cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies.Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia.

Czy więcej Polaków pomagało Żydom w czasie Holokaustu, czy ich mordowało? Polaków portret własny czasu Shoah

Jakub Wojas, 06.02.2018

Getto warszawskie, 1941 r.

Ostatnio coraz więcej dyskutuje się o postawie Polaków wobec Holokaustu. Dla jednych, Polacy to przede ci, którzy Żydów ratowali. Dla innych, współpracownicy niemieckich nazistów w dziele Zagłady. Wydaję się, że spór ten mogą rozstrzygnąć jedynie twarde dane. Sprawdźmy zatem, ilu Polaków zachowało się „jak trzeba”, a ilu okazało się zbrodniarzami.

Jasna strona

Z góry trzeba zastrzec, że przy omawianych tu kwestiach prawdopodobnie nigdy nie otrzymamy dokładnych statystyk. Zawsze będziemy się poruszać w zakresie pewnych danych szacunkowych. W przypadku tych, którzy ratowali ludność żydowską w czasie II wojny światowej należy zwrócić uwagę, że nie wszyscy, którzy udzielali pomocy i którzy ją otrzymywali dotrwali do końca wojny. Inni mogli umrzeć wprawdzie po jej zakończeniu, lecz nigdy nie przekazali relacji na temat tego, co robili w czasie okupacji. Wielu było też takich, którzy byli jedynie ogniwem w łańcuch pomocy i bezpośrednio nie poznawali ukrywających się Żydów.

Dlatego też możemy z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, że liczba 6620 polskich drzewek Sprawiedliwych wśród Narodów Świata w Instytucie Yad Vaszem nie odpowiada liczbie wszystkich Polaków ratujących Żydów w czasie Holokaustu. Co więcej, jest to prawdopodobnie wierzchołek góry lodowej.

Irena Sendlerowa - w czasie II wojny światowej uczestniczyła w ratowaniu ok. 2500 żydowskich dzieci. Zdjęcie z Wigilii Bożego Narodzenia w 1944 r.

Instytut Pamięci Narodowej szacuje liczbę uratowanych Żydów między 30 a 120 tys. Bardziej dokładne wydają się wyliczenia amerykańskiego badacza, Philipa Friedmana, który wskazuje na 40 do 50 tys. Żydów, z czego z polskiej pomocy korzystało do 30 tys. osób. Podobną liczbę podaje izraelski badacz, Shmuel Krakowski.

Henryk Sławik - na Węgrzech pomógł ok. 5 tys.
żydowskich uchodźców

To są jednak szacunki minimalne i dotyczą uratowanych na ziemiach polskich (bez tych, którzy byli ratowani, ale zginęli). Do tego należałoby dodać tych, których uratowali Polacy za granicą, m.in. za sprawą Aleksandera Ładosia (ok. 400 Żydów) czy Henryka Sławika (ok. 5000 Żydów). Ponadto, szwedzki historyk Gunnar Paulsson twierdzi, że w samej Warszawie poza murami getta ukrywało się ok. 28 tys. Żydów, którzy korzystali z pomocy 70-90 tys. Polaków. Dlaczego aż tylu? Przede wszystkim w ukrycie jednego uciekiniera musiało być zaangażowanych co najmniej kilka osób (tu zazwyczaj podaje się od 5 do 14, choć Hanna Krall wspomina, że w jej przypadku były to aż 42 ludzi!) Do tego dochodzą również pomagający tylko w wydostaniu danej osoby z getta.

Zbiorowe wsparcie dotyczy nawet ludzi, którzy przechowywali Żydów od początku do końca wojny, bowiem ukrywającym trzeba było niejednokrtonie zapewnić leki czy pomoc lekarską. Były również przypadki, że w ukrycie jednej rodziny żydowskiej angażowała się cała miejscowość. Takim przykładem „sprawiedliwej wioski” jest Dąbrowa Rzeczycka pod Stalową Wolą, gdzie schronienie znalazła rodzina Lewinkopfów (rodzice z dzieckiem – późniejszym pisarzem Jerzym Kosińskim).

W sumie szacuje się, że Polaków zaangażowanych w ukrywanie Żydów było od ok. 100 tys. (takie szacunki podaje m.in. Gunnar Paulsson) do nawet ponad miliona osób (tak twierdzi m.in. amerykański badacz żydowskiego pochodzenia Hans G. Furth). Krąg ten stanie się jeszcze większy, gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że Niemcy postrzegali za zabroniony pod rygorem kary śmierci przejaw pomocy Żydom nawet najmniejszy gest wobec nich, jak np. podanie szklanki wody.

Ciemna strona

A ilu Polaków było nikczemnikami? Na tę grupę składają się m.in. osławieni szmalcownicy, czyli ludzie „zawodowo” zajmujący się denuncjowaniem bądź szantażowaniem ukrywających się Żydów lub osób im pomagających. Gunnar Paulsson szacuje liczbę warszawskich szmalcowników na 3-4 tys. W skali całego kraju mogło ich być nawet dziesięciokrotnie więcej, choć niekoniecznie każdy z nich był narodowości polskiej.

Getto warszawskie, 1941 r.

Główną formacją kolaborującą, która brała udział w Holokauście była policja granatowa, licząca ok.14 tys. ludzi. Prócz tego w wyłapywanie ukrywający się Żydów Niemcy angażowali formacje pomocnicze, jak straż kolejową czy hufce pracy (Baudienst). Można przyjąć, że było to kolejne 14-15 tys. osób.

Prawdopodobnie najszerszą, ale jednocześnie najtrudniejszą w oszacowaniu grupą byli mieszkańcy wsi, miast i miasteczek, którzy brali udział w pogromach, obławach i denuncjacjach ukrywających się Żydów. Liczba miejscowości, w których dochodziło do takich sytuacji nie jest dokładnie znana, ale na pewno można ją liczyć w co najmniej w setkach. Z tym, że jeżeli weźmiemy pod uwagę to co się działo np. w czasie pogromu w Jedwabnem, to grupa, która dokonała tego mordu liczyła prawdopodobnie ok.100 osób. Oczywiście, ich zbrodnia mogła się dokonać przy aprobacie innych. Nie można jednak wykluczyć, że zarówno tam, jak i w pozostałych przypadkach, mieliśmy do czynienia z zastraszeniem reszty mieszkańców.

Innym ważnym zastrzeżeniem w tym kontekście jest to, że nie wszędzie Polacy brali udział w eksterminacji ludności żydowskiej. Niechlubnymi pod tym względem obszarami było północno-wschodnie Mazowsze, Podlasie czy Kielecczyzna. Zupełnie inny jednak stosunek Polacy przejawiali do ukrywających się Żydów w Galicji Wschodniej czy na Wileńszczyźnie. Tłumaczy się to m.in. faktem, że rolę pomocników Niemców na tych ziemiach pełniły odpowiednio oddziały ukraińskie i litewskie.

Granatowi policjanci w towarzystwie niemieckich w czasie służby w Krakowie, 1941 r.

Najbardziej jednak smutnym punktem na tej liście polskich uczestników Holokaustu są partyzanci i to wszystkich formacji od Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych przez Bataliony Chłopskie na Armii Ludowej kończąc. Dane oddziały (najczęściej na obszarach, gdzie odnotowywano liczne pogromy) wbrew rozkazom zwierzchników o pomaganiu ukrywającej ludności żydowskiej dokonywały jej samowolnych egzekucji. Wiele z nich, z powodu braku śladu w dokumentach, nigdy nie poznamy. Jednakże biorąc pod uwagę powojenne procesy (czyli w czasach, gdy większość wspomnianych formacji nie mogła liczyć na przychylność władz), to należy stwierdzić, że w skali całego podziemia zbrodnie na Żydach stanowiły margines.

Szacuje się, że łącznie liczba Polaków zaangażowanych w eksterminację Żydów w czasie II wojny światowej waha się między 50 tys. a 500 tys. osób (dane takie podaje, m.in. dr Mirosław Tryczyk). Jest to olbrzymi przedział, i aby nieco bardziej zbliżyć się do dokładniejszej liczby warto zwrócić uwagę, że z kolei liczba Żydów zabitych przez Polaków mogła wynosić od 50 tys. do ponad 100 tys (dane Żydowskiego Instytut Historycznego i Centrum Badań nad Holokaustem). Należy też pamiętać, że w tamtym czasie o wiele łatwiej było zabić Żyda niż go ukryć, dlatego liczba osób zaangażowanych w zbrodnie prawdopodobnie była niższa niż w przypadku dzieła pomocy.

Odcienie szarości

Rzeczywistość niemieckiej okupacji na ziemiach polskich nie przejawiała się jednak w czarno-białych barwach. Te przedstawione powyżej grupy wzajemnie się bowiem przenikały. Niejednokrotnie zdarzało się, że osoba przechowująca Żydów, gdy skończyły się u nich pieniądze wydawała ich Niemcom lub sama dokonywała zbrodni.

Natomiast udział w obławach organizowanych przez Niemców zazwyczaj nie był dobrowolny. To prawda, że było wiele przypadków, że chłopi sami z siebie ochoczo wyłapywali uciekinierów z getta czy transportów do obozów. Jednak nawet z pozoru w tak haniebnej działalności warto czasami zwrócić uwagę na kontekst całej sytuacji.

Anna Bikont w artykule z Gazety Wyborczej pt. „Puść Żyda na zajączka” przywołuje relacje mieszkańca Dąbrowy Tarnowskiej opowiadającego o tytułowej metodzie „puszczania Żyda na zajączka”:

Gospodarz ukrywający Żydów dostawał cynk, że będzie obława, wyganiał jednego ze swoich podopiecznych do lasu. Na niego ruszała obława, tak jak goni się zająca. Miejscowi uczestniczący w obławie mogli się w ten sposób wykazać jakimś sukcesem.

Po takiej akcji Niemcy dawali na jakiś czas spokój danej miejscowości i tym sposobem chłop poświęcał życie jednego z ukrywanych przez siebie Żydów, by ratować pozostałych.

Na niektórych wsiach niechęć do niesienia pomocy ludności żydowskiej wynikała głównie z obawy przed represjami ze strony okupanta. Dodatkowym czynnikiem był jednak negatywny stosunek, jaki panował na danym obszarze do tej społeczności już przed wojną. Stąd też źle postrzegano poświęcanie się dla „Żydków” i zdarzali się niestety tacy, którzy woleli uprzedzić Niemców i sami donosili na sąsiadów, którzy ich ukrywali, aby w ten sposób uchronić przed karą, jaka mogła spaść na całą wieś. Przy tym w niektórych miejscowościach bardziej od niesienia pomocy prześladowanym aprobowano uczestnictwo w akcjach okupanta, który zresztą dawał przy tym możliwość zarobku.

Wiktoria i Józef Ulmowie - zginęli wraz z szóstką swoich dzieci oraz ukrywaną przez nich ósemką Żydów w Markowej 23 marca 1944 r. Zostali oni zdenuncjonowani przez granatowego policjanta Włodzimierza Lesia, który wcześniej sam ukrywal te osoby, ale wyrzucił je z kryjówki po przejęciu ich majątku. Zastrzelono go we wrześniu 1944 r. z wyroku Polskiego Państwa Podziemnego.

Należy także zaznaczyć, że wielu należących do wyszczególnionych powyżej grupy ludzi, biorących udział w eksterminacji Żydów w czasie okupacji niemieckiej z własnej woli i świadomie wyrzekło się polskości. Zdawali sobie sprawę, że współpracują z wrogiem Polski i popełniają czyn kryminalny, za który grozi im kara śmierci podziemnego sądu. Byli jednak i tacy, którzy uważali, że zabicie Żyda nie jest w sprzeczności z ich uczuciami patriotycznymi. Z drugiej strony, znaczący procent (jeśli nie większość) ofiar szmalcowników i innych pomocników Niemców w Holokauście uważała się zarazem za Polaków i Żydów bądź Polaków z żydowskim pochodzeniem.

Warto też brać poprawkę, że nie każde zabójstwo Żyda przez polski oddział partyzancki wynikało ze względów etnicznych. Na wschodzie żydowska partyzantka niejednokrotnie współpracowała z sowiecką i jako taka była likwidowana.

Obraz

Na podstawie powyższego możemy stwierdzić, że najprawdopodobniej było więcej Polaków pomagających Żydom w czasie Holokaustu niż tych, którzy ich mordowali czy przyczyniali się do ich mordowania. W pierwszym przypadku mówimy o kilkuset tysiącach lub sporo ponad milionie osób, z czego jedynie część przechowywała osoby pochodzenia żydowskiego. Reszta była zaangażowana w mniejsze lub większe formy pomocy, za które jednak też groziła kara śmierci.

Niestety, nawet pół miliona Polaków mogło być zaangażowanych w proces eksterminacji Żydów. Niejednokrotnie przyjmowało to postać krwawych pogromów, w których ginęły kobiety i dzieci. Wielce prawdopodobne jest też to, że liczba Żydów uratowanych przez Polaków i przez nich zabitych była bardzo zbliżona.

W obydwu przypadkach mówimy jednak o zjawiskach dotyczących jedynie kilku procent polskiego społeczeństwa. Zdecydowana większość Polaków pozostała bierna. Spośród nich znaczna część po prostu obawiała się pomagać Żydom ze względu na dotkliwe konsekwencje. Niewątpliwie byli też tacy, którzy aprobowali działania okupanta wobec ludności żydowskiej. Była jednak również trzecia grupa – ludzie, którzy nie mieli styczności z machiną Holokaustu lub ukrywającymi się Żydami. Pamiętajmy np., że na zachodzie i północy Polski społeczność żydowska jeszcze przed wojną była stosunkowo niewielka.

Państwo polskie w żaden sposób nie odpowiada za zbrodnie Polaków dokonane na obywatelach polskich żydowskiego pochodzenia. Mogą one świadczyć jedynie o kondycji (części) naszego społeczeństwa w tamtym nieludzkim czasie. Natomiast stanowisko rządu na uchodźstwie w tej sprawie było jasne: Żydów należy ratować. Być może polskie władze mogły zrobić więcej w tej kwestii. Być może też, gdyby nie silne miejscami nastroje antysemickie w przedwojennej Polsce, to Żydów w czasie okupacji uratowano by więcej, a pogromów byłoby mniej.

Warto jednak przy tym mieć na uwadze, że w Polsce ocalał podobny odsetek Żydów co w pozostałych krajach Europy, choć w żadnym innym nie groziła za to kara śmierci. W żadnym też innym miejscu Żydów nie było tak dużo. Dla jednych jest to wytłumaczenie, skąd wzięło się aż tak liczne grono polskich Sprawiedliwych (na zasadzie: mieli więcej okazji, aby ratować), ale czy naprawdę tak prosto jest ukryć Żydów w miejscowościach, w których stanowili oni 30, 40, 50 proc. mieszkańców? Jak ukryć pół miasta?! W takiej Holandii czy Belgii, gdzie w całym państwie żyło tylu Żydów co w jednym polskim mieście, to zadanie było dużo łatwiejsze.

Na koniec zanim każdy z nas na podstawie powyższych ustaleń dokona oceny postawy Polski i Polaków wobec Holokaustu, radzę odpowiedzieć sobie na pytania:

Czy było inne państwo na świecie, które zrobiło więcej dla ratowania Żydów w czasie wojny niż Polska?

Czy gdyby nie okupacja niemiecka, doszłoby w Polsce do eksterminacji Żydów, w której uczestniczyliby etniczni Polacy?

Czy sami bylibyśmy w stanie zaryzykować życie własne i swoich bliskich dla ratowania obcego człowieka?





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA