cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

21 dni obrońców Lwowa

Krystian Skąpski, 01.11.2018

Lwowskie Orlęta. Obraz Wojciecha Kossaka

Trzy tygodnie bohaterskich walk o Lwów przeszły do ogólnopolskiej legendy. W szczególności dotyczy to młodych obrońców – Orląt, którzy z pełnym poświęceniem stanęli do obrony swego miasta. To jednak nie oni wygrali tę bitwę.

Poranek Wszystkich Świętych

Skandal, szok, niedowierzanie – tak można streścić odczucia, jakie towarzyszyły lwowskim Polakom, gdy świątecznym rankiem 1 listopada 1918 r. zobaczyli nad miastem żółto-niebieskie barwy ukraińskie. W nocy, między godziną 2 a 3, oddziały do tej pory austro-węgierskie, które stacjonowały wokół miasta stały się ukraińskimi i przystąpiły do opanowywania galicyjskiej stolicy. Zajęto gmachy Namiestnictwa, Dworca Głównego, Poczty Głównej, Komendę Miasta, koszary oraz ratusz. Był to efekt przygotowywanej od kilku dni akcji. Pochodzący z zubożałej szlacheckiej rodziny herbu Sas, Dymtro Witowski - przywódca Ukraińskiej Organizacji Wojskowej już 3 dni wcześniej objął kierownictwo nad okolicznymi jednostkami, w których dominowali Ukraińcy: 15, 19, 30 i 41 pułkiem piechoty – łącznie 4 tys. żołnierzy. Ponadto sygnał do ataku rozesłano do innych miast Rusi Halickiej: Przemyśla, Stryja, Sambora, Złoczowa, Stanisławowa, Tarnopola, Rawy Ruskiej, Żółkwi i Czerniowiec.

Polscy obrońcy na pozycjach w czasie walk o Lwów, listopad 1918 r.

Szybkie sukcesy Ukraińców obnażyły nieudolność strony polskiej. We Lwowie, w którym Polacy stanowili ok. 65 procent mieszkańców (Ukraińców było jedynie ok. 10 procent), dysponowali jedynie 700-800 wojskowymi, w dodatku skupionymi w czterech skłóconych ze sobą organizacjach. W galicyjskiej stolicy rywalizowały ze sobą: Polska Organizacja Wojskowa z por. Ludwikiem de Laveaux, Związek Wolności (lub Wojskowy) z chorążym Aleksandrem Kronem, konspiracja Polskiego Korpusu Posiłkowego z kpt. Aleksandrem Kamińskim i w końcu Polskie Kadry Wojskowe z kpt. Czesławem Mączyńskim. Wszystkie one dość długo lekceważyły ukraińskie zagrożenie. Gdy żołnierze Witowskiego ruszali do akcji nieliczni polscy konspiratorzy kłócili się, kto ma zostać głównym dowódcą. Oczywiście nie doszli do porozumienia, a kpt. Mączyński kończąc spotkanie miał powiedzieć:

Teraz idziemy spać, a o 7.00 znów się zobaczymy.

O 7.00, 1 listopada 1918 r. Lwów był jednak zupełnie innym miastem niż kilka godzin wcześniej. Po ulicach krążyły ukraińskie patrole. Jedynie w kwartałach żydowskich ogłoszono neutralność i zorganizowano własne milicje. Jan Rogowski tak wspominał te wydarzenia:

Żołnierze ukraińscy strzelają w górę z karabinów dla rozpędzenia publiczności. Kobiety uciekają, kryją się we wnętrzu katedry […] niepewność i przestrach malują się w każdym ich ruchu.

O wspomnianej godzinie 7. doszło jednak do spotkania dowódców zbrojnych organizacji. W obawie przed Ukraińcami musieli oni się ewakuować z Domu Akademickiego do mieszkania na ul. Fredry. Pierwszym głównodowodzącym został kpt. Władysław Jaksa-Rożen, lecz z powodu porażki w trakcie próby opanowania składu broni na Dworcu Czerniowieckim komendę objął kpt. Mączyński. Rozpoczęto gwałtowanie formowanie oddziałów ochotniczych. To akurat nie było trudne, bowiem szok jaki doznali lwowiacy szybko zmobilizował ich do walki.

Obrona Orląt

Pierwszy sukces odniósł kpt. Zdzisław Tatar-Trześniewski, który nad ranem 2 listopada zajął kwaterę 130. baterii w Rześnie Polskiej. Niedługo potem opanowano dworzec kolejowy i szkołę św. Marii Magdaleny w Parku Stryjskim. Por. Roman Abraham rozbił Ukraińców na Bogdanówce. Węgrzy oddali Polakom Szkołę Kadetów. Zdobyto również politechnikę i koszary na Wulce, a także lotnisko na Lewandówce, skąd wkrótce wystartowały pierwsze samoloty Polskich Sił Powietrznych.

Oddział "straceńcow" por. Romana Abrahama przed ratuszem we Lwowie, listopad 1918 r.

Ukraińcom sytuacja zaczęła wymykać się z rąk. Ich główne pozycje znajdowały się we wschodniej części miasta. Zachodnia była już właściwie stracona. Zdawano sobie sprawę, że rosnący opór Polaków uda się stłumić dopiero przy wsparciu Legionu Strzelców Siczowy. Ten przybył z Czerniowiec, doskonale uzbrojony, 3 listopada. Jeszcze tego samego dnia ruszył on do ataku na dworce Główny i Czerniowiecki. Główny był od dłuższego czasu zapchany maruderami austriackim, co utrudniało obronę. Pozycję udało się uratować dzięki nieco nieczystemu ruchowi. Por. Nitmann jako parlamentriusz zjawił się w obozie ukraińskim:

Doprowadzono mnie do jakiegoś oficera. Przyjął mnie gościnnie wódką i kiełbasą (...) po dłuższej deliberacji ustaliliśmy (….) tymczasowe warunki układu co od Dworca Głównego (…) miał być obsadzony wspólnie przez Ukraińców i Polaków wartą po 10 ludzi.

Polacy jednak złamali ten układ. Rozbroili wartę i sprowadzili odsiecz. Dworzec został utrzymany w polskich rękach. Następnego dnia obrońcy Lwowa zdobyli Górę św. Jura oraz seminarium grekokatolickie przy ul. Kopernika, gdzie powstała Reduta Piłsudskiego. Po 5 listopada front ustabilizował się. Kpt. Mączyński stworzył wówczas pięć odcinków obrony: I- Dom Techników, II – szkoła św. Marii Magdaleny, III – szkoła Konarskiego, IV – Dworzec Główny i V- szkoła Sienkiewicza. W tym ostatnim punkcie dowodził uchodzący za główną postać obrony całej zachodniej części Lwowa, kpt. Mieczysław Boruta-Spiechowicz. Polacy dysponowali także kilkoma samolotami, oddziałem kawalerii „Wilki” oraz pociągiem pancernym „Lwowianin”.

Orlątko lwowskie. Obraz Wojciecha Kossaka

Oblężenie ciągle przeżywały polskie punkty werbunkowe. Najbardziej zwartą i liczną grupę stanowiła młodzież, nazwana potem Orlętami Lwowskimi. Najmłodszy z nich miał 9 lat. O rok starszych było siedmiu, a już 12-latków trzydziestu trzech. W sumie żołnierzy w wieku od 9 do 17 lat było 1441. Zajmowali się oni najczęściej roznoszeniem meldunków i amunicji oraz pełnieniem warty na posterunkach. Często też ginęli. Blisko 14-letni Jurek Bitchan poległ pierwszego dnia walk o Cmentarz Łyczakowski. Rok młodszy Antek Petrykiewicz został śmiertelnie ranny na Persenkówce. W Szkole Kadetów, gdzie toczyły się jedne z najcięższych walk poległ 14-letni Tadek Jabłoński. Warto dodać, że po stronie ukraińskiej odpowiednikami Orląt były Żurawie Lwowa – przybyła z całej Galicji młodzież ukraińska, która przystąpiła do o stolicę ich nowo powstałego państwa.

9 listopad Polacy zdobyli gmach Poczty Głównej. Niefortunnie się złożyło, że był to oddział baciarów – ludzi z lwowskiego marginesu, który przy okazji przywłaszczyli sobie zgromadzone tam pieniądze. Kolejne ofensywy należały do Ukraińców. Ciężkie walki toczono w okolicach Szkoły Kadetów i Góry Stracenia, Parku i Cmentarza Stryjskiego. Jednakże w trakcie krótkotrwałych rozejmów Polacy i Ukraińcy czynili sobie wzajemnie wiele przyjaznych gestów: odwiedzano się, częstowano się jadłem i piciem. Nierzadko po obydwu stronach barykady byli przedstawicieli jednej rodziny. 

17 listopada przeprowadzono kolejny duży szturm na polskie pozycje. Nie przyniósł on jednak rezultatów. Obydwie strony zgodziły się na 4-dniowe zawieszenie broni, które miało się skończyć 21 listopada o godzinie 6.

Wyzwolenie

Tymczasem do Lwowa przebijały się już oddziały ppłk Michała Karaszewicza-Tokarzewskiego. 20 listopada przybyły one do miasta i już następnego dnia o świcie przystąpiły do walki. Główny atak miał pójść z północy i południa. Zgrupowanie Południowe przeprowadziło natarcie na Pohulankę i Dworzec Łyczakowski. Obydwa punkty zostały zdobyte, lecz ofensywa załamała się przy próbie odbicia Góry św. Jacka. Na północy poszło gorzej. Pociąg pancerny z powodu rozmontowanych szyn zatrzymał się pod Podzamczem, a Ukraińcy zepchnęli w wielu miejscach polskich żołnierzy na stanowiska wyjściowe. Niepotrzebny okazał się też samowolny atak kpt. Tatar-Trześniowskiego na cytadelę. Twierdzy nie zdobyto i poniesiono ciężkie straty.

Nieoczekiwanie jednak klęska przerodziła się w sukces. Głównodowodzący siłami ukraińskimi Hnat Stefaniw wobec własnych strat i determinacji nieprzyjaciela zdał sobie sprawę, że nie ma już większych szans. Odbicie dalszej części miasta było niemożliwe, a kolejne polskie natarcie może skończyć się masakrą jego wojska. Wydał zatem rozkaz do odwrotu.

Wspólne zdjęcie w trakcie zawieszenia broni polskich i ukraińskich żolnierzy, listopad 1918 r.

W nocy z 21 na 22 listopada żołnierze ukraińscy ewakuowali się. Lwów był znów polski. Zapanowała niesamowita euforia. Ludzie wyszli na ulicę, by świętować zwycięstwo. Żołnierzy dosłownie noszono na rękach. Jerzy „Ferek” Błeszczyński z 5. Pułku Piechoty tak to wspominał:

Było koło ósmej rano i ulice były tak nabite wiwatującymi, krzyczącymi i płaczącymi ludźmi, że trudno było przez nie konno się przecisnąć […] kobiety i mężczyźni czepiali się grzyw i rzemieni całując i konie, i buty żołnierzy.

Cieniem na tym dniu radości położyły się wydarzenia, jakie miały miejsce w dzielnicach żydowskich. Doszło tam do podpaleń, grabieży i morderstw. Sądzono, że przyczyną było przypadkowe ostrzelanie oddziału por. Romana Abrahama przez żydowską milicję. W odwecie zginęło, według różnych szacunków, 60-150 Żydów, spalono synagogę i kilkanaście domów. Zamieszki były jednak udziałem głównie zmobilizowanych baciarów i wypuszczonych z więzień kryminalistów. Porządek przywróciło wojsko 24 listopada.

Wyparcie Ukraińców nie był końcem wojny. Lwów przez kilka miesięcy był oblężonym miastem. Ukraińcy ostrzeliwali go z przedmieść. Dopiero w marcu 1919 r. odblokowano ostatecznie galicyjską stolicę. Sama wojna trwała jeszcze do lipca i zakończyła się ostateczną likwidacją Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej. Jej powstanie możemy w sumie uznać za przejaw zrywu narodowowyzwoleńczego. Sam konflikt przyjął formę bratobójczej wojny domowej, w której członkowie jednej rodzin stawali po różnych stronach.

Zobacz także:

Czy Józef Piłsudski chciał oddać Lwów Ukraińcom

W obronie Lwowa wzięło udział ok. 6 tys. ludzi, z czego połowa miała mniej 25 lat. W II RP zbudowano wokół nich cały mit Orląt. Poświęcono im wiersze i pieśni. Obok Cmentarza Łyczakowskiego powstał monumentalny Cmentarz Obrońców Lwowa. Młodzi, którzy poszli do walki w obronie swego miasta stali się później wzorem dla młodzieży akowskiej i powstańców warszawskich. Wydawało się, że są to znakomite wzorce do patriotycznego wychowania, lecz dziś należy stwierdzić, że akcenty związane z obroną Lwowa rozłożono nie tam, gdzie trzeba. Spory wkład w zwycięstwo miała wprawdzie poświęcenie lwowiaków, którzy doskonale znali miasto w czym górowali nad przybyłym z prowincji jednostkami ukraińskimi, lecz decydujące okazało się wsparcie oddziałów regularnego wojska, które przybyło z odsieczą. Dziecięcy żołnierze, którym należy się cześć i chwała, tej bitwy ani tej wojny nie wygrali. A liczba karabinów i dobrze wyszkolonych pułków jest ważniejsza od nawet największej ofiarności.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA