cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies.Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia.

Co zrobić, żeby zostać uznanym za mądrego?

Tomasz Boruta, 06.05.2018

Wystawa sztuk pięknych w Warszawie w 1828 roku. Obraz Wincentego Kasprzyckiego

W 1821 r. ksiądz Karol Surowiecki, jako zajadły krytyk idei oświeceniowych, dał kilka rad jak właśnie w „oświeconym” towarzystwie uchodzić za mądrego. Minęły dwa wieki, ale jego wskazówki chyba aż tak bardzo się nie zdezaktualizowały?

W II połowie XVIII i na początku XIX wieku w społeczeństwie polskim dość wyraźnie zarysowany był podział między „modernistami” – zafascynowanymi zachodnią kulturą, obytymi w świecie, lubującymi się w ideach oświeceniowych – a „wstecznikami” czy jak pisał w 1820 r. Stanisław Kostka Potocki „ciemnogrodem” – klerykalnymi konserwatystami, nie wychodzącymi w swoich wzorcach poza obręb sarmatyzmu. Nie trudno się domyślić, że jedna grupa pogardzała drugą. Lecz niech nie zwodzą nas pozory! „Oświeceni” nie zawsze byli tak oświeceni, a „ciemnogród” tak ciemny.

Warszawski Plac Zamkowy w 1820 r.

Doskonale zdawał sobie z tego sprawę franciszkanin ksiądz Karol Surowiecki. Na pierwszy rzut oka pasował bardziej do „modernistów” – znał kilka języków, był doskonałym mówcą, sporo czytał, także dzieł zachodnich filozofów. Jednak jego kazania był tak konserwatywne, że nawet jego zwierzchnicy zawieszali go w prawach kaznodzieja. W swoich homiliach Surowiecki „masakrował” wolnomularstwo, rewolucję francuską, oświeceniowych myślicieli, ateistów, deistów i innowierców.

Na kazaniach się jednak nie kończyło. W 1821 r. niejako w odpowiedzi na publikację Stanisława Kostki Potockiego „Podróż do Ciemnogrodu” wydał „Świstaka warszawskiego wyświstanego, czyli uwagi krytyczne nad warszawskim romansem tytułowanym: «Podróż do Ciemnogrodu». Pod imieniem pisarza nazwanego Świstek przez Drukarską pomyłkę”. Surowiecki w tej książce bezlitośnie wyśmiewał się z poziomu intelektualnego polskich elit oświeceniowych. W części „Savoir-vivre dla świstaków” ironicznie doradzał, co zrobić, aby „salon” uznał kogoś za „swojego”. W punkcie czwartym tego niezwykłego poradnika znalazły się wskazówki „Jak grać rolę Mądrego”. Surowiecki w skrócie przedstawił tutaj drogę do uzyskania pozycji społecznego autorytetu.

Podstawą sukcesu na tym polu, zdaniem duchownego, jest mieszanie się do każdej rozmowy, na każdy temat i wygłaszanie za każdym razem autorytatywnych opinii. W dyskusji dla wzmocnienia swojej argumentacji należy powoływać się na poglądy nawet nieistniejących autorów w taki sposób, aby zażenować interlokutora jego niewiedzą, np.:

Czytałeś, przyjacielu, Mirnafitaksa? Nie – a Lypsoneraza? Nie – a Pnikzanteza? I tego nie. – Ach! ci o tym przedmiocie bardzo przedziwnie piszą – Cóż przecie piszą, gdyby dalej zapytał. – Wielka pomiędzy nimi sprzeczka, jeden tak, drugi przeciwnie twierdzi, trudno na ich powieściach zagruntować opinię.

Jak przekonuje franciszkanin, na mistyfikacji nikt się pozna, bowiem nie ma ludzi wszystko wiedzący i znający.

Gdy natomiast pojawi się osoba, która naprawdę zna się na danym temacie i przyćmiewa nas w towarzystwie, to należy w takim wypadku jej potakiwać i powtarzać za nią jej tezy. Jednocześnie jednak trzeba szukać momentu, gdy rozmówca czegoś nie będzie pewien lub zapomni. Wówczas można przestawić rozmowę na tematy, w których czujemy się znacznie lepiej, zadając interlokutorowi pytania, na które my znamy odpowiedź, a on niekoniecznie.

Kant przy południowym posiłku. Obraz Emila Dörstlinga

Do każdej rozmowy w towarzystwie należy się przygotować: wypisać sobie na kartce parę zdań na wybrane tematy, których uczymy się później na pamięć. W czasie konwersacji dyskusję tak nakierowujemy, by pojawiła się okazja do wygłoszenia przygotowanych wcześniej „mądrości”. Gdy ktoś z kolei, choćby trochę się nam sprzeciwił, to należy mocno stać przy swojej opinii i jej bronić za wszleką cenę. Wręcz protestować i iść z każdym o zakład, wyrażając przy tym całkowite przekonanie o swojej wygranej. Jak pisze autor:

Takim więc manewrem łatwo dokażesz sztuki, że wszyscy głupi słuchacze za potężnego wykrzykną cię mędrca.

Naszą pozycję podczas rozmowy wzmocni też posiłkowanie się obcojęzycznymi słowami, najlepiej z języków wymarłych, okraszonych imionami starożytnych filozofów. Oczywiście, nie trzeba znać tych języków, a dawni mędrcy wcale nie musieli wypowiedzieć danych fraz. Chodzi tu o to, aby nauczyć się na pamięć kilka ładnie brzmiących formułek i podstawić to pod jakiegoś Sokratesa czy innego Platona. Trzeba tylko uważać, żeby będąc między znawcami trafiać z tym słowami w właściwy kontekst rozmowy. Co do reszty…

bo co idiotów dotyczy, możesz im bredzić choć po cygańsku, łatwo uwierzą, że z ciebie doskonały hebrajczyk, albo chińczyk. Tego gdy chwycicie się środka, zaręczam z was każdemu, iż nie ordynaryjnymi [(zwyczajnymi)] geniuszami, lecz Salomonami porobicie się w pustych imaginacjach po wierzchu pływających dzisiejszej edukacji słuchaczów.

Tyle ksiądz Surowiecki sprzed 200 lat. Mam jednak nieodparte wrażenie, że niejeden po zastosowaniu tych rad zrobiłby dziś niebywałą karierę. A może komuś już się to udało?





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA