cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

Czy bitwa o Monte Cassino była Polsce potrzebna?

Krystian Skąpski, 18.05.2021

Ruiny klasztoru na Monte Cassino, 1944 r.

„Pióropusz biały Panu się śni” - tymi słowami Naczelny Wódz Polskich Sił Zbrojnych gen. Kazimierz Sosnkowski skomentował decyzję gen. Władysława Andersa o udziale jego 2. Korpusu w szturmie na Monte Cassino. Bitwa, która stała się symbolem polskiego wkładu w zwycięstwo aliantów nad Niemcami kosztowała życie 900 Polaków. Ale czy ta ofiara do czegoś się Polsce przydała?

Czy widzisz te gruzy na szczycie?

Decyzję o rzuceniu Polaków do walki pod Monte Cassino gen. Anders podjął rzekomo w przeciągu 10 minut. Miało to być czwarte podejście do zdobycia tego wzgórza. Od stycznia 1944 roku ofensywa aliancka na Półwyspie Apenińskim stanęła w miejscu, a dokładnie na Linii Gustawa – umocnieniach obronnych o długości 130 km wzdłuż rzek: Garigliano, Rapido, Sangrona. Centralnym punktem było tu właśnie Monte Cassino, a na nim klasztor benedyktynów. W lutym został zbombardowany, co tylko ułatwiło Niemcom obronę w ruinach.

Anders nawet jak się zdecydował na udział w bitwie to miał wybór. Mógł skierować swoich żołnierzy na Dolinę Liri albo na „Wzgórze Ofiarne”, czyli wzgórza San Angelo, Widmo, Gardziel, Głowę Węża, wzgórze 593 i 569 w kierunku na klasztor. Jak powiedział marszałek Alexander, Anders wybrał zadanie trudniejsze, ale chwalebniejsze, czyli opcję nr 2 – szturm na Monte Cassino.

Gen. Kazimierz Sosnkowski i gen. Władysław Anders

Sosnkowski uważał, że to szaleństwo i miał sporo racji. 2. Korpus jeszcze nie walczył, nie brał udziału w większej operacji, a tu miał zostać rzucony na możliwie najtrudniejszy odcinek na froncie. Niemały wpływ na to miały zarzuty, jakie padały ze strony Związku Sowieckiego, który oskarżał żołnierzy Andersa o tchórzostwo. Tymczasem Polacy, którzy po dwóch latach od ewakuacji z ZSRR chcieli się bić. Brytyjczycy zdawali sobie z tego sprawę i postanowili to wykorzystać. Polacy mieli ojczyznę przed sobą i pałali żądzą zemsty, dlatego cechowali się większą motywację do walki niż bijący się na tym samym odcinku Arabowie z Francuskiego Korpusu Ekspedycyjnego, Indusi, Nowozelandczycy, Kanadyjczycy czy nawet Amerykanie oraz sami Brytyjczycy. Generał Sosnkowski jednak krytykował propozycje sojuszników:

Plan dowództwa brytyjskiego wydał mi się wadliwym właśnie w odniesieniu do zadań przydzielonych naszemu Korpusowi: uderzenie frontalne, na wąskim odcinku natarcia, w terenie szalenie trudnym i na pozycję silnie ufortyfikowaną wydawało mi się niepotrzebnym marnowaniem krwi ludzkiej.

Runęli przez ogień straceńcy

Atak rozpoczął się 11 maja o godzinie 23. Dwie godziny później po przygotowaniu artyleryjskim do walki ruszyli Polacy. Wojenni debiutanci mieli przeciwko sobie doborowe jednostki niemieckich spadochroniarzy. Bój okazał się krwawy, co było do przewidzenia, ale strona polska dopuściła się też wielu błędów. Na szczeblu dowództwa korpusu szwankowała koordynacja działań. Ogólnie panował chaos, za co odpowiadała przede wszystkim wyższa kadra.

Szturm z 12 maja to była rzeź. Rozkaz wycofania Polaków wydał dowódca 8. armii gen. Leese, który widział, jakie straty spowodowała ich pierwsza próba zdobycia Monte Cassino. Jednak choć polscy żołnierze nie zdobyli klasztornego wzgórza, to ściągając na siebie uwagę wroga umożliwił Brytyjczykom z XIII Korpusu przełamanie w dolinie Liri niemieckich punktów obrony. 17 maja nastąpił drugi polski atak, nie mniej krwawy i pełen poświęcenia szturmujących. W czasie walk o San Angelo, gdy Polakom zabrakło amunicji, to sięgnięto po kamienie. Na tym samym odcinku strzelec Bułhak, któremu mina urwała nogę rzucił się na pole minowe krzycząc:

Chłopaki, biegnijcie po mnie w przód.

Polscy żołnierze w trakcie walk pod Monte Cassino

Miały miejsce też takie sceny, gdy po kilka razy z Mazurkiem Dąbrowskiego na ustach Polacy ruszali do ataku. Pomimo że ten szturm przyniósł lepsze rezultaty od pierwszego, to na Monte Cassino wciąż byli Niemcy. Nieoczekiwanie jednak w nocy z 17 na 18 maja wróg opuścił ruiny klasztoru. Rankiem na wzgórze dotarł zwiad 12. Pułku Ułanów Podolskich, który zatknął tam proporzec jednostki, a następnie na gruzach zgromadzenia benedyktynów zaczął powiewać biało-czerwony sztandar.

Niemcy się wycofali, gdyż zdali sobie sprawę z beznadziejnej sytuacji, w jakiej się znaleźli. Francuski Korpus Ekspedycyjny wdarł się na ich tyły, a Brytyjczycy zajęli przyczółki za rzeką Rapido. Gdyby doszło do kolejnego alianckiego natarcia żołnierze niemieccy po prostu znaleźliby się w kotle, zatem należało w porę się wycofać. Nie odbiera to wcale chwały 2. Korpusu. Ich natarcie było niezbędne, by odciągnąć niemieckie siły od innych rejonów walk. Gdyby nie to, to operacja francuskich i brytyjskich wojsk mogła zakończyć się fiaskiem. Ale trzeba zdać sobie sprawę, że nie było to samodzielne zwycięstwo polskich żołnierzy, tylko wspólne walczących tu aliantów. Polacy otrzymali jednak to wyróżnienie, że mogli zająć symbol tej bitwy – wzgórze klasztorne, a to dodało im nieco więcej blasku zwycięzców, niż ich sojusznikom.

Jak zawsze za honor się bić

Oczywiście, zadanie Polaków mógł wykonać ktoś inny. Rację miało jednak dowództwo brytyjskie, które typowało, że polski żołnierz będzie się bił dużo bardziej zażarcie, niż jakikolwiek inny. Pod tym względem oczekiwania zostały spełnione z naddatkiem. Pytanie tylko, czy było warto?

Można argumentować, że to kolejna krwawa cegiełka do polskiego wkładu w zwycięstwo nad Niemcami, gdyby nie to, że strategiczne znaczenie tej bitwy było znikome. Autor książki o bitwie pod Monte Cassino John Ellis nazwał ją „pustym zwycięstwem”, bowiem jeszcze zanim do niej doszło alianci osiągnęli już swoje podstawowe cele inwazji na Półwyspie Apenińskim. Założono bazy lotnicze, z których można było bombardować południowe Niemcy, Royal Navy kontrolowało Morze Śródziemne, a Włochy zerwały sojusz z Niemcami. W takiej sytuacji o wiele większe znaczenie miało skoncentrowanie wszystkich wysiłków na otwarciu zachodniego frontu we Francji. Zwłaszcza, że zdobywanie Włoch od południa było karkołomnym zadaniem, gdyż ukształtowanie terenu sprzyjało w takich okolicznościach obrońcom. No i frontalny atak na Linię Gustawę, zamiast oskrzydlenia tego pasa umocnień był od początku chybionym pomysłem, który kosztował wiele tysięcy istnień ludzkich.

Polska flaga na Monte Cassino, 18 maja 1944 r.

Anders liczył również na oddźwięk propagandowy, bo jednak co by dziś nie mówić, to wówczas wydawało się, że to jedna z najważniejszych bitew w tej wojnie. Przed Polakami alianci aż trzykrotnie szturmowali wzgórze. Dowódca 2. Korpusu sądził, że biało-czerwony sztandar na zdobytym Monte Cassino przypomni o sprawie polskiej. I tu generał srogo się pomylił. Owszem, było trochę wzmianek prasowych, ale wkrótce potem przykryły je inne wydarzenia. Winston Churchill w swoich pamiętnikach wspomniał jedynie, że w walkach odznaczyła się polska jednostka. I tyle.

W gruncie rzeczy naiwnością było sądzić, że pod wpływem polskiego poświęcenia odwrócą się wyroki Teheranu, o których Polacy wiedzieli już od lutego 1944 roku. Anders wierzył jednak w sojuszników. W przemówieniu radiowym 3 marca 1944 roku generał mówił:

Będziemy się bili nieustępliwie z Niemcami, bo wiemy wszyscy, że bez pobicia Niemców nie będzie Polski. Nie dopuszczamy myśli, ażeby jakikolwiek wróg mógł nam zabrać choćby drobną część ziemi polskiej. Wierzymy, że nasi wielcy sprzymierzeńcy i przyjaciele – Wielka Brytania i Stany Zjednoczone […] pomogą nam do powstania Polski naprawdę wolnej i niepodległej. […]. Jeszcze Polska nie zginęła!

O wiele trzeźwiej wypowiadał się na ten temat przywoływany już generał Sosnkowski. Nie bez racji oskarżał on Andersa o wykorzystanie krwi polskich żołnierzy do zdobycia osobistej sławy. Przed bitwą Naczelny Wódz powiedział:

Przede wszystkim, że uważam jego samowolny postępek za naruszenie dyscypliny wojskowej, przy tym bardzo niebezpieczne i wysoce szkodliwe na wygnaniu; powiedziałem mu dalej, że dysponowanie krwią polską w ciężkiej walce politycznej o przyszłość i prawa naszego narodu należy do władz zwierzchnich Rzeczypospolitej; że pomijanie tych władz na rzecz obcych ośrodków dyspozycji ułatwia tym ostatnim wygrywanie ambicji jednostek dla swoich własnych celów, które przecież mogą pozostawać w sprzeczności z naszymi celami narodowymi, jak tego dowiodła konferencja w Teheranie.

Nie można jednak odmówić bitwie pod Monte Cassino pewnego ładunku symbolicznego. Pieśń „Czerwone maki na Monte Cassino” uosabia tragiczny polski los podczas tej wojny. Nadludzki wysiłek, za który nie otrzymaliśmy należnej nagrody w postaci wolnej ojczyzny. W skali świata ta danina krwi być może niewiele znaczyła. Dla Polaków, a zwłaszcza dla żołnierzy 2. Korpusu, których domy znalazły się pod sowiecką okupacją była czymś niezwykle istotnym. W „Czerwonych makach..” znajduje się też odpowiedź na pytanie o co się w tej bitwie bili Polacy:

I poszli szaleni zażarci,

I poszli zabijać i mścić,

I poszli jak zawsze uparci,

Jak zawsze za honor się bić.

Tak, to była kolejna polska bitwa o honor, którą niewątpliwie wygraliśmy. Pokazaliśmy, że po latach upokorzeń potrafimy bić znienawidzonego wroga w dużej i zdawałoby się ważnej bitwie. Warto jednak sobie zadać pytanie, czy gdyby Armia Andersa stoczyła swoją pierwszą wielką bitwę gdzieś indziej, to czy ten symbol polskiego losu w II wojnie światowej byłby mniej wyrazisty? A jeśli nawet, to czy zwycięstwo w bitwie o honor było warte tak dużych strat?





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA