cookies

Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Cyniczna gra Niemców i Sowietów nad katyńskimi grobami

Łukasz Gajda, 13.04.2018

Masowy grób odkryty w lesie katyńskim w 1943 r.

13 kwietnia 1943 r. berlińskie radio podało informację o odkryciu w lesie katyńskim niedaleko Smoleńska ciał kilkunastu tysięcy polskich oficerów. W okupowanej Polsce wiadomość ta wywołała szok i wzniecenie silnych nastrojów antysowieckich. To z kolei postanowili wykorzystać Niemcy, którzy choć do tej pory odznaczali się wobec Polaków szczególnym okrucieństwem, teraz okazywali im...życzliwość i współczucie. Mieli jednak w tym swój ukryty cel, z którego realizacji skorzystali już Sowieci.

Kości w polskich mundurach

Na groby pomordowanych Polaków natknięto się już wiosną w 1942 r. Polscy kolejarze i robotnicy przymusowi z organizacji Todta naprawiający linię kolejową Witebsk-Smoleńsk na podstawie informacji uzyskanych od miejscowej ludności wykopali w katyńskim lesie szczątki w polskich mundurach. Postanowiono wówczas jednak je ponownie ukryć w ziemi i postawić w tym miejscu brzozowy krzyż. Jednocześnie o całej sprawie poinformowano struktury Polskiego Państwa Podziemnego. Te nieformalnie przekazały informację o grobach polskich oficerów Niemcom. Zbiegło się to z doniesieniami, jakie uzyskiwali hitlerowcy od okolicznych mieszkańców na temat masowych egzekucji na tym terenie, jakie miały miejsce wiosną 1940 r.

Masowy grób odkryty podczas ekshumacji w Katyniu w 1943 r.

W rezultacie, na przełomie marca i kwietnia 1943 r. rozpoczęły się prace ekshumacyjne. Już odkryte pierwsze szczątki nie pozostawiały wątpliwości, że są to polscy oficerowie, którzy znaleźli się w sowieckiej niewoli. Prócz fragmentów polskich mundurów, odnajdywano książeczki wojskowe, pamiętniki czy przedmioty osobiste. Na podstawie raportu sporządzonego przez grupę międzynarodowych ekspertów (głównie z państw Osi) pod kierownictwem doktora Ferenca Orsosa, dyrektora Instytutu Medycyny Sądowej w Budapeszcie jednomyślnie stwierdzono, że egzekucje na polskich jeńcach wykonano w marcu i kwietniu 1940 r. Dowództwo niemieckie od razu uznało, że jest to wiadomość na wagę złota. Dostrzeżono tu unikalną szansę na wywołanie potężnego kryzysu w ramach koalicji antyhitlerowskiej.

Współczujący okupant

Natychmiastowo Niemcy wprawili w ruch całą swoją machinę propagandową. Kolaboracyjny „Nowy Kurier Warszawski" w numerze z 16 kwietnia 1943 r. grzmiał:

Masakra 12 tys. polskich oficerów - jeńców nie tylko przeczy wszelkim pojęciom prawa międzynarodowego, sumienia ludzkiego i najbardziej prymitywnej moralności, lecz jest tak potworną, zwierzęcą zbrodnią, że stawia jej sprawców poza nawiasem ludzkości.

Jak na gadzinową prasę takie oświadczenie jest aż nadto wyraźnym przejawem hipokryzji. Było to jednak jeszcze nic. Niemcy do tej pory okrutnie traktujący Polaków, zaczęli im… oficjalnie współczuć i oddawać cześć pomordowanym.

Niemiecki plakat propagandowy z 1943 r.

Już 15 kwietnia władze niemieckie zwróciły się do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża z prośbą o zbadanie całej sprawy. Miało to zaświadczać o dobrych intencjach Niemców i rzetelności badań katyńskich grobów. Potwierdza to zresztą fakt, że niezależnie od hitlerowców z taką prośbą zwrócił się do tej organizacji gen. Władysław Sikorski. Niemieccy naziści wystosowali także propozycję do polskiego Naczelnego Wodza, aby z otrzymanym od nich listem żelaznym odwiedził miejsce zbrodni. Odpowiedź była oczywiście odmowna, lecz i tak do Katynia były wysyłane z okupowanej Polski całe pielgrzymki.

Nad katyńskim dołami pojawili się pisarze: Józef Mackiewicz, Ferdynand Goetel, Jan Emil Skwirski, a także były premier Leon Kozłowski, przedstawiciele Rady Głównej Opiekuńczej oraz wysłannik arcybiskupa krakowskiego ksiądz Stanisław Jasiński. Wiązanki na grobach polskich żołnierzy składały najróżniejsze delegacje. Polscy robotnicy na jednym z wieńców umieścili nawet szarfę z napisem: Pomordowanym przez bolszewików oficerom Armii Polskiej – rodacy. W pogrzebie generała Mieczysława Smorawińskiego uczestniczyła kompania granatowych policjantów oddająca honory zmarłemu, a na koszt Rzeszy na uroczystości przybył brat zabitego. Nie zabrakło też przedstawicieli państw Osi, jednostek kolaborujących z Niemcami, jak francuskiego SS, a nawet jeńców amerykańskich i kanadyjskich, którzy mieli się dowiedzieć o bestialstwie swojego sojusznika.

Ponadto według relacji polskich świadków ekshumacja i identyfikacja zwłok przez niemieckich lekarzy odbywała się z należytym szacunkiem i współczuciem. Na chwilę też zastopowana została cała antypolska retoryka propagandy goebbelsowskiej. Zdobyto się także na takie gesty, jak zorganizowanie w Lublinie, w kościele św. Pawła uroczystości „Requiem dla Katynia”. Natomiast 3 maja 1943 r. okupant przymknął oko na pojawiające się wieńce przed Grobem Nieznanego Żołnierza. Zaczęto nawet przebąkiwać o utworzeniu polskiego legionu u boku Wermachtu czy polskiego Waffen-SS. Pomysł ten stanowczo odrzucił jednak sam Adolf Hitler. Powołując się przy tym na doświadczenia z I wojny światowej stwierdził, że Polacy będą wprawdzie walczyć, ale tylko o własną niepodległość.

Oficerowie brytyjscy i amerykańscy (jeńcy) przywiezieni do Katynia na oględziny ekshumacji, 1943 r.

By jednak ten obrazek nie był aż tak cukierkowy. W tym samym czasie, kiedy rozpętała się sprawa odkrycia katyńskich grobów Niemcy dokonywali brutalnej pacyfikacji powstania w warszawskim getcie. Po kilku miesiącach natomiast wszystko wrócił do tragicznej normy. W październiku 1943 r. na mocy rozporządzenia o zwalczaniu zamachów na niemieckie dzieło odbudowy w Generalnym Gubernatorstwie, przez okupowaną Polskę przeszła fala aresztowań i publicznych egzekucji. Był to wymowny koniec przyjacielskich gestów Berlina wobec Polaków.

Kat udaje ofiarę

Najważniejsze jednak dla Niemców było spowodowanie rozłamu w antyhitlerowskiej koalicji. Jak zapisał w swoich dziennikach Joseph Goebbels:

Sprawa Katynia przeradza się w gigantyczną polityczną aferę, która może mieć szerokie reperkusje. Wykorzystujemy ją wszelkimi możliwymi sposobami.

Stąd też wynikały wszystkie pojednawcze sygnały do polskich władz w Londynie. Ujawnienie całej zbrodni spowodowało też niemałą dezorientację opinii światowej, która od 1941 r. była karmiona propagandą o poczciwym wujku Joe, czyli Józefie Stalinie. Churchill zalecał z kolei polskim władzom wstrzemięźliwość i nie zaognienie stosunków z Moskwą. Lecz nieoczekiwanie to ZSRR najbardziej zależało na podgrzaniu całego kryzysu.

Sowieci, podobnie jak Niemcy, w sprawie katyńskiej dostrzegli bowiem szansę również dla siebie. Choć wszystko ewidentnie wskazywało na sługusów Stalina jako winnych tej zbrodni, to władzom ZSRR nie przeszkadzało to, aby całą winę zrzucić na Niemców, a Polaków oskarżyć o…uleganie „niemieckiej kłamliwej propagandzie”.

Odkopywanie katyńskich grobów w 1943 r.

W sowieckiej „Prawdzie” 19 kwietnia 1943 r. ukazał się artykuł „Polscy pomocnicy Hitlera”. W nim znalazł się taki fragment:

Polscy przywódcy w niewybaczalny sposób poszli na lep chytrej prowokacji Goebbelsa i w rzeczywistości podtrzymali nikczemne kłamstwa i oszczercze wymysły katów narodu polskiego.

Już dwa dni później Stalin poinformował Roosvelta i Churchilla, że wobec takiej postawy Polaków jest zmuszony zerwać stosunki dyplomatyczne z polskim rządem. Kilka dni później stało się to faktem, a ZSRR zaczął wszem i wobec przedstawiać się jako… „ofiara kłamliwej polsko-niemieckiej propagandy”.

Ważniejszym jednak celem tej sowieckiej kampanii było stworzenie własnych, kontrolowanych przez Kreml władz i armii polskiej. A zerwanie stosunków dyplomatycznych, których pretekstem była pozornie przyjacielska postawa Niemców wobec Polaków otwierało do tego drogę.

USA i Wielka Brytania w całej sprawie umyły ręce. Polska została ostatecznie sama w walce o prawdę o Katyniu, a w końcu również sama w walce o swoją niepodległość. Tymczasem już pod koniec września 1943 r. Armia Czerwona zdobyła Smoleńsk. Do Katynia udała się kolejna komisja, która miała zbadać miejsce zbrodni. Tym razem przewodniczyli jej Sowieci. Wyniki ich badań mogły być tylko jedne... zbrodni dokonali Niemcy między wrześniem a grudniem 1941 r.

Jeszcze w czasie procesu norymberskiego Sowieci chcieli ostatecznie przerzucić winę za zbrodnie katyńską na Niemców i w ten sposób ostatecznie już oczyścić się ze wszelkich zarzutów. Trybunał jednak nie znalazł żadnych dowodów potwierdzających oskarżenia strony sowieckiej.

Przez wszystkie lata Polski Ludowej Katyń był tematem tabu. Oficjalnie zbrodnia była dziełem Niemców, a o prawdzie nie wolno było mówić. Do dokonania masowej zagłady polskich oficerów ZSRR przyznał się dopiero za czasów Michaiła Gorbaczowa. Było to 13 kwietnia 1990 r., równo 47 lat od odkrycia katyńskich grobów.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA