cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

Czy sumy neapolitańskie uda się jeszcze odzyskać?

Antoni Bzowski, 23.04.2018

Port w Neapolu. Obraz Petera Brueghela Starszego

Pod pojęciem sum neapolitańskich rozumie się ogromne pieniądze nie do wyegzekwowania. A może jednak pożyczkę, którą niegdyś królowa Bona udzieliła królowi Hiszpanii Filipowi II Habsburgowi można jeszcze odzyskać?

Pieniądze Bony u Habsburga

Królowa Bona chociaż nie była formalnie władczynią Polski, to za czasów panowania swego męża Zygmunta Starego i syna Zygmunta Augusta uchodziła za osobę, która chce mieć znaczący wpływ na to, co się dzieje w państwie Jagiellonów. Ambicje Włoszki jednak wielu się nie podobały. To też gdy 1 lutego 1556 r. postanowiła ona opuścić ziemie polskie niejeden odetchnął z ulgą, włącznie z samym królem, który nie mógł już dogadać się z matką.

Bona Sforza

Bona postanowiła wrócić do rodzinnego księstwa Bari. Wraz z nią na ziemię włoską ruszyły aż 24 wozy wypełnione kosztownościami i nie tylko swoimi, gdyż część dóbr należało niegdyś do Piastów mazowieckich, w których to siedzibie w Warszawie królowa mieszkała przez ostatnie lata. By wyjechać z kraju z takimi skarbami Bona musiała wystarać się o zgodę senatorów, którzy przystali na to po uzyskaniu paru „upominków”. Wcześniej królowa posłała do Włoch także czyste złoto tak, aby w razie napadu wszystkiego nie stracić.

Do Bari Bona dotarła w maju 1556 r. Na jej dworze nie było już żadnego Polaka, lecz tylko zdawałoby się zaufani włoscy dworzanie. Wiadomość o przybciu bogatej wdowy szybko obiegła Włochy, a następnie całą Europę docierając w końcu na dwór króla Hiszpanii Filipa II Habsburga. Tak się składało, że hiszpański monarcha miał akurat całkiem spore kłopoty finansowe związane z finansowaniem co raz to nowych wojen. Zwrócił się zatem do królowej Polski o pożyczkę. Jako zastaw zaoferował prawo do cła we Włoszech ściąganego przez Habsburgów. Przedsiębiorcza królowa dostrzegła tu okazję na pomnożenie swego majątki i zdecydowała się na udzielenie Filipowi pożyczki w kwocie 430 dukatów, czyli 1,5 tony złota. Dziś suma ta odpowiadałaby ok. 230 mln złotych.

Dwa testamenty

Wydawało się zatem, że jest to rozsądna transakcja, lecz na początku listopada 1557 r. królowa zachorowała. Jak na 63-letnią kobietę w tych czasach nie powinno to budzić zdziwienia, ale do tej pory Bona nie skarżyła się na kłopoty ze zdrowiem. Wręcz przeciwnie, tryskała wigorem i niejednemu ze swojego otoczenia dawała „popalić”. Aż tu nagle choroba…

Filip II Habsburg

Przy królowej czuwały głównie trzy osoby: dworzanin Gian Lorenzo Pappacoda, lekarz Gio Antonio di Matera i kuchmistrz Paweł Matrillo. Cała trójka pracowała dla Habsburga. Lekarz i kuchmistrz niezależnie od siebie poddali Bonie truciznę, a Pappacoda sporządził testament, który miała ona podpisać. Na podstawie tego dokumentu dziedzicem całej fortuny królowej, w tym księstw Bari i Rossano, stawał się Filip II.

Ku jednak zgrozie spiskowców 18 listopada królowa zaczęła wracać do zdrowia. Może nie była w pełni sił, ale na tyle świadoma, by móc podyktować nowy testament. Tym razem główny spadkobiercą stawał się jej syn, Zygmunt August. Monarchini ponadto zapowiedziała powrót do Polski. Pappacoda będący najważniejszym człowiekiem Filipa II na dworze wdowy po Zygmuncie Starym postanowił działać szybko. Najprawdopodobniej zaaplikował królowej nową truciznę i już dzień później Bona zmarła, a dworzanin ogłosił jej pierwszy testament. Spotkała go za to nagroda. Filip II uczynił go margrabią Capruso. Reszta spiskowców poniosła w niedługim czasie śmierć w tajemniczych okolicznościach.

Podobnie było z notariuszem Catapanim, który spisywał drugi testament królowej Bony. Lecz on akurat przed śmiercią wysłał na dwór krakowski informacje o istnieniu tego dokumentu. Pod naciskiem hiszpańskim wprawdzie się później wszystkiego wyrzekł, ale i tak skutecznie uruchomił działania polskiego króla.

Pomiędzy Krakowem a Neapolem

Zygmunt August na wiadomość, że jest prawowitym dziedzicem ogromnego majątku swojej matki, obejmującego dwa włoskie księstwa postanowił nie zostawiać go tak łatwo Habsburgowi. Jagiellon poprzez polską placówkę dyplomatyczną w Neapolu zaczął procesować się przede wszystkim najpierw o zwrot pożyczonych królowi Hiszpanii pieniędzy. Stąd też wzięła się nazwa procesu o sumy neapolitańskie.

Na niekorzyść Zygmunta Augusta działała jednakże odległość miejsca, gdzie rozpatrywano całą sprawę. Informacje pomiędzy Neapolem a Krakowem bardzo łatwo mogły wpaść w ręce Habsburgów. Tym bardziej, że usługi pocztowe na tym obszarze świadczyła prohabsburska rodzina książąt von Taxis. Dlatego też Zygmunt August 18 października 1558 r. wydał edykt, ustanawiający połączenie pocztowe na trasie Kraków-Wiedeń-Wenecja, za które miał odpowiadać Piemontczyk Prosper Provana, zaufany dworzanin króla Polski.

Mapa Królestwa Neapolu

Ponadto polska dyplomacja zaczęła naciskać na cesarza i papieża, aby w jakiś sposób zareagowali na postępowanie Filipa II. W Watykanie zabiegano nawet o obłożenie klątwą spiskowców z dworu Bony. Wobec tego obawiający się skandalu cesarz Ferdynand I postanowił mediować między obydwoma monarchami. Rozmowy między Filipem i Zygmuntem doprowadziły do zwrotu 10 proc. zagarniętego majątku Bony oraz obietnicy oddania całości udzielonej przez królową pożyczki wraz z księstwami Bari i Rossano. Król Polski ze swej strony zgodził się jedynie na przekazanie obsługi połączeń pocztowych na wspomnianej trasie rodzinie von Taxis. Ten niby drobny gest miał jednak brzemienne skutki.

Filip II nie zamierzał Zygmuntowi II niczego więcej zwracać, a o wszelkich staraniach by to uczynił wiedział zawczasu, gdyż książęta Taxisowie przekazywali mu wszystkie listy polskiego króla, które przechodziły przez ich ręce. Gdy Jagiellon się w tym zorientował zerwał umowę z Taxisami i w 1564 r. przekazał ich obowiązki mieszczaninowi krakowskiemu Sebastianowi Montelupi. Sprawa jednak sum neapolitańskich utknęła w martwym punkcie. Po śmierci Zygmunta Augusta próbowała je odzyskać jego siostra Anna Jagiellonka. Potem poselstwa w tej sprawie wysyłał Zygmunt III, Władysław IV i Jan Kazimierz. Bezskutecznie.

Ostatni raz na forum publicznym kwestię sum neapolitańskich podnosił poseł Marek Poznański w 2012 r. Argumentował, że Hiszpania powinna zwrócić równowartość zagarniętej niegdyś przez jej króla pożyczki. Teoretycznie byłoby to możliwe, gdyby państwo polskie nieustanie podnosiło tę kwestię w dwustronnych relacjach, co by uniemożliwiało przedawnienie roszczenia. Wiadomym jest, że tak było do końca panowania Jana Kazimierza. Później ten temat nie występował i to z równie ważnego powodu. Królowa Bona pożyczała bowiem pieniądze nie państwa polskiego, lecz swoje prywatne. Transakcja pożyczki z Filipem II nie była tym samym układem państwowym, a umową prywatną. Dlatego roszczenia do Habsburgów (a nie do Hiszpanii) zwrotu tych pieniędzy (a także księstw we Włoszech i reszty fortuny królowej) miała nie Polska, a Jagiellonowie i ich spadkobiercy, czyli Wazowie. A zatem sumy neapolitańskie pozostaną już na zawsze synonimem pieniędzy, których nie można odzyskać.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA