cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

Czwarta władza, czyli Spielberg o ideałach dziennikarstwa

Łukasz Szymura, 05.03.2018

Przedstawiona powyżej grupa amerykańskich dziennikarzy z filmu "Czwarta władza" wykreowana została na obrońców praw obywatelskich walczących ze złą władzą. Rzeczywistość była jednak bardziej skomplikowana.

Steven Spielberg od pewnego czasu coraz częściej podejmuje się roli moralisty, który nie tylko chce bawić i uczyć, ale również wychowywać. Tym razem na warsztat wziął problematykę etyki dziennikarskiej. Przy użyciu niezwykle sprawnych narzędzi (Meryl Streep i Toma Hanksa) ukazał wydarzenia, które wstrząsnęły polityką amerykańską początku lat 70. i walnie przyczyniły się do ustąpienia prezydenta Richarda Nixona.

Wojna w Wietnamie, to jedna z największych politycznych i PR-owych klęsk USA w najnowszych dziejach. Stracone miliardy dolarów i śmierć prawie 60 tys. amerykańskich żołnierzy nie uratowała Republiki Wietnamu przed zalewem komunizmu. Rządowi amerykańskiemu przyprawiono natomiast gębę  imperialistów, w niczym nie lepszych niż ci z ZSRR. Co ciekawe, stało się to przy dużym udziale rodzimych mediów, m.in. New York Times i Washington Post.

Spielberg przedstawia lata 60.  jako okres, w którym władza i dziennikarze żyli w bardzo dobrej komitywie. Relacje pomiędzy czołowymi przedstawicielami obu branż miały nie tylko charakter zawodowy, ale również towarzyski. Naturalnie powodowało to, że media stosowały tzw. autocenzurę, czyli dobrowolnie unikały pewnych drażliwych tematów. Tę nirwanę psuje wyciek tajnego raportu Departamentu Obrony, opisującego działania władz amerykańskich
w latach 1945-1967. Wskazywał on, że kolejni prezydenci, mimo posiadania wiedzy na temat bezcelowości dalszych działań zbrojnych w Indochinach, wysyłali tysiące młodych  Amerykanów do istnego piekła. Przyczyną takich decyzji miało być uniknięcie kompromitacji w toczącej się zimnej wojnie.

 

W filmie padają kardynalne pytania o sens dziennikarstwa. Właścicielka Washington Post Kay Graham (Meryl Streep) musi podjąć kluczową decyzję, czy publikować wstrząsające materiały. Jest świadoma, że doprowadzi, to do kryzysu politycznego, zniszczy jej bliskich i znajomych, a przede wszystkim może skończyć się zamknięciem gazety i postawieniem jej zarzutów. To wszystko w imię prawa obywateli do prawdy o działaniach władzy. Spielberg znakomicie posłużył się dramatyzmem i patosem, by przemycić widzowi swój liberalno-lewicowy punkt widzenia.

W „Czwartej władzy” pełno jest dydaktyzmu. Reżyser, choć przedstawia rozterki głównych bohaterów, to sam nie ma wątpliwości, po której stronie leży racja. Mając przed sobą dylemat: prawo dostępu obywateli do informacji a rację stanu – Spielberg bez wahania wybiera to pierwsze. I właśnie to „bez wahania” budzi tu paradoksalnie największe wątpliwości. Historia opowiedziana w „Czwartej władzy” jest bowiem w znacznej mierze starciem dobra ze złem. Po jednej stronie: niezłomni żurnaliści, po drugiej: zła administracja prezydenta Nixona. Spielberg tym samym zgrabnie unika ważnych niuansów. W „Czwartej władzy” nie zobaczymy zadowolonych z postępowania amerykańskich dziennikarzy ówczesnych włodarzy Kremla, przerażających scen z zajmowania przez komunistów Południowego Wietnamu. Tym samym obraz zaprezentowany nam w tym filmie jest niepełny i mocno spaczony, a przez swoją jednostronność nieprzekonujący.

Nie można jednak nie przyznać Spielbergowi, że zna się na filmowej robocie. Pod względem warsztatowym niewiele można zarzucić tej produkcji. Zachwyca para aktorów grająca głównych bohaterów, Meryl Streep i Tom Hanks. Narracja poprowadzona jest sprawnie i film dobrze się ogląda. Szkoda tylko, że osoba bardziej zorientowana przedstawianych tu faktach, może mieć niepokojące wrażenie, że ogląda obraz wzorowany na radzieckiej szkole filmowej.

Nasza ocena: 7/10





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA