cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

„Babylon Berlin”, czyli Komitet Obrony Republiki Weimarskiej

Jakub Wojas, 27.03.2020

Przecudowna Liv Lisa Fries jako Charlotte Ritter. Kadr z serialu „Babylon Berlin”

„Babylon Berlin” to najdroższa produkcja serialowa w historii Niemiec. W tym wypadku pieniądze widać nie tylko w rozmachu przedsięwzięcia, ale też w znakomitym poziomie realizacji. Jest to także ciekawa opowieść o Republice Weimarskiej.

Akcja, jak dotąd wyemitowanych trzech sezonów, tej produkcji HBO w reżyserii Tomiego Tykwera, Achima von Borriesa i Hendrika Handloegtena luźno opartej na powieści Volkera Kutshera rozgrywa się w roku 1929. To wtedy do Berlina przyjeżdża komisarz Gereon Rath (w tej roli Volker Bruch). Jest policjantem z Kolonii, który w niemieckiej stolicy musi odnaleźć pewne kompromitujące dla niektórych ważnych osób materiały filmowe. Jego losy wkrótce się splotą z Charlotte Ritter – pochodzącą z nizin społecznych, bywalczynią nocnych lokali, która marzy o pracy w policji. Śledząc życie tej dwójki oraz ich znajomych poznajemy Berlin końca lat 20. Ale wbrew pozorom nie jest to zwykły serial w stylu noir. Intryg kryminalnych jest tu równie wiele jak wątków politycznych czy społecznych. „Babylon Berlin” jest bowiem pieśnią pochwalną na cześć Republiki Weimarskiej, w której mniej lub bardziej świadomie twórcy próbują wskazać na pewne analogie do współczesności.

Niemcy tego czasu nie są upiększane: jest bieda, przemoc na ulicach, lokalne mafie, walki nazistów z komunistami, polityczne spiski. Ale jednocześnie jest to świat tętniących życiem nocnych lokali, szczytu osiągnięć artystycznych niemieckiego kina, fascynacji Europy niemiecką kulturą, miejsce marzeń dla wielu emigrantów, w tym Polaków (co też zostało zaakcentowane). Mieszają się w tym wszystkim ciągle niewyleczone traumy po Wielkiej Wojnie, które są pożywką dla różnej proweniencji psychoanalityków, sekt, a w końcu szarlatanów. To wszystko świetnie podkreślają dynamiczne zdjęcia i fenomenalna muzyka.

 

Jak każdy serial, tak i „Babylon Berlin” ma swoich dobry i złych bohaterów. Tutaj ten podział odbywa się w bardzo charakterystyczny sposób. Większość bowiem spraw, z jakimi styka się w swojej pracy komisarz Rath dotyka rzeczy, mogących zagrozić dalszemu istnieniu Republiki Weimarskiej. W rezultacie tworzy się nieformalny front obrońców demokracji (ta nazwa zostaje nawet wprost wypowiedziana), który stara się wykryć i zapobiec wszelkim próbą zachwiania panującego systemu.

Czarnymi charakterami są konserwatyści, którzy marzą o powrocie do czasów kajzerowskich albo dążą do „konserwatywnej rewolucji”, wykorzystując do tego drugich „złych”, czyli nazistów. Trudno rozstrzygnąć, która z tych grup jest tu gorsza. Na pewno ustępują im komuniści. Jeżeli dokonamy podziału tego ruchu na leninowców i trockistów, to jedynie tych pierwszych, przysyłanych z ZSRR i knujących z pruskimi junkrami w celu wzmocnienia niemieckiej armii, można określić jako negatywne postacie tego serialu. Pozostali komuniści są być może miejscami brutalni, ale słusznie domagają się poprawy losu najuboższych. Jednak zdecydowanie pozytywnie sportretowani zostali w „Babylon Berlin” liberałowie, Żydzi i katolicy, czyli grupy, które najbardziej ucierpiały po wprowadzeniu rządów nazistów. W przypadku tych ostatnich jest to zapewne przede wszystkim ukłon w stronę Konrada Adenauera, który jest zresztą powiązany z głównym bohaterem, notabene też katolikiem. Przy okazji, nie brak tu postaci autentycznych lub inspirowanych autentycznymi. Mamy zatem prezydenta Hindenburga, kanclerza Stresemanna czy mniej znanych, jak policjanta Ernesta Gennata czy nazistę Horsta Wessela. W niektórych odcinkach ukazano też historyczne wydarzenia, jak masakra robotników podczas demonstracji 1 maja 1929 roku czy wybuch Wielkiego Kryzysu.

W związku z emisją serialu producenci „Babylon Berlin” wydali
serię oryginalnych plaktatów. Powyżej Volker Bruch ​​​​jako ​​Gereon Rath
na jednym z nich.

„Babylon Berlin” przedstawia tym samym tych „lepszych Niemców”, którzy nie dali się oczadzić propagandą hitlerowską i bronią wartości, które są bliskie naszej rzeczywistości – wolność, demokracja, równość, prawa człowieka. Znakomicie zrealizowany serial jest w ten sposób świetnym pokazem miękkiej siły obecnych Niemiec. Ukazane jest niezwykle ciekawe historyczne oblicze tego kraju z jego niewątpliwą siłą przyciągania i mnóstwami analogii do dzisiejszych czasów, przy jednoczesnym oddzieleniu nazistów i konserwatystów, czyli „złych Niemców” od przypominających nam tych współczesnych „dobrych Niemców”. Piękna ilustracja tezy o państwie, który jako pierwsze było okupowane przez nazistów.

Co ważne, podział na dobrych i złych nie jest prymitywnie zarysowany. Są to postacie z krwi i kości. I tak główny bohater może postępować w sposób moralnie dwuznaczny, a nazista czy konserwatysta wyciągnąć pomocną dłoń do potrzebującego. Ale przewaga pozytywów zawsze wypada na korzyść obrońców demokracji.

Ciekawie została nakreślona zwłaszcza postać głównego bohatera. Odbiega on od schematu zapijaczonego, zmęczonego życiem, ale skutecznego policjanta. Nie! Bliżej mu do grzecznego chłopca niż Brudnego Harry’ego. Komisarza Ratha poznajemy, gdy zmaga się z wielkimi psychicznymi problemami związanymi z jego wojenną przeszłością. W swojej pracy z kolei często się myli, a przestępcy mu uciekają.

Jednak na szczególne głosy uwielbienia zasługuje wcielająca się w postać Charlotte Ritter, Liv Lisa Fries. W serialu jest połączeniem świętej i prostytutki. Jest dziewczyną z charakterem, ale w hierarchicznej strukturze, jaką jest policja potrafi się dostosować do panujących tam zasad. Swoje niewątpliwe wdzięki wykorzystuje w dwuznaczny sposób, ale robi to właściwe tylko po to, aby pomóc żyjącej w nędzy rodzinie.

Niestety, wysoka forma, jaka towarzyszyła temu serialowi przez dwa pierwsze sezony załamała się. Wyemitowany na początku 2020 roku sezon trzeci traci wiele z uroku poprzednich części. Dynamika już nie ta. W odróżnieniu od poprzednich serii wątki poboczne niewiele wnoszą do fabuły. Pojawiają się np. będące od pewnego czasu zmorą w zachodnich produkcjach wpchane na siłę homoseksualne romanse (na zasadzie „bo musi być”). Klimat przedwojnia też miejscami gdzieś ucieka. Niemniej jest to wciąż dobry serial, choć z politycznym podprogowym przekazem.

Nasza ocena:

Sezon I: 9/10

Sezon II: 9/10

Sezon III: 7/10





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
marjur@live.com
Dodano: Poniedziałek, 30.03.2020 14:59
Nic nie jest czarno białe. Charlotte Ritter przecudowna. Scena z zatopionego samochodu wraz z nią zaskakująca
Niemcy zrobili dobry serial w swoim gatunku , polecam
Odpowiedz na komentarz

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA