cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

W oczekiwaniu na wielki film. Wojna polsko-bolszewicka na ekranie

Michał Zoń, 10.10.2017

Choć „Bitwa warszawska 1920" to kiepski film, to niektóre plakaty promujące tę produkcję były na wręcz znakomitym poziomie. Nawiązują one do autentycznych plakatów propagandowych z 1920 r. Autorem powyższego jest Andrzej Pągowski, jeden z czołowych przedstawicieli dawnej polskiej szkoły plakatu (foto. odkrywca.pl).

Może się wydawać, że wojna polsko-bolszewicka to wymarzony materiał na znakomity film. Nie dość, że jest to zwycięskie dla nas starcie to jeszcze z jaką dramaturgią! Wojna z wrogą ideologią i odwiecznym przeciwnikiem na dalekich kresach Rzeczpospolitej. Potem wyprawa na Kijów, chwilę triumfu, które zamieniają się w goryczy porażki, a na końcu wielkie zwycięstwo, ratujące Europę i świat od zagłady. Szkoda tylko, że nikt tego dotychczas nie umiał porządnie przedstawić na ekranie.

Serialowe epizody

Do 1989 r. wojna polsko-bolszewicka dla filmowców była, z wiadomych względów, tematem zakazanym. Jednak i w pierwszych latach III RP niespecjalnie próbowano się z nim zmierzyć. Niewątpliwie wpływ miały na to koszty takiej dużej wojennej produkcji. Nie pomagało też, że dobrych scenariuszów było jak na lekarstwo. Konflikt z bolszewikami mógł zaistnieć jako co najwyżej wątek poboczny, epizod w filmie czy serialu, który tylko na chwilę traktował o pierwszy latach odzyskanej niepodległości.

Tak było w przypadku znakomitej „Sławy i chwały” z 1998 r. w reżyserii Kazimierza Kutza. Jest to ekranizacja prozy Jarosława Iwaszkiewicza. Akcja serialu rozpoczyna się tuż przed wybuchem I wojny światowej w środowisku polskiego ziemiaństwa i inteligencji na Ukrainie. W odcinku trzecim dwaj bohaterowie tej wielowątkowej opowieści, Janusz Myszyński i Józio Royski wstępują do III Korpusu Polskiego stacjonującego Winnicy. To głównie z ich perspektywy obserwujemy sytuacje polskich oddziałów na Ukrainie w 1918 r. Pomimo poważnych problemów, jakie pojawiły się podczas produkcji to dość dobrze oddano tutaj stan chaosu rewolucji, a także słabości tamtejszych polskich wojsk. Sam wątek wojny 1920 r. i bitwy warszawskiej zostaje niestety tylko napomknięty w postaci kilku scen w odcinku czwartym. Konflikt polsko-bolszewicki nie przebija się tym samym już na czoło wydarzeń, jak miało to miejsce w przypadku wątku rewolucji na Ukrainie.

Bardzo epizodycznie motyw wojny polsko-bolszewickiej pojawił się w serialu Izabeli Cywińskiej „Boża Podszewka” z 1997 r. Opowiada on losy dziewczyny z drobnoszlacheckiej rodziny Jurewiczów z Wileńszczyzny. Wielkie wydarzenia historyczne są tu jednak jedynie dalszym tłem. W odcinku piątym na dwór głównych bohaterów w Juryszkach Wileńskich napada oddział bolszewików. Później pojawia się wątek zabicia przez jedną z postaci uciekających spod Warszawy dwóch sowieckich żołnierzy. Zostało również wskazane, że bracia głównej bohaterki walczyli na froncie.

Bardziej szczegółowo wojna polsko-bolszewicka została przedstawiona w serialu „Marszałek Piłsudski” w reżyserii Andrzeja Trzosa-Rastawieckiego. Była to niestety bardzo skromna produkcja, w której nie mogły się znaleźć sceny batalistyczne z prawdziwego zdarzenia. Przedstawiony został jednak cały przebieg tego konfliktu od walk w 1919 r. do zawarcia traktatu ryskiego w 1921 r. Wojnę obserwujemy głównie z perspektywy gabinetu Naczelnego Wodza. Więcej tu zatem rozmów sztabowych i politycznych niż działań w polu.

Bitwa warszawska zaistniała też w jednym z odcinków serialu Leszka Wosiewicza „Przeprowadzki” z 2001 r. Jest to historia rodzinnej firmy organizującej przeprowadzki przedstawiona na tle ważnych wydarzeń w historii Polski. Choć serial zapowiadano jako następcę znakomitego „Domu” Jana Łomnickiego to było to dużo na wyrost. Historia, w tym wojna polsko-bolszewicka, zostały ukazane w „Przeprowadzkach” w sposób infantylny, daleko odbiegający od ówczesnych realiów i faktów (np. w jednym z odcinków w rodzinie powstaje dylematy, czy 10 listopada 1918 r. dziecko ma witać Piłsudskiego czy Dmowskiego, który w rzeczywistości do Warszawy jeszcze się nawet nie wybierał). Irytować mogą też kiepskie dialogi, słaby scenariusz i nierówne aktorstwo. Serial słusznie nie przykuł uwagi widzów.

Nieśmiałe próby

Niewielką produkcją był również telewizyjny film na podstawie opowiadania Stefana Żeromskiego w reżyserii Lucyny Smolińskiej i Mieczysława Sroka z 1999 r. pt. „Na plebani w Wyszkowie 1920”. Przedstawia on jeden epizod z wojny polsko-bolszewickiej, kiedy to Julian Marchlewski, Feliks Kon i Feliks Dzierżyński tworzący Tymczasowy Polski Komitet Rewolucyjny zatrzymali się w krytycznych dniach sierpnia 1920 r. na tytułowej plebani. Film przedstawia postacie twórców Polskiej Republiki Sowieckiej oraz system, który reprezentują. W filmie tym bardzo dobre role zagrali Jan Peszek jako proboszcz parafii w Wyszkowie oraz Mariusz Bonaszewski jako Feliks Dzierżyński.

Wątek walki z bolszewikami jeszcze sprzed odzyskania niepodległości podjęty został w telewizyjnej produkcji pt. „Wrota Europy” w reż. Jerzego Wójcika. Podstawą scenariusza do tego filmu był reportaż Melchiora Wańkowicza pt. „Szpital w Cichiniczach". Akcja rozgrywa się na początku 1918 r. w szpitalu polowym I Korpusu Polskiego. Do pracy w tej placówce zgłaszają się trzy młode pielęgniarki: Zosia (Alicja Bachleda-Curuś), Ira (Agnieszka Sitek) i Hala (Kinga Preis). Wydarzenia obserwujemy z perspektywy pierwszej z nich, która oprócz niesienia pomocy potrzebującym chce odnaleźć też walczącego na froncie brata. Bolszewicy jednak są coraz bliżej i w końcu wkraczają do szpitala. Rozgrywa się koszmar, którego ofiarami są dziewczęta.

 

Tu ponownie mamy do czynienia ze skromnym dziełem. Głównie skoncentrowano się w nim na wątku obrzydliwości czerwonej rewolucji. Bolszewicy są niczym Jeźdźcy Apokalipsy, niszczący wszystko co na swojej drodze zastaną. Cała historia zaś to tylko epizod, który poza faktem „że bolszewicy są straszni” nic nam nie mówi o tym konflikcie. Brak tu rozbudowanych scen walki, a nawet przedstawienia świata, który wówczas zniszczyła bolszewia, jak ziemiaństwo kresowe.   

W kinie lektur

Wątek wojny polsko-bolszewickiej postanowił rozszerzyć w porównaniu do książkowego oryginału Filip Bajon, który w 2001 r. zekranizował „Przedwiośnie”. Reżyser tłumaczył swoją decyzję faktem, że Żeromskim zbyt małą uwagę przykładał do tego epizodu w życiu głównego bohatera, gdyż były to wydarzenia doskonale wszystkim znane w czasie wydania powieści. W roku ad. 2001 wypadłoby je już z kolei bardziej przypomnieć.

W „Przedwiośniu” po raz pierwszy mogliśmy zatem zobaczyć duże sceny batalistyczne wojny polsko-bolszewickiej – ostrzał artyleryjski czy walkę na bagnety. Zostały wykorzystane również wątki z opowiadania „Na probostwie w Wyszkowie”. Główny bohater Cezary Baryka poznaje wówczas samego Stefana Żeromskiego.

Niewątpliwie słowa uznania należą się autorowi zdjęć do filmu, Bartoszowi Prokopowiczowi oraz muzyki, Michałowi Lorenzowi. Bardzo dobrze w rolę ochotnika 1920 r., a także młodego ziemianina Hipolita Wielosławskiego wcielił się Maciej Stuhr. Z resztą filmu, w tym także z wątkiem wojny polsko-bolszewickiej, jest już gorzej. Rażą przede wszystkim błędy scenariuszowe, zupełnie nieuzasadnione odstępstwa od książkowego pierwowzoru czy wprowadzanie pewnych wątków niemal na siłę. Nie wiadomo np. dlaczego doświadczenia wojenne Baryki sprowadzają się głównie do absurdalnego siedzenia w jakimś ziemnym lochu. Takich mało wytłumaczalnych momentów jest niestety więcej. Wojna, która w zamyśle reżysera miała być bliżej pokazana, składa się de facto ze słabo ze sobą powiązanych scen, mało mówiących urywków tamtej rzeczywistości.

1920 – sromotna klęska

Przełom w ukazywaniu wojny polsko-bolszewickiej w filmie i serialu przyniósł rok 2010. Z okazji 90. rocznicy bitwy warszawskiej powstały aż dwie produkcje w całości poświęcone temu tematowi. Trzynastoodcinkowy serial TVP „1920. Wojna i miłość” w reżyserii Macieja Migasa opowiada losy trzech polskich oficerów wywodzących się z trzech armii zaborczych. Reprezentują oni też trzy warstwy społeczne. Bronisław Jabłoński jest szlachcicem pieczętującym się herbem Poraj, Józef Szymański mieszczaninem ze Lwowa, a Władysław Jarociński chłopem z wielkopolskiego Śremu. Przypadkiem spotykają się oni w końcówce I wojny światowej. Razem docierają do Warszawy, gdzie też trochę z przypadku ponownie trafiają do armii.

 

Akcja serialu jest dość sprawnie poprowadzona, jednakże razi wiele błędów fabularnych i oderwanie od ówczesnych realiów. Niektórzy bohaterowie mają dziwną tendencję do przedstawiania się swoim herbem. Oficerowie na służbie chodzą w rozpiętych kołnierzykach. Do tego dochodzą błędy historyczne. Przykładowo w pierwszym odcinku, wierząc napisom na ekranie, I wojna światowa kończy się gdzieś latem 1918 r. W tej samej części Józef Szymański oświadcza, że jest na służbie u nieżyjącego już od dwóch lat cesarza Franciszka Józefa, a Władysław Jarociński deklaruje, że jest w armii jakiegoś tajemniczego „Cesarstwa Pruskiego”.

Serial Migasa wypada jednak całkiem nieźle na tle kolejnej superprodukcji Jerzego Hoffmana pt. „1920. Bitwa warszawska”. Biorąc pod uwagę, że jest to film o jednym z największych zwycięstw w polskich dziejach to należy go uznać za coś w rodzaju świętokradztwa. „1920. Bitwa warszawska” wydaje się być filmem bez scenariusza albo przynajmniej takim, gdzie niektóre kartki tego scenariusza gdzieś się zapodziały.

Główny bohaterem jest Jan Krynicki, lewicujący poeta, który tuż przed wyruszeniem na front poślubia piękną aktorkę kabaretową Olę. Krynicki wskutek absurdalnych zarzutów zostaje skazany na śmierć „za szerzenie propagandy komunistycznej”. Od śmierci ratuje go, przestawiony w filmie niczym rażenie pioruna, atak Armii Czerwonej. Jan od tego momentu „zostaje wodzony na pokuszenie” przez bolszewickiego komisarza Bykowskiego.

 

Jest to jedynie zarys fabuły, ale w samym filmie on zarysem pozostaje. W scenariuszu roi się bowiem od dziur wielkości leju po bolszewickim pocisku. Krynicki wyrusza jako szwoleżer na Kijów, ale wyprawa kijowska w filmie sprowadza się do jego jazdy na koniu i śpiewaniu ułańskich piosenek przez grającą Olę Nataszę Urbańską. Potem w galopującym tempie Jan zostaje oskarżony o zdradę, osądzony i prawie rozstrzelany, bowiem jak grom z jasnego nieba pojawiają się bolszewicy, którzy równie szybko rozkładają na łopatki cały polski oddział. Załamanie frontu i brak wieści o ukochanym odbija się oczywiście na repertuarze Oli. 

Mocną stroną filmu jest etap kuszenia Krynickiego przez Bykowskiego dobrze zagranego przez Adama Ferenca. Kiedy jednak on się kończy (zresztą zbyt szybko) znów wpadamy w serię absurdów. Jan wraca jak gdyby nigdy nic w szeregi Wojska Polskiego. Ani słowa nie dowiadujemy się co z jego wcześniejszymi zarzutami zdrady. Przez film przewija się szereg postaci nawet ciekawych, jak sotnik kozacki walczący u boku Polaków, ale znikają one równie szybko jak się pojawiły.

O wiele lepiej od głównego wątku „miłości czasu wojny” wypadają sceny z udziałem części postaci historycznych. O ile strona bolszewicka wypadła dość sztucznie, to Piłsudski i spółka całkiem dobrze. Można wyrazić nawet żal, że nie był to film tylko o Piłsudskim i Wieniawie w czasie polsko-bolszewickiej wojny, lecz banalna i w dodatku źle poprowadzona historia romansu ułana i dziewczyny.

Wojna polsko-bolszewicka czeka zatem dalej na swój wielki film. Jerzy Hoffman, twórca znakomitego „Potopu”, wydawał się idealnym kandydatem do stworzenia takiego dzieła. Niestety, nadzieja ta okazała się płonna. Najgorsze jest to, że klapa „Bitwy warszawskiej” – wielkiej superprodukcji wstrzyma na jakiś czas projekty podejmowania tego tematu. A może jednak na stulecie zwycięstwa z 1920 r. ktoś odważy się stworzyć porządny film o tym wydarzeniu?





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA