprawdza.

Jednakże równie dobrze można, by stworzyć książkę „Przeciętne dzieci sławnych Polaków”, która z pewnością byłaby opasłym tomiskiem, ale nie mniejszą pozycją byłoby dzieło pt. „Nieudane dzieci sławnych Polaków”. W tej ostatniej kategorii na pewno mieściłby się słynny duet ojcowsko-synowski Jeremi Wiśniowiecki - Michał Korybut Wiśniowiecki. Ojciec – znakomity gospodarz i znakomity wódz, a syn…poliglota – przynajmniej tyle dobrego o nim można powiedzieć, bo talentów po rodzicielu nie odziedziczył. Wielu wskazuje, że w tym przypadku błąd popełniono na etapie wychowania, oddając tę kwestię wyłącznie matce. Sęk w tym, że wychowanie wychowaniem, ale żadnych ciągot do polityki czy wojaczki Michał nigdy nie miał. Jakoś zatem loteria genowa musiał nieźle zakpić z rodu Wiśniowieckich. Ironia była o tyle duża, że sam Jeremi odziedziczył sporo po swoim dziadku, Dymitrze – watażce i twórcy pierwszej Sicz Zaporoskiej.

W cieniu geniuszu

No, ale wróćmy do książki Wybitne dzieci sławnych Polaków. W przygotowanym przez jej autora wyliczeniu można wyodrębnić dwie kategorie: gdzie rodzic i dziecko zajeli się podobną lub identyczną dziedziną oraz tam, gdzie dziecko wybrało całkiem inną drogę, ale w niej się sprawdziło. I w obydwu tych przypadkach możemy zauważyć pewną prawidłowość. Bardzo rzadko się zdarza, aby rodzic i dziecko osiągali podobnych rozmiarów sławę. Najczęściej jednemu z nich przypada rola syna czy córki swego ojca lub matki (względnie na odwrót). Zaznaczam przy tym, że mówię o kwestii sławy, a nie poziomu osiągnięć.

Więcej na temat sławnych Polaków
i ich utalentowanych dzieci można znaleźć
w książce Wybitne dzieci sławnych Polaków

Dla lepszego zobrazowania omawianego zjawiska warto posłużyć się przykładem z filmu Stanisława Barei „Mąż swojej żony”. Tutaj odnoszący międzynarodowe sukcesy dyrygent pozostaje w cieniu swojej małżonki – słynnej lekkoatletki. Odnosząc to do książki, można przywołać duet Franciszka i Stanisława Wyspiańskich. Pierwszy był wprawdzie utalentowanym artystą, ale przy geniuszu syna pozostał na wieki zapomniany. Jest to jednak rzadki przykład, gdy to dziecko przewyższa talentem rodzica. Nikt bowiem nie pamięta o córce Józefa Chełmońskiego – Wandzie, mimo że również malowała. Podobnie jest z Jackiem i Rafałem Malczewskimi, Piotrem i Celiną Michałowskimi czy Wojciech i Stanisław Bogusławskimi. W każdym z tych przypadków było podobnie - wielkość jednego przyćmiewała pozostałych.

Były jednak także przypadki, gdy nazwisko danej rodziny stawało się synonimem wysokiej jakości w pewnej dziedzinie. Tak było z Kossakami. To że żaden z przedstawicieli tego rodu nie przyćmił pozostałych mogło być zasługą tego, że tematyka malarstwa Kossaków była zbieżna i stała się wręcz ich znakiem firmowym –malowanie takich obrazów było czymś w rodzaju rodzinnego przedsiębiorstwa. W książce Marka Boruckiego za podobny przykład mogą służyć Gomuliccy – zapomniani dziś nieco varsavianiści.

Co lubię w życiu robić?

Zanim omówimy sobie drugą kategorię wybitno-sławnego duetu rodzic-dziecko, warto sobie przywołać kultową scenę z filmu „Chłopaki nie płaczą”. Laska – „syn króla sedesów” i Kuba – syn słynnego dyrygenta. Obydwaj rozprawiają na balkonie o podobnych sprawach jak my tutaj:

 

W tym filmie obydwaj bohaterowie prezentują dwie postawy, jak żyć w cieniu słynnego rodzica. Kuba jest początkującym muzykiem i jak pokazują powyższe przykłady będzie miał nie lada wyzwanie, by przebić w tej dziedzinie swego ojca. Laska natomiast chce iść własną drogą. Jak się możemy przekonać z lektury omawianej tu książki miałby zdecydowanie większe szanse, by przyćmić swego rodziciela. O malarzu Miłoszu Kotarbińskim niewielu pamięta. Co innego o jego synu, filozofie Tadeuszu. Naukowiec Wacław Nałkowski musiał ustąpić córce, Zofii. A znany krakowski okulista Lucjan Rydel jest często mylony z synem o tym samym imieniu. Te postacie nie wybrały ścieżek kariery swoich rodziców, tylko odpowiedzieli sobie na jedno ważne…pytanie…

Szlachectwo zobowiązuje?

Poza tymi kategoriami znajduje się grupa rodzin wręcz arystokratycznych, jak przywoływani w książce Rostworowscy. Tutaj dotykamy innego ważnego aspektu naszych rozważań. Poza bowiem genami, ważne jest środowisko, w jakim wychowuje się dziecko i jakie ma w nim możliwości rozwoju. Jestem przekonany, że niejedno dziecko z nizin społecznych, gdyby miało zapewnione odpowiednie warunki rozwoju przewyższyło by to z rodziny inteligenckiej. Niemniej to dzieci inteligentów mają zazwyczaj łatwiej. Korzystają one bowiem z gromadzonego przez pokolenia kapitału kulturowego. A jeśli dodać do tego kapitał gospodarczy, to w ogóle już bajka. Potomek wychowuje się w środowisku, w którym docenia się wartość nauki, rozwija się pasje, a dzięki pieniądzom można mu zapewnić lepszy start. Przed wiekami tak było długo w bogatych rodzinach szlacheckich, takich właśnie jak Rostworowscy. Dziś natomiast można to zjawisko zaobserwować u bogatej inteligencji.

Jednak ci, którzy mają wśród antenatów książąt i senatorów, a obecnie są synami i wnukami profesorów żyją niejednokrotnie pod presją „trzeba dorównać przodkom”, bo przecież „szlachectwo zobowiązuje”. Ale czy każdy musi być wybitnym? Czy profesor nie może mieć syna robotnika, który lubi to co robi i jest przy tym doskonałym fachowcem? Może taki Michał Korybut Wiśniowiecki spełniłby się w innej życiowej roli, a tak czyniąc go królem zrobiono jemu, Polsce oraz Litwie krzywdę. Wato chyba zatem, za radą Laski, nie zważając na dokonania rodzica zadać sobie jedno ważne, wiadomo jak bardzo ważne, pytanie: co lubię w życiu robić? A potem zacząć to robić.

Artykuł powstał m.in. w oparciu o książke Marka Boruckiego Wybitne dzieci sławnych Polaków





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA