cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

„Czas mroku", czyli jaki nie był Churchill

Łukasz Szymura, 18.02.2018

Gary Oldman na pierwszy rzut oka w niczym nie przypomina Winstona Churchilla, jednak w filmie "Czas mroku" przeistoczył się niemal w jego żywą kopię.

Nawet osoba, która kompletnie nie interesuje się historią, a przedmiot ten zaliczała na ściągach, nazwisko to usłyszała na pewno. Ekscentryczny premier Wielkiej Brytanii był przecież postacią, która znacząco wpłynęła na losy XX-wiecznej Europy. Każdy z widzów, który wybrał się na „Czas mroku" miał więc jakieś wyobrażenie o tym człowieku, a w fotelu kinowym usiadał z pewnym nastawieniem. Jaki obraz Churchilla zdecydował się przedstawić Joe Wrighta?

Film rozpoczyna się w momencie, kiedy wojska Hitlera przeprowadzają ostatni etap inwazji na Francję. Wielka Brytania zostaje całkowicie osamotniona walce z nazistami. Skompromitowany premier Chambarlian podaje się do dymisji, a propozycję objęcia stanowiska szefa rządu otrzymuje Winston Churchill, który w ostatnich latach był politycznie marginalizowany. Nominacja Churchilla wynikała z faktu, że jako jeden z niewielu od początku krytykował politykę ustępstw wobec Hitlera (Anglia miała wybór pomiędzy wojną i hańbą. Wybrała hańbę, ale będzie miała wojnę). Reżyser decyduje się ukazać pierwsze tygodnie sprawowania tego urzędu, które zapewniły Churchillowi nieśmiertelność.

Co na plus?

Zacznijmy od rzeczy oczywistych. Wybitna rola Garego Oldmana. W 5 minucie filmu nie ma już Oldmana, zostaje tylko Churchill. Zaczynając od charakteryzacji, przez sposób poruszania się, a na akcencie kończąc. Wszystko pasuje, jakby zrobić ctrl + x, a następnie ctrl + v. Aktor swój kunszt udowodnił zarówno w scenach politycznych, jak również tych przedstawiających intymne rozmowy z najbliższymi. Cały Internet twierdzi, że choćby dla Oldmana warto pójść do kina. Tu wyjątkowo z internetami trzeba się zgodzić. Zastanawiać się, czy tą rolą Oldman zasłużył na Oscara, to jakby zastanawiać się, czy Churchill lubił whisky. Mocno stroną filmu jest również jego tempo. Akcja toczy się dynamicznie, więc nikt nie będzie ziewał i patrzył na zegarek. Mimo nawarstwienia zdarzeń politycznych, są one przedstawione jasno i zrozumiale dla historycznych laików. Osobiście cenię filmy, które potrafią przystępnie przemycać wiedzę historyczną.  

 

Oczywiście film ma też wady

Joe Wright wyraźnie chciał uniknąć zarzutu o nadmierne gloryfikowanie Churchilla. Słusznie, bo Churchill nie był postacią jednowymiarową. W „Czasie mroku" widzimy człowieka z olbrzymim potencjałem, ale też z dużym zasobem wad. Znakomitego mówcę, stratega, politycznego geniusza, jak również nadużywającego alkoholu, momentami wulgarnego i niezdolnego do współpracy neurotyka. Ten bigos, pokazujący różne aspekty charakteru jest dosyć smaczny. Jednak przedstawienie zalet i wad nie sprawia, że ukazany obraz Churchilla jest prawdziwy. Premier przedstawiony jest jakby wierzył w swoją propagandę walki do ostatniej kropli krwi i rzucania w niemieckie czołgi kamieniami. Takie ukazanie Churchilla jest wręcz niegrzeczne. Nie był on romantycznym i nieracjonalnym patriotą, tylko chłodnym i pragmatycznym mężem stanu. Oczywiście był niezłomny i uważał, że jedyną dobrą droga jest konfrontacją z Niemcami. Nie czynił on jednak tego ze względu na słuszną ideę walki z tyranem, tylko na realny osąd sytuacji. Pamiętajmy, że Churchill nie miał problemu wejść w sojusz z Sowietami, którymi prywatnie pogardzał.

W mojej opinii za mało akcentowano oratorskie umiejętności Churchilla. To właśnie płomienne przemówienia, które pozwoliły utrzymać duch bojowy w narodzie, zapewniły mu miejsce w historii. W filmie przedstawiono to najwyżej na poziomie Mateusza Grzesiaka.   

Oczywiście trzeba sobie zdać pytanie, czy „Czas mroku" miał odwzorować rzeczywistość. Nie był on przecież dedykowany dla profesorów historii, tylko dla każdego, kto trzymając w jednej ręce popcorn, a w drugiej colę zdecydował się spędzić czas na czymś ambitniejszym niż Pięćdziesiąt twarzy Greya". Dla takiej rozrywki nadaje się idealnie. W ciekawy sposób przybliży szerszej publiczności postać Winstona Churchilla, a garstkę może skłonić do sięgnięcia po jego rzetelną biografię.

Nasza ocena 6/10 





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA