cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

Czy 17 września 1939 roku wybuchła II wojna polsko-sowiecka?

Jakub Wojas, 17.09.2021

Wkraczające do Polski oddziały Armii Czerwonej, 17 września 1939 r.

Zarówno w odniesieniu do tego, co się wydarzyło 1, jak i 17 września 1939 roku często się używa pojęcia napaści czy agresji na Polskę. Jednak w wypadku tej niemieckiej jednocześnie się uznaje, że doszło do wybuchu wojny pomiędzy obydwoma państwami, a jak to było z ZSRR? Czy 17 września 1939 roku Rzeczpospolita i Związek Sowiecki znalazły się w stanie wojny?

Czy wypowiedzenie wojny było potrzebne?

Niejednokrotnie, zwłaszcza w dyskusjach internetowych, można się spotkać z przeczącą odpowiedzią na to pytanie. Agresja? Jak najbardziej miała miejsce, ale stan wojny to już nie. Przede wszystkim zwolennicy takiego poglądu wskazują, że nie doszło do wypowiedzenia wojny. W rzeczywistości ten wymóg prawa międzynarodowego jest nieco zmitologizowany. W pierwszej kolejności należy odróżnić od siebie dwie płaszczyzny: prawo do wojny (ius ad bellum) i prawo wojenne, zwane również współcześnie prawem konfliktów zbrojnych bądź prawem humanitarnym (ius in bello). To pierwsze pozwala stwierdzić, czy świetle obowiązujących norm prawa międzynarodowego dane państwo może prowadzić działania wojenne, czy użycie przez nie siły przeciwko innemu państwu jest prawnie uzasadnione i poniekąd również, czy jest to wojna czy np. drobne tarcia graniczne. Natomiast prawo wojenne ustala reguły, które już podczas tej wojny obowiązują. W tej drugiej kategorii mieści się wymógł poprzedzenia działań wojennych oficjalnym wypowiedzeniem tej wojny. Także nie dopełnienie tego obowiązku przez agresora jest złamaniem prawa, ale w żaden sposób to nie wpływa na stwierdzenie, czy zaistniał stan wojny. Jest to coś zupełnie niezależnego.

Armia Czerwona we wrześniu 1939 r.

Interwencja humanitarna?

Zresztą ani Niemcy Polsce, ani Polska Niemcom też nie wypowiedziały sobie wojny, a nie ma wątpliwości, że odbywa państwa ją ze sobą prowadziły. W wypadku agresji ZSRR na Rzeczpospolitą problem jest jednak inny. Wejście w polskie granice Armii Czerwonej poprzedziło wręczenie w Moskwie ambasadorowi Wacławowi Grzybowskiemu noty komisarza ludowego ds. zagranicznych Wiaczesława Mołotowa. W tym dokumencie znalazło się uzasadnienie sowieckiego postępowania:

Wojna polsko-niemiecka ujawniła wewnętrzne bankructwo państwa polskiego. W ciągu dziesięciu dni operacji wojennych Polska utraciła wszystkie swoje regiony przemysłowe i ośrodki kulturalne. Warszawa przestała istnieć jako stolica Polski. Rząd polski rozpadł się i nie przejawia żadnych oznak życia. Oznacza to, iż państwo polskie i jego rząd faktycznie przestały istnieć. Wskutek tego traktaty zawarte między ZSRR a Polską utraciły swą moc. Pozostawiona sobie samej i pozbawiona kierownictwa, Polska stała się wygodnym polem działania dla wszelkich poczynań i prób zaskoczenia, mogących zagrozić ZSRR. Dlatego też rząd sowiecki, który zachowywał dotąd neutralność, nie może pozostać dłużej neutralnym w obliczu tych faktów.

Rząd sowiecki nie może również pozostać obojętnym w chwili, gdy bracia tej samej krwi, Ukraińcy i Białorusini, zamieszkujący na terytorium Polski i pozostawieni swemu losowi, znajdują się bez żadnej obrony.

Biorąc pod uwagę tę sytuację, rząd sowiecki wydał rozkazy naczelnemu dowództwu Armii Czerwonej, aby jej oddziały przekroczyły granicę i wzięły pod obronę życie i mienie ludności zachodniej Ukrainy i zachodniej Białorusi (…)

Polska piechota w 1939 r.

Według Kremla zatem nie była to żadna agresja, lecz „wzięcie pod obronę” ludności ukraińskiej i białoruskiej w momencie upadku państwa polskiego. Biorąc to za prawdę, to Sowieci dokonywali czegoś w rodzaju interwencji humanitarnej na ziemi niczyjej, bo Polski ich zdaniem już nie było. Jest to oczywiście bzdura. Upadek państwa, czy ujmując to bardziej potocznie, jego likwidacja wiąże się z ściśle określoną sytuacją, kiedy to już ponad wszelką wątpliwości nie istnieją jego prawnie niezależne organy i nie ma żadnych szans na ich odtworzenie, a wszelki opór został całkowicie zdławiony. Tymczasem 17 września 1939 roku działał polski rząd, instytucje, przedstawicielstwa dyplomatyczne, biła się polska armia, spora część kraju nie była okupowana i w miarę możliwości normalnie funkcjonowała. Notę Mołotowa można by było więc potraktować jako żart, gdyby nie było to na poważnie. Moskwa przyjmując tę retorykę uznała, że żadne umowy i traktaty już ją nie wiążą w odniesieniu do Polski. Naturalnie, takie działanie było jawnym pogwałceniem prawa i nie było żadnym usprawiedliwieniem dla dokonanej agresji.

Nieuznana wojna?

To, że agresor nie uznaje, że prowadzi wojnę jest czymś naturalnym. W dobie rozwoju prawa antywojennego, które od 1928 roku (podpisania układu Briand-Kellogg) eliminowało wojnę jako legalne narzędzie polityki międzynarodowej, na agresora spadała odpowiedzialność za złamanie prawa i narażał się na reakcję społeczności międzynarodowej. W sprawie agresji sowieckiej problemy piętrzy jednak stanowisko Polski. Rzeczpospolita nie miała obowiązku wypowiedzieć wojny ZSRR, ale już sam fakt napaści zbrojnej przez sąsiada wiąże się z tym, że państwa przechodzą z relacji pokojowych na wojenne. Zawieszone zostają dotychczasowe umowy, a strony konfliktu wiążą odtąd normy prawa wojennego. Tymczasem polskie władze nie postawiły sprawy jasno. Nie określono Związku Sowieckiego jako nowego wroga. W orędziu prezydenta Ignacego Mościckiego z 17 września 1939 roku wspomniano jedynie, że...

sąsiad wschodni najechał nasze ziemie, gwałcąc obowiązujące umowy i odwieczne zasady moralności.

Sowiecka kawaleria defilująca we Lwowie, 1939 r.

Do legendy z kolei przeszedł osławiony rozkaz marszałka Śmigłego-Rydza „z bolszewikami nie walczyć”. Naczelny Wódz rzekomo doskonale zdawał sobie sprawę z charakteru wkroczenia Armii Czerwonej, ale nie chciał wdawać żołnierzy w niepotrzebne walki i zamierzał skierować wszystkie jednostki jak najszybciej na Rumunię lub Węgry. Tyle, że niektórzy dowódcy odczytali to jako postawę kapitulancką i wręcz uważali to za sowiecką prowokację. Wszystko to wyglądało jakby Polska również nie uznawała, że Rzeczpospolita jest w stanie wojny z ZSRR. Czy zatem jeżeli obydwie strony nie uznają, że między innymi jest wojna, to może rzeczywiście jej nie ma? Taki pogląd funkcjonował wśród niektórych badaczy, jednak ze względu na skutki jego zastosowania został przez doktrynę odrzucony. Agresor może bowiem stosować różnego rodzaju fortele, by zdezorientować przeciwnika, co do właściwego osądu sytuacji. I tak było też po 17 września 1939 roku. Na południowym wschodzie Polski czerwonoarmiści niejednokrotnie deklarowali, że „idą na Niemców”, zapraszali polskich dowódców na rozmowy, które kończyły się w najlepszym razie otoczeniem całego oddziału i wzięciem do niewoli.

Dla samego zaistnienia stanu wojny liczy się zatem już sam fakt zbrojnej napaści, a co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Co więcej, tysiące polskich żołnierzy przez ponad dwa tygodnie stawiało jeszcze dzielnie czoła sowieckim najeźdźcom. Również 1 marca 1940 roku premier rządu RP na uchodźstwie gen. Władysław Sikorski stwierdził, że Polska jest w stanie wojny z ZSRR, na równi z Niemcami. Inna sprawa, że Moskwa nigdy wprost nie uznała, że dokonała agresji i wszczęła z Polską kolejną wojnę. Dlatego stwierdzających istnienie takiego konfliktu sformułowań próżno szukać w układzie Sikorski-Majski z 30 lipca 1941 roku, który normalizował polsko-sowieckie stosunki. Nie zmienia to jednak faktu, że coś takiego jak II wojna polsko-sowiecka (albo II wojna polsko-bolszewicka), bo tak z uwagi na konflikt zbrojny z lat 1919-1920 wypadałoby ją nazywać, miała miejsce.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA