cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

Bracia Norwidowie – dwaj poeci i jedno przegrane życie

Tomasz Boruta, 23.12.2018

Cyprian Kamil Norwid

Obydwaj byli poetami. W młodości nierozłączni. Debiutowali w podobnym czasie. Ich wiersze nawet ze sobą mylono. Jednak z barci Norwidów to młodszy Cyprian zdobył uznanie wielkiego poety. Najstarszy z rodzeństwa, Ludwik być może też miałby na to szansę, ale u niego zwyciężyła pewna słabość, przez którą dosłownie przegrał swoje życie.

Nierozłączni

21 listopada 1818 roku w majątku w Strachówce, należącym do średniozamożnego szlachcica Jana Norwida herbu Topór przychodzi na świat jego pierworodny syn Ludwik. Jego dzieciństwo oraz Cypriana, Ksawerego i Pauliny było nie najłatwiejsze. W 1825 roku zmarła ich matka Ludwika z Zdzieborskich. Wychowaniem najmłodszych zajęła się wówczas ich prababka Hilaria z Buynów Sobieska. Trwało to jedynie do 1830 roku, czyli śmierci Hilarii. Potem wszystko spadło na barki Jana, któremu z kolei zmarło się w 1835 roku.

Dworek Norwidów w Głuchach (foto:Joanna Gryzewska/CC BY-SA 3.0/Wikimedia Commons)

Ludwik i o trzy lata młodszy od niego Cyprian Kamil uchodzili za nierozłącznych. Nie chodzi tu tylko o to, że kończyli te same szkoły, ale mieli również wspólne zainteresowania. Obydwaj parali się poezją. Pierwsze literackie wprawki Ludwika to anonimowa recenzja z 1836 roku. Później przyszedł czas na wiersze, które niejednokrotnie podpisywali naprzemiennie. Zatem raz wiersz Ludwika uchodził za wiersz Cypriana i na odwrót. W tym właśnie okresie obydwaj wpadają w kręgi warszawskiej cyganerii. Są aktywni w salonie literackim prowadzonym przez Paulinę Wilkońską. Jak podaje w książce „W cieniu sławy. Zapomniane rodzeństwa sławnych Polaków” Ewa Jałochowska, Ludwika nazywano w tym gronie „Józefem", natomiast jego brata „Anglikiem", a to ze względu na jego nienaganny ubiór.

Emigracja

Rozdzielenie braci następuje w 1842 roku wraz z wyjazdem Cypriana do Drezna, a następnie do Włoch i Francji. Ludwik tymczasem gospodaruje w rodzinnych majątkach. Od początku to bowiem on jako pierworodny był przygotowany do roli dziedzica. Z tego też względu ukończył agronomię w Instytucie Gospodarstwa Wiejskiego. Początkowo nawet prowadził rodowe dobra wspólnie ze swoim szwagrem Janem Suskim, ale w pewnym momencie był zmuszony opuścić kraj. Ludwik, podobnie jak wcześniej Cyprian, był zaangażowany w działalność antycarską. Obawiając się aresztowania w 1847 roku najstarszy z Norwidów zdecydował się na emigrację.

Więcej o braciach Norwidach i innych rodzeństwach
sławnych Polaków można znaleźć w książce  
„W cieniu sławy. Zapomniane rodzeństwa sławnych Polaków”

Ludwik i Cyprian znów byli razem. Najpierw spotkali się w Rzymie, a potem obydwaj mieszkali w Paryżu. Ludwik zaczął wtedy ponownie udzielać się w środowisku artystycznym. Wielką przyjaźnią obdarzył Juliusza Słowackiego, który poświęcił mu co najmniej dwa swoje wiersze. Za sprawą wieszcza najstarszy Norwid wciągnął się do grupy Andrzeja Towiańskiego. Cyprian na temat tego człowieka miał zgoła inne zdanie niż brat i kolega. Uważał go za heretyka i stronił od takich praktyk. Na Ludwika jednak mistyczne uniesienia i mesjanizm znacząco działały.

Wtedy jeszcze obydwaj Norwidowie klepali biedę. Pomimo że na początku twórczości zdarzały im się pochwały, to później z wierszy Cypriana szydzono albo w najlepszym razie nie rozumiano. „Czwarty wieszcz” utrzymywał się zatem z malowania lub datków, głównie od rodziny. Ludwik, wydawało się twardziej stąpający po ziemi, rozpoczął natomiast studia medyczne. Prawdziwe szczęście uśmiechnęło się jednak do niego w 1858 roku, kiedy pojął za żonę Annę Jarnowską – bogatą, ładną i uczynną pannę. Niedługo potem Norwid przeniósł się do posiadłości Vincennes pod Paryżem. Zyskał na tym też jego młodszy brat, którego finanse dzięki posagowi szwagierki się ustabilizowały.

Żywot hazardzisty

I być może wszystko na tym dobrze by się skończyło. Ludwik byłby szczęśliwym mężem i ojcem, a Cyprian z pomocą barta nie martwiłby się o swój materialny byt. Ciągnęło jednak wilka do lasu. Ludwik nie tak łatwo chciał zrezygnować z artystycznego życia. Nie chodzi tu o pisanie wierszy, bo jeśli pisał, to mało. Norwid wciągnął się w szpony hazardu. Wieczory spędzał w kasynach, gdzie czasem wygrywał, a jeszcze częściej przegrywał mniejsze bądź większe sumy.

Można znowu pomyśleć, że utracjusz jak ich wielu, gdyby nie pewien feralny letni wieczór 1866 roku. Wtedy w belgijskim Spa, przy zielonym stoliku Ludwik przepuścił cały swój majątek, który w znacznej części zawdzięczał zamożnej żonie. W jednym momencie zawaliło się całego jego życie.

Katedra Notre Dame w Paryżu, luty 1876 r,

Ludwik czuł na tyle wielki wstyd, że postanowił zostawić żonę, którą nota bene pozbawił środków do życia. Autorka „W cieniu sławy. Zapomniane rodzeństwa sławnych Polaków” sugeruje, że obydwojgu pomógł również poszkodowany w tej całej sytuacji Cyprian. Dla Anny wystarał się w Polsce o posadę guwernantki, a brat mógł liczyć na opiekę Zofii – wdowy po najmłodszym z Norwidów, Ksawerym. Ksawery i ich siostra Paulina może nie byli uzdolnieni artystycznie, ale potrafili przynajmniej zadbać o siebie. On pracował w towarzystwie ubezpieczeniowym, a ona gospodarowała w rodzinnych dobrach. Obydwoje zmarli jednak wcześniej. Paulina w 1860 roku, a Ksawery cztery lata po niej.

Po powrocie do ojczyzny Ludwik nie potrafił wziąć się w garść. W Warszawie zaczął pić, trochę pisał, ale bez żadnych sukcesów. Kiła trzeciorzędowa pozbawiła go nosa. Poza tym przepuszczał pieniądze, których tym razem nie miał. Wzbudzał w ten sposób irytację swojej szwagierki, która poważanie się zastanawiała, czy nie oddać go do przytułku dla ubogich. Ostatecznie tak się dzieje w 1876 roku. Tam też 23 grudnia 1881 roku umiera najstarszy z Norwidów.

W tym samym czasie w Paryżu również w przytułku dla ubogich „dogorywał”, jak pisały warszawskie gazety, Cyprian Kamil Norwid. W Domu św. Kazimierza umieszczono go w rok po przeniesieniu do warszawskiej placówki jego brata. Obydwaj zapomniani i pozbawieni środków do życia. Cyprian przeżył Ludwika o równo półtora roku. Choć los za życia potraktował ich bardzo podobnie, to ostatecznie młodszy z Norwidów, który pozostał wierny sztuce, a nie przyziemny rozrywkom, zdobył wiekopomne uznanie. Szkoda tylko, że stało się to po jego śmierci.

Artykuł powstał w oparciu m.in. o książkę Ewy Jałochowskiej „W cieniu sławy. Zapomniane rodzeństwa sławnych Polaków”





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA