cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

Czy powstanie kościuszkowskie miało realne szanse powodzenia? Kościuszko sądził, że tak

Antoni Bzowski, 24.03.2021

Przysięga Tadeusza Kościuszki na krakowskim rynku na obrazie Michała Stachowicza

Patrząc z dystansu na powstanie kościuszkowskie można śmiało uznać, że to było szaleństwo. Kościuszko rozpoczynając walkę tuż po II rozbiorze musiał liczyć się z tym, że przeciwko sobie będzie miał co najmniej dwie potężne armie. Czasami jednak takie szaleństwo podejmuje się w geście rozpaczy, kiedy nie ma innego wyjścia, ale sęk w tym, że tym razem tak nie było. Naczelnik naprawdę myślał, że wygra!

Powstanie w amerykańskim stylu

Powstanie kościuszkowskie tak naprawdę nie było pomysłem Kościuszki. Stała za tym grupa spiskowców na czele z Hugo Kołłątajem i Ignacy Potockim, która przebywała w Lipsku i to właśnie bohaterowi wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych i w obronie Konstytucji 3 maja zaproponowała dowództwo. Postępowy republikanin, w dodatku popularny i uznawany za dobrego dowódcę wydawał się idealnym kandydatem na wodza. W rzeczywistości Kościuszko wodzem był takim sobie. Zarzucano mu, że jest zbyt miękki, nie umie wydawać rozkazów i średnio radzi sobie w polu. Inna sprawa, że był znakomitym fortyfikatorem, ale akurat w tym przypadku nie miało to większego znaczenia.

Tadeusz Kościuszko według Kazimierza Wojniakowskiego

Jak się okazało strategiem też był nie najwybitniejszym. Kościuszko sądził, że powstanie może wygrać. Jego zdaniem będzie to walka tylko z Rosją, bowiem Prusy i Austria były w tym czasie zaangażowane w konflikt z Francją. I jeżeli nawet przyznamy pewną słuszność temu rozumowaniu, to i tak byłoby to starcie silnej, licznej, dobrze wyszkolonej armii z kurczącymi się i słabymi wojskami Polski i Litwy. Ale otóż nie! Pomysłem Kościuszki było przerzucenie obowiązku obrony ojczyzny na cały naród, nie tylko szlachtę, ale też mieszczan i chłopów. Przyszły Naczelnik pomny swoich doświadczeń z wojny amerykańskiej uważał, że zwykły rzemieślnik czy chłop jest w stanie pokonać zawodową armię. I znów nie można odmówić temu rozumowaniu pewnej słuszności. Zresztą nie trzeba sięgać do przykładów amerykańskich, by zauważyć podobne zjawisko. W trakcie potopu szwedzkiego to połączony wysiłek wszystkich stanów doprowadził do wyparcia wroga. Dlaczego zatem tym razem historia się nie powtórzyła?

Walka na śmierć i życie

12 marca 1794 roku gen. Antoni Madaliński zbuntował swą brygadę kawalerii narodowej i ruszył z Ostrołęki na Kraków. Była to reakcja na zapowiedzianą przez rosyjskiego ambasadora Ospia Igelströma redukcję wojsk koronnych i szykowane aresztowania konspiratorów, do których należał Madaliński. W grodzie pod Wawelem spodziewano się już przybycia Kościuszki, który akurat przebywał wtedy we Włoszech. 24 marca na krakowskim rynku odbyła się słynna przysięga naczelnika Kościuszki. Zaczynała się walka na śmierć i życie ojczyzny.

Celem Rosjan było zdławienie powstania w okolicach Krakowa. Celem Kościuszki - rozszerzenie go na obszar całej Rzeczypospolitej. Stąd niedługo po wyjściu z miasta doszło do bitwy, która sformatowała nam na wieki myślenie o tej insurekcji. 4 kwietnia 1794 roku pod Racławicami armii dowodzonej przez Kościuszce udało się pokonać siły korpusu gen. Fiodora Denisowa i gen. Aleksandra Tomasowa. Do legendy przeszedł słynny atak krakowskich kosynierów na rosyjskie armaty. Czyżby plan Kościuszki zaczął przynosić rezultaty?

Naczelnik zapewne tak myślał, ale chyba tylko przez chwilę. Kosynierzy po wzięciu łupów szybko wrócili do domów. To spowodowało, że dopiero po dniu zwłoki udało się Kościuszce zebrać armię i ruszyć w pogoń za wrogiem, ale było już za późno. Głównych sił Denisowa nie udało się rozbić i trzeba było cofnąć się do Krakowa.

Większość chłopów w armii kościuszkowskiej przedstawiało niewielką wartość bojową. Kosynierów można było wykorzystać jedynie, gdy dystans do szturmowanych pozycji był niewielki. Chłopskim formacjom przeznaczano zatem głównie funkcje tyłowe – milicji zabezpieczającej przed dywersją oraz kwatermistrzostwa. By jednak zmobilizować większe masy chłopskie 7 maja 1794 roku Kościuszko wydał Uniwersał Połaniecki. Wielu dziś twierdzić, że nie spełniał on oczekiwań włościan, ale to nieprawda. Wzięci pod opiekę państwa chłopi mogli legalnie przenosić się od wsi do wsi, po prostu do tego pana, u którego będzie im lepiej. Zachowana została pańszczyzna, ale pamiętajmy, że to była forma renty odrobkowej za użytkowaną ziemię, co dla wielu chłopów było lepsze niż zapłata czynszu. I na chłopów rzeczywiście uniwersał działał mobilizująco, ale najpierw trzeba było się o nim dowiedzieć. Ogłaszanie tego aktu blokowali niektórzy panowie i księża, który tracili na tych rozwiązaniach.

Tadusz Kościuszko i kosynierzy na "Panaromanie Racławickiej" Wojciecha Kossaka i Jana Styki

Inaczej było z mieszczanami, którzy od Sejmu Wielkiego mieli silne poczucie związania z Rzeczypospolitą. To lud Warszawy samoczynnie z miejscowymi wojskami koronnymi dokonał 17 kwietnia wyzwolenia stolicy. Odbyło się to w bardzo krwawy sposób. Jeńców nie brano, za co później zemścił się gen. Suworow w zdobytej Pradze.

Za przykładem Warszawy poszło Wilno, a wraz z nim spora część Litwy. W Wielkopolsce samodzielnie, bez udziału regularnego wojska szlachta i chłopi stworzyli swoje oddziały, które zaatakowały posterunki pruskie. Wbrew kalkulacjom Kościuszki Prusacy już w kwietniu naruszyli granice Rzeczypospolitej. Początkowo aktywność 11-tysięcznego korpusu pruskiego była powściągliwa. Dopiero 6 czerwca 1794 roku wsparł on Rosjan w bitwie pod Szczekocinami. Batalia była wielką porażką Kościuszki. Zginął w niej bohater spod Racławic Wojciech Bartos Głowacki, co bardzo osłabiło morale chłopskiego wojska. Prusacy zajęli także Kraków, skąd udało się im wywieźć insygnia koronacyjne. Na szczęście sukcesy powstańców w Wielkopolsce zmusiły wojska pruskie do odwrotu. Naczelnik wysłał dodatkowo w poznańskie żołnierzy Jana Henryka Dąbrowskiego, co zapobiegło dalszym interwencjom zachodniego sąsiada.

Zobacz także:

Kim był Wojciech Bartos Głowacki

Z dnia na dzień było coraz gorzej. Prusaków miano z głowy, ale nie wiadomo na jak długo. Było także ryzyko interwencji austriackiej, bo rosyjska propaganda rozgłaszała, że to nie walka z Rzeczpospolitą, a jakobińską rewolucją. Tej wizji pomagały sceny wieszania zdrajców w Warszawie. Kościuszko świadom zagrożenia próbował zapobiegać takim wydarzeniom, dlatego uchronił od śmierci biskupa Wojciecha Sieroszewskiego.

"Kościuszko upadający z koniem w bitwie pod Maciejowicami", obraz Jana Bogumiła Plerscha

Przewaga Rosjan jednak rosła. Decydującym ciosem dla insurekcji okazała się klęska pod Maciejowicami 10 października 1794 roku. Naczelnik chciał uniemożliwić połączenie dwóch korpusów rosyjskich – gen. Aleksandra Suworowa i gen. Iwana Fersena. To się nie udało. Bitwa okazała się wielką katastrofą. Zginęło 4 tysiące powstańców. Wedle relacji uczestników, Kościuszko widząc zbliżającą się klęskę wręcz szukał okazji do śmierci na polu chwały. Skończyło się to cieżką raną i niewolą. Jego miejsce zajął Tomasz Wawrzecki, a powstanie trwało nadal, choć nieuchronnie zbliżało się do swojego smutnego końca. By zmobilizować jeszcze masy 22 października 1794 roku ogłoszono, że żołnierze walczący za ojczyznę lub ich rodziny otrzymają ziemię na własność. Zanim jednakże ta nowina dotarła do gminu, to Rosjanie już urzędowali w Warszawie. 17 listopada poddały się ostatnie oddziały powstańcze.

Zobacz także:

Kim był następca Tadeusza Kościuszki

Bez szans

Niestety, nie spełniły się rachuby Kościuszki. Pomysł z wykorzystaniem całej ludności, wszystkich stanów do walki był dobry i był wykorzystywany przy kolejnych zrywach, niestety zazwyczaj z marnym rezultatem. By chłopa uświadomić narodowo potrzeba było czasu. Każdy włościanin musiał wiedzieć, dlaczego ma się za Polskę bić i co z tego będzie miał. W trakcie potopu ogólnonarodowy sprzeciw wynikał z brutalności szwedzkiej okupacji i poczucia zagrożenia wiary katolickiej. W 1794 roku takich zjawisk nie było. Wprawdzie upodmiotowiono chłopów, tylko że bez wprowadzenia tego prawa w życie nie należało oczekiwać dobrych rezultatów. Ponadto, wielu księży tym razem wcale nie pałało radością do idei powstania, co odbiło na frekwencji i zaangażowaniu wsi. 

Płonne okazały się też nadzieje, że pozostali zaborcy będą spokojnie stali i przyglądali się, jak Rzeczypospolita uwalnia się od więzów zależności, zwłaszcza że nie byli oni wtedy ze sobą zwaśnieni. Na domiar złego, Kościuszko na polu bitew, poza Racławicami, jakoś specjalnie się nie popisał. Z tego wszystkiego wychodzi nam przepis nie na sukces, a na stromotną porażkę. Bez dobrej organizacji, dobrego dowodzenia i wyczucia dobrego momentu trudno wygrać z dużo silniejszym i liczniejszym wrogiem. Niestety, ale ta nauka na wiele pokoleń poszła w las.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA