cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

Tajemniczy życiorys Bolesława Bieruta

Łukasz Gajda, 20.10.2017

Bolesław Bierut przeglądający Trybunę Ludu

Życiorys Bolesława Bieruta ma wiele białych plam. Trudno też zrozumieć, dlaczego człowiek, który długo w ruchu komunistycznym nie odgrywał jakiejś szczególnej roli nagle został wyniesiony na szczyty władzy w powojennej Polsce. A może „Bolesławów Bierutów” było kilku?

Życie komunisty

Według oficjalnej biografii Bolesław Bierut urodził się we wsi Rury Jezuickie pod Lublinem 18 kwietnia 1892 r. jako syn Wojciecha Biernackiego i Marii z Wolskich. W latach 1905-1907 był pracownikiem budowlanym, a później zecerem. Z ruchem lewicowym związał się już w 1908 r. Najpierw działał w stowarzyszeniu kulturalno-oświatowym „Przyszłość”, potem w powiązanym z nim PPS-Lewica, gdzie od 1912 r. posługiwał się nazwiskiem Bielak.

Powodem kilkukrotnej zmiany nazwiska była chęć uniknięcia powołania do armii austrowęgierskiej, do służby w której był zobowiązany ze względu na austriackie obywatelstwo ojca. Fakt ten dużo bardziej utrudnił mu życie po wybuchu I wojny światowej i wkroczeniu wojsk państw centralnych do Królestwa Polskiego. W rezultacie, w 1917 r. Bierut w końcu został złapany przez Austriaków i trafił do aresztu. Udało mu się jednak stamtąd uciec. Później do końca wojny szczęśliwie unikał austriackiej żandarmerii.

Bolesław Bierut do Komunistycznej Partii Polski wstąpił już wprawdzie w 1918 r., lecz bardzo szybko ją opuścił. Chciał spróbować działać na własną rękę i stworzyć jakiś własny ruch. To się jednakże nie udało i w 1921 r. kolejny raz dołączył do KPP. Jako jej przedstawiciel przebywał w Zagłębiu Dąbrowskim. Wówczas w związku ze swoją działalnością był wielokrotnie aresztowany.

Józef Stalin i jego wierny uczeń (i agent) Bolesław Bierut

W uznaniu tych zasług partia wysłała towarzysza Tomasza, jak go wtedy nazywano, na nauki do ZSRR. Przebywał tam dwukrotnie: w latach 1925-1926 oraz 1928-1930. Uczył się w Międzynarodowej Szkole Leninowskiej w Moskwie, a następnie został tajnym agentem Międzynarodówki Komunistycznej. Posługiwał się wówczas nazwiskiem Iwaniuk.

Jako funkcjonariusz NKWD przez dwa lata działał w Bułgarii, Czechosłowacji i Austrii. W 1933 r. trafił z powrotem do Polski, gdzie jednak został złapany i skazany na siedem lat więzienia. Nieoczekiwanie okazało się, że to prawdziwie szczęście w nieszczęściu. Kiedy bowiem nasz agent siedział w więzieniu, Stalin podejrzewając, że w polskim ruchu komunistyczny tlą się przeciw niemu spiski, przyzywał członków KPP do Moskwy i ich po prostu likwidował. Osadzony Bierut nie mógł wyruszyć do Kraju Rad, a przez to uniknął nieszczęsnego losu. 

Bierutów dwóch

Tu jednakże napotykamy na pierwsze tajemnice. Aleksander Orłow, dawny rezydent NKWD w Hiszpanii, który w obawie przed czystkami uciekł w 1938 r. do USA, twierdził, że Bierut posługujący się nazwiskiem Bolesław Rutkowski był oficerem specjalnego departamentu NKWD. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że zdaniem Orłowa, Bierut w 1935 r., a zatem wtedy, gdy miał przebywać w polskim więzieniu, przeprowadzał przesłuchania na Łubiance. Więcej rozbieżności pojawia się w późniejszym życiorysie przyszłego prezydenta Polski.

Po wrześniu 1939 r. towarzysz Tomasz wyruszył znów w kierunku ZSRR. Rzekomo działał w komisji ds. pomocy więźniom politycznym w Kowlu, a potem pracował na budowie w Kijowie. Są jednak relacje, że był także pracownikiem zarządu miejskiego w Mińsku, a to oznaczało podjęcie pewnej współpracy z okupującymi wówczas miasto Niemcami.

W sierpniu 1943 r. Bolesław Bierut znalazł się już w Warszawie i tu nagle ten szerzej nieznany działacz zaczął szybką karierę w komunistycznym podziemiu, a później w powojennej Polsce. Został najpierw przewodniczącym Krajowej Rady Narodowej, następnie premierem i I sekretarzem partii. Natomiast 5 lutego 1947 r. Sejm Ustawodawczy wybrał go, przy sprzeciwie jedynie 24 posłów, na prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej. Dawny agent NKWD występował wówczas jako bezpartyjny, a swoje ślubowanie zakończył zwrotem: Tak mi dopomóż Bóg.

Słowa "Tak mi dopomóż Bóg" na zakończenie przysięgi prezydenckiej były dla Bieruta nic nie znaczącym gestem. Podobnie jak jego wcześniejsze występowanie na procesjach Bożego Ciała.

Zdaniem niektórych historyków, a także świadków tamtych wydarzeń jak premier Piotr Jaroszewicz, Bierut z 1943 r. nie był jednak tą samą osobą co przed 1939 r. Miała to być matrioszka. Tak nazwano osoby wykorzystywane w operacji sowieckich służb specjalnych, wmyślonej podobno przez Gieorgija Żukowa. Polegała ona na zastępowaniu pewnych osób ludźmi do nich podobnymi, będącymi zarazem agentami NKWD. Przedwojenny Bierut przez pewien czas miał działać jednocześnie ze swoim sowieckim odpowiednikiem. Pełnił wówczas rolę zabezpieczenia dla wiernego agenta Stalina, któremu wyznaczono misję zarządzania Polską. Był nim prawdopodobnie ów śledczy z Łubianki, o którym wspominał Aleksander Orłow.

To wszystko idealnie tłumaczy błyskawiczną karierę towarzysza Tomasza. Z drugiej jednak strony, jeżeli opowieść o Bierucie-matrioszcze jest prawdziwa to życie prywatne komunistycznego prezydenta było mocno pokomplikowane. Biernacki prócz oficjalnej żony Janiny Górzyńskiej-Bierut, miał bowiem również wieloletnią kochankę, Wandę Górską. Uzasadnione jest zatem pytanie, który Bierut spotykał się z żoną, a który z kochanką? Czy obie panie znały całą prawdę o swoim ukochanym?

Polski Stalin

Potwierdzeniem tezy o matrioszce ma być tajemnicze zdarzenie, do jakiego doszło w 1947 r. w Hotelu Francuskim w Krakowie. Wtedy to przebrany za funkcjonariusza NKWD działacz antykomunistycznego podziemia wkradł się do budynku i kilkukrotnie strzelił do przebywającej w holu Bolesława Bieruta. Martwe ciało komunistycznego dygnitarza wyniesiono na oczach świadków. Ale jakież było ich zdziwienie, gdy po paru chwilach w hotelu pojawił się znów… Bolesław Bierut – cały i zdrów. Zdaniem prof. Pawła Wieczorkiewicza w tym zamachu zginął prawdziwy Bierut, natomiast jego sowiecki odpowiednik działał później sam, pełniąc przez lata najważniejsze urzędy w Polsce Ludowej. 

Jeżeli to prawda, to ten wyznaczony na namiestnika Polski agent doskonale wywiązywał się ze swojego zadania. Wielokrotnie zabiegał o utrzymanie w Polsce specjalnych jednostek NKWD. Nie znał litości dla członków niepodległościowego podziemia. W swojej gorliwości zabiegał nawet o zmianę polskiego hymnu. Propagandowo lubił z kolei nadmiernie przedstawiać się w otoczeniu dzieci, co zdaniem niektórych, świadczyło o jego nie do końca zdrowych fascynacjach.

Bolesław Bierut zakończył życie 12 marca 1956 r. w Moskwie, do której przybył na XX Zjazd KPZR. Rzekomo szokiem dla niego okazał się referat Chruszczowa, w którym potępiono „błędy i wypaczenia” czasów stalinowskich. O przyczynach jego śmierci krążyło wiele plotek, lecz najprawdopodobniej zgon był efektem, pogarszającego się już od dłuższego czasu stanu zdrowia towarzysza Tomasza. Jego zejście z tego świata przyśpieszyło długo oczekiwaną w Polsce odwilż i koniec mrocznego czasu polskiego stalinizmu.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA