cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

Czy Kaszubi są narodem?

Tomasz Słomczyński, 25.08.2021

Połów ryb na Helu na początku XX wieku

W drugiej połowie XIX wieku w społeczności kaszubskiej zaczął zarysowywać się istniejący do dziś podział. W tym czasie po raz pierwszy wyraźnie podkreślono odrębność Kaszubów. Sęk w tym, że część uważała, że jest to osobny naród, a część, że to szczególna odmiana Polaków.

Kaszubski narodowiec

Jest rok 1850. W mieszkaniu przy Heiligengeiststrasse 932 w Gdańsku (dziś ulica św. Ducha 1–3) siedzi przy stole trzydziestodwuletni mężczyzna. Ma długie włosy i brodę. W świetle lampy naftowej widać, jak pochyla się nad gazetą. Marszczy czoło w gniewie.

Minęły dwa lata, od kiedy jest na wolności. Więzienie w Berlinie opuścił w niezwykłych okolicznościach. Trwała rewolucja, demonstranci domagali się uwolnienia bohaterów Wiosny Ludów. W ten sposób uniknął katowskiego topora – wszak za nieudany atak na pruskie wojska w Starogardzie Gdańskim usłyszał wcześniej wyrok śmierci. Udało mu się jednak przeżyć zawieruchę i wrócić w rodzinne strony, na Pomorze. W międzyczasie zdołał ukończyć studia medyczne w Królewcu i zdać końcowy egzamin.

Florian Ceynowa wśród funkcjonariuszy pruskiej policji ma opinię niebezpiecznego rewolucjonisty, ale ma także posadę lekarza przy Kolumnie Amunicyjnej 1 Wschodniopruskiego Pułku Artylerii, którego pododdziały stacjonowały w Gdańsku. Nie zamierza już spiskować, planować zbrojnych powstań. To nie znaczy jednak, że porzucił ideały Wiosny Ludów. Zajmuje się teraz działalnością naukową i publicystyczną, pracuje nad swoją rozprawą doktorską i pogłębia wiedzę, co czynił zresztą nawet w więzieniu.

Florian Ceynowa

Interesuje go ludoznawstwo, folklor, szczególnie Słowian, a najbardziej jego własnego ludu – Kaszubów. Jak wielu intelektualistów w tym czasie w marzeniach widzi na mapie Europy swój naród obok wielu innych nacji słowiańskich: Czechów, Słowaków czy Łużyczan.

Tymczasem marszczy brew, nie podoba mu się to, co czyta na swój temat w gazecie. Przed miesiącem napisał artykuł, który wywołał burzę. Ukazał się na łamach wydawanego w Chełmnie czasopisma „Szkoła Narodowa”.

Ceynowa napisał go po kaszubsku, według pisowni, którą samodzielnie wymyślił:

Njech mdze póchvoloni Jezus Christus.

To je nasze chrzescejańskje pózdrovjenje […]. Temji słovamji me sę e z vamji, kóchani braco Pólosze, vjitome. A tak zacząvsze wód Pana Bóga mdzeme me dali z vamji gadac, jak młodszi brat do starszeho. A viec słechojce. […] Kjejbe te chto chceł dzeje naszech przodkov spjisac, jak wónji z dovnemji Pressokamji, Dunczekamji, Szwedamji, Miemcamji, wójowale, tejbe to beła decht peszno ksążka; albo jakji tobe beł peszni krajobrozk nasze całe njegdesz zemje wód Vjisłe do Wódre [Odry – T.S.] a wód mórza jasz pó Notecę e Vartę. Chóc to teros njeje, to jednak jesz może sę stac, kjejle sę młodszi brat ze starszim za ręce vezmą. Me bardzo rod [radzi, zadowoleni – T.S.] vjidzime bjełeho grifa, herb nas Kaszebskji, prze bjełim wórzle Pólskjim na vesokji bramje Gdąńskji. […] A vjec storą drogą szło to letko do jednosce z Pólochamji, rodzonemji bratamji, v żełach chterech tak dobrze Słovjańsko krev płenje, jak v naszech.

Te słowa, opublikowane przed miesiącem, wywołały burzę. Florian Ceynowa ma teraz marsową minę, gdy czyta ripostę pióra Jana Kellera, która ukazała się w tej samej „Szkole Narodowej”. Keller nazywa Ceynowę „niepowołanym opiekunem Kaszubów”, a w samym artykule znajduje on słowa „szczupłej i przewrotnej treści”, do tego zapisane „prymitywnym” dialektem języka polskiego. Keller nie rozumie, jak można pisać o braterskich narodach, Kaszubach i Polakach. Nie ma żadnych braci. To jeden naród jest, koniec, kropka. I dodaje: „przyjmij jeszcze moją przyjacielską radę. […] Pracuj w duchu polskim, bo Kaszubi to Polacy. Jeżeli nie wierzysz, to ich samych spytaj, a potwierdzą ci to samo. Jako takich ich więc uważaj, a nie za zupełnie odrębny szczep słowiański, jak ich wystawiasz, kładąc ich obok Czechów, Moskali i innych”.

Florian czuje złość, ale nie chodzi o jednego Kellera. Irytuje go to, co sobą reprezentują tacy jak ten ostatni: dumna, wyniosła „pańskość”, sojusz polskiej szlachty Kościołem. Całe zamieszanie stąd, że w prasie ukazał się manifest, w którym ktoś odważył się przemówić do „Pólochów”, Polaków, czyli szlachty, w języku, jakim posługują się „provdzevi Kaszebji”, czyli chłopi. Jak tak może być? Przecież zdaniem wielu dobrze urodzonych, no i wielu duchownych to się nie godzi. Miejsce chłopa jest przy pługu i w oborze.

Gdy trzydziestodwuletni lekarz wojskowy przykręca knot lampy naftowej i w mroku kładzie się spać, nie wie jeszcze, bo nie może wiedzieć, że napisze w przyszłości wiele artykułów, nie tylko naukowych, i że zostanie nazwany z jednej strony „budzicielem Kaszub”, ale także z drugiej „kaszubskim separatystą” czy „zdrajcą sprawy polskiej na Pomorzu”. Z pewnością zaś okrzykną go pierwszym kaszubskim „narodowcem”, czyli tym, który uważał, że Kaszubi to odrębny naród.

Skąd druzgocąca krytyka Ceynowy? Stąd, że podkreś­lanie odrębności Kaszubów to nic innego jak odciąganie ich od polskości i wpychanie w objęcia Prusaków. Dla polskich niepodległościowych elit jest niewygodny, jak kamień w pościeli. I nie chodzi tu tylko o jego dziwaczną, chłopską kaszubskość, również o niego samego: Ceynowa to dziewiętnastowieczny skandalista, ktoś, kto żyje z kobietą w nieformalnym związku i jawnie występuje przeciwko polskiej szlachcie i duchowieństwu.

 – Do historii Ceynowa przejdzie jako ten, który zapoczątkował nurt „kaszubskosłowiański”, Keller zaś jako ten, który zapoczątkował nurt „polskokaszubski”– mówi profesor Józef Borzyszkowski, zwracając uwagę, że to ważny podział, który ugruntował się na lata i ma znaczenie do dnia dzisiejszego.

Ni ma Kaszëb bez Pòlonii, a bez Kaszëb Pòlsczi

W 1902 roku Ceynowa nie żyje już od dwudziestu lat z górą. Ziarno, które zasiał, zaczyna kiełkować. Na różne sposoby.

Zarysowuje się podział na opcję „narodową” i „propolską”.

W miejscowości Winona (dzisiaj w stanie Minnesota) po siedemnastu latach pobytu w Stanach Zjednoczonych umiera emigrant z Pomorza Hieronim Derdowski, syn kaszubskiego gospodarza. Do historii przejdzie jako drugi po Ceynowie literat tworzący w języku kaszubskim, a także ten, który, w odróżnieniu od swojego poprzednika, stoi na stanowisku, że Kaszubi nie stanowią­ -odrębnego „bratniego” narodu, że po prostu są Polakami.

W pamięci potomnych utkwi jego powiedzenie: „Ni ma Kaszëb bez Pòlonii, a bez Kaszëb Pòlsczi”. Hasło będzie powtarzane przez kolejne pokolenia – współcześnie jego popularność może wynikać z tego, że jest jakby dwufunkcyjne. Jedni widzą w nim pochwałę jedności: potwierdzenie nierozerwalnych więzi Kaszubów z Polską. Inni zaś dostrzegają akcent kładziony na odrębność: podkreślenie istnienia dwóch niezależnych podmiotów w tej relacji, Kaszub i Polski, które składają sobie obietnicę sojuszu lub wspólnoty dla obopólnej korzyści.

Czy Derdowski był świadom niejednoznaczności słów, które wypowiadał? Trudno to dziś stwierdzić. Wiadomo jednak, że jego „propolskość” była przepełniona goryczą:

Më Kaszëbi jesz strzeżemë Pòlsczi mòrsczich granic, / A w Warszawie naszi bracô mają naju za nic.

Więcej o Kaszubach i mieszkańcach tego regionu można 
dowiedzieć się z książki Kaszëbë

(…) W 1911 roku Jan Karnowski pisał, że Kaszuba nie ceni Polski. Jeśli istniała jakaś pamięć o Polsce, to o Polsce niesprawiedliwej, szlacheckiej. Tym bardziej że te negatywne skojarzenia były podsycane przez Prusaków, którzy chętnie wspominali szlachecką samowolę i warcholstwo; „polnische wirtschaft”1– to pojęcie funkcjonowało na Pomorzu. Pamięć o Polsce nie była więc dobra. A jeśli Kaszuba z 1905 roku mówi o sobie, że jest Polakiem, to w dużej mierze dlatego, że jest katolikiem. Katolickie znaczyło polskie; protestanckie znaczyło niemieckie. Ponadto wówczas identyfikacja narodowościowa wśród Kaszubów okazywała się niejednolita: jednym bliżej było do Polaków, innym do Niemców, a wielu określało się jako „tutejsi”.

Aleksander Majkowski – nie sposób o nim nie wspomnieć – twórca ruchu młodokaszubskiego, którego członkowie jednoznacznie wskazywali miejsce Kaszub przy Polsce jeszcze wtedy, gdy nie było jej na mapie Europy i nikt nie mógł przewidzieć, że wkrótce się na niej pojawi…

Gryf. Pismo dla spraw kaszubskich. Wychodzi raz na miesiąc. Rok 1, Zeszyt 1, Listopad, 1908. Wydawca: Dr. Majkowski.

Nasz program. Nowe pismo, aczkolwiek w skromnych wychodzące rozmiarach, powinno mieć racyę bytu i wypełnić istniejącą wśród naszego piśmiennictwa lukę. […] Zachętą i bodźcem do wydawania pisma, zajmującego się sprawami społecznemi i kulturalnemi na Kaszubach, były dla nas uwagi następujące: Do dziś dnia o kresach kaszubskich wśród inteligentnego ogółu społeczeństwa polskiego często dziwne i zgoła błędne istnieją pojęcia.

Powstaje Towarzystwo Młodokaszubów. „Gryf” zaczyna być najważniejszym głosem inteligencji kaszubskiej zorientowanej propolsko. Z roku na rok jego oddziaływanie jest coraz wyraźniej dostrzegalne.

Majkowski zwraca się do młodszego od siebie o dziesięć lat Jana Karnowskiego:

Najwyższy czas, aby myśli społecznej na Kaszubach wyrazicielami byli Kaszubi sami […] Jestem zdania, że wytyczną naszej pracy powinno stanowić hasło: Kaszuby dla Kaszubów.

W innym tekście pisze o stosunku Kaszub do Polski:

Istnieją silniejsze więzy [niż tylko język – T.S.] łączące nas w jeden naród: wspólność kościelna, kulturalna, wspólna tradycja historyczna i – wspólna niedola”38. Przy innej okazji Majkowski stwierdza: „Co kaszubskie, to polskie2.

Ale… znowu pojawia się głos: Jak to? Jaki „szczep”? Jak to „Kaszuby dla Kaszubów”? Nie ma czegoś takiego, jak „kaszubski szczep”. Przecież to nic innego, jak separatyzm – a więc działanie w interesie Prus! Tylko narodowa jednolitość może służyć sprawie polskiej. Tak twierdzą redaktorzy narodowo-klerykalnego „Pielgrzyma”, wydawanego w Pelplinie. Kierują bezpardonowy atak na Majkowskiego, idącego według nich ślepą uliczką, którą kroczył Ceynowa. Do najpoważniejszych zarzutów zaliczają fakt, że jest „ateuszem”. A przecież tylko gorliwy katolik może być prawdziwym Polakiem.

 – Prawda jest taka, że „Pielgrzym” zaatakował Majkowskiego dlatego, że on złamał monopol środowiska pelplińskiego. Nagle pojawia się ktoś, kto ośmiela się zabierać głos w sprawie kaszubskiej, i jest niezależny… To wywołało ten atak – tłumaczy profesor Józef Borzyszkowski.

Kaszubi i Polacy

Od sporu o polskość Kaszubów, w którym brał udział Aleksander Majkowski, minęło już ponad sto lat. Mogłoby się więc wydawać, że dzisiaj taki wewnątrzkaszubski spór jest anachronizmem, że kaszubskość równa się polskość, koniec kropka, nie ma o czym mówić. Ale tak nie jest.

Mapa podziału administracyjnego współczesnych Kaszub wg dr Jana Mordawskiego
(Wikimedia Commons/Jan Mordawski i Poznaniak/CC-BY SA 3.0)

 – Jeśli ktoś mówi, że nie jest Polakiem, tylko Kaszubą, a znam takich osób mnóstwo, nie ruszam tego – stwierdza doktor Eugeniusz Pryczkowski, wiceprezes Zarządu Głównego Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. – To jest jego prawo. Nie wnikam, czy sądzi tak naprawdę, czy może jest to koniunkturalizm… Nie widzę powodów, żeby również Kaszubi, obok na przykład Ukraińców czy Białorusinów, nie mieli prawa do takiego samookreślania się.

 – A jednak zdecydowana większość Polaków jest przekonana, że Kaszuba to zawsze Polak, tak jak Góral…

 – Tak jest w dziewięćdziesięciu procentach. Staram się zrozumieć tych, których dziwi fakt istnienia osób narodowości kaszubskiej. Ich zaskoczenie wynika z tego, że postrzegają nas, Kaszubów, jako grupę wyłącznie regionalną, jak Górali na przykład. A my jesteśmy czymś więcej niż grupą regionalną, jesteśmy grupą etniczną.

 – Więc jeśli ktoś mówi, że jest Kaszubą…

 – To już niekoniecznie jest Polakiem. Jak już powiedziałem, w grubo ponad dziewięćdziesięciu procentach ktoś taki czuje się Polakiem. Ale istnieje pewien odsetek Kaszubów nie-Polaków.

Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie (ZKP) powstało w 1964 roku w wyniku połączenia dwóch, istniejących wcześniej organizacji: Zrzeszenia Kaszubskiego (od 1956 roku) i Zrzeszenia Kociewskiego (od 1957 roku). Obecnie zrzesza jakieś pięć tysięcy członków w około siedemdziesięciu oddziałach terenowych. Uznaje się je za najważniejszą organizację regionalną na Kaszubach i Kociewiu. Z pewnością jest największą organizacją kaszubską i jedną z większych organizacji pozarządowych w Polsce.

W Zrzeszeniu – w odróżnieniu od nieporównywalnie mniejszej Jednoty – dominującą postawą jest tak zwana podwójna tożsamość: polska i kaszubska zarazem.

Prezesem Zarządu Głównego ZKP był mój rozmówca profesor Józef Borzyszkowski (1986–1992), a profesor Cezary Obracht-Prondzyński i doktor Tomasz Rembalski to również wieloletni działacze tej organizacji. Funkcję jej prezesa pełni Jan Wyrowiński, były wicemarszałek Senatu RP, zaś wiceprezesa doktor Eugeniusz Pryczkowski.

 – Polacy z innych części kraju zachowują się jak starsi bracia, przekonani, że są lepsi, mądrzejsi, to tacy „stuprocentowi” Polacy – mówi profesor Józef Borzyszkowski. – A my i nasi przodkowie żyliśmy w świecie wielu grup etnicznych, wyznań i kultur, z Gdańskiem w centrum. Dla wielu do dzisiaj Kaszuba to jest prosty rybak albo chłop. Opinie o Kaszubach… Boże, jakże one są podobne do tego, co niegdyś kolonizatorzy mówili o podbitych ludach. To są bardzo delikatne kwestie.

 – Dwie tożsamości: polska i kaszubska, funkcjonują na dwóch różnych poziomach, dlatego nie wchodzą sobie w drogę – stwierdza profesor Cezary Obracht-Prondzyński.

 – Ja jestem Kaszubą i Polakiem. Nieprzypadkowo mówię to w tej kolejności: najpierw Kaszubą, potem Polakiem – przyznaje doktor Eugeniusz Pryczkowski.

Prof. Jan Wyrowiński akceptuje w szeregach Zrzeszenia wszystkich. Jak mówi, nikt nie sprawdza tych kwestii przy przyjmowaniu członków.

 – W wolnym kraju każdy ma prawo do swobodnej autoidentyfikacji narodowej – stwierdza prezes ZKP.

 – Ja jestem Polakiem i Kaszubą, są to dla mnie dwie równie ważne identyfikacje, i nie mam z tym problemu – tłumaczy doktor Tomasz Rembalski. – Z rozmysłem nazywam siebie najpierw Polakiem, ze względu na pamięć o moim pradziadku, który był Poznaniakiem i gorliwym Polakiem. Przywędrował na Pomorze w 1919 roku, gdzie jego synowie pożenili się z Kaszubkami, a córki, z jednym wyjątkiem, wyszły za Kaszubów… To jest najtrudniejsze: wyjaśnić mieszkańcowi Mazowsza czy Małopolski, o co w tym chodzi, że to się ma w sobie, że można mieć dwie narodowości, polską i kaszubską lub kaszubską i polską. Dla większości Kaszubów nie ma tu żadnej sprzeczności. Żeby to zrozumieć, trzeba chyba tutaj zamieszkać.

1 Dosł. „polskie gospodarzenie”– określenie o wydźwięku negatywnym oznaczające polską niegospodarność.

2 Hasło to było i jest powszechnie kojarzone z ruchem Młodokaszubów, za jego autora i zarazem wyraziciela tej idei uważa się Aleksandra Majkowskiego. Zostało wprost sformułowane, jako swoista ideologiczna deklaracja, w artykule Ruch młodokaszubski, „Gryf. Pismo dla spraw kaszubskich” 1909, z. 7, s. 1.

Artykuł jest fragmentem książki Tomasza Słomczyńskiego Kaszëbë. Tytuł, śródtytuły i wstęp nadany przez redakcję.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA